Wróć do katalogu

Anioł Ciemności - rozdział 1: PERON NUMER JEDEN

Milena zostaje po śmierci matki sama. Jej koleżanki dosyć szybko znajdują jej nowe lokum u ciotki, za którą nigdy nie przepadała. Na peronie w trakcie jej przyjazdu odbiera ją kuzyn Peon w towarzystwie tajemniczego blondyna - Christiana...

monisiakropeczka, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Niewysoka brunetka zarzucając za ramiona długie i kręcone włosy wlokła bagaż po długości pociągu. Koniec był nie taki znowu odległy, a ekwipunek nie tak specjalnie ciężki, ale jak na jej filigranową sylwetkę wydawał się lekko przesadzony. Wzięła tylko najpotrzebniejsze rzeczy. No, bo czego niby potrzebowała dziewczyna w jej wieku na to, aby w ciągu kilku dni zmienić miejsce zamieszkania, otoczenie, ludzi i wszystko, co do tej pory ją okalało. Nie chciała pozostawiać w swojej pamięci tego, co było, aby łatwiej było jej się rozstać z przeszłością. W torbie wygodnie leżały ubrania, seria kosmetyków do zakręconych kosmyków, jakie tańczyły na jej głowie i fiolka jakiejś wody toaletowej. Nie mogło zbraknąć także przestarzałych podręczników do dziwacznych nauk ścisłych, które tak bardzo ją pasjonowały i kilku pamiątkowych maskotek. Zawsze miała sentyment do podarunków, jakie otrzymała w swoim życiu. Mimo to, wiele z nich pozostawiła za sobą. Nie zmieściłyby się. To wszystko, co nastąpiło działo się za szybko. Nie zdążyła dobrze przemyśleć tego, jak potoczy się jej dalsza egzystencja. Nie potrafiła pozbierać myśli. Jak? Kiedy? Gdzie? Teraz ona, niespełna osiemnastoletnia uczennica siedziała praktycznie na własnej torbie w przedziale dla niepalących. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie kilka niewidocznych na pierwszy rzut oka aspektów. W sumie, kiedy zaczynasz powoli rozumieć paradoksalność sytuacji, dochodzisz do zadziwiającego wniosku, że coś jednak jest nie tak, bo przecież nie wiadomo do tej chwili, dlaczego mała brunetka znajdowała się w tym miejscu właśnie o tym czasie. Jakby tego było mało, dało się zauważyć jej poczerwieniałe policzki i powieki jeszcze mokre od łez. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że jej kruche, jak na ten wiek ciało przed chwilą trzęsło się pod wpływem szlochu. Wspomnienie dzisiejszego poranka i kilku dni wstecz uderzyło przed chwilą w nią całą swą mocą. W południe, trzy dni temu wyszła do sklepu po bułki, ser i mleko. Szła wąskim chodnikiem, a delikatne promienie zimowego słońca oświetlały jej buzię. Miała śliczną, oliwkową cerę i błyszczące włosy, od których fale świetlne odbijały się wprost idealnie. Wszystko wyglądało normalnie. Tak, jak co dzień. Sąsiadka wyprowadzała rozwścieczonego kundla, który wieczne szczekał na każdego przechodnia. Jej nie lubił szczególnie, bo kiedyś w ramach kolejnego ataku psiego szału jej but wylądował z całym impetem w okolicach ogona zwierzęcia, a jak wiadomo, ta rasa, którą ów ssak reprezentował (a był to jamnik) była niesamowicie pamiętliwa. Tak, więc, jak co dnia „Jamnik Idiota”, jak go nazywała, spojrzał na nią niechętnie i spuścił pysk. Na miejskim rynku nie działo się nic nowego. Od posągiem, który znajdował się w centrum miasta przesiadywała grupka smakoszy napoi wysokoprocentowych. Od butelki do butelki stawali się coraz bardziej wygadani i przyjaźni dla otoczenia. Spacer do sklepu i z powrotem w ogóle nie uległ zmianom. Skąd mogła wiedzieć, że dopiero po przekroczeniu progu mieszkania coś będzie nie tak. Gdyby zdawała sobie wcześniej z tego sprawę, nie wychodziłaby w ogóle dzisiaj. Niestety, nie mogła już cofnąć tego, co się zdarzyło. Po powrocie do mieszkania zastała matkę nieprzytomną, rozłożoną na podłodze. Upadła. Tego była pewna, ale poza tym niczego innego. Nie pomógł ani krzyk, ani płacz, ani dość szybkie wezwanie i przyjazd pogotowia. Nie udało jej się uratować. Najciekawsze było jednak to, że nikt do dnia dzisiejszego nie był tej młodej damie w stanie wytłumaczyć, na co właściwie zmarła jej matka i co spowodowało ten upadek. Wszystkie histeryczne ciotki tylko na siłę próbowały ją pocieszyć. W ciągu kilka dni udało im się znaleźć opiekę zastępczą dla dziewczyny, z czego mała zbytnio zadowolona nie była, ale z szacunku dla mamy i jej ostatniej woli nie zaprzeczała takiemu obrotu spraw. W sumie, jakby nie patrzeć, siedziała już w tym pociągu w wypakowaną torbą i podążała w stroną Bittertown. Miasteczko praktycznie w ogóle nie różniło się od tego, w którym mieszkała i według przyjaciółek mamy to miało być na plus. Może tylko ludzie nastawieni byli bardziej pozytywnie do życia, chociaż nie mogła tego powiedzieć o swojej ciotce, za którą zdecydowanie nie przepadała. To właśnie na jej towarzystwo była skazana przynajmniej te dwa miesiące, zanim nie skończy w pełni osiemnastu lat. Później będzie mogła robić, co chce. Jednak perspektywa kilku miesięcy w towarzystwie cioteczni heretyczki nie były marzeniem stulecia. Yolanda była w stanie kilkoma słowami sprawić, że młodemu człowiekowi odechciewało się życia, ale o tym zapewne przekona się na własnej skórze jeszcze, dlatego teraz, kiedy już i tak dopadła ją ostra melancholia nie miała ochoty jeszcze bardziej psuć sobie humoru. Jeszcze jej kuzyn zauważy, że płakała i znowu będzie na siłę próbował ją pocieszyć. Nigdy mu to nie wychodziło, ale dużym plusem było to, że starał się być przeciwieństwem swojej nieludzkiej matki. Jakby nie patrzeć nie był aniołem i odziedziczył większość z jej dzikich zachowań, ale przynajmniej wykazywał odrobinę człowieczeństwa. Można było pokusić się o stwierdzenie, że walczył ze swoją prawdziwą naturą. Milena ścisnęła dłonie na walizce i próbowała skupić myśli na czymś wesołym, a takowa na pewno nie była deliberacja charakterku swojego kuzyna. Zostało jej zaledwie kilka minut drogi. Jej pociąg miał zatrzymać się w miejscowości oddalonej od Bittertown o jakieś dwadzieścia kilometrów, a Peone miał przyjechać po nią. Nie pamiętała, jak dostać się tam sama. Ostatnim razem była u nich, gdy była jeszcze mała. Miała jakieś dwanaście lat i jechały wtedy obie – ona i mama, więc specjalnie nie przejmowała się tym, jak tam dotrzeć. Nie sądziła, że znajomość topografii okolic tego miasta w stopniu zadowalającym przyda jej się w późniejszym życiu. Jednak, życie już nie pierwszy raz robiło jej takiego psikusa. Dobrze, że ciotka okazała odrobinę człowieczeństwa i ludzkich odruchów i wysłała Peona, aby ją odebrał. Nie było to zachowanie do niej podobne, ale może to śmierć matki tak nią wstrząsnęła. Milena nie należała do jej ulubionych siostrzenic. Wiecznie była za niska, za gruba, za chuda, nie ładna. Doszło do tego, że Milena po jej uwagach zamknęła się w pokoju i nie wychodziła do ludzi. Tak było, aż do momentu, gdy musiała w końcu się wyprowadzić. Nie miała przyjaciół, więc nie było, za kim tęsknić. Jedyne, czego żałowała to opuszczenia rodzinnych stron, które pamiętała i tak dobrze znała. Zastanawiał się, jaką nowinką na temat jej wyglądu tym razem uraczy ją Yolanda. Może karze jej zacząć prostować włosy, bo według niej burza tańczących kędziorków wyglądała mało elegancko i mało stylowo. Milena rozglądnęła się po pociągu, który powoli zaczął się dokować na peronie. Za chwilę czekało ją oko w oko spotkanie z Peonem, a później tylko minuty od ciotczynych obelg. Podniosła się i chwyciła obiema rękoma torbę. Przez okno widziała znajomy peron, na którym wysiadała z mamą, gdy była malutka. Mimo, że minęła tyle lat praktycznie nic się nie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych