Alchemik
Krótkie opowiadanie napisane pod wpływem twórczości Lovecrafta.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Historia ta doprowadziła do straszliwego spustoszenia mojego postrzegania świadomości. Minęło już niemal 8 lat od momentu kiedy się zdarzyła, a raczej kiedy jakaś chora, demoniczna siła nawiedziła mój, już wtedy słaby umysł. Od tamtej pory nie potrafiłem sobie poradzić z własną świadomością, z moim postrzeganiem rzeczywistości. Teraz, czując wreszcie siły aby chwycić pióro, w tę ciemną listopadową noc postanowiłem spisać historię, która już nigdy nie da mi spokoju, nawet po śmierci.... Pewnego dnia, chodząc bez celu brudnymi ulicami swojego miasta zauważyłem dziwnego człowieka. Człowiek ów, ubrany cały na czarno, z naciągniętym na głowę obszernym kapturem wywoływał u mnie dziwny strach. Właściwie nie różniłby się on od zwykłych przechodniów gdyby nie to, że od dobrej godziny miałem wrażenie jakby ktoś mnie śledził a człowiek ten wyraźnie mi się przyglądał. Gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały doznałem dziwnego uczucia jakby swoim wzrokiem zaglądał w głąb mojej duszy, jakby czytał w moich myślach. Częściowo speszony, częściowo przestraszony stałem bez ruchu, nie zauważając że ów dziwny jegomość już stoi nie kilka metrów ode mnie a zaraz obok. Nie wiedziałem co zrobić, jak się zachować. Najwyraźniej wyczuł moją niepewność, bo zbliżył się do mnie i wyszeptał na ucho jakieś przedziwne słowa, brzmiące niczym najstraszliwsze zaklęcie w jakimś pradawnym, zakazanym języku. Nie miałem pojęcia co się ze mną dzieje, w mojej głowie kotłowały się przeróżne myśli. Czego on ode mnie chcę!? Co robić? Krzyczeć? Uciec? To co się stało chwile później nie było nawet do pomyślenia w moim, już wtedy chorym umyśle. Zemdlałem. Gdy otworzyłem oczy zdawało mi się że pędzę z zawrotną prędkością w przepaść, w głąb jakiejś skalnej szczeliny, ciemnej i strasznej niczym najgłębsze piekielne otchłanie, wywołujące strach od niepamiętnych lat wśród wszystkich ludzi. Nagle, zupełnie w mgnieniu oka, nie wiedzieć dlaczego i w jaki sposób poczułem że znalazłem się na samym dnie szczeliny. Ogarnęła mnie wszechobecna ciemność, nie miałem pojęcia gdzie się znajduje, straciłem rachubę czasu, nie widziałem niczego prócz nieprzeniknionych ciemności, ciemności która niemal mnie dusiła, powodowała straszliwe napady strachu, bezradności, która spustoszała mój umysł w zastraszającym tempie. Próbowałem krzyczeć, ale z moich ust nie wydobywał się żaden dźwięk. Próbowałem wstać ale mdłości i zawirowania nie pozwoliły mi utrzymać się na nogach. Na czworaka, niemal pełznąc jak robak bezradnie szukający schronienia przed pewną, straszliwą śmiercią posuwałem się do przodu nie zdając sobie sprawy w jakim podążać kierunku. Moją pierwszą myślą było to, że w końcu, przez te wszystkie lata zmagania się z moim mizantropicznym, chorym podejściem do życia i świata postradałem wszelkie zmysły, że w końcu nadszedł kres moich zmagań z rzeczywistością a świadomość, czy raczej wszechmocna siła która steruje umysłami wszystkich istot przeniosła mnie w inny, zupełnie nieznany zwykłemu śmiertelnikowi wymiar. Nagle, ku memu ogromnemu zaskoczeniu ciemność jakby bladła, dawała za wygraną. Zacząłem dostrzegać zarysy otoczenia, najpierw jakby przez mgłę, jednak z każdą chwilą coraz wyraźniejsze. Mogłem wstać. Chwiejąc się na nogach mogłem już dokładnie przyjrzeć się otoczeniu. Znajdowałem się w przedziwnej sali, która wyglądem przypominała pradawne laboratorium, siedzibę jakiegoś wielkiego alchemika który uciekając od blasku dnia wyruszył w głąb ziemi i znajdując odpowiednio dużą pieczarę poświęcił się odkrywaniu straszliwych, mrocznych zaklęć, tajników czarnej magii która od wieków paraliżowała zwykłych śmiertelników o umysłach nie skażonych złem, zgnilizną i bezradnością istnienia. Odzyskując równowagę postanowiłem zebrać w sobie resztki rozsądku i trzeźwego myślenia i dokładnie zbadać moje beznadziejne położenie. Pomieszczenie w
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mhc
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…