Wróć do katalogu

Akuma no Hunter I

Kolejna (właściwie to pierwsza..) część AnH.

Yarii, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Stoję przed furtką, przyglądając się odległej rezydencji. W jednym z okien dostrzegam światło. Resztka nadziei znika - ciotka nie śpi. Wzdycham, przechodzę przez drzwiczki i zamykam je od środka. Nasz dom znajduje się w spokojnej, bogatej dzielnicy, więc wszędzie da się zobaczyć wille z zadbanymi, na pozór idealnymi ogródkami. Większość oddzielona jest tylko płotem, bo ochroniarze i zabezpieczenia wystarczają by odstraszyć złodziei, ale nasza jest inna. Od reszty świata oddziela ją wielki, kamienny mur. Jedynym miejscem przez które można zobaczyć co znajduje się za nim jest metalowa furta, która stanowi zarazem jedyne wejście do środka. A tam jest już zupełnie inna rzeczywistość. Jeżeli inne działki są duże, to tą można spokojnie nazwać ogromną. Sama droga do domu zajmuje kilka minut. Do starego, potężnego budynku prowadzi tylko jedna, prosta ścieżka. Oprócz niej - wszędzie tylko las. Nienaruszone drzewa, stojące tu już setki lat, łączą się długimi gałęziami tworząc wielki, dziurawy dach. W lecie wygląda to jeszcze w porządku, ale teraz, jesienią nie da się pozbyć tego dziwnego uczucia niepokoju. W końcu staję przed drzwiami. Jak zwykle, jeszcze zanim ich dotknę, otwierają się ukazując naszego wiernego lokaja Tony'ego. - Witaj panienko. - mówi przepuszczając mnie w przejściu. - Czemu panienka dziś tak późno? - Witaj Tony. Jak to czemu - nauka. - mówię zdejmując buty i płaszcz. - Przecież panienka ma bardzo dobre oceny i bez siedzenia do drugiej w nocy w książkach. - Wiesz, że nie o taką naukę mi chodzi. Jeżeli chcę być dobrym łowcą muszę doskonale znać swojego wroga. Dlatego uczę się... - ... i jest panienka najlepsza w swym fachu. - przerywa mi uśmiechając się. Odwzajemniam się tym samym. - Ciotka chce się z panienką widzieć. Czeka w swoim gabinecie. Radziłbym nie zwlekać. - Ech.. rozumiem, dziękuje. Bardzo jest zła? - dodaję po chwili. - Cóż... może być gorzej. Chyba. - Dzięki za pocieszenie.. - mamroczę i kieruję się w stronę pokoju pani tego domu. Patrzę na list, który wręczył mi demon. Jest zaadresowany do mnie i ciotki, więc jeszcze go nie otwierałam. Po chwili staję pod drzwiami i bez pukania wchodzę do środka. W szafkach, zajmujących prawie całą przestrzeń pokoju walają się książki, a po środku stoi duże dębowe biurko i skórzany fotel. W nim, z nosem w papierach siedzi czarnowłosa kobieta. - Witaj, Aya-sama. - Dlaczego wracasz tak późno? - jak zwykle ciotka nie odpowiada na przywitanie. - Zasiedziałam się w bibliotece akademickiej, ale to nie ważne. Mam wiadomość od Ceverusa. - mówię i kładę kopertę na biurku. Kobieta zapewne chce pierwsza poznać jej zawartość. Po chwili czarnowłosa sięga po list i odpieczętowuje go. Zapada nieznośna cisza. Nie chcę dać tego po sobie poznać, ale zżera mnie ciekawość, czego może chcieć władca demonów. - Więc tak sprawa wygląda.. - mówi wreszcie ciotka. - O co chodzi? Chce zerwać pokój? - Nie. Jednakże stawia w tej sprawie pewne warunki. - Warunki? - pytam zdziwiona. Odbiło mu? Sam szesnaście lat temu prosił o zawarcie pokoju, a teraz chce stawiać warunki? - Tak. I ostrzegam, że nie spodobają ci się. Zaczynam się denerwować. Chyba nie zakaże zabijania jego popleczników? Według ustalonych zasad, łowcy mają pozwolenie na pozbywanie się demonów sprawiających problemy. Moim osobistym przywilejem jest, że mogę kończyć także życia większości jego posłańców. Te, których mam zostawić mają ze sobą specjalne karty z pieczęcią, na resztę - przymyka oko. - Słucham. Co to za warunki? - mój głos lekko drga. Kobieta wzdycha i podnosi się z fotela. - Ceverus, chce umocnić nasz pakt. Od przyszłego tygodnia niektórzy łowcy mają zacząć współpracę z grupą jego zaufanych podwładnych przy pilnowaniu porządku. Przykro mi, ale ta ustawa odnosi się także do ciebie. ... - COO?!

***

- Helein, nie krzycz! - drze się ciotka. Hipokrytka, myślę. Nie mam zamiaru dać za wygraną. - Wybacz, Aya-sama. A w sprawie Ceverusa - mam rozumieć, że odmówisz, prawda? - Oczywiście, że nie. Przystaniemy na tą propozycję. - mówi wstając, po czym odwraca się w stronę okna - plecami do mnie. Zawsze tak robi. Buduje mur między nami. Zwykle, w tej chwili bym się poddała, ale nie tym razem. - Ale to przecież niedorzeczne! Pracować z wrogiem?! - opieram się rękoma o blat stojącego przede mną biurka. - Zapominasz, że to nie oni są naszymi wrogami. Nie do końca. Zbuntowane potwory przeszkadzają także im, więc to normalne, że chcą się ich pozbyć. A dzięki temu pomysłowi staniemy się bardziej pewni - większość naszych, po raz pierwszy będzie miało bezpośredni kontakt z naszymi specyficznymi sprzymierzeńcami. Komuś, kogo będą znać osobiście, łatwiej zaufają. Poza tym, miałaś nie krzyczeć. - Jeżeli im zaufają, będzie to tylko świadczyć o ich głupocie! Aya-sama, nie możesz się na to zgodzić! To przegięcie! - no, troszkę mnie ponosi. - Ciszej! Chcesz powiedzieć, że mam rozpocząć kolejną wojnę tylko dlatego, że TY tego chcesz? - syczy ciotka i odwraca się ponownie w moją stronę. Musi już być naprawdę wściekła. - Nie tylko ja! Żaden prawdziwy łowca nie będzie zadowolony, gdy rozkażą mu walczyć z demonami u boku! To nonsens! Kompletne wariactwo! Jeżeli się na to zgodzisz wszyscy tego pożałujemy! Nikt nikomu nie zaufa! To właśnie w TEN sposób prędzej rozpęta się woj..! - Powiedziałam cisza!! Jak śmiesz tak do mnie mówić?! Nie masz wyboru! Nie naruszę i tak niestabilnego pokoju, z powodu twoich urojeń!! - wrzeszczy czarnowłosa. Po chwili jednak, podnosi rękę do ust, jakby zdała sobie sprawę z tego co powiedziała. Zastygam, wytrzeszczając oczy w jej stronę. Nie wierzę, że powiedziała coś takiego! W końcu wściekłość zwycięża nad zdziwieniem. Odzyskuję władzę w kończynach. Bez słowa odwracam się na pięcie i wybiegam z pokoju trzaskając głośno drzwiami. Pędzę przez niekończące się korytarze w stronę mojego pokoju. Po drodze wpadam na Tony'ego, ale postanawiam po prostu go wyminąć. Jak ona mogła?! Kto, jak kto, ale ONA, powinna wiedzieć co mówi! Coś takiego..! Nareszcie wpadam do mojego pokoju, zamykając się od wewnątrz. Opadam na łóżko. W ostatniej chwili! Już dłużej nie jestem w stanie powstrzymywać fali bolesnych wspomnień. Stoję nad jeziorem i oglądam latające nad nim świetliki. Tata i mama są zajęci. Polują teraz na jakiegoś wilkołaka poziomu drugiego. Szkoda. Przez to mniej czasu spędzimy razem. Jednak, nie winię ich. Nikt się nie spodziewał, że dostaną zlecenie podczas naszego wyjazdu. Dobrze, że potwór grasuje w okolicy. Przynajmniej nie muszą jeździć gdzieś daleko. Patrzę w górę. Na bezchmurnym niebie jaśnieje srebrny księżyc. Dziś pełnia. Wilkołaki dysponują największą mocą. Tak przynajmniej mówią legendy. Już późno. Rodzice będą źli, jeżeli dowiedzą się, że jeszcze nie jestem w łóżku, a co gorsza - w domu. Powolnym krokiem kieruję się w stronę naszego domku letniskowego. Jestem już pod drzwiami, gdy do moich uszu dochodzi przeraźliwy wrzask. Mama? Bez zastanowienia biegnę na drugą stronę jeziora, skąd dochodzi krzyk. Nagle staję oszołomiona. Widzę przed sobą wielkiego, zakrwawionego człowieka-wilka, który w tej chwili bardziej przypomina jednak zmutowanego psa. Jednak w tej chwili co innego przykuwa moją uwagę. A mianowicie ręka potwora, przebijająca na wylot ciało mojego taty. W dłoni wilkołaka widać zakrwawione, wyrwane z piersi mężczyzny, drgające jeszcze nieznacznie serce. Z boku przygląda się temu moja matka, w której oczach odbija się przerażenie, jakiego jeszcze nigdy nie widziałam. Nagle potwór zabiera rękę z mojego taty - a raczej tego, co z niego pozostało - i odwraca łeb w moją stronę. Zaraz za nim wędruje wzrok mojej mamy, w której oczach strach ustępuje miejsca zaskoczeniu, a zaraz po nim - determinacji. Wilkołak rusza w moim kierunku, a ja stoję sparaliżowana strachem. Gdzieś z daleka dobiega mnie krzyk matki. 'Biegnij!!', czy coś w tym stylu. Nie reaguję. Nie jestem a stanie. Nagle w oczach demona pojawia się dziwny błysk, zamachuje się i już ma potraktować mnie jak tatę, gdy nagle coś mu przeszkadza. 'Coś', czyli moja mama. Potwór w finale tylko lekko łechta mnie łapą wystającą z pleców kobiety. Całe moje ciało zostaje zbryzgane morzem krwi. Mama szybko wpycha mi coś do ręki. Po tym osuwa się w konwulsyjnych drgawkach na ziemię, sprawiając, że z moich oczu spływają strumienie łez mieszających się z jej krwią na moich policzkach. - Nie... m-mamo..? mamo..! MAMO!! - opadam bez sił na kolana. - mamo..tato.. dlaczego..?-patrzę na jej zastygłą twarz. Uśmiecha się..? Ona.. uratowała mnie. Do moich oczu napływają kolejne fale łez.Spoglądam na tajemniczy przedmiot w mojej prawej dłoni. Pistolet. Czy ona.. czy ona chce, żebym ja sama go pokonała?! Zerkam szybko w stronę wilkołaka. W tej chwili, w dość ludzkim odruchu, próbuje wytrzeć z oczu krew mojej mamy.To moja jedyna szansa. - Zapłacisz mi za to!! Przeskakuję nad ciałem matki, po czym przyciskam lufę do jego gardła i pociągam za spust. Łomot. Potwór pada na ziemię, otulany językami ognia. Zostaje z niego tylko proch, a i ten wiatr zabiera ze sobą. Upuszczam broń i spoglądam w stronę trupów. Tata. Widziałam jego śmierć. Ale dlaczego..? Przecież nie powinni mieć aż takich problemów podczas tej misji. I.. mama. Także zginęła. Tuż przed moim nosem. Tak blisko, że zdołała zostawić na mnie połowę swojej krwi. Mogłaby żyć, przebiega przez moją głowę. Mogłaby żyć. Gdybyś tylko nie stała jak słup soli, posłuchała jej i uciekła. Nagle zza drzew lasu, otaczającego jezioro wyłania się postać w białej, długiej szacie. - Miałaś sszczęście. - jej głos przypomina syk - To koniec. Zarazem początek. Od terazz kończy się, ten pozzór życia, które wiodłaśś. Prawdziwa hissstoria dopiero się zaczyna. Przzzygotuj się, bo

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych