Agent Pasożyt w akcji
Dość absurdalne opowiadanie, w którym bohaterowie prowadzą od czasu do czasu dialog z autorem opowiadania w którym uczestniczą...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
AGENT PASOŻYT W AKCJI – czyli bardzo długie opowiadanie udające krótką książkę.
Rozdział I
Budynek Agencji Wywiadowczej. - A nie mówiłem, że go zabiją ! - krzyknął gruby mężczyzna. - Teraz jest już za późno, żeby się obwiniać za to co się stało - odparł mężczyzna w płaszczu Grubas spojrzał na mężczyznę i skrzywił się na twarzy, która zrobiła się najpierw zielona, aby następnie przejść z fioletu do koloru purpury. Widać było, że lada moment wybuchnie. - Co ty mi za pierdoły opowiadasz ! To była twoja wina ! Gdybyś zajął się tym bucem z trzydziestką ósemką Brian byłby w tym pokoju a nie na zasranym cmentarzu ! Mężczyzna w płaszczu sprawiał wrażenie jakby olewał to co mówił do niego grubas. - Daj sobie siana grubasie. Koniec sprawy i tyle. Nie ma po co tego gówna rozdeptywać. - W gówno to ty wpadłeś i to po same uszy. Sprawa trafi na wokandę i będziesz mógł się pożegnać z licencją na zabijanie. Komisja rozpatrzy sprawę bardzo szczegółowo i dojdą do wniosku, że całą odpowiedzialność za sytuację ponosisz ty. - Skąd wiesz ? - Nie ważne. Na twoim miejscu szukałbym sobie zajęcia. Tylko uważaj w co się pakujesz. Nadal obowiązuje cię tajemnica. W normalnych okolicznościach byłoby już po tobie ale kiedyś się zasłużyłeś więc agencja to uwzględni. Po prostu wylatujesz. Mężczyzna w płaszczu odwócił się i skierował do wyjścia. - Kto ci powiedział, że to koniec. - Sram na to, czy to koniec czy początek, cześć. - Skoro tak, to żegnam, tylko nie mów później, że cię olałem bo w tej chwili to ty mnie olewasz - Agenacja mnie olała, ty mnie olałeś i system mnie olał, więc olewam. - Dobra to ja olewam to, że ty olewasz - Olewam to, że olewasz to, że ja olewam to że mnie olewają - Olewam to, że ... Co ja do cholery ... Skoro nie chcesz to nic więcej nie powiem, ale może lepiej będzie jak powiem to co mam do powiedzenia - No to mów, co masz mówić i niech to zostanie powiedziane - Powiem ci więc to co miałem ci powiedzieć zanim postanowisz to olać - Nie gadaj bzdór bo nie mam czasu. Powiedz to co miałeś mi powiedzieć zanim dałem ci do zrozumienia, że olewam to co chcesz mi powiedzieć - Dobra więc słuchaj. Ale zanim ci powiem to co mam ci powiedzieć lepiej usiądź bo z wrażenia możesz walnąć kupę. - To byłyby już dwie. - Jest jeszcze szansa, że będziesz pracował dla agencji tyle, że nieoficjalnie. Będziesz pracował w cieniu i sprzątał to co inni narobią. Nie mogę ci jednak niczego obiecać. - Jak to możliwe. Przecież przed chwilą mówiłeś żebym szukał innego zajęcia a teraz proponujesz mi abym nadal pracował dla agencji ? - Nie rozumiesz. Nie pracowałbyś dla agencji. - To dla kogo do jasnej cholery, wyrażaj się jaśniej. - Dla mnie. - Jak to dla ciebie ? - Potrzebuję się zabezpieczyć na przyszłość a ty będziesz moją polisą ubezpieczeniową. - Wiem wszystko na temat ubezpieczeń. - I dlatego cię potrzebuję. - Dobra, ale mam pewne warunki. - Nie masz żadnych warunków. Nie jest jeszcze powiedziane, że uda się to zrobić. Wszystko w rękach komisji. - Przecież mówiłeś, że masz koneksje. - Może mam a może nie. Nie jestem jeszcze do końca zorientowany co z tobą zrobią. Ale jak cię tylko wywalą możesz liczyć na to, że będziesz miał zajęcie. Mogą oczywiście powiesić cię za jaja i wtedy na niewiele mi się zdasz ale będę cię bronił. - Sprawiasz wrażenie jakbyś mnie nie olewał. - Olewam to ale masz rację nie olewam ciebie mimo, że ty olewałeś mnie zanim powiedziałem ci to co miałem ci powiedzieć - No dobra to do jutra. - Jutra może nie być. Nasza egzystencja może zostać przerwana. Wybuch jądrowy, wypadek, nieuleczana choroba, polityka wszystko to może mieć wpływ na naszą przyszłość. Przyszłość której możemy nie dożyć więc nie będzie ona naszą przyszłością. To wszystko dowodzi, że jutro nie istnieje a czas jest względny. Bo nie istnieje ? Jeżeli zatem rozpatrzymy to z czysto filozoficznego punktu widzenia to możemy dojść do przekonania... - Przestań gadać bzdety, wyczytane z gazety. Od samego słuchania zbiera się do żygania. Przez te głupie bzury znowu leci z rury. Dostaje się apopleksji od tej durnej aneksji. Kurde jakoś tak się słada, że się rym układa. - Dobra wystarczy tej gadaniny. Lepiej wyjdź już z tego pokoju bo nigdy nie dotrzemy do drugiego rozdziału tej beznadziejnej książki. - To jeszcze nie jest książka i wątpię czy wogóle mu się uda ją napisać. - Cicho, nie denerwuj go bo cię jeszcze usunie z tej książki. W tej chwili autor zdecydował, że usunie grubasa a agent przejdzie operację plastyczną. Prosi się zatem wszystkich czytelników o pomoniecie tej postaci.
Rozdział II
Budynek Agencji Wywiadowczej. Grubas siedział zamyślony i ... Ups autor właśnie się zamyślił i zapomniał, że grubas miał być zapomniany. - A nie mówiłem, że go zabiją ! - krzyknął gruby mężczyzna. - Teraz jest już za późno, żeby się obwiniać za to co się stało - odparł mężczyzna w płaszczu Grubas... Zaraz zaraz gdzieś to już słyszałem. A to przecież drugi rozdział. Przepraszam znowu się zamyśliłem. Ten grubas tak utkwił w pamięci, że główny bohater wygląda przy nim jak nędzny ziutek dlatego koniec z grubasem. - Spadaj grubasie - Tylko bez takich. Beze mnie to już nie będzie ta książka. Nie możesz mnie się tak łatwo pozbyć. Mam plecy. Nagle przez okno wpada dwóch wojowników ninija i zabija grubasa tnąc go na dwanaście kawałków. To oczywiście pomysł autora. No to grubasa mamy z głowy. - Niezupełnie Co jest do jasnej cholery ten gościu mnie wkurza. Jakim cudem jeszcze istniejesz ? - Miałem kamizelkę kuloodporną. Przecież oni mieli miecze. - Ups Dobra grubasa nie ma, nie było i nie będzie. To znaczy był ale nie ma i nie będzie. Uff. Ta książka staje się nudna. Potrzeba akcji, wybuchów, krwi... Przejdźmy do następnego rozdziału. Ten jest do niczego. Ale jest trochę za krótki jak na rozdział... Kurdę w końcu ja tu jestem autorem i ja decyduję o długości rozdziału. Powiem więcej nawet o książce. Mogę na przykład ją teraz zakończyć.
Rozdział III
Mogę sobie pominąć rozdział...
Rozdział IV
Dobra starczy tego przechwalania się. Wróćmy do akcji, bo jak sądzę czytelnik już zasnął z nudów. A jeżeli tak to może nie warto dalej pisać ? - Zaraz, zaraz ja czytam, proszę nie przerywać wątku bo wydaje się bardzo ciekawy. Dobrze. Więc na czym to ja skończyłem ? - Na grubasie. Przecież grubasa nie ma. - A prawda. Ale przecież w ostatnich rodziałach była mowa tylko o grubasie. No tak, ale zapominamy, że główny bohater jest tu najważniejszy a podejrzewam, że żaden czytelnik nie jest w stanie powiedzieć jak się nazywa główny bohater. - Agent Pasożyt ? Przecież to miało być dopiero wyjaśnione w tym rozdziale, ktoś chyba tu oszukuje. - A tytuł. Co tytuł ? Aaaa... Ale jaja, zapomniałem o tytule. Skleroza nie boli. Acha, ponieważ to od czytelników zależy popularność książki zapytam czy grubas powinien zostać. - Taaaak. No to mamy kłopot, bo ciężko go teraz będzie wskrzesić mając na uwadze, że jest w dwunastu oddzielnych kawałkach. Ale czego się nie robi dla czytelników - Właśnie - odparł grubas
Rozdział V
Dla przypomnienia polecam przeczytać rodział I z pominięciem rozdziałów II do V włącznie aby nie ulec nieskończonemu zapętleniu.
Rozdział VI
#include
int main(int argc, char* argv[]) { printf("Ojej to miała być książka..."); }
Przepraszam zapomniałem, że w tej chwili jestem autorem a nie programistą. INT 19H No i znowu się zajmuję nie tym co trzeba. Czytelnik musi już dostawać szału ale proszę o cierpliwość. Już się poprawiam. Proszę zatem przeczytać ponownie rozdział V podmieniając w pamięci rzymską cyfrę V na VI i przejść bezpośrednio do rozdziału VII, gdzie obiecuję na 100%, że będzie coś się działo. Jeżeli ktoś nie wie jak podmienić V na VI oto algorytm : 1. Znajdź wystąpienie rzymskiej cyfry V 2. Przepisz do nowego łańcucha zdanie do wystąpienia cyfry razem z nią 3. Dodaj znak I 4. Doklej do nowego łańcucha pozostałą część zdania znajdującą się za cyfrą V Wynik: Dla przypomnienia polecam przeczytać rodział I z pominięciem rozdziałów II do VI włącznie aby nie ulec nieskończonemu zapętleniu.
Rozdział VII
Pozszywany z dwunastu kawałków grubas stał w oknie. Sposób w jaki autor powołał go ponownie do życia można nazwać co najmniej dziwnym ale ponieważ domagała się tego liczna grupa odbiorców postanowiłem, że grubas będzie dalej występował na kartach książki. - Właśnie - odpowiedział grubas Jeszcze nie skończyłem. Więc grubas będzie dalej występował w książce a agent pasożyt będzie dla niego pracował - Jeszcze nie wiadomo, bo wszystko zależy od decyzji komisji Zostaw to mnie grubasie - O przepraszam ale jakim prawem mówisz ciągle grubas, przecież ostatnio straciłem parę kilo i wcale nie wyglądam tak źle a poza tym obrażasz nie tylko mnie ale i wszystkich którzy mają nadwagę Przepraszam ale jeszcze nie podjąłem decyzji jakie będziesz nosił imię. - Zrobili to moi rodzice. Mam na imię Richard. Co ty gadasz, przecież dopiero niedawno cię stworzyłem. - Co nie znaczy, że nie mam rodziców. Chyba nie zabierzesz mi tego. Dobra nieważne. - Rodzice są najważniejsi. Stanowią podsawowy fundament rodziny. A rodzina to fundament państwa. A państwo... Zamknij się wreszcie bo czytelnik puści z nudów pawia. - Sam bym puścił, ale teraz nie wiem gdzie mam żołądek. Tak bylejak mnie zszyto, że już nie wiem czy nadal jestem tą samą osobą co w rozdziale I. Dobra zaraz to załatwię. W tej chwili w pokoju pojawiajają się chirurdzy plastyczni. Po kilku chwilach, które w rzeczywistości trwałyby dużo dłużej grubas, przepraszam Richard zostaje przywrócony do poprzedniego stanu. Chodzi oczywiście o stan jaki był w trakcie rozdziału I. Oczywiście jeżeli ktoś nie pamięta tego stanu może wrócić do rozdziału I ale tego osobiście nie polecam. Nie żebym uważał ten rozdział za nudny czy głupi ale nie lubię się powtarzać. Z drugiej jednak strony był to jak sądzę jeden z najciekawszych rozdziałów. Przynajmniej coś się w nim działo. No dobra znowu się rozgadałem a miało być czadowo. Przydałby się wybuch. Buuuum... i wyleciał w powietrze czajnik elektryczny. - W tym pokoju nie ma czajnika. No to piec gazowy. - Instalację zakładają dopiero w przyszłym miesiącu, ale nie będzie tu żadnego pieca. Dobra niech będzie tak. Buuuum... Richard spojrzał przez okno. - Matko święta mój wóz. No teraz to przesadziłeś. Nie mogłeś wybrać innego samochodu tylko akurat mój. Nawet go jeszcze nie spłaciłem. No cóż praca dla rządu niesie za sobą ogromne ryzyko. Można w każdej chwili stać się ofiarą terrorystów oraz agentów obcego wywiadu. Zrozum coś trzeba poświęcić dla tej książki a że akurat trafiło na twój samochód to trudno. - Trudno ? Trudno to będzie ci wstać jak ci dowalę. Nie sądzę. Nie zapominaj, że do gabinetu może wpaść dwóch dzikich wojowników ninija i żaden czytelnik nie będzie w stanie przekonać mnie do kolejnego wskrzeszenia twojej postaci. - Ale mój samochód... Spoko zaraz to załatwimy. Powiedzmy, że jadłeś dziś na śniadanie płatki na mleku. - Co to ma do rzeczy ? To że akurat tak się składa, że w opakowaniu tym znajduje się los, który oczywiście nie spodziewanym zrządzeniem będzie brał udział w losowaniu nowego modelu Mercedesa i wygra. - Mówisz o tym ekskluzywnym wozie ? Jasne. - No ale i tak jakby nie patrzył byłyby dwa. Mylisz się. Nie wygrałbyś tego. - Kiedy losowanie ? Bo jakoś muszę jeździć do pracy. Weź sobie taksówkę. A na losowanie musisz poczekać dwa dni. Nagle do gabinetu wpada człowiek w czerwonym płaszczu. - W czarnym płaszczu - poprawił Richard Właśnie. - Właśnie widziałem jak twój samochód wyleciał na orbitę okołoziemską. Planowany czas powrotu 3 minuty. Bummmmps... - Które właśnie minęły. I co teraz zrobisz bez samochodu ? - Kto ci powiedział, że bez samochodu ? Niedługo a dokładnie za dwa dni będę miał nowego Merca. - Jakim cudem ? Od agencji ? - Nie. Autor książki mi obiecał w ramach rekompensaty za ten, który wyleciał w powietrze. - Chciałeś powiedzieć w kosmos. - Nie ważne gdzie ale jak. Odlotowo w każdym bądź razie. Zapomniałem co prawda o szczegółach ale czytelnik chyba zorientował się jak potężny był to wybuch. Będę zatem bazował na jego wyobraźni. Po prostu nie ma z czego zbierać. - To był dobry wóz - rzekł Richard z żalem w głosie Ale nowy Merol będzie lepszy. - Dobra panowie kończcie ten temat - rzekł człowiek w czer... w czarnym płaszczu - przecież cała akcja ma się toczyć wokół mojej osoby a jak narazie niewiele powiedziałem a już nie chcę mówić co zrobiłem. Przypominam, że za dwie minuty będzie podejmowana decyzja dotycząca człowieka w czarnym płaszczu, czyli agenta Pasożyta. Więc lepiej Richard abyś już tam poszedł i nie przeciągał tego rozdziału. - Jeżeli ktoś tu coś przeciąga to autor ale to nie jest ważne. Richard wyszedł. W pokoju pozostał człowiek w czarnym płaszczu. - Enhab. Co ? - Enhab, mam na imię Enhab. Dziwne imię i nie wiem czy się przyjmie. No ale niech ci będzie. Ponieważ jesteś głównym bohaterem to w ramach przywilejów możesz sam zdecydować jak chcesz mieć na imię. - Richard też ma takie przywileje a nie jest główną postacią tylko drugoplanową. A na dodatek dostał nowy samochód. Wygrał, to znaczy wygra w konkursie płatków śniadaniowych. - Ja też chcę. Mój samochód ledwo jeździ, jest stary i niedługo się rozleci. Ale można wygrać tylko jeden samochód, dwie lodówki i sto tysięcy opakowań płatków. Oczywiście nie sto tysięcy dla jednej osoby. Zatem mogę ci załatwić lodówkę. - Nie potrzeba mi lodówki. Nigdy nie jadam w domu więc nie jest mi potrzebna. Chcę samochód. Nie zachowuj się jak małe dziecko. Mamo chcę samochód. Mamo chcę kupę. - Richard dostał. Bo jego wyleciał w powietrze. Buuum... Trzask tłuczonego szkła i do biura przez wybite okno wpada poskręcana tablica rejestracyjna. - Mój właśnie też wyleciał w powietrze. Dobra coś wymyślimy. Jest jeszcze wiele konkursów w których można wygrać samochód. Wiem audiotele zadzwoń pod 0700... a ja już zadbam o resztę. - Dzięki. Tylko nie chcę jakiejś tandety. Spoko. Nie będziesz miał powodów do narzekań. Enhab wychodzi z gabinetu a autor myśli co ma się zdarzyć w rozdziale VIII.
Rozdział VIII
Właśnie sobie pomyślałem dlaczego grubas ma mieć na imię Richard a nie Ryszard. A Enhab na przykład Artur. - No nie miałem sobie wybrać imię sam i wybrałem - powiedział Enhab od teraz zwany Artur - A ja jestem Richard a nie Risziard. Ryszard. - Nie ważne. Nie zgadzam się i koniec. - Ani ja. Do pomieszczenia w którym toczy się akcja a które opiszę potem wpada brygada której zadaniem jest pranie mózgów. Brygada zabiera się za robotę i po paru chwilach wychodzą. - Mam na imię Ryszard i bardzo lubię swoje imię - powiedział Ryszard - Mam na imię Artur i bardzo lubię swoje imię - powiedział Artur No to sprawę imion mamy z głowy. Aha miałem opisać pomieszczenie. No to jest to samo, w którym toczyła się akcja w rozdziale I. Czyli w budynku agencji wywiadowczej. Oczywiście wybite okno już zostało naprawione ale nie chciało mi się opisywać jak. Zresztą nie sądę żeby czytelnik był zainteresowany takimi pierdołami. Bardziej chyba interesuje się akcją, której muszę z przykrością stwierdzić chyba brakuje. Na razie wyleciały w powietrze dwa samochody ale cały wybuch rozegrał się w wyobraźni czytelnika. Moje opisy były nieco skąpe a jest już za późno aby się tym teraz zajmować. No chyba żeby wysadzić kolejny samochód ale znów będę musiał komuś załatwiać nowy. Mogę sobie pozwolić co prawda na opis wyrwany z kontekstu. Na przykład opiszę jak wylatuje w powietrze samochód ale samochód tak naprawdę nie wyleci w powietrze bo będzie to tylko opis tego zajścia. Powiedzmy, że na ulicy stoi samochód nie. No i nagle w mgnieniu oka słychać i widać jak zostaje rozerwany na strzępy. To co po nim zostaje czyli tak zwany wrak staje w płomieniach. Płoną siedzenia, ponieważ tak się akurat składa, że nie wyfrunęły z wozu. W tym czasie równolegle opadają na ziemię poskręcane i osmalone a raczej stopione części na przykład drzwi, dach i inne luźne części. Mogę posunąć się dalej. Płonące części uderzają nieświadomych niebezpieczeństwa przechodniów zabijając ich na śmierć. Ponieważ są martwi nie będą mogli skorzystać z opieki medycznej ale to nie jest takie straszne. Natomiast ci pechowcy, którzy zostaną przypadkiem ranni, trafią do szpitala i nic ich już nie będzie w stanie uratować. Myślę, że taki opis jest chyba wystarczający. Jeśli nie to proponuję aby czytelnik w tej chwili sam coś sobie wymyślił a ja w tym czasie skoczę do kibla. Aaaa nie ma to jak się... O przepraszam w kiblu się nie pisze... Biorąc pod uwagę to, że czytelnik wymyślił coś w czasie przerwy jaką sobie zrobiłem chciałbym wrócić do wątku książki. Czyli tak, jesteśmy w biurze Ryszarda, które znajduje się w budynku agencji wywiadowczej. W pomieszczeniu znajduje się także Artur. Obaj panowie toczą ożywioną dyskusje dotyczącą sprawy Artura. Kurde nie chce mi się dalej pisać tej gównianej książki... KONIEC!. Bzzzzzzz....przepraszam za chwilę słabości. Oczywiście, że książka będzie dalej pisana. - Hurrrraaaaaa !!! Dziękuję za uznanie i wyrozumiałość. Więc wróćmy do wątku. Skończyłem na tym, że Artur i Ryszard rozmawiają. - Jeszcze nie zaczęliśmy. Na razie to tylko ty ględzisz bzdety Dobrze oddaję wam pole do popisu. Niech się coś wreszcie dzieje. - Komisja zdecydowała, że w ogóle cała komórka operacyjna nie dostanie funduszy. To w praktyce oznacza, że oprócz ciebie wylatuję również i ja. Cholera by to wzięła. To twoja wina pajacu. - Przecież to ty wydawałeś rozkazy. Więc ponosisz taką samą odpowiedzialność za zaistniałą sytuację jak i ja. Panowie nie kłóćcie się, bo to i tak nie rozwiąże waszych problemów. - Nie mógłbyś coś zrobić ? W końcu to ty jesteś autorem i ty tu rządzisz. - Właśnie. My ze swojej strony chcieliśmy dodać, że bardzo się cieszymy, że to właśnie my mamy honor i przyjemność uczestniczyć w tak obiecującej i wspaniałej pod każdym względem książce. - No to jak będzie szefie ? Pomożesz ? Dobra. Komisja właśnie zmieniła zdanie a Artur nie ma żadnych problemów. Nie zostanie nawet ślad w jego aktach. Sytuacja wygląda tak, że Ryszard dalej jest szefem komórki K-I a Artur agentem pracującym w tej komórce. - Super ! Więc nie stracę źródła utrzymania ! A już się bałem, że nie spłacę auta, które nawiasem mówiąc wyleciało w powietrze a nie było ubezpieczone, telewizora panoramicznego, odtwarzacza DVD, żelazka, elektrycznej szczoteczki do zębów, lodówki, pralki, prenumeraty miesięcznika dla panów inaczej... Teraz ty zaczynasz przynudzać. Gówno czytelnika obchodzi co masz do spłacenia. Ma się coś dziać do cholery. Akcja! Wybuchy! Strzelanina! Brzydkie wyrazy! - Kurwa dobry pomysł jego mać ! Przepraszam brzydkie wyrazy można sobie podarować. Mam nadzieję, że ten incydent nie zniechęcił czytelnika. Naprawdę bardzo mi przykro, iż w książce pojawiły się takie brzydkie wyrazy ale nie sposób inaczej wprowadzić atmosfery brutalności i bezwzględnej walki. Ale to nie zmienia faktu, że brakuje tu przemocy, akcji i seksu. - Przecież nie ma, żadnej babki - powiedział Artur - No przydała by się sekretarka. W każdej agencji pracuje sekretarka i zazwyczaj jest to niezła dupa - dodał Ryszard Ty się lepiej nie odzywaj. Masz już żonę i myśl o niej a nie o innych laskach. Panienkę to trzeba skombinować dla Artura, bo ostatnio uprawiał seks jakieś dwa lata temu więc ... - Nie prawda! Nie jestem impotentem ! Nikt tego nie powiedział. Po prostu potrzeba ci wiesz czego i dlatego potrzeba tu kobiety. Ale żeby to nie wyglądało na banalny stosunek spreparuję coś ekstra. - Tylko bez przesady! Nie będę robił nic zboczonego! Chodzi mi o wątek miłosny. Romantyczny. Kwiaty, kolacja, pocałunki, pełnia księżyca a nie fizyczne spełnienie potrzeb i cześć. - Źle cię zrozumiałem. Znaczy mam się zakochać ? Jasne. - A jak mi się nie uda ? Spoko. W tej kobiecie nie będzie można się nie zakochać. No to tyle na razie na ten temat.
Rozdział IX
Trzeba zacząć nowy rozdział, bo w poprzednim znów się nie udało uzyskać efektu dynamizmu. Akcja tego rozdziału toczy się jeszcze w tym samym miejscu i z tymi samymi bohaterami ale zapewniam, że w kolejnych rozdziałach sprawa ulegnie zmianie. Będą pościgi, walki wręcz, zabójstwa, zamachy i seks... to znaczy wątek romantyczny. - Już nie mogę się doczekać - odparł Artur Czekałeś dwa lata to parę dni cię nie zbawi. - A skąd czytelnik będzie wiedział ile czasu minęło. Na razie nie wspomniałeś o tym ani słowem. Na razie minął dzień. To znaczy wybuchy były wczoraj. - No tak ale w następnym rozdziale na przykład wczoraj to będzie dzisiaj. Rzeczywiście. Hmm...trudna sprawa. Co robić ? - Może wprowadzić chronologię zdarzeń ? Umiejscowić realia w określonym czasie. Jest rok 2120... - Bez przesady. Przecież przedmioty jakimi się posługujemy już dawno zostałyby zastąpione lepszymi. A nie sądzę, żeby wtedy samochody wylatywały w powietrze. Samochód zawsze może wylecieć w powietrze. Ale mniejsza o to. Dobra jest 1966 rok. - Nie. Za wcześnie. A może po prostu 2000. - Ok. To jest to. A miesiąc ? Maj. - Chce ci się opisywać piękno przyrody. Kwitnące kwiaty, zieleń drzew, błękit nieba i tak dalej, i tak dalej... No prawdę powiedziawszy nie. Dobra niech będzie Październik. I to czwarty. Dniem tygodnia jest środa. Wtedy rozpoczyna się akcja. Czyli dziś jest 5 październik. - W dechę. Teraz będzie wiadomo, co się kiedy działo. Pragnę przypomnieć czytelnikowi, że sprawa Artura została rozwiązana pomyślnie i może on dalej wykonywać swoją pracę. Również Ryszard jako szef komórki będzie nadal wykonywał swoją funkcję. Wobec tych okoliczności przyznaję, że to co zostało do tej pory napisane nie ma żadnego sensu, bowiem nic się nie stało. Artur miał wylecieć z agencji i pracować po cichu dla Ryszarda ale nie musi już tego robić, gdyż sprawę umożono. Ryszard może dalej wydawać oficjalne rozkazy, więc nie musi trzymać w tajemnicy wykonywanych przez Artura zadań. Może to i dobrze dla bohaterów, że nie mają kłopotów ale książka staje się przez to banalna. Zapewniam jednak, że niedługo to się zmieni. Dalsze dialogi w biurze chyba nie mają już sensu. Trzeba wyjść na zewnątrz. - Zaraz - odparł Ryszard - przecież ja w tym rozdziale nie wypowiedziałem ani słowa a miałem oficjalnie rozmawiać z Arturem. Co jest grane ? Dobra to mów co masz do powiedzenia i kończymy ten rozdział. - Niech się zastanowię, żeby nie powiedzieć tego czego nie chcę powiedzieć a co mogę powiedzieć wiedząc, że... Mów wreszcie! - Dobra. Artur mam dla ciebie misję...yyyy...misję...yyyy...która wymagać będzie wiele wysiłku i będzie ryzykowna. Będą się działy straszne rzeczy. Wybuchy, morderstwa, oszustwa,... I seks. - Nie przerywaj mi proszę. Więc misja ta jest wielce ryzykowna i możesz przypłacić to życiem. Możesz umrzeć na zawał w trakcie stosunku. - No teraz to przesadziłeś. Prosiłem, żebyś mi nie przerywał. Robisz sobie jaja czy co ? Po prostu chcę żebyś się streszczał a ty jęczysz, marudzisz i nic nie chcesz powiedzieć konkretnego. - Cierpliwości. Więc Artur liczę na ciebie i wierzę, że sobie dasz radę. - Nie powiedziałeś, co to za misja. - Wszystko przez ten pośpiech. Więc masz rozpracować wyjątkowo niebezpieczną sektę religijną. Nazywają siebie Wyznawcy Jedynej Prawdy. Ich przywódcą jest niejaki Jakub zwany Klucznikiem. - A czemu akurat Klucznikiem ? - Bo to on ma otworzyć bramy raju. Przynajmniej oni w to wierzą. Z naszych doniesień wynika, iż "klucze", którymi zamierza to uczynić są radioaktywne i robią wiele hałasu. - Masz na myśli to co masz na myśli ? - Tak. Chodzi o bomby nuklearne. - Chyba o bombę. - Nie. Nie chodzi o jedną ale o cały arsenał. Wszystkie zostały wykonane przez bardziej wtajemniczonych członków sekty. Prywatną straż ich proroka Jakuba. To są wyjątkowo brutalni i niebezpieczni ludzie. To najemnicy. Płatni mordercy, spece od materiałów wybuchowych oraz radioaktywnych a także handlu bronią. Potrafią załatwić każdą brudną robotę. - Pewnie mam zinwigilować ich środowisko. - Dokładnie. Zapiszesz się do sekty i będziesz jednym z wyznawców. Następnie zbliżysz się do samego Jakuba i pokrzyżujesz mu plany. Ale uważaj na jego ludzi. On nie jest głupi. Wszystkie dane dotyczące misji znajdują się w tej teczce. Po przeczytaniu musisz ją zniszczyć. Bomba. To się nazywa budowanie akcji. Pora wreszcie żeby coś się działo. Niech się stanie akcja. Uwaga nadchodzi tornado! Czyli rozdział X !!!
Rozdział X
- Och skarbie, och taaak... Przepraszam rozmarzyłem się. Wracamy do akcji. Jak pamiętacie Artur otrzymał misję. I właśnie przystąpił do jej realizacji. Wsiadł w taksówkę i wrócił do domu aby przestudiować dokładnie akta sprawy. Po porwocie do domu przestudiował akta sprawy i wiedział tak dużo o sprawie, że skoda gadać. Oczywiście zgodnie z zaleceniami szefa zniszczył je zaraz po tym jak się z nimi zapoznał. No i już wiedział dosłownie tak dużo, że aż głowa boli. Zaplanował wszystko. Czyli jak ma się dostać do sekty nie wzbudzając podejrzeń i jak zyskać sympatię oraz skupić na sobie uwagę Jakuba. Następnego dnia przystąpił do realizaji swojego planu. - Życie nie ma już sensu !!! Nie przekonujcie mnie ! Nie chcę słuchać tych bzdur! - krzyczał stojąc na dachu supermarketu. Zapomniałem powiedzieć, że cały plan polegał na tym aby zainteresować swoją osobą członków sekty, którzy akurat raz w miesiącu przebywali w mieście w tym budynku na którym stał Artur. W markecie mogli robić najpotrzebniejsze zakupy bez łażenia po całym mieście. Poza tym mieli tu dobre ceny. Cały pic polegał na tym, aby zwrócić na siebie uwagę. Wzbudzić zainteresowanie. Przecież ktoś kto chce targnąć się na swoje życie nie jest dla świata nic wart. Przynajmniej tak myśli taka osoba, więc może wartą ją przygarnąć i dać nadzieję, ukazać prawdę. A o to chodziło przecież Arturowi. Ale trzeba to tak rozegrać, żeby zdąrzyć przed przyjazdem policji oraz straży pożarnej. Później może nie być okazji do powtórki. Artur liczył, że kierownictwo sklepu spróbuje załatwić sprawę po cichu aby uniknąć złego rozgłosu i miał rację. - Panie kierowniku mamy sytuację - powiedział jeden z pracowników - Co się dzieje ? - zapytał kierownik marketu - Jeden człowiek na dachu naszego budynku krzyczy, że życie nie ma sensu. Pewnie chce się zabić. - Zdejmijcie go jakoś. Nie możemy sobie pozwolić na taki rozgłos. W dziesięć minut później Artur zostaje doprowadzony do gabinetu kierownika marketu. - No co pan wyrabia ? - Nie wiem. Przepraszam ale nie widzę już sensu istnienia. Przeżywam kryzys wiary. - Rozumiem, ale to nie jest powód aby robić u nas takie zamieszanie. - Panie kierowniku przyszli nasi najlepsi klienci - powiedział kobiecy głos z interkomu. - Dziękuję pani Ewo - odpowiedział kierownik - za chwilę ich przyjmę. No a co mam zrobić z panem ? - zwracając się do Artura - Przecież gotów pan powtórzyć całą sytuację na przykład w innym markecie albo gdziekolwiek indziej. Nie zależy panu na życiu a ja nie zamierzam mieć pana na sumieniu tylko dlatego, że ma pan zamiar się zabić. Ale wie pan co, mam pomysł. Tak się składa, że moi najlepsi klienci zajmują się czymś co można określić podnoszeniem na duchu. - Nie wiem czy ktoś będzie w stanie mnie pocieszyć. - Proszę ocenę zostawić mi. Pani Ewo - powiedział wciskając przycisk interkomu - proszę poprosić naszych szanownych klientów, żeby weszli. Do gabinetu weszły trzy osoby. Dwóch rosłych mężczyzn i jedna kobieta. Kobieta sprawiała wrażenie bardzo miłej i sympatycznej osoby. Kierownik marketu wstał i podszedł do nich witając każde z nich z osobna. - Witam witam serdecznie moich najlepszych klientów i zapraszam jak zwykle na kieliszek koniaku. Wybaczcie, że kazałem wam czekać ale mieliśmy tu mały incydent. Ten miły pan próbował popełnić samobójstwo. - Ojej. Dlaczego ? - zapytała kobieta - Bo nie widzę już sensu dalszej egzystencji. To bez sensu. Zapomniałem powiedzieć, że kobieta ma na imię Elżbieta. Panów jej towarzyszących możemy pominąć. - Jak to pominąć ? - zapytał jeden z nich Panowie nie wnosicie nic do tej książki więc nie będę się wami zajmował. Opisywanie waszego wyglądu i przedstawianie waszych imion nie jest tu potrzebne. A poza tym nie mam na to w tej chwili ochoty. - To my siebe sami przedstawimy. Ja jestem Tomasz a ... Kiedy mówię, że nie warto się wami zajmować to znaczy, że nie warto. Zrozumcie, że występujecie tu jedynie w roli tła. Macie podkreślić siłę sekty a jednocześnie wyeksponować dobroć i czystość charakteru Elżbiety, która odegra w książce pewną rolę a mianowicie ... - Ale nie zdradzajmy tego już teraz, bo książka straci sens - powiedziała Elżbieta Nie straci bo nie jest to kluczowa rola, tylko jedna z ważnych aspektów książki. Ale racja nie czas jeszcze na ten wątek. - Czy to z tą kobietą mam tego... zakochać się w niej i te sprawy - zapytał Artur Nie. Seks zostawimy na później ale nie z Elżbietą. Dla ciebie mam inną laskę. - To niby ja się nie nadaję ? - zapytała obużona Elżbieta Przykro mi ale postanowiłem, że Artur potrzebuje młodszej kobiety od pani. Niech się pani nie obraża. W końcu jeżeli chodzi pani o seks, to można wykorzystać tych dwóch statystów. - Pan mnie obraża. Nie jestem tego typu osobą. Tylko dlatego, że tak panią przedstawiłem. Ale w tej chwili postanowiłem, że odegra pani rolę negatywną. Dobroć i miłe usposobienie to jedynie przykrywka. Gdyż w rzeczywistości należy pani do czołowej gwardii Jakuba Klucznika. - Takie zmiany powinny być uzgadniane na początku. Nie można tak zmieniać zdania. Byłam już nastawiona na to, że będę bohaterem pozytywnym. Bohaterką. - No nie nie dość tego to jeszcze mnie pan poprawia. To bez sensu. No ale skoro tak to niech i tak będzię. Pewnie jak się nie zgodzę to zostanę usunięta albo wypiorą mi mózg a w rezultacie i tak zrobię co mi pan rozkarze. Dokładnie. A teraz wracamy do wątku. Jak czytelnik pamięta, członkowie sekty postanowili zabrać do siebie Artura, udającego niedoszłego samobójcę. - Jeszcze nic takiego nie miało miejsca ! Oj chyba się zagalopowałem. No dobrze to na czym skończyliśmy ? - Artur mówił, że nie widzi sensu życia a Elżbieta miała coś powiedzieć - odparł jeden ze statystów O ile sobie przypominam panowie nie mają tu nic do gadania. - Ja się wcale nie odezwałem jeszcze ani razu - odparł drugi statysta. I bardzo dobrze bo nie wyrażasz się prawidłowo. Masz kłopoty ale nic dziwnego bo nie skończyłeś nawet podstawówki. - Skończyłem. Nie ukończyłeś ostatniej klasy. - Ale mam pozostałe. Zamknij ryja. Od tej chwili żaden statysta nie ma prawa nic powiedzieć, chyba że ja zdecyduję inaczej. A teraz wracamy do zasranego wątku. Gadać do cholery. Elżbieta i Artur do roboty. - Seks ? Nie! Szlag mnie trafi, no! Rozmowa! Akcja! Natychmiast! - Nie rozwiąże pan swoich problemów odbierając sobie życie - powiedziała Elżbieta zwracając się do Artura, czyli kontynując wreszcie wątek i starając się nie wkurzyć ponownie autora - A jak mogę uciec od tej szarej, nudnej codzienności ? - zapytał Artur, który również nie zamierzał wdawać się w polemikę z wkurzonym autorem. - Zapraszam pana do naszej grupki. Jesteśmy ludzmi, którzy odnaleźli sens istnienia, bo żyjemy dla siebie. Akceptujemy się nawzajem i żyjemy jak jedna wielka rodzina. Grupa liczy dwieście piętnaście osób. A nad wszystkimi czuwa nas nauczyciel i przewodnik Jakub. - Nie sądzę, żeby państwo byli w stanie mi pomóc. - To niech się pan przekona. Co panu zależy. W końcu i tak pan chce się zabić więc jeden dzień może pan poświęcić na danie sobie ostatniej szansy. - Dobrze. Ale jeżeli obiecajcie mi, że jeżeli nic nie wskóracie pozwolicie mi odebrać sobie życie. - Zgoda. W trakcie jak pozostali, o których nie wspomniałem a było ich czworo, członków sekty pakowało potrzebne rzeczy na ciężarówkę, o której również zapomniałem wspomnieć. Elżbieta opowiadała o tym jak żyje się w ich społeczności. - Miłość. Pokój, Harmonia. To nasze hasła. Wierzymy w piękno. - Wiele czyta się ostatnio o sektach. Proszę się nie obrażać ale czy nie mają państwo jakiś dziwnych zwyczajów. - Na przykład. Seks grupowy. - Nie oto mi chodziło. Mycie sobie nóg... Narządów płciowych. - Nie nic z tych rzeczy. Nie mamy takiego obowiązku. Jedynym obowiązkiem jest kochać się wzajemnie. I uprawiać ze sobą seks. - Wie pan co, czytelnik może odnieść wrażenie, że zamiast książki szpiegowskiej czyta erotykę albo coś w tym rodzaju. A kto pani powiedział, że to będzie książka szpiegowska. Na erotyk się co prawda nie zapowiada ale kto wie może coś autorowi przyjdzie na myśl i wtedy wszystko zdarzyć się może. - Wolałabym nie. - A ja tak. Mam nawet zapewnienie autora, że będę uprawiał seks z piękną i młodoą kobietą. Właśnie. W dodatku dziewicą. - Panowie, zbaczamy z właściwej drogi. Ludzkość od niepamiętnych czasów zbacza z właściwej drogi i to co do tej pory jest zawdzięczamy właśnie temu zbaczaniu. - Albo może zboczeniu. Tak właśnie jest. Seks jest głównym teatrem działań człowieka. Wokół niego kręci się świat. - Bez przesady. Ja wogóle nie myślę o tych sprawach. Ale zacznie pani kiedy Jakub będzie miał na to ochotę. - Nie zrobi pan ze mnie dziwki ! Zrobię co mi się spodoba. I nie ma tu nikt nic do gadania. W końcu kto tu pisze książkę pani czy ja. Ja tu rządzę a teraz postanowiłem zakończyć tę dyskusję i rozdział. W następnym będziecie już na miejscu, czyli tam gdzie mieszkają członkowie sekty. Opis tego miejsca oczywiście na początku rodziału XI.
Rozdział XI
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma... Nie chyba tak się nie zaczyna opisów. Chyba, że chodzi o bajkę a nie chodzi, przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. - A właśnie, że chodzi o bajkę - rzekł wilk Ej ej, co jest kurde fele grane ? - No właśnie. Gdzie do cholery jest czerwony kapturek ? Spadaj stąd pacanie. No nie to już przesada. Nigdy w żadnej książce nie było takiego zamieszania. Sam zaczynam się już gubić. Miały być opisy miejsca zamieszkania członków sekty Jedyna Prawda a nie początek jakiejś bajki dla dzieci. - A kto ci powiedział, że bajki dla dzieci ? To nie ta sceneria. Jak to ? Przecież ty jesteś wilkiem i szukasz czerwonego kapturka, który idzie do chorej babci aby... - A skąd ! Chodzi mi o kapturek. Wiesz na co. Koniec. Ani słowa więcej. Nie ma cię. Znikaj i nie wracaj. To granda. To skandal. I jak ja mam pracować w takich warunkach. Co tu się dzieje ? - Selery! Marchew! Kaaaapusta! - darł się w niebogłosy sprzedawca - A po ile te kalafiory ? - zapytała kobieta Nie. Mam dość. Ktoś sobie robi jaja. Przerywanie wątku autorowi to grzech. Wszędzie pełno chamstwa. Czas na odpoczynek a po tym wracamy do wątku...
Rozdział XII
Zawsze jak się coś zaczyna walić najlepiej zacząć od początku. Może nie dosłownie od początku ale momentu w którym się zatrzymała akcja książki. No. Więc miały być opisy i będą. Oto one. Już nadchodzą... Niech tylko trochę pomyślę nad tym. Więc tak. Najlepiej będzie jak czytelnik wyobrazi sobie las. Dodam, że jest to piękny las a w promieniu wielu kilometrów oprócz członków sekty nie ma żywego ducha. W lesie jest duży odkryty obszar na którym stoją baraki. W barakach tych mieszkają "owieczki Jakuba". - O jakie ładne określenie - powiedział Jakub Zaraz ty jeszcze nie miałeś się ujawniać. Jeszcze nie pora. Więc jest tam po prostu pięknie. Nic dodać nic ująć. - Jest jeszcze wodospad "oczyszczenie", w którym chrzczę nowych członków Mówiłem, żebyś się nie odzywał. Kiedy będzie twoja kolej powiadomię cię o tym. Kontynując opis można dodać, że jest to wymarzone miejsce dla sekty. Kiedy więc Artur znalazł się na miejscu był bardzo zachwycony tym miejscem. - Jestem bardzo zachwycony tym miejscem - powiedział Artur do Elżbiety - Tak, to prawda. Na całym świecie nie ma chyba piękniejszego miejsca. Pod każdym względem - odparła Gówno. Nie chce mi się już pisać tej debilnej książki. - Proszę się nie poddawać. To zaszło już za daleko, żeby teraz rezygnować. Co by powiedzieli czytelnicy, gdyby teraz pan się poddał - odpowiedział zasmucony Artur - Przecież tyle mi pan obiecał i co ? Zawiedzie pan nie tylko czytelnika ale i mnie. Pomyślę o tym. Myślę o tym. Pomyślałem o tym. Słusznie. Jeżeli coś się zaczęło robić należy to kontynuować. - Uf. Co za ulga. - Arturze chodź przedstawię cię Jakubowi. No i kurde Artur z Elżbietą poszli do Jakuba. Teraz będę gadali. - Ale zaraz - rzekła oburzona Elżbieta - zaczyna pan odwalać robotę. Proszę niech pan przynajmniej udaje, że zależy panu na tej książce. Jeżeli stracił pan swój zapał to proszę przynajmniej to jakoś ukryć przed czytelnikiem. Może to przejściowe ? Kryzys zazwyczaj mija i jeżeli się go przetrzyma to zazwyczaj mija. ... - Halo, jest tam pan ? - Co się dzieje ? - Może zasnął ? - Nie, nie sądzę. Przecież gdyby zasnął to my nie moglibyśmy rozmawiać. Pewnie ma dosyć komentowania tego co się dzieje. Racja. Znowu nie chce mi się pisać. - Może jakoś panu pomóc ? Nie. To jest moja książka i jeżeli ktoś ma ją kończyć to tylko ja. Spróbuję się skoncentrować a zaraz coś mi przyjdzie do głowy. Hmm... Ciekawe co dzisiaj będzie w telewizji ? Może jakiś fajny film ? Coś bym obejrzał, ale nie jakieś gówno. Może komedię. - Ale proszę spróbować się skupić na książce a nie na tym co będzie w telewizji. Przecież bez pana pomysłów nie mamy racji istnienia. Już chwila. Staram się jak mogę. - No to może pan rozpocznie nowy rozdział a jakoś to pójdzie. O tym to już sam zdecyduję. Cierpliwości. Zaraz będzie akcja. Buuuuum... Nie to już było. Nie ma sensu wysadzać kolejnego samochodu. Może wrócimy do rozmowy, która zaczęła się między dwiema osobami a mianowicie Arturem i Elżbietą. Otóż rozmawiali o tym, że Artur na poznać Jakuba. - Chodź przedstawię cię Jakubowi - powiedziała Elżbieta - Dobrze - odparł Artur, który nie był królem i nie mieszkał w zamku Camelot - Właśnie, jeżeli ktoś jest tu królem, to chyba ja - powiedział Jakub Jeszcze nie twoja kolej. A poza tym to nie ty jesteś tu królem a ja. Ty grasz rolę przywódcy sekty. Dopiero teraz Elżbieta i Artur weszli do największego z baraków, w którym mieściła się siedziba Jakuba. W jednym z pokoi siedział zamyślony Jakub. - Jakubie - powiedziała Elżbieta - pozwól, że ci przedstawię Artura. - Miło mi cię poznać - powiedział Jakub - Mi również - odparł Artur - Artur ma kłopoty ze sobą. Jest zagubiony i nie widzi już sensu życia. Pomóż mu bo jeśli ktokolwiek może to tylko ty. Zostawię was samych - powiedziała Elżbieta i wyszła z pokoju. - Usiądź proszę. - Dziękuję. - Napijesz się czegoś ? - Nie. - A teraz powiedz mi dlaczego straciłeś wiarę w życie. - Blablablabla... Artur nawija Jakubowi o tym dlaczego niby stracił sens istnienia ale tego nie będę opisywał bo nie mam na to ochoty. Poprostu nie ma sensu opisywać tego, skoro i tak jest to nieprawdą. Wszyscy przecież wiedzą, że Artur kłamie aby przyjęto go do sekty. Nagle bez żadnego ostrzeżenia w pokoju pojawia się akwizytor. - Chciałbym zaoferować panom nasz produkt po rewelacujnie niskich cenach. Nasza promocja obejmuje zarówno ilości hurtowe jak również i detaliczne... Ponieważ akwizytor dostał się tu przez pomyłkę zostanie usunięty w bardzo…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ksenus
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…