Antyk
Opowiadanie umieszczone w starożytnej Grecji, bliżej nie określonych latach.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
O DULCE ET DECORUM EST PRO PATRIA MORI!
Mówili “nie stworzysz niczego nowego, jeżeli sam nie zobaczysz świata” i mieli rację. Myli się każdy kto sądzi, że wymyśli coś oryginalnego siedząc otoczony książkami albo rzygając pod jakimś drzewem pozbywając się wszystkiego co zjadł przed piciem. Dlatego czasem warto dać swojemu żywotowi kopa w rzyć, ruszyć się z miejsca, zobaczyć trochę świata.
Winnice na wybrzeżach Cyranu leżące zaledwie rzut kamieniem od piasków pustyni, tajemnicze okolice Kapadocji, wspaniałe miasta-państwa toczące ze sobą bratobójcze boje oraz biedne, wielkie imperia gdzie władcy toną w złocie podczas, gdy rolnicy z trudem są w stanie utrzymać się ze swojej ziemi. Widziałem to wszystko i znacznie więcej na własne oczy.
Gdy wracam do tej chwili kiedy jako syn pasterza z Arkadii po raz pierwszy wziąłem w garść kij a wokół pasa obwiązałem procę wiem, że wtedy otworzyłem sobie drogę do wielkiego świata. Od najmłodszych lat wychowany w cieniu Sparty wiedziałem, że jedynym prawdziwym człowiekiem jest wojownik. Nie było szlachetniejszego pracy ponad Aresową. Każdy nawet ci z polis oddalonych od naszej świątyni o tygodnie podróży świadomi byli tego.
Będąc młodym wpatrywałem się w gwiazdy odgadując kogo bogowie zamienili w nie. Czy była to nagroda za chwałę – możliwość nieskończonego spoglądania na świat, czy też kara za zbytnią zuchwałość, nie wiem do dzisiejszego dnia. Wśród mroków nocy te błyskające się ogniki wskazywały mi drogę do domu oraz oświetlały zakradające się do stada wilki. Nie ostrzegły nas jednak przed napastnikami. Jedna z niezliczonych wojen wybuchła pomiędzy narodami Hellady.
Wtedy po raz pierwszy ojciec udał się ze mną do kowala, aby przygotował dla mnie pierwszą włócznię. Z fascynacją obserwowałem barczystego, chromego Kolonda uderzającego w gorące żelazo nadając mu pożądany kształt. Sądziłem, że takimi samymi ciosami bogowie stworzyli świat z pierwotnej materii. Tryskające iskry, niesamowite ciepło bijące od paleniska, wszystko to powodowało, że z zazdrością patrzyłem na kulawego mężczyznę o silnych dłoniach.
Według opowieści Kolond nie zawsze był przykutym do ziemi rzemieślnikiem. Kiedyś razem ze Spartanami walczył na licznych polach bitew. Znał Aresową pracę jak nikt inny w całej okolicy biegle władał włócznią, mieczem, a nawet bronią popularną pośród mieszkańców wysp oraz wschodnich krain – łukiem. Wielu bandytów lub maruderów próbujący napaść na miasto oraz świątynie kończyło przebitych strzałą wystrzeloną przez potężnego kowala.
Bogowie są jednak okrutni. Nie do końca wiadomo w jaki sposób Kolond stracił stopę. Domysłów i plotek było zawsze wiele. Niektórzy twierdzą, że była to kara za nie składanie hekatomb, inni mówią o wielkiej bitwie, a kilku uważa, iż przyczyny należy szukać w rabowaniu świętych miejsc. Sam kowal nie wypowiada się na ten temat. Twierdzi, że prawdę zna tylko on i mieszkańcy Olimpu. Co prawda wypił wtedy naprawdę dużą ilość wina, jego twarz pokryła się rumieńcami, a pamięć podsunęła co ciekawsze widoki znad licznych mórz. Gdyby mu uwierzyć to można by sądzić, że zwiedził cały znany świat. Kulminacyjny moment został jednak przerwany przez wejście posłańca niosącego wieści o wojnie.
Razem z resztą młodzieży miałem wyruszyć na wojnę. Wszyscy pragnęliśmy sławy, a pole bitwy było najlepszym z możliwych miejsc na jej zdobycie. Oczami wyobraźni widzieliśmy stosy trupów u naszych stóp. Piękne branki zdobyte podczas wyprawy podawały nam wino zrabowane ze skarbców wrogów. Nasze przechwałki nie miały końca. Każdy chciał dodać coś od siebie, przyłączyć się do pochwalnego chóru.
Zanim mogliśmy wyruszyć nadeszły dni głodu. Czarna śmierć przechadzała się po wioskach i miastach zabierając ludzi z sobą. Kusiła ich wizjami sytego posiłku. Nie oglądałeś się na innych, ważne było tylko to, aby najeść się czegokolwiek. Naprawdę czegokolwiek. Wielu mężczyzn wyruszało na północ do Aten albo do innych polis uciekając przed niedostatkiem. Nie mogli równać się z tamtejszymi rzemieślnikami, więc utrzymywali się z pomocy w gospodarstwach bogatszych. Kiedy pojawiali się dyplomaci zbierający najemników do nowych wojen to oni zgłaszali się jako pierwsi. Dla nas, młodych wciąż z głowami wypełnionymi heroicznymi pieśniami, byli bohaterami o pełnych brzuchach, walczącymi dla ludzi takich jakich jak Agamemnon. Głód i nadchodząca wojna były szansą na ucieczkę z wyżyn Arkadii.
Nasze małe pole nie dawało wystarczającej ilości plonów, aby wykarmić całą rodzinę. Wszystkim brakowało ziarna, a najemni oraz niewolnicy umierali z głodu lub od broni pasterzy próbując zdobyć trochę strawy. Liczne ofiary dla bogów nie pomagały, byli oni równie na nie głusi co pniak tam stojący. Doszło wtedy do licznych tragedii.
Mój rodzony brat Ajchalos zginął razem z liczną naszą trzodą. Był najstarszy z nas przy czym najniższy, doskonale strzelający z procy oraz świetnie recytujący pieśni o bohaterach. Nie wiadomo kto go zabił. W śnie poderżnięto mu oraz wszystkim innym pasterzom gardło. Nasze oraz naszych sąsiadów stado zniknęło wśród wzgórz i lasów. Na nic zdały się poszukiwania, czy wylane łzy. Cieszyliśmy się jedynie z tego, że nie porwano ciało Ajchalosa pozwalając nam zgodnie z tradycją go pochować, zapewniając mu wieczny spoczynek. Wiele młodego wina wylaliśmy na jego stos, a kości spoczęły w rodzinnym grobowcu położonym w górach pośród licznych jaskiń. W spadku po nim otrzymałem drewnianą tarczę obitą żelazem. Wyblakły rysunek znajdujący się na jej froncie przedstawiał scenę bitwy z czasów, gdy Achajowie rządzili w Mykenach nad niemalże całą Helladą. Brat twierdził, że tam pośród walczących znajduję się wielki Ajas oraz mądry Odys. Nikt mu nie wierzył, ja również. Teraz zaś stała
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Konrad666
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…