Apostoł Grozy
[...] I mimo, że wybrany był do zgoła innych rzeczy, za jego sprawą ziściło się to iż Ziemia stała się Siódmym Kręgiem Piekła. Ta kiedyś umiłowana przez Pana kraina, z umiłowanymi przez niego stworzeniami…
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mitologia świata zewnętrznego – fragment zatytułowany „ Początek końca”
Takiej zimy dawno już nie widziano na ziemiach księcia Rodgara. Wielka Woda zamarzła pierwszy raz od niepamiętnych czasów. W nadmorskim księstwie śnieg sięgał dwóch metrów, a siarczysty mróz zrobił z niego twardą jak skała skorupę. Przykryła ona lasy, pola i wioski. Chłopi nie mogli wychylić nosa poza swoje chaty, więc przymierali głodem, choć akurat to nie było dla nich żadną nowością...
Śnieg zasypał też cały gościniec prowadzący do pałacu, dlatego książę również nie opuszczał posępnych murów swojej rezydencji. Coś jednak nie dawało mu spokoju. Wysoki, szczupły, łysiejący już mężczyzna krążył tam i z powrotem po swojej niewielkiej komnacie. Jego wiecznie blada twarz i zawsze obojętne, zimne oczy zdawały się tym razem czymś naprawdę zaniepokojone. Dworzanie, służba, nawet Księżna nie bardzo wiedzieli jak się zachowywać w takiej sytuacji. Rodgara bali się wszyscy. Kiedyś bez wahania skazywał ludzi na śmierć za „nieprzestrzeganie prawa”- innej kary po prostu nie było. Niepotrzebne były żadne kodeksy, gdyż prawo istniało w jego głowie. Często jego złamaniem (oczywiście karanym w jedyny możliwy sposób), mogło okazać się zbieranie grzybów w lasach księcia, albo co właściwie ostatecznie przesądzało sprawę, wyrąb lasu lub polowanie. Wprowadził terror, który nie miał by prawa utrzymać się tyle czasu, gdyby nie jedna rzecz. Największy skarb, medalion z którym nie rozstawał się nawet na krok. Książę nosił go dumnie na szyi, co chwila przyglądając mu się z wielką uwagą i polerując czyste złoto z którego został wykuty. A o tym, że nie jest to zwykła błyskotka przekonało się już wielu... Dzięki niemu nikt nie mógł przeciwstawić się woli księcia. Jego rozkazy wykonywane były z fanatycznym wręcz posłuszeństwem, a Rodgar korzystał ze swej władzy bardzo często. Nie dziwi więc, że nikt nie miał pojęcia czym może martwić się ktoś taki. Ktoś o nieograniczonej wręcz władzy...
A jednak. Książę już od kilku tygodni nie opuszczał swojej komnaty. Widywała go wyłącznie żona, która jednak ograniczała się tylko do przynoszenia posiłków. - To już dzisiaj, nareszcie nadszedł ten dzień... nareszcie - Rodgar krążył tam i z powrotem – nareszcie... dziś... dzisiaj wszystko się wyjaśni. Jego zawsze lodowata twarz przybrała w tej chwili jakiś dziwny, nieokreślony wyraz, a w oczach pojawił się pierwszy raz od bardzo dawna błysk, który nie mógł zwiastować niczego dobrego, ale mógł znaczyć dosłownie wszystko. Jedno było pewne, książę jeszcze nigdy nie był w takim stanie. Co chwilę nerwowo zerkał w stronę komody na której leżała gruba księga w pięknej złoconej oprawie. - Nareszcie wszystko się wypełni! - JAK ZOSTAŁO NAPISANE – Książę usłyszał nagle przeraźliwie niski głos, wydobywający się jakby z jakiejś piekielnej otchłani - Tak... niewątpliwie z samego dna piekła - pomyślał. Znieruchomiał. Wiedział, że kiedy się odwróci nic już nie będzie takie samo. Czekał na tę chwilę już tak długo... a jednak teraz zawahał się. Może było to ostatnie tchnienie jego ludzkiej natury, ostatnia iskierka człowieczeństwa, która jeszcze się w nim paliła i teraz wiedziała, że i jej przyjdzie zgasnąć. Na wieki. W końcu nadszedł jej kres... Książę obrócił się i spojrzał za siebie.
Stał tam starszy mężczyzna , miał czarne krótko przystrzyżone włosy, szpiczastą bródkę i takie niezwykłe oczy. Oba czarne, zbyt czarne, pomyślał natychmiast. - Nadszedł czas, aby obwieścić ludziom prawdę – Głos nieznajomego brzmiał jak dzwon w pustej komnacie, docierał do uszu księcia i rozbrzmiewał w jego głowie ze zwielokrotnioną siłą. Wiedział już, że nie zdoła nic powiedzieć, kiedy na niego patrzył, uświadomił sobie, że ludzie nie potrafią mówić... - Twoja ręka za moją przyczyną ukończyła wczoraj, wielki dzieło - moją Ewangelię, Ewangelię Prawdy – Postać spojrzała w stronę komody, Rodgar nie był już w stanie, ludzie nie potrafią przecież patrzeć... – Księga ta uświadomi ludziom Prawdę, przygotuje ich na nasze przyjście. A stanie się to za twoja sprawą! Zostaniesz moim apostołem, siewcą bólu i cierpienia! Wyruszysz w świat, będziesz widział, słyszał, będziesz umiał mówić, NAUCZAĆ! Będziesz szerzył prawdę, zostaniesz posłańcem, który ogniem zmusi te nędzne istoty do oddawania Nam należnej czci! Rodgar nie obawiał się już niczego, dopiero teraz zrozumiał co to znaczy prawdziwy spokój. Serce jego wypełniała radość i duma. Nawet na chwile nie przestawał patrzeć w oczy swojego pana, a patrzył wzrokiem pełnym zapału i zawziętości. Nie zdołał jednak nic powiedzieć, jeszcze nie teraz... Te oczy... były tak czarne... zdawało mu się, że ta czerń go pochłania, wciąga. Dwa niezwykle, czarne punkty zapraszały go do siebie, a sługa ani myślał się przeciwstawiać. Trwało to jeszcze kilka chwil, aż wreszcie książę stracił przytomność, a jego ciało osunęło się bezwładnie na marmurową posadzkę...
- Bez wątpienia, nie żyje. Słowa wypowiedziane przez medyka brzmiały dla niej wprost niewiarygodnie. Nienawidziła go, codziennie modliła się o jego śmierć, o wieczne potępienie dla potwora, który kiedyś był jej mężem, którego kiedyś kochała... Teraz jednak, gdy upragniona chwila nadeszła, nie mogła w to uwierzyć. Była pewna, że nawet śmierć niema władzy nad demonem. Nad tą przeklętą siłą, która zawładnęła jego ciałem. A jednak, w końcu jej modlitwy, ba modlitwy wszystkich poddanych przeklętego po wsze czasy tyrana, zostały wysłuchane! Bóg zlitował się nad tym skrawkiem ziemi i nie pozwoli więcej na przelewanie niewinnej krwi swoich owieczek. Dobro musi zwyciężyć, a światłość rozświetli nawet najczarniejszą noc. - Dzięki Ci Panie, że wysłuchałeś swej pokornej służebnicy! Księżna rozkazała zostawić Rodgara tak jak skonał, na marmurowej posadzce. Jutro z samego rana wezwie ludzi, którzy bez zwłoki spalą ciało tego zwierzęcia, a przeklęte prochy rozsypią na wietrze, tak żeby absolutnie nic po nim nie zostało... A jego amulet? Od zawsze podejrzewała, że to on daje mu tą wielką siłę. Zdarła go z szyi męża z taką furią ,że rozerwała ogniwa złotego łańcucha. Poczuła niesamowite wibracje… było to euforyczne wręcz uczucie. Poczuła Spokój, Moc i Wielkie Dobro! W jaki sposób tak zła rzecz (nawet przez chwile nie miała co do tego wątpliwości - widziała przecież jaki terror dzięki niemu wprowadził Rodgar) mogła emanować takim Światłem? Boskim Światłem? To pierwsze co przeszło jej przez myśl… Była jednak do reszty przesiąknięta nienawiścią do księcia, a wszystko co złe, zaczęło dziać się wraz z pojawieniem się medalionu, dlatego nie wahała się już nawet przez chwilę. Dworski złotnik dostał zadanie stopienia go jeszcze tej nocy i zamierzał wywiązać się z rozkazu. Teraz wszystko będzie inaczej... po prostu umarł! Na pewno już smaży się na samym dnie piekła. Jak ona go nienawidziła! Setki razy prosiła Boga żeby zdechł. Ten pies, dla którego nie było żadnej świętości... To była pierwsza noc od wielu laty, kiedy księżna spokojnie zasnęła, a jej serce przepełnione było nieopisaną radością. Przed snem jeszcze raz podziękowała Bogu, że to piekło nareszcie się skończyło, że okazał wreszcie swą wielką moc i teraz nadejdą spokojne czasy.
Umarła szczęśliwa.
Pożar strawił cały pałac, nikt i nic nie miało prawa ocaleć po tym jak przetoczyła się przez niego namiastka ognia piekielnego. Ognia oczyszczenia.
A prochy księżnej porwał wiatr i poniósł je gdzieś hen daleko, przed siebie... na południe. Na bagna… – Rodgar uśmiechnął się paskudnie.
Galopował teraz na swym wielkim, szarym wierzchowcu, po zasypanym ogromną ilością białego, czystego śniegu, bez wątpienia... nieprzejezdnym gościńcu. - Prorok nie znajdzie uznania wśród swoich, gdzie mam się udać panie? Nie usłyszał żadnej odpowiedzi, nic żadnego głosu rozbrzmiewającego w głowie, po prostu wiedział już, że jego celem jest wschód, dumny, potężny wschód. Doskwierał mu brak medalionu. Przyzwyczaił się do mocy, która z niego emanowała. Wiedział, że nie może szukać go sam w pogorzelisku, ale instynktownie czuł, że medalion ocalał. Nawet ogień piekielny nie był wstanie go zniszczyć. Tego był całkowicie pewien – ogień piekielny na pewno nie zniszczy tej rzeczy. Pamiętał przecież KTO przed tyloma laty mu go podarował. Pędził przed siebie, niezmordowany i silny, wyszukiwał drogę wśród zdradliwych zasp i majestatycznych, ośnieżonych drzew. Doskwierał mu jednak głód, wiedział też, że musi zatrzymać się na chwilę, bo jego koń nie wytrzyma tak szaleńczego biegu. - Jestem głodny, spragniony... panie czy ja nadal jestem człowiekiem? Rozejrzał się dookoła. Kilkadziesiąt metrów od niego znajdowała się jakaś dziwna, nienaturalnie ukształtowana zaspa. Podjechał do niej i wtedy dostrzegł dym wydobywający się gdzieś z boku. Stał przed chatką któregoś ze swoich myśliwych. Kiedy już udało mu się odszukać drzwi, zsiadł z konia i wszedł do środka.
-Książę Rodgar...- powiedział, a właściwie mruknął postawny mężczyzna stojący naprzeciwko wejścia, celując w głowę nieproszonego gościa. - Odłóż kusze Kemar – Książę pamiętał doskonale imię swojego najlepszego łowczego – Nie masz chyba zamiaru mnie zastrzelić, prawda? Rodgar przyglądał mu się dokładnie, badawczo, tak... teraz dopiero potrafił patrzeć! Widzę wszystko ty mały, nędzny człowieczku. Marzysz o tym żeby nacisnąć spust - pomyślał – ale nie jesteś w stanie. Nikt nie jest. Nagle uświadomił sobie, że nie ma już medalionu. Na jego czole pojawiły się krople potu. Gdyby wtedy zwątpił, gdyby chociaż przez chwilę pomyślał, że nie ma już władzy nad tym człowiekiem, to w tej samej sekundzie jego gardło zostało by przeszyte przez śmiercionośny bełt. On jednak ufał swemu panu bezgranicznie, a jeszcze bardziej ufał sile która go przepełniała. Czuł się mocny, w jakiś sposób fizycznie czuł nienawiść, która emanowała od łowczego. Poczuł, że to właśnie ona daje mu tą niesamowitą siłę. Patrzyli sobie w oczy, Kemar był niezwykle wytrzymały, ręce mu drżały, ale kusze cały czas trzymał w tej samej pozycji. Książę widział kłęby nienawiści zasnuwające jego umysł, łowczy nie zapomniał jak ten postąpił z jego żoną. Spodobała się Rodgarowi na uczcie z okazji udanego polowania jakich dawno odbywało się w pałacu wiele i..... wziął ją do siebie. Po prostu, rozkazał jej pozostać w pałacu, z którego już nigdy nie wyszła. Tak jak dziesiątki innych kobiet. Ból, cierpienie, ale przede wszystkim dzika nienawiść, to wszystko teraz w nim zawrzało, paliło Kemara od środka. Rodgar czuł to doskonale i uśmiechnął się. Już wiedział, że to było właśnie to czym się karmił. Wygrał to starcie, od początku wiedział, że wygra. Mężczyzna opuścił kuszę i usiadł na drewnianej podłodze, oparł się plecami o ścianę, a głowę schował pomiędzy dłońmi. - Wejdź
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Fanatyk!
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…