Wróć do katalogu

Akwarium

Złote rybki są na świecie.

Andrzej Boreckiopublikowano 23 marca 200414 min czytania 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kupiłem w sklepie welonkę. Przeniosłem ostrożnie w natlenionym woreczku do mojego akwarium. Pływała majestatycznie błyszcząc złotą łuską. Płetwy falowały delikatnie niby firanki poruszane podwodnym wiatrem. Z zaciekawieniem oglądała swój nowy dom. Zwiedzała każdy zakątek szklanego świata. Dbałem o nią. Karmiłem, zmieniałem wodę, mówiłem do niej znajdując cierpliwego słuchacza. Po miesiącu mi opowiedziała. - Witaj opiekunie. Z wrażenia omal nie opuściłem pudełka z ochotkami. - No co tak rozdziawiłeś gębę. Gadającej złotej rybki nie widziałeś czy co? Osunąłem się bezwładnie na fotel. - Słuchaj, mam dla ciebie propozycję. Spełnisz moje trzy życzenia ... - Zaraz. W bajce było na odwrót. Wyraziłem swój sprzeciw. - Nie przerywaj człowieku. Spełnisz moje trzy życzenia, w zamian przeniosę cię w świat twoich trzech największych marzeń. - Coś mi tu nie gra. Tamta rybka spełniała życzenia. - Tamta była materialistką. Zresztą wiem, co byś sobie zażyczył. Nowy samochód, wygraną w lotka i wszystkie Miss Polonia wokół siebie. Spojrzałem na nią z zainteresowaniem. Skąd ta cholernica zna moje myśli. - Ja jestem rybka metafizyczna. Mogę, choć na chwilę urealnić twoje sny, to, za czym tęsknisz, czego naprawdę pragniesz. No jak, stoi? Wysunęła nad wodę swoją płetwę piersiową. - Stoi. Przypieczętowałem układ dotknięciem palca. - Zatem jakie jest twoje pierwsze życzenie? Spytałem obserwując złote dziwadło. - Wyrzucisz mi z akwarium ten tandetny zameczek. W zamian chcę kamienną grotę. Potrzebuję czasami odosobnienia. - Zrobi się! Krzyknąłem wkładając buty. Zadanie okazało się jednak trudniejsze do wykonania niż myślałem. Zameczków było co niemiara lecz groty ani jednej. Dopiero w czwartym sklepie znalazłem to, czego szukałem. "Powinna jej się spodobać" - myślałem wkładając zakup do reklamówki. Po trzech godzinach tryumfalnie rozpakowywałem swój nabytek przed ścianą akwarium. - Dużo czasu ci to zajęło. Dogryzała złocista. - Nie marudź, tylko powiedz, gdzie ją zainstalować. - W tylnym rogu i zakryj wlot roślinami. Dyrygowała mała szelma. Po kilkunastu minutach skończyłem modernizację. Skóra na dłoniach pozmarszczała się od wody. Przekrzywiłem głowę i podziwiałem swoje dzieło. - Dobra. Teraz twoja kolej. Zacząłem domagać się rewanżu. - Spoko, spoko. A odbiór techniczny gdzie? Utemperowała mnie płetwiasta. Oglądała moje dzieło ze wszystkich stron - z jednego boku, z drugiego, z góry. Potem znikła w środku. Minuty mijały a mojej rybki nie było. - Hej! Zasnęłaś czy co! Zacząłem tracić cierpliwość. Wychyliła głowę zza kurtyny roślinności. - Co nagle, to po diable. To przecież będzie mój dom. Nie pamiętasz ile usterek znalazłeś w mieszkaniu nim się wprowadziłeś? Diablica miała rację. Przypomniałem sobie boje z administracją. - Masz szczęście. Nie wnoszę zastrzeżeń. Odetchnąłem z ulgą. - Dobra, siadaj w fotelu. Teraz mój ruch. Posłusznie wpadłem w objęcia mebla. - Zamknij oczy i policz do pięciu. Poczułem się sennie. - Raz ... dwa ... trzy ... cztery ... pięć ...

Mroźny wiatr uderzył w moje policzki. Otworzyłem oczy. Śnieg wielkimi płatami wolno wirował w powietrzu. Przykrył białą pierzyną dach niepozornej chaty, stojącej na skraju ogródka. Moje kilkuletnie ciało pokrywały pokłady wełnianej odzieży domowej roboty. Nurkowałem w śniegu. Czasami tylko wielki czerwony pompon czapki wskazywał gdzie jestem. Ciszę zalegającą podwórko przerywał co chwilę mój radosny, beztroski śmiech. - Andrzej. Wracaj do domu, starczy już tych wygłupów. Głowa mamy ukazała się w drzwiach sieni. - Zaraz. Skończę tylko orła! Energicznie machałem kończynami. Następnie podniosłem się ostrożnie, podziwiając swoje dzieło. - Patrz mamo, jaki orzeł! - Orzeł? Raczej orzełek. Powiedziała ze śmiechem, tuląc mnie w swych ramionach. - No chodź już, bo przemarzniesz. Posłusznie podążyłem do sieni, wytrzepując z ubrania kilogramy białego puchu. Sień. Królestwo babci. Kamienne garnce zawierały wszystko, co może być w kuchni potrzebne. Drewniana maselnica czekała w kącie na nową porcję śmietany. Zapachy mieszały się ze sobą, tworząc dziwnie znany, swojski aromat. Otworzyłem drzwi kuchni. Uderzyła mnie fala ciepła rozchodząca się z wielkiego chlebowego pieca. Na zapiecku prababcia rozgrzewała swoje poskręcane reumatyzmem kości. Koty usadowiły się u jej stóp, mrucząc leniwie z zadowolenia. Piec, co tydzień obdarowywał nas gorącymi bochnami prostokątnego chleba. Lądowały następnie pod pierzyną, by za szybko nie ostygnąć. Można powiedzieć, że piec zajmował znaczną część maleńkiej izby. Drewniana podłoga, drewniane ściany, drewniane belki w suficie. Przez szpary spada czasami źdźbło siana składowanego na górze. Ze ścian spogląda na mnie krąg świętych zamkniętych w obrazach. Maleńkie okienko przekreślone drewnianym krzyżem ledwie rozprasza półmrok. Drewniane łóżka, drewniana szafa, dębowy stół przykryty białym lnianym obrusem. Drewniane królestwo mające swoją własną duszę. Dzisiaj doszło do tego rozłożyste świerkowe drzewko. Rozsiewa wokół zapach igliwia. - Andrzejku, czas ubrać zieloną panienkę. Nie przystoi jej stać tak goło. Babcia Helenka puszcza do mnie oko. - Jasne babciu. Z zapałem biorę się do roboty. Papierowe łańcuchy, bajecznie kolorowe słomiane ptaki, orzechy włoskie obwinięte sreberkiem, rumiane jabłka, ciasteczka o przeróżnych kształtach. Moje malutkie dłonie rozwieszają to wszystko na gęstych gałązkach. - Babciu, ładnie prawda? Powiedz, że ładnie. Domagam się pochwały. - Wspaniale! Sama nie zrobiłabym lepiej! Odpowiada z udawaną powagą. - A teraz czas na co? - Na wypatrywanie gwiazdki! Wykrzykuję biegnąc w kierunku okna. Przyklejam nos do szyby i wbijam wzrok w skrawek nieba, widoczny między gałęziami jabłoni. Wypatruję tak, że oczy zaczynają mi łzawić. Uszy rejestrują przedświąteczną krzątaninę, skwierczenie karpia na patelni. Nos wypełniają zapachy duszonych grzybów, pieczonego ciasta i zupy jagodowej. Nagle nad konarami drzew rozbłyska iskierka. Gaśnie, znowu się pojawia. Przecieram oczy - jest. - Babciu! Już jest! Jest pierwsza gwiazdka! Drę się jak opętany. - Zatem czas do stołu. Czuję się bardzo ważny. Przecież to ja zauważyłem gwiazdkę. Wszyscy czekali na mój sygnał do rozpoczęcia ceremonii. Stary dębowy stół aż ugina się pod ciężarem potraw. Na każdym talerzu bieli się świąteczny opłatek. Życzenia, łamanie opłatkiem - nie umiem doczekać się jagodowej zupy. Znowu będę mógł podziwiać przed lustrem swój fioletowy język. Siadamy wreszcie. - Babciu. A dlaczego ten jeden talerz jest pusty? Pytam zaciekawiony. - To dla wędrowca. Może ktoś zgubił się wśród śniegu, przemarzł. Zobaczy światełko w oknie, przyjdzie, ogrzeje się i zje z nami wigilijną kolację. Tłumaczy cierpliwie babcia. Wyobrażam sobie jak idę przez zaspy. Nagle w oddali zapala się światełko, gaśnie. Zupełnie tak samo jak wypatrywana gwiazdka. - Czas zobaczyć czy jest coś pod choinką. Przerywa moje rozmyślania mama. Zrywam się od stołu, nurkując pod zielone gałęzie. Coś błyszczy metalicznie. Dotykam zimnego metalu i wyciągam spod drzewka. - Rany! Łyżwy! Oczy nie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych