Anioł
Nieco inny Stróż.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Patrzyła jak kolejny biały płatek róży powoli spada w kałużę i ginie w jej jaskrawej czerwieni. Ostatnie promienie słońca sprawiały, że krew wydawała się jaśniejsza. Podniosła się z podłogi i rzuciła pomięty kwiat w kałużę krwi. Spojrzała na ciało, spod którego wypływała posoka. Ciało mężczyzny w średnim wieku, lekko otyłego z łysiną i czerwoną, pijacką twarzą. Ciało jej ojca. Pochyliła się by wytrzeć nóż o jego koszulę. Czemu czuła taką dziką satysfakcję? Czy nie powinna choć trochę go żałować? Nie. Dla potworów nie ma litości. Rzuciła ostatnie spojrzenie na nalaną twarz mężczyzny i jego na wpół przymknięte oczy, po czym spokojnym krokiem wyszła z mieszkania. Gdy dotarła do domu zapadł już zmrok. Weszła do mieszkania i usiadła na kanapie czekając na to co nieuniknione. Najpierw poczuła ból głowy. Ostry i pulsujący. Przed oczami zatańczyły jej niebieskie ogniki. Przed chwilę świat wirował wraz z nimi. Gdy znów mogła skupić wzrok na wnętrzu pokoju zauważyła, że nie jest sama. Ból głowy został zastąpiony wrażeniem odrealnienia jakby była na prochach. Spojrzała na postać, która pojawiła się na środku pomieszczenia. Przez ułamek sekundy poczuła ukłucie panicznego strachu, lecz zaraz od istoty napłynęła fala ciepła budząca w niej ufność. "To nie są moje uczucia", pomyślała zmuszając swój umysł do trzeźwego myślenia. - Czego chcesz? - chciała by jej słowa zabrzmiały wrogo, ale wypowiedziała je zduszonym szeptem. Zbliżył się do niej powoli z uśmiechem na pięknej twarzy. Cofnęła się instynktownie wbijając plecy w oparcie kanapy. - Boisz się mnie? - spytał ze zdziwieniem jakby sam doskonale nie znał odpowiedzi na owo pytanie. - Byłabym głupia, gdybym się nie bała - szepnęła ledwo dosłyszalnie. Znów się uśmiechnął, a w jego szafirowych oczach pojawiły się wesołe iskierki. Wydawał się taki ludzki. Wyciągnął rękę, a ona skuliła się jakby miał ją uderzyć. Opuszkami palców musnął delikatnie jej policzek. - Zadziwiasz mnie. Zabijałaś ludzi... Powinnaś bać się tego co czeka Cię po śmierci, a nie mnie. Ja chcę Cię od tego uratować - jego głos był cichy i spokojny. Spojrzała na niego ze złością. - Chyba nie myślisz, że w to uwierzę? - prychnęła. - Nawet Ty już w to nie wierzysz. To śmieszne... Nie udawaj niewiniątka. Prawda jest taka, że zasługujesz na to samo co ja. Jak miałbyś mnie niby uratować? Przyjrzał się jej uważnie. Uśmiech zniknął z jego twarzy. Jedno lekko opalizujące pióro opadło na szary dywan. Przy jego bieli mechaty materiał zdawał się być jeszcze ciemniejszy. - Ja nie zabiłem nikogo. - Wiesz dobrze, że nie o to chodzi czy zabiłeś czy nie. To, że nie udało Ci się ocalić mojej duszyczki pewnie by Ci jakoś wybaczono... nie wiem - wzruszyła ramionami i zapatrzyła się w światła miasta za oknem. Byle nie patrzeć na niego. - Ale to, że później sam mnie namawiałeś... - urwała. Nic więcej nie musiała mówić. Spojrzał na nią i oblizał wargi. To był bardzo ludzki gest. Był dobry w udawaniu. Musiał być. Inaczej nie udałoby mu się tak jej zauroczyć. Przez chwilę jakby cała jego postać przygasła, lecz zaraz przywołał na swej twarzy uśmiech, który sprawiał, że coś ściskało ją w sercu. - Dobrze, maleńka... wiem, że ani dla mnie, ani dla Ciebie nie ma już ratunku - szepnął jej do ucha omiatając gorącym oddechem jej szyję. - Więc czemu się mnie boisz? Teraz mamy tylko siebie. Dlaczego nie chcesz mi zaufać? - spojrzał jej w oczy. Otuliła się ramionami jakby przed chłodem. - Po prostu mnie zostaw w spokoju - zadrżała. - Pozwól mi choć spróbować jakoś to naprawić. Drgnęła nerwowo, gdy nieoczekiwanie wybuchnął śmiechem. - Mała, jak Ty to chcesz niby naprawić? - wydawał się szczerze rozbawiony jej słowami. - Rozumiem, że za pierwszym razem może coś dałoby się zrobić, ale nie teraz - pokręcił głową, a kobaltowe kosmyki wyśliznęły się spod czarnej wstążki, którą były związane. Opadły miękkimi falami na jego ramiona kusząc by wyciągnąć dłoń i dotknąć tych jedwabistych włosów. - Chyba nie jesteś aż tak naiwna by mieć choć cień nadziei? Przygryzła wargę walcząc z napływającymi do oczu łzami. Czy rzeczywiście nie była? - A to co zrobiłaś przed chwilą? - ciągnął dalej niewzruszony. - On był czwartą ofiarą.. Otarła szybko oczy, lecz kolejne łzy napływały uparcie. - Zostaw mnie! - jęknęła i zamknęła oczy pozwalając łzom spłynąć po policzkach. - Po prostu daj mi spokój... Jesteś wolny... czy co tam. Idź do kogoś innego i spróbuj odkupić swoje winy. - Nie mogę, kochanie - przysunął się do niej by zlizać z jej twarzy słone krople. Drgnęła. - Jesteśmy na siebie skazani aż do Twojej śmierci. - A więc mnie zabij! - otworzyła oczy i cofnęła się przed jego spojrzeniem. Szafirowe oczy, tak blisko jej własnych, pełne były jakiejś głębi, która ją przerażała. - Tego też nie mogę - uśmiechnął się. - Dlaczego to zrobiłeś? - załkała. Już nie miała sił by walczyć. - Uwierzysz jeśli powiem, ze z miłości? - spojrzał z powagą w jej oczy, lecz jego usta wykrzywił perfidny uśmiech. - Wiesz, że nie. Westchnął i nachylił się nad nią. Ogromne skrzydła rzuciły cień na dziewczynę. - Tak, wiem, ale tylko taka odpowiedź wydaje mi się właściwa - szepnął przytulając policzek do jej policzka. Następnie pocałował ją delikatnie. Wszystkie jego gesty takie były. Czułe i delikatne. Nie zaprotestowała, lecz cała zesztywniała jakby zadał jej ból. Odsunął się nieznacznie i przyjrzał jej twarzy pociemniałymi jak nocne niebo oczyma. Odetchnęła drżąco. - Proszę, nie rób mi tego - jej głos załamywał się lekko. - Jesteś demonem, nie aniołem. Znów się uśmiechnął. Czarująco i tak bardzo ludzko. - Teraz już tak. Wolę jednak byś zwała mnie upadłym aniołem. Brzmi ładniej... - dość nieoczekiwanie w jego dłoni pojawił się sztylet. Piękna broń o prostym ostrzu i rękojeści wysadzanej drobnymi diamentami. Spojrzała na niego z przerażeniem. - Jednak mnie zabijesz? - Nie, nie... - potrząsnął głową z nie znikającym uśmiechem na jasnym obliczu. Wyglądał tak pięknie, gdy srebrzystoszare pasma włosów omiatały jego jasną skórę, a oczy to rozjaśniał jakiś wewnętrzny blask, to znów ciemniały budząc niepokój. Jego piękno wciąż ją zachwycało. - Ty to zrobisz. - C-co? - patrzyła jak wciska jej w dłoń sztylet. - Jesteś szalony... Uśmiechnął się tylko szerzej. Patrzyła na broń jakby
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mad
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…