Wróć do katalogu

ARES

Wystawiam to co roku na rocznicę wybuchu POWSTANIA WARSZAWSKIEGO.

marianmarian3, opublikowano , 17 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ares

Byliśmy tam tylko we dwoje, zakochani, nie widzieliśmy świata poza sobą, nie chcieliśmy go widzieć. W koło spalona Warszawa. Niemcy wyprowadzali ludzi z miasta, rabowali, niszczyli budynki. Wszystko wokół nas płonęło. Gryzący dym wyciskał łzy z naszych wymęczonych oczu. Wśród tego nieszczęścia, upadku, zła które zewsząd czyhało na nas, byliśmy my, Tereska i ja. Połączyło nas uczucie, niewinna miłość nastolatków. Gdy szkopy zarządzili, że ludność musi opuścić Warszawę, my postanowiliśmy zostać. Nie podporządkowaliśmy się rozkazowi. Za nieposłuszeństwo groziła nam śmierć, za posłuszeństwo, niepewna przyszłość. Chociaż z miasta niewiele już pozostało, jednak my chcieliśmy zostać w Warszawie, na zawsze razem. Oboje walczyliśmy w batalionie „Zośka”, tam zakochaliśmy się w sobie. Każdą chwilę, i tą w boju, i kiedy było trochę spokojniej, spędzaliśmy razem. Potrzebowaliśmy tej bliskości, miłość dawała nam otuchę, ja żyłem dla Tereski, Tereska dla mnie. - Wiesz, gdy to wszystko się skończy, pobierzemy się – powiedziałem. - Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała, tylko czy ten zły świat nam na to pozwoli? – zapytała ze smutkiem w głosie - Potem objęła mnie i pocałowała. Był to pierwszy pocałunek, na chwilę zapomniałem o wojnie, spadających bombach i tym wszystkim co się wokół nas działo. W tych ostatnich dniach powstania, wydawało nam się, że jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Pomimo, że był to najtrudniejszy okres w naszym życiu, jednak nam wszystko wydawało się takie proste, mieliśmy przecież siebie. Gdy ludność cywilna opuściła Warszawę, Niemcy bezkarnie niszczyli miasto. Ich patrole były wszędzie, najpierw szabrownicy , którzy wyszukiwali i rabowali co cenniejsze znaleziska, za nimi ci z miotaczami ognia, po których zostawały już tylko wypalone domy. Zabijali wszystkich Polaków na których się natknęli, nie było żadnej litości dla nieszczęśników którym nie udało się ukryć. A my? No cóż, kryliśmy się jak szczury po piwnicach i strychach. Każdego dnia walczyliśmy o życie. Najpierw aby schować się przed Niemcami, później, aby nie umrzeć z głodu. Jednak te ciągłe niebezpieczeństwo śmierci, ten przenikliwy głód i pragnienie, nie było w stanie, choćby na moment przyćmić naszej miłości. Byliśmy tacy szczęśliwi. Mimo tej agresji i złu, które nas otaczało, cieszyliśmy się, że jesteśmy razem. Nasz dzień zaczynał się w nocy, pod przykryciem ciemności wychodziliśmy z ukrycia na poszukiwanie żywności i wody. Chodziliśmy po piwnicach, szukaliśmy wszystkiego, co nadawało się do jedzenia. Często nic nie znajdowaliśmy. Przecież w tym mieście od dawna brakowało żywności, zapasy zostały wyczerpane jeszcze podczas powstania. Nasze codzienne życie ograniczało się do nocnych poszukiwań, za dnia siedzieliśmy w naszej kryjówce. Musieliśmy być cicho, baliśmy się o każdy szmer który mógł ściągnąć na nas Niemców. Leżeliśmy więc bez ruchu wtuleni w siebie, szeptem rozmawiając ze sobą. - Chciałabym stąd wyjść, zobaczyć słońce, od tygodnia nie widziałam dziennego światła. Poszlibyśmy wtedy na leśną polanę. Byłabym ubrana na biało, uplótł byś dla mnie wianek z kwiatów... - Nie martw się, – odrzekłem - pewno niedługo Niemcy uciekną, przecież ruskie są tuż, tuż. - Sowieci od dawna są blisko, – odparła -a szkopy nie uciekają i na dodatek robią tak, jakby się niczego nie bali, – odpowiedziała podirytowana. - Szczerze mówiąc też tego nie rozumiem –odpowiedziałem - ale wiem, że taki stan nie może trwać wiecznie. - Po tych słowach, usłyszałem jej cichutki płacz. Przytuliłem Tereskę jeszcze mocniej i tak leżeliśmy w swoich ramionach. - Pamiętasz jak chodziliśmy do szkoły? – zapytała. - Pamiętam. – odpowiedziałem. - A co najbardziej zapamiętałeś z ostatnich lekcji? - Pamiętam lekcję o greckich bogach. - Tak? Ja też, a który z nich najbardziej utkwił ci w pamięci? – zapytała. - Ares. – odpowiedziałem bez zastanowienia. - To bóg wojny, nauczył ludzi przebiegłości w walce.

Usłyszeliśmy j głosy Niemców. Dwóch szkopów weszło do naszej piwnicy. Staraliśmy się ukryć ale nie było już czasu, ja wciśnięty w kącie tuż przy wejściu. Tereska gdzieś daleko w drugim końcu pomieszczenia. Jeden z Niemców przeszedł koło mnie, niemal ocierając się o moje ramię. Próbował zaświecić latarkę, która właśnie odmówiła mu posłuszeństwa. Po chwili wyjął z kieszeni niewielkie tekturowe pudełko po czym przyświecił sobie zapaloną zapałką. Niewielkie światło rozjaśniło niewielka część pomieszczenia w którym się znajdowaliśmy. Nie widział mnie. Wszedł głębiej, zapałka zgasła. Było słychać jak wygrzebuje następną. Stałem sparaliżowany ze strachu. I znowu rozbłysło światło. Niemiec zaczął przemieszczać się po piwnicy, widziałem że idzie w stronę Tereski. Nagle ogłuszył moje zmysły ogromny huk, był to strzał z pistoletu. - Hans, co się stało!? – Zapytał Niemiec, który przeszukiwał sąsiednią piwnicę. - Nic, nic, - odparł ten który stał w miejscu gdzie schowała się Tereska. Potem odwrócił się i w tym momencie zapałka w jego dłoni zgasła. Nie zapalał następnej tylko szybkim krokiem wyszedł z naszej kryjówki. Będąc już na korytarza, rzekł: - Strzeliłem do zdechłego szczura, tak na wszelki wypadek. Znam niemiecki jednak nie rozumiałem o czym mówił. Gdy wyszli z piwnicy, podbiegłem do Tereski. Leżała na podłodze w najciemniejszym miejscu pomieszczenia. Uklęknąłem koło niej. - Już sobie poszli - mówiąc to, pogładziłem ją po głowie. Miała wilgotne włosy. Odruchowo spojrzałem na swoją dłoń. W świetle, jakie przez częściowo zasypane okienko wchodziło do piwnicy, zobaczyłem że moja ręka jest zakrwawiona. Tereska leżała w kałuży krwi, miała roztrzaskaną skroń, dopiero teraz dotarło do mnie to, co się stało. Objąłem ją i delikatnie uniosłem przyciskając do mojej piersi. Głowa Tereski bezwładnie zwisała. - Nie możesz… -mówiłem do niej a łzy płynęły mi z oczu. Nie zostawiaj mnie – szlochałem patrząc na zakrwawioną twarz mojej ukochanej. - Udawałaś martwą, a ten bandzior do ciebie strzelił?! – Mój głos załamał się kompletnie. - Tereska, przecież nie możesz teraz odejść, planowaliśmy ślub, nie odchodź! Nie zostawiaj mnie samego! Już niedługo szkopy wyjdą z Warszawy! Pogrążone w wiecznym śnie ciało mojej ukochanej, obsuwało się bezwładnie z moich rąk. Przeniosłem ją do miejsca które służyło nam za łóżko. Położyłem głowę na jej piersi i płakałem. - Czuję Twoje ciepło – szeptałem. - Czuję Twoją bliskość, tylko serca nie słyszę. Zostawiłaś mnie samego na tym złym świecie i odeszłaś. Po cóż mi żyć bez Ciebie? Zabierz mnie ze sobą, chcę być tam gdzie Ty. - Mówiłem do niej, a ona milczała. Po chwili w moje nozdrza uderzył zapach gryzącego dymu. Szybko zrozumiałem, że jestem w budynku który właśnie został podpalony. Od wejścia wpadały do pomieszczenia kłęby siwego dymu. Wiedziałem, że jeśli nie wyjdę stąd, to za chwilę zaczadzą się na śmierć. Nie chciałem już więcej żyć, nie miałem po co? Straciłem najukochańszą osobę w moim życiu. W jednej chwili cała siła przetrwania jaka we mnie wcześniej drzemała, teraz uszła w nicość. Jeszcze raz położyłem głowę na jej piersi, zamknąłem oczy i czekałem na śmierć. - Tereska, za chwilę będziemy razem, nie zostawię cię samej. Już nic nas nie rozdzieli - straciłem przytomność. Siedzieliśmy na zielonej polance otoczeni lasem, świeciło słońce. Tereska ubrana była na biało, z uplecionym z polnych kwiatów wiankiem na głowie. Ja w czystym ubraniu z biało-czerwoną opaską na ręce. - Ty mój Aresie. – szeptała do mnie z promienistym uśmiechem na twarzy, gładziła mnie po policzku - Nie musisz mi teraz towarzyszyć, chcę żebyś wrócił do naszych, potrzebują twojej pomocy. Swoją walką będziesz im dodawał otuchy! Ja jestem już bezpieczna, ale oni ciebie potrzebują. Idź do nich! Dowidzenia kochany mój. Ocknąłem się. Leżałem przy Teresce. Nie było już łąki w lesie, znowu byłem w piwnicy. Otaczała mnie ciemność i gryzący dym. „ Pomagać naszym” – pomyślałem. „ Muszę pomagać naszym, tak chciała Tereska!” Jakaś nowa siła wstąpiła we mnie. Pocałowałem swoją ukochaną a później wybiegłem na korytarz. Znałem przejście do drugiego budynku. Przebili je powstańcy podczas

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych