Anioły nie zabijają
Losy dziewczyny, która zgodziła się walczyć po stronie dobra... Ale jak w życiu bywa, czasem zło też domaga się uwagi... Czy bohaterka dała się mu skusić?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Otworzyłam oczy. Miałam nad sobą czyste, niebieskie niebo. Słońce świeciło mi w twarz ciepłym blaskiem. Jednak podświadomie wiedziałam, że coś jest nie w porządku. Nie słyszałam śpiewu ptaków ani szumu traw... Nagle poczułam zapach spalenizny. Podniosłam się z ziemi i moim oczom ukazał się makabryczny widok. Zobaczyłam dymiące zgliszcza wielkiego miasta i tysiące ludzkich ciał, które spalone leżały wśród ruin swoich domów, miejsc pracy, szkół, sklepów, bibliotek, kościołów... Wpadłam w panikę, zaczęłam nerwowo zastanawiać się, co ja robię w tym miejscu i co tak właściwie się stało. Nie mogłam sobie przypomnieć bym pojawiła się w jakimś mieście. Ostatnie moje wspomnienie związane było z pewną wioską, w której spędzałam tydzień przymusowych wakacji. Po tym jak... W jednej chwili uświadomiłam sobie pewną prawdę. Prawdę, która sparaliżowała mnie i spowodowała, że poczułam zawroty głowy. Już miałam upaść gdy nagle zauważyłam wysoka, skrzydlatą postać zbliżającą się do mnie. Ubrana była na biało a jej długie jasne włosy powiewały na wietrze. Gdy była już przy mnie, zauważyłam, że jest to wielkiej urody mężczyzna. Usłyszałam w głowie jego głos. - Witaj Aniele Zagłady. Spojrzałam w jego ciemne niczym burzowe niebo oczy. - Jesteś Jego wysłannikiem? Jakim cudem mnie tu znaleźliście? Uśmiech szybko wypełzł na jego twarz. - Nie wiesz? Jesteś Jego dziełem, On zawsze wie, gdzie szukać swoich dzieci, swoich aniołów.
Kiedyś byłam zwyczajną dziewczyną. Żyłam w normalnej, kochającej rodzinie. Miałam wspaniałych, wyrozumiałych rodziców i dwóch młodszych braci. Mieszkaliśmy w dwupokojowym mieszkaniu w niewielkim mieście. Niczego nigdy nam nie brakowało. Miałam wielu przyjaciół i chłopaka, który był dla mnie wszystkim. Chodziłam do szkoły, uczyłam się dobrze i w przyszłości chciałam zostać weterynarzem. Jednym słowem, byłam naprawdę szczęśliwa… Ale moje szczęśliwe życie zmieniło się pewnego listopadowego dnia. Wracałam ze szkoły, byłam zadowolona, bo udało mi się uzyskać bardzo dobra ocenę z trudnego sprawdzianu z chemii. Cieszyłam się, bo zbliżały się moje osiemnaste urodziny i wiedziałam, że moi rodzice i znajomi planują dla mnie niespodziankę. Błądziłam myślami gdzieś daleko, gdy zauważyłam wielkie zamieszanie niedaleko kościoła do którego chodziłam co niedzielę na mszę. Opętany!- usłyszałam tylko i nie namyślając się długo pobiegłam w tamtą stronę. Gruba kobieta w obszernym szarym płaszczu klęczała na placu koło kościoła i drżącymi rękami wskazywała małego chłopca, który patrzył spode łba na wszystkich zgromadzonych. -Co może być strasznego w małym chłopcu?- pomyślałam i zaczęłam iść w jego kierunku. Ktoś złapał mnie za rękę. -Dokąd idziesz wariatko?- usłyszałam- On cię zniszczy. Postanowiłam nie słuchać, jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mi, że powinnam podejść do chłopca. Wyrwałam swoją rękę z uścisku. Chłopiec podniósł głowę do góry, gdy zauważył, że zbliżam się do niego. Wtedy to dopiero zauważyłam, że jego oczy płoną czerwienią. Nie zraziło mnie to jednak. Nadal szłam. W pewnym momencie poczułam, że coraz trudniej jest mi się poruszać, tak jakby moje nogi zrobione były z kamienia. Postanowiłam się nie poddawać. - Co mam robić jak już do niego podejdę?- zapytałam wewnętrznego głosu, choć doskonale wiedziałam, co powinnam uczynić. - Nie bój się- szepnęłam do chłopca i pomimo nieznanych mi mocy, które próbowały mnie zatrzymać, podeszłam do niego i położyłam lewą dłoń na jego czole. Poczułam energię przepływającą przez moje ciało. Chłopiec też najwyraźniej ją poczuł, gdyż zaczęły nim targać dreszcze i w końcu padł nieprzytomny na ziemię a nad nim pojawiły się kłęby czarnego dymu, który wkrótce rozpłynął się w powietrzu. -Co pani mu zrobiła? Zabiła go pani! Usłyszałam za sobą krzyki. Sama nie mogłam zrozumieć tego, co przed chwilą zrozumieć. Zdumiona wpatrywałam się w swoją dłoń. I w tym momencie wszystko znikło…
Stałam na wielkim, porośniętym bujną trawą polu. Wszystko wprost kipiało zielenią. I trawy i nielicznie rosnące tam drzewa. Kątem oka zauważyłam starą, rozpadającą się drewniana chatkę. Zaciekawiona podeszłam do niej. Przez rozbite okno zobaczyłam, że w środku siedzi młody, rudowłosy mężczyzna. Gdy mnie dostrzegł, uśmiechnął się i gestem zaprosił do środka. Weszłam przez zniszczone drzwi i rozglądnęłam się. Chatka była pusta, oprócz dwóch drewnianych krzeseł nie było w niej żadnych mebli ani sprzętów. Nieznajomy wskazał jedno z krzeseł. Usiadłam.
- Czy wiesz dlaczego tu jesteś? - Mogę się tylko domyślać, że ma to związek z tym, co wydarzyło się niedawno. - Tak, właśnie o to chodzi. Czy wiesz co zrobiłaś dotykając czoła tego chłopca? - Nie, nie rozumiem tego. Dotknęłam go a on padł nieprzytomny na ziemię i pojawiła się nad nim jakaś czarna chmura… - Powiem ci co zrobiłaś. Wypędziłaś demona z tego młodego człowieka. Masz pewien szczególny dar. Słyszałaś zapewne o egzorcyzmach? - Oczywiście, że słyszałam. - Ty moja droga potrafisz wypędzać demony z ludzi bez pomocy egzorcyzmów, tj. tych wszystkich modlitw, bez wody święconej. Ten, który mnie tu przysłał wybrał cię do walki z demonami, staniesz się dla nich Aniołem Zagłady. Oczywiście wiesz, że wiąże się z tym duża odpowiedzialność a także wiele wyrzeczeń. Musisz zrezygnować z prowadzonego dotychczas życia nastolatki i stać się prawdziwym wojownikiem. Czy jesteś na to gotowa?…
Pamiętam jego wzrok. Niebieskie, łagodne oczy wpatrywały się we mnie. Wyglądał jak wyrozumiały nauczyciel, który czeka na odpowiedź niezbyt rozgarniętego ucznia. A ja nie zastanawiałam się długo, jakiś impuls kazał mi odpowiedzieć…
- Zgadzam się. Będę Jego wojownikiem.
W taki oto sposób niejako zakończyłam swój ziemski żywot. Żyłam, ale wszyscy moi bliscy byli przekonani, że zginęłam w pożarze. On to tak zorganizował… Byłam człowiekiem, który kiedyś, w przyszłości miał umrzeć, ale… No właśnie, jest kilka „ale”. Mój Pan wszystko dokładnie przemyślał. Oficjalnie mnie nie było, więc gdy wędrowałam po ziemskim padole w poszukiwaniu demonów, musiałam „przywdziewać przebrania”. Raz byłam młodą, atrakcyjną kobietą, innym razem zgarbioną staruszką. Miałam tysiące twarzy…No i była jeszcze jedna rzecz, która miała ułatwić mi „pracę”. Pan zaopatrzył mnie w skrzydła. Tak tak, skrzydła. Oczywiście, nie miałam ich ciągle… One pojawiały się tylko wtedy, kiedy ich potrzebowałam. To było bardzo przydatne gdy trzeba było pokonać dużą odległość w krótkim czasie. Tak właśnie wyglądało moje życie po tym listopadowym dniu. W ciągu dwóch lat zdążyłam pokonać setki tysięcy demonów i nawrócić kilka zbłąkanych dusz. Nadal by tak było, gdyby nie fakt, że spotkałam pewnego czarnowłosego młodzieńca.
Anioł zbliżył się do mnie i położył szczupłą dłoń na moim ramieniu. Już się nie uśmiechał. Burzowe chmury zasłoniły niebo a ja zaczęłam drżeć. Jeszcze raz ogarnęłam wzrokiem masakrę. Anioł nie musiał nic mówić, wiedziałam po co przybył. Wiedziałam, jakie jest jego zadanie.
- Mój Piękny Aniele. Najwspanialszy Wojowniku. Najpiękniejsza z gwiazd, co się z tobą stało? Dlaczego stałaś się potworem? - Ja... Sama nie wiem, to chyba bunt, bunt przeciwko Niemu. On odebrał mi wszystko co miałam, rodzinę, przyjaciół... odebrał mi szansę na normalne życie, na miłość... - Czy wiesz, że to ty zabiłaś tych ludzi? Czy zdajesz sobie sprawę, że jeszcze dwie godziny temu to płonące pole było tętniącym życiem miastem? Widzisz co zrobiłaś? - A jednak to ja... Miałam nadzieję, że może stało się tu coś innego, że może... Że może to nie moja wina, że to nie ja namówiona do buntu przez moją miłość.
Występowałam wtedy jako trzydziestoletni, rudowłosy hydraulik. Przepędzałam demona z młodego chłopaka, studenta z wielkiego miasta. Cała rzecz odbyła się w jego mieszkaniu. Udałam, że przyszłam do niego na kontrolę rur... Banalne, ale skuteczne. Opętany wpuścił mnie do domu. Po udanym przepędzeniu stałam nad młodzieńcem. Nagle on otworzył oczy i z przerażeniem spojrzał na moje skrzydła. Przeklęłam w duchu swoją głupotę, gdyż nie zdążyłam ich ukryć na czas zafascynowana urodą mężczyzny. Wróciłam wspomnieniami do chwil, które spędzałam ze swoim chłopakiem, wtedy kiedy jeszcze istniałam dla świata. - Chłopie, ty jesteś skrzydlatym! Wiele czytałem na wasz temat!- powiedział podekscytowany mężczyzna i podniósł się z podłogi. Jego długie, czarne włosy zafalowały a moje serce zabiło mocniej na ten widok. Jakby to było gdyby… - Ech, nie ma co się ukrywać. I tak widział moje skrzydła... – pomyślałam i przybrałam swoją własną postać. Postać dwudziestoletniej kobiety...
- To ty jesteś kobietą! Delikatnie skinęłam głową i odezwałam się po raz pierwszy. - Tak. Chciałabym ci opowiedzieć o sobie. Na jego twarzy zagościł uśmiech. Podszedł do małej oszklonej szafki i wyjął z niej butelkę alkoholu. - Oczywiście, ale obiecaj, że napijesz się ze mną. Skrzywiłam się. - Wiem, wiem, twój hmm... szef nie będzie zachwycony, że jeden z jego aniołów pije, ale... ten jeden raz ci nie zaszkodzi. To co? Nalać ci? Jego ciemne oczy mnie zahipnotyzowały, bez wahania odpowiedziałam. - Tak.
To ja byłam sprawcą tej tragedii. To ja zniszczyłam całe miasto. To ja pozbawiłam życia wiele setek ludzi. Cóż mogło mnie czekać? Wiedziałam jaki będzie mój los. Pokornie schyliłam głowę.
Czarnowłosy spojrzał na mnie uważnie. - Czyli teoretycznie nie jesteś aniołem. Jesteś tylko zwyczajnym człowiekiem posiadającym pewien dar. Tylko człowiekiem. Czyli masz swoje słabości... Wybacz, że spytam, ale... Czy ty nie czujesz się wykorzystana? Popatrz, ty zrezygnowałaś dla Niego ze swojego normalnego życia i stałaś się Jego wojowniczką. Od dwóch lat walczysz z demonami... A co masz w zamian? On odebrał ci wszystko... całe twoje dotychczasowe życie. Stałaś się martwa dla świata. Straciłaś rodzinę, przyjaciół, chłopaka, którego kochałaś... straciłaś szansę na szczęśliwą przyszłość,. To masz w zamian za walkę, za poświęcenie... A poza tym, nie boli cię to, co musieli czuć twoi bliscy, gdy dowiedzieli się, że nie żyjesz? Wyobraź to sobie... Oni myślą, że ciebie nie ma, że leżysz w jakimś grobie a tak naprawdę jesteś blisko. Jesteś blisko, a jednocześnie tak daleko. Nie możesz przyjść do nich. Nie możesz przytulić swoich rodziców, nie możesz pocałować swojego ukochanego. Pomyśl, jakie to niesprawiedliwe!
Gdy chłopak tak mówił cofnęłam się pamięcią do swojego pogrzebu. Ja jako pięćdziesięcioletni grabarz patrzyłam na zapłakane oczy moich bliskich. Widziałam rozpacz mojej matki, gdy zakopywałam urnę z moimi prochami. Moimi prochami!! Rzucałam ziemię na moje szczątki i miałam łzy w oczach. Wiedziałam, że zakopuję całą swoją przeszłość i normalną przyszłość. Wiedziałam, że moją przyszłością ma być walka dla Niego...
- Posłuchaj, to może się zmienić. Zbuntuj się, powiedz Mu, że chcesz żyć normalnie, że chcesz kochać i chcesz być kochaną. Że chcesz założyć rodzinę, że chcesz przeżyć wiele wspaniałych chwil u boku mężczyzny, którego kochasz... U mojego boku. I w tym momencie poczułam ciepło napływające do serca, rozchodzące się po całym ciele i wpełzające na policzki. Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami. - U twojego boku? Przecież prawie się nie znamy. Nie mów o miłości... Czarnowłosy złapał mnie za rękę. - Czuję, że jesteś wyjątkową kobietą. Czuję, że to na ciebie czekałem całe swoje życie. Czuję, że mogę cię pokochać i czuję że ty możesz pokochać mnie. I co powiesz? Mogę ci zapewnić szczęśliwe życie... Wierz mi. Musisz tylko podjąć decyzję. Zgadzasz się?
Być może tak bym zrobiła, oczarowana czarnowłosym i jego wizją długiego szczęśliwego życia, ale w kieszeni kurtki, w którą byłam ubrana wymacałam prezent, który dostałam od mamy na siódme urodziny. On przypomniał mi, kim jestem i jakie jest moje zadanie. Pocałowałam mężczyznę w czoło. -Przykro mi- powiedziałam, rozwinęłam skrzydła i wyleciałam przez otwarte okno jego pokoju. Myślałam, że nigdy więcej go nie zobaczę… Wiedziałam jednak, że bardzo go kocham, bo otworzył mi oczy na wiele spraw.
- On wie dlaczego. Zna powody twojej decyzji. Wbrew temu co mówią niektórzy jest wyrozumiały. On to wszystko rozumie, ale nie może tego tak pozostawić. - Doskonale to rozumiem. Zabierz mnie do niego.
Po tamtym wydarzeniu długo nie mogłam dojść do siebie. Wędrowałam między wymiarami,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Naatasha
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…