Ariess cz. VIII
drzewna driada i ja. kontynuacja.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jego ciepłe dłonie napotkały moje i zostały niezdarnie splecione w nietrwały uścisk. Poczułam lekki dreszcz, który tylko musnął moje ciało. Kolejne dłonie, kolejne pocałunki, kolejne nic nie znaczące spacery. Kolejny chłopak tracący tylko swój czas ze mną. Próbujący zrobić wszystko, bym się w nim zakochała. Jednak bez skutku. Moje marzenia, moje plany na przyszłość nijak się z nim wiązały. Jednak widywałam się z nim, dawałam nadzieję. Po co? Sama nie wiem. Szliśmy tak już sporą chwilę, a leśna ścieżka zaczęła ostro skręcać w prawą stronę. Gdy się na niej znaleźliśmy już nie było widać wejścia do lasu. Z obu stron otaczały nas potężne, wydawałoby się, że wieczne drzewa, podsłuchujące naszą niewinną rozmowę o niczym, chcące dowiedzieć się jakiejś tajemnicy. Dzień był gorący, bardzo słoneczny, jednak teraz nie było po nim śladu. Wysoko w górze widać było tylko niewielkie kawałki błękitnego nieba. Od czasu do czasu naszych uszu dobiegał dźwięk pohukiwań sowy czy śpiewu innych ptaków. Gałęzie były wszędzie, a kamienie i wielkie robaki na wąskiej ścieżce tylko utrudniały poruszanie się ramię w ramię. Po pewnym czasie musieliśmy iść jeden za drugim. W końcu puścił moją dłoń, a ja mogłam swobodnie pomyśleć o tym, po jakie licho przyprowadził mnie do tego dziwnego lasu. Lasu, którego woń dziwnie na mnie działa. Mam wrażenie, że albo zaraz wyskoczy na mnie jakieś magiczne stworzenie albo sama na nie wpadnę. Stanie się coś, czego nie będzie dało rady racjonalnie wytłumaczyć. Taki mój niewielki szósty zmysł. Nagle do naszych uszu doszedł bardzo głośny trzask gałęzi. Wydawałoby się, że zaraz za nami. Zamilkliśmy. On jednak znów złapał za moją dłoń i pociągnął dalej. Zewsząd otaczał nas jeszcze większy mrok, jakaś gęsta mgła. Nawet ścieżka przed nami zanikała metr przed nami. Szliśmy tak w ciszy. Żadne z nas nie miało w tej chwili nic do powiedzenia. Tak było praktycznie zawsze. Dla niego liczyła się tylko tak zwana ‘mowa ciała’ . Pieprzony frajer . Zapytany na początku gdzie mnie prowadzi odparł, że zobaczę. Zobaczę. Super. Po którymś tam z rzędu zakręcie zobaczyłam miejsce, do którego mnie uprowadził. Niewielkie, ciemne niczym granatowe niebo podczas sztormu jezioro i olbrzymia jabłoń rosnącą zaraz na jego brzegu były tutaj największą atrakcją. Wydawałoby się, że jedna z jej gałęzi jest tak bardzo nachylona do płaskiej tafli wody, że z nią rozmawia. Szepta jej słodkie tajemnice do ucha, a ta radosna nie porusza się nie zważywszy nawet na lekki wiatr, proszący o zabawę z nią. Szczęśliwe jeziorko, szczęśliwa jabłoń. Co ja tutaj jeszcze robię? Heeej, zaraz.. Jabłoń.. W lesie.. Że jak ? Nie miałam nawet czasu pomyśleć, bo Dorian złapał mnie mocniej za dłoń i poprowadził ostrożnie po ścieżce na niewielką polankę nieopodal stawu. To miejsce tak wrednie mi coś przypominało. To drzewo, jezioro, las. Coś tak strasznie ważnego, coś co siedzi mi już na końcu języka, ale nie może wyjść. Moje myśli były prawie tak samo zamglone jak wszystko co nas teraz otaczało . Mgła się rozwieje w końcu. Musi. Ta niezwykła magia w powietrzu była w tym miejscu jeszcze większa niż jak się weszło do lasu. Unosiła się i opadała powoli, pomalutku . Zaraz pokryje mnie całą od czubka głowy po koniuszki palców u stóp. Będę pijana w niej. Nie mogłam nawet stanąć na brzegu jeziora i napajać się jego pięknem. Mrocznym pięknem. Zauważyłam już nawet czarne kwiaty rosnące na przeciwległym brzegu, lecz ten mnie zaczął ciągnąć, bym usiadła na jego bluzie. Z nim. Gdy już usiedliśmy oboje, obrócił mnie do siebie w taki sposób, że mimo woli musiałam spojrzeć mu prostu w oczy. Szare, piękne oczy , które tak cudownie mu się szkliły, gdy na mnie patrzył. Biedny chłopak..Czy on nie widzi, że nic z tego nie będzie ? -Patrycjaa.. – zaczął odważnie, choć widać było, że boi się mi o czymś powiedzieć. O nie, proszę. Nie. Tylko nie to. Znowu.. – Powiem prosto z mostu nie owijając w bawełnę. Ok. ? – pokiwałam twierdząco głową – Matko . – widziałam, że denerwował się coraz bardziej. -Heeeeej, Dorian. Spokojnie, nie musisz mi nic mówić. -Jesteś pewna? Wiesz co czuje? -Tak, wiem.. Pewnie, że wiem, głupku. Myślisz, że to takie trudne do odgadnięcia? Z szybkością światła jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko mojej. Jego usta dotykały już moich, a ja bezwładnie oddawałam mu pocałunek. Dla mnie to nic nie znaczyło, a nie chciałam go zranić. Jego jak i tych jedenastu przed nim.. Idioci, nie widzący, że zakochują się w czymś takim jak ja. Podłej, wrednej, nie zważającej na ich uczucia. Bawiącej się nimi jak zabawkami. Ja im tak podyktuję, oni zatańczą. Głupcy.. Jego ręce zaczęły bezczelnie chodzić po moim ciele. Pozwolić mu na to? Oddać się całkowicie chwili, wiedząc, że nic do niego nie czuję? Dać się po prostu.. Dać? Nie było czasu do namysłu, jego usta były już poniżej szyi a moja koszulka niewiadomo gdzie leżała. Nie opierałam mu
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Pati$xD
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…