Wróć do katalogu

Amen cz. 3

Dalsze przygody Jana i jego towarzyszy.

bovver911, opublikowano , 9 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Lekka mżawka unosiła się ze strony szaroburego nieba, nieubłaganie przyciągana siłą grawitacji w kierunku ziemi. Część z wilgoci tańczącej w powietrzu zatrzymywała się na włosach Jana, przekształcając elegancko uformowaną fryzurę w mokry glut. Po lewej stronie sunął nad chodnikiem ڌmierci, co krok przenikając przypadkowe osoby, traktując ten sposób przemieszczania się jako zupełnie naturalny. Kilka kroków za nimi człapał Dżisas z opuszczoną głową, na którą naciągnął kaptur bluzy Janka, chcąc skryć twarz przed ciekawskimi czy natarczywymi spojrzeniami przechodniów. Janek poruszał się po ulicach miasta zgodnie ze wskazówkami niezwykłych towarzyszy, bo jak w końcu udało mu się dowiedzieć spotkanie z dwoma bytami nie było zwykłymi, przyjacielskimi odwiedzinami. Przyszli jako przedstawiciele. Posłańcy starego. Sam nie wiedział co sądzić na ten temat. Wiedział tylko, że jest okropnie zaskoczony. Tak, słowo okropnie doskonale oddawało odczucia w tej kwestii. Choć wiedział, że powinien czuć się doceniony, pytał sam siebie ,,Czego on może ode mnie chcieć.". Nie dało się ukryć, że spotkanie z Wszechmocnym jest wyróżnieniem - marnej gliny, z wielkiego tłumu ludzi. W obecnych czasach, epoce mroczniejszej niż ciemne wieki, coraz częściej dało się usłyszeć głosy tych, którzy twierdzili, że są wysłannikami Wielkiego i dokonując czynów tak szalonych jak i często niezgodnych z obowiązującym prawem i obyczajem, byli przez lwią część społeczeństwa traktowani jak szaleńcy lub zwykli kryminaliści. Jednocześnie pewnym było, że ci z nich, którzy zostali naznaczeni darem targało uczucie zaskoczenia równie wielkiego co morze wątpliwości. Niemniej jednak chciał się tam pojawić. Spojrzeć w oczy temu, który pozwolił żyć i doprowadzić do obłędu. Może będę miał okazję zapytać go o kilka rzeczy - pomyślał. - Albo napluć w twarz. Nieustępliwie skracali odległość dzielącą od miejsca spotkania, a Jan odczuwał coraz silniej połączenie mokrej skóry z przenikliwymi podmuchami wiatru. Szczególnie silne efekty niesprzyjającej aury, gdy zatrzymali się przed przejœciem dla pieszych. Jan stanął na wysokoœci kobiety w zdecydowanie za dużych okularach z czarnymi oprawkami. Skierował wzrok w prawo i obrzucił spojrzeniem, niewyglądającą na więcej niż dwadzieścia kilka lat, dziewczynę. Była ubrana w ciemne, jesienne palto, a spod kolorowej czapki z pomponem wylewała się bujna blond grzywka. Stała nerwowo w miejscu, przerzucając ciężar ciała z jednej nogi na drugą i patrząc co chwilę w kierunku, dojeżdżających do skrzyżowania samochodów. Janek przypomniał sobie czasy dzieciństwa i dorastania na wsi, gdy widział podobnie zachowujące się zwierzęta. ŒŚwinia czekająca na ubój lub pies, który znów wygryzł dziurę w płocie i teraz nie pozostaje mu nic innego, jak czekać na lanie z ręki, która karmi. Taaak, dzieciństwo na prowincji ma swój urok. Głębokie dywagacje przerwał Śmierci, który zamruczał pod nosem. -To tutaj - wskazał lokal na rogu, którego wejście znajdowało się na skrzyżowaniu ulic, w budynku, któremu pojęcie remontu było równie bliskie jak pojęcie szczęścia dla Jana. Znał ten lokal od dawna. Spojrzenie na przeszkloną ścianę wejściową, za którą umieszczono dwie stare gitary elektryczne, wybudzało uśpione wspomnienia libacji. Był to jeden z najpopularniejszych lokali dla osób, którą wspólną pasją było ciężkie granie. Też grywał w tej knajpie w czasach, kiedy jeszcze był studentem. Razem z kumplami z bandu Three Dead Cats potrafili zrobić konkretną rozpierduchę, porywając ciężkimi brzmieniami tłumy naćpanych dzieciaków do skakania w rytm "muzyki". -To miejsce przywołuje wiele wspomnień. - mruknął Jan. - Ale tak naprawdę to nie jest ważne. Ważne jest to czego on ode mnie chce. -Zaraz zobaczysz. - Rzucił w odpowiedzi Blady Ciężkie, okute drzwi knajpy pchnięte przez mężczyzn, przeciągle zaskrzeczały. W twarz uderzyło ciepłe powietrze niosące ze sobą zapach starych mebli i oparów piwa, zmieszanych z zapachem mocnego tytoniu. W taką aurę niewiele osób decydowało się na wizytę gdziekolwiek, toteż ławy œświeciły

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych