Alkadia cz.6
Burza, zwierzęta i dziwne sny...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- „Witaj Alkadiano! Nie martwię się, czy przeczytasz ten list. W końcu jesteś córką swojej matki, prawda? Pocieszę cię, ona JESZCZE żyje. Ty też, ale już niedługo. Owszem, na tym terenie masz nad nami przewagę, ale w końcu ruszysz w świat, niechybnie kierując się do Cavardet. A wtedy...! Już mi nie umkniesz, już nie zasłonisz się matką. Nieważne, prawdziwą, czy przybraną. Ja i moi ludzie byliśmy zmęczeni i znudzeni, i nie znajdując cię w wiosce zajęliśmy się – głos jej zadrżał – mordowaniem ludzi. Mieliśmy zostawić wszystkich przy życiu, ale troszkę się zdenerwowałem kiedy cię nie zastałem w domu. A że brakowało nam rozrywki... skutki widzisz wokół siebie. Przy życiu zostałaś tylko ty, maleńka. Powodzenia i szybkiej, bezbolesnej śmierci. Galagam Snifor.” O bogowie... Przerażenie przeszyło ją niczym strzała. Zerwała się z miejsca. Kryspin spoglądał jej w oczy z przestrachem. Ona bała się nie mniej. Tym bardziej, że zupełnie nie rozumiała co się z nią działo. Dotknęła podłużnej blizny na policzku, spojrzała na list („W końcu jesteś córką swojej matki, prawda?”), na ciała martwych ludzi. - Bogowie... – wyszeptała – Ja kompletnie nie wiem, co się dzieje! - Zaczynam się ciebie bać. O kurcze, naprawdę mnie przerażasz – powiedział Kryspin niby żartem. Ale to nie zabrzmiało jak żart. Chłopak podrapał się po głowie, rozglądnął za koniem, który przechadzał się między domami i popatrzył dziewczynie w twarz – I co teraz? Pokręciła głową i rozłożyła bezradnie ręce: - Nie mam pojęcia. - Ja proponuję – zaczął głowiąc się nad znaczeniem słów „córka swojej matki” – udać się do tego całego Cavardet, no a potem zobaczy się. - Do Cavardet? Czyś ty ogłuchł? To przecież dobrych kilka dni drogi! A poza tym, w liście piszę, że w tym mieście mnie dopadną! - Masz lepszy pomysł? – zapytał poirytowany. – Mój dom w gruzach, wszyscy martwi, a ty chcesz tu zostać, bo jakiś niespełna rozumu głupiec grozi, że cię zabije? Nie, nie, to głupota! A skąd wiesz, że oni nie siedzą przyczajeni o tam, wśród drzew i nie wylecą tu wieczorem? A tak poza tym, to jakaś pomyłka! Przecież twoja matka nie żyje, zresztą jak i ojciec. - No właśnie. Moja matka żyje. – widząc nic nie rozumiejący wzrok Kryspina szybko powiedziała mu o wydarzeniach poprzedniego dnia, pomijając incydent nad jeziorem. - To już wiem, o co chodziło z tą „córką swojej matki”. Ale kim ona była? - Nie wiem. Mam zamiar odnaleźć tego całego Morkhama i dowiedzieć się prawdy o tym, kim jestem. I kim jest moja mama. - Nie sądzisz, że nie warto wybierać się do Cavardet bez pieniędzy? – zapytał Kryspin po chwili milczenia. - Ja dobrze zrozumiałam? Proponujesz okraść tych wszystkich biedaków tylko po to.... - Martwych biedaków, Alkadia. Martwych. Dziewczyna westchnęła ciężko i przysiadła na ziemi. Wyciągnęła sakiewkę i podała mu. Mając to nieme przyzwolenie, chłopak zaczął krążyć po domach. Nieraz wychodził z nich zielony z obrzydzenia i mdłości, i przerażenia. Mimo to w sakwie brzęczało miło kilkanaście monet. - Idziemy – zawołał kiedy tylko ochłonął chwilkę. Zagwizdał na Feniksa. Koń przybiegł od razu i maszerował obok swego pana. - Żegnajcie. – szepnęła dziewczyna do znajomych okolic zagłębiając się w leśną ścieżkę. Ostatnie zabudowania, ostatnie trupy zniknęły z widnokręgu.
- Boję się. – Alkadia powiedziała nagle, stojąc przed koniem, Kryspin siedział w siodle wyciągając do niej dłoń. No dźwięk tych słów ogarnęła go dziwna złość. „Jak można bać się koni? – myślał – przecież to takie dobre stworzenia. Jaka ona dziwna!” Alkadiana, jakby wiedząc o czym myślał zasmuciła się nagle. - Nie boję się konia. To da się opanować. – zaczęła jakby od niechcenia – Boję się tego, co stanie się jutro. Boję się bólu. Boję się samotności. Mam złe przeczucia. Świtało. Łuna na wschodzie jaśniała z każdą chwilą. Szli całe popołudnie. Wieczorem zatrzymali się na małej polance. Musieli trochę zboczyć z drogi, jeśli nie chcieli spać przy drodze, która nocą była bardzo niebezpieczna. A tak, zewsząd otaczał ich las. W sumie lepsze to niż napaść na dwójkę dzieciaków przez uzbrojonych bandytów. Rozpalili małe ognisko i zjedli prowizoryczny posiłek złożony z kawałka suszonej wołowiny, chleba (który świeży był poprzedniego poranka) i kubka zimnej wody ze strumyka, którego szum kołysał ich potem do snu. Obudził ich Feniks trącając pyskiem głowę Kryspina. Teraz stał, prawie nie czując ciężaru jeźdźca, trzeźwo patrząc czarnymi jak noc oczyma na tą dziwną, długowłosą, dwunożną istotę. - Bogowie! – chłopak wzniósł oczy ku niebu – A co nas tu może spotkać oprócz deszczu i leśnych zwierząt? – zapytał ostro. Był na nią zły. Nie wiedział za co i po co. Nie chciał się na nią gniewać. Ale coś mu kazało, coś dziwnego i tajemniczego, co pojawiło się w jego głowie tak nagle, jak…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Alkadia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…