Wróć do katalogu

Arkadia cz. 1

Opowiadanie o pewnym samotnym chłopcu, który w końcu znajduję przyjaciela i obiecuje mu swoją pomoc. Opowiadanie podzieliłem na 2 części. Zachęcam do czytania.

Jenkin, opublikowano , 24 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ARKADIA

Daniel próbował nie płakać. Był małym chłopcem i wiedział, że nic nie wskóra. Wiele razy próbował przezwyciężać swój strach lecz w ostatnim monecie gardło zaciskało mu się jakby niewidzialny przybysz próbował zakończyć jego krótkie życie. Pewnego razu, gdy jego mamy nie było w domy, oglądał straszny film o duchach, które dusiły swoje ofiary. Gdy nieszczęsna osoba stała się ofiarą bezwzględnych istot, wyglądała jakby dusiła się kawałkiem kurczaka, a potem padała. Oczy martwego bohatera wpatrywały się w niego. Daniel natychmiast chwycił za pilot i wyłączył telewizor. Był przestraszony i błagał w modlitwach aby jego mama wróciła i przytuliła go do swej piersi. Lecz nigdy nie było jej w pobliżu gdy tego potrzebował. Daniel czuł się teraz tak jakby jeden z niewidzialnych duchów próbował go udusić i przeciągnąć do świata martwych. Już był starszy i wiedział, że to tylko jego wyobraźnia podsycana scenami horroru telewizyjnego z przeszłości (w końcu miał już jedenaście lat). Jednak jego wiek nie zmieniał jego zachowania podczas takiej sytuacji jak teraz. Czuł się zastraszony i przerażony. Starszy brat właśnie w tej chwili mieszał go z błotem: -- Patrzcie no!!! Mały obsraniec znowu ogląda swoje bajeczki! Jak ustnie już w swoim łóżku to się nimi podetrę w kiblu!!! -- Po tej „wspaniałej” wypowiedzi uderzył Daniela w głowę tak, że spadł z krzesła. Michał miał szesnaście lat i był dorosły, jak sam mawiał. Bóg nie obdarował go przesadną inteligencją. Przeważnie raz w tygodniu wymyślał nowe i sławne na całą szkołę wiązanki. Dzielnica i jej mieszkańcy w jakiej mieszkali tylko mu to ułatwiała. Gdy Daniel chciał w jakiś sposób odpłacić się bratu nic nie mógł zrobić. Łzy napływały do jego dużych, pięknych, brązowych oczu, podkreślających jego dziecinną urodę. Błąd włosy zwisały mu do ramion, a nieskazitelna skóra tylko podwajała wrażenie jakie sprawiało to dziecko. Jak się później okazało nie tylko jego uroda to potwierdzała. Teraz biegł już do swojego pokoju. Z łoskotem zatrzaskiwał za sobą drzwi i rzucał się na łóżko przykrywając swoim ulubionym kocykiem. Wtedy błyskawicznie się uspokajał i wyciszał. Była to jego samotnia, w której rozmyślał i prowadził swoje konwersację z ludźmi, którzy go ośmieszali i wyzywali. Wyobrażał sobie jak im dogaduje, a im opadają szczęki z wrażenia. Lecz nie dawno miał się przekonać, że w swojej samotni nie jest całkiem sam, a wygłaszane przez niego w umyśle monologi są tak naprawdę dialogami.

„W końcu wakacje!” – wykrzykną w myślach Adam. Po dziesięciu miesiącach ślęczenia w szkole będzie mógł odpoczną od wszystkiego. Dziś około godziny dziewiątej rano otrzyma promocję do klasy szóstej. Chodzi do szkoły podstawowej połączonej z gimnazjum. Obie placówki znajdują się z tym samym budynku przy ulicy Bazylejskiej. Niestety Michał chodził do tego gimnazjum co tylko pogarszało jego sytuację. To przez niego teraz musi tak cierpieć. Na każdej przerwie, na której widział Adama musiał go upokarzać przy innych dzieciach. Tą zabawę podchwycili oczywiście inni rówieśnicy Michała, robiąc to samo. Po niedługim czasie już nie tylko gimnazjaliści go napastowali lecz także koledzy z innych klas. W ostatnim roku nawet rówieśnicy z tej samej klasy zaczęli go wyzywać i uznawać za szkolnego łamagę. Tak Adam, dzięki swojemu bratu, w ciągu kilku lat został szkolnym patałachem i chłopcem do bicia. W głębi duszy cieszył się na myśl o wakacjach (starał się tego nie okazywać aby Michał nie wyczuł u niego, jak sam to nazywał, „nadmiaru szczęścia”, co dla jedenastoletniego dziecka było bardzo trudne). Ale jak uświadomił sobie, że najpierw musi iść do szkoły i odebrać świadectwo, to przechodziły go dreszcze. Michał znowu coś wymyśli aby go ośmieszyć i przypomnieć, że we wakacje nie będzie miał spokoju. Gdy ubierał się w swój garnitur szkolny znowu staną przed nim obraz jak Michał poniża go na oczach wszystkich po szkolnym apelu. Było święto trzeciego maja. Obydwie klasy brały udział we wspólnym, uroczystym apelu. Na samym początku odśpiewano hymn państwowy, który to Adam mruczał pod nosem. Wprowadzono sztandar i odbyło się przedstawienie na temat święta, w którym udział brały dzieci ze szkoły podstawowej oraz trochę starsza już młodzież z gimnazjum. Adam starał się słuchać lecz Paweł i Karol z szóstej A pluli w niego kuleczkami z papieru. Już chciał opuści szkolny plac. Gdy się odwrócił ujrzał przed sobą osobę pani Popieli, która uczyła matematyki. Spojrzał na nią błaganym wzrokiem lecz pani Czita (tak ją nazywali uczniowie z powodu jej owłosionych nóg) tylko spojrzała na niego karcącym wzrokiem i pogroziła palcem lecz Adam chciał się z stąd wydostać za wszelką cenę i próbował ją wyminąć. Pani Popiela chwyciła go błyskawicznie za ramię i powiedziała mu surowym, oschłym tonem do ucha: -- Co ty wyprawiasz! Dokąd idziesz!? – Adam poczuł kwaskowaty zapach jej oddechu. Chciał jej odpowiedzieć, że do toalety lecz znowu poczuł niewidzialny uścisk na gardle i nie mógł się wysłowić. - Chciałeś się po cichu wymknąć? Co, nie podoba ci się przedstawianie? Ty nie masz w sobie za grosz szacunku do ojczyzny! Już od dłuższego czasu mam cię na oku i widzę co wyprawiasz! Jak opuścisz ten plac to gwarantuję ci, że wakacje spędzisz na nauce aby zdać poprawkę z matematyki! – po tych słowach odepchnęła go z powrotem dając w ten sposób wyraźnie do zrozumienia, że nie pozwoli mu opuścić placu, nawet gdyby wybuchła trzecia wojna światowa. Gdy zrezygnowany odwrócił się zauważył jak grupka przyjaciół wskazuje na niego palcami chichocząc. Dobrze, że nie ma tu Michała, pomyślał Adam po czym zaczął ponownie wsłuchiwać się w przedstawianie. Uczniowie zeszli ze sceny, a ich miejsce zajęła pani dyrektor i wygłosiła przemówienie na temat obchodzonego święta. Po ponownym odsłuchaniu hymnu i wyprowadzeniu sztandaru uroczystość została zakończona, a uczniom kazano powróci do swoich klas. Powstało zamieszanie i Adam postanowił niezauważony opuścić plac i udać się do klasy. W połowie drogi do wejścia ktoś mocno chwycił go za kark po czym mocno ścisnął. Adam poczuł paraliżujący ból. Osoba zaczęła ciągnąć go w nieznanym kierunku. Zaprowadzono go (a raczej zawleczono) za winkiel muru szkoły tak, że znikł z oczu nauczycielom. Cały czas nie widział kto mu to robi, a przed oczami przewijały się tłumy uczniów polowi i niechętnie kierujących się do wejścia. Gdy go odwrócono zobaczył postać swojego brata. Michał uśmiechał się szyderczo. -- No i co mały gnojku? Myślałeś, że mi się wymkniesz? – zapytał. -- Odpowiedz jak cię grzecznie pytam bo moja cierpliwości się powoli kończy! -- Daj spokój Michał! Pewnie ma już ze dwa kilo w gaciach! – powiedział jeden z kolejnych idiotów należących do paczki Michała. Adam chciał już powiedzieć żeby się odczepił i wyrwać z uścisku brata lecz znów nie wydusił z siebie ani słowa. Zaczął ogarniać go strach. Michał dobrze wiedział jak jago brat zachowuje się w takiej sytuacji i postanowił to bezlitośnie wykorzystać. -- Jak zaraz nie odpowiesz to popamiętasz ten dzień do końca życia! Adam, chodź bardzo chciał, nic nie odpowiedział. Łzy napłynęły mu do oczu i mógł tylko czekać na rozwój sytuacji. -- A więc jak chcesz! – wykrzyknął Michał po czym popchnął Adama na ścianę. Ten uderzył o nią z taką siłą, że odbiło mu płuca i upadł na ziemię. Nie mógł złapać oddechu, pociemniało mu w oczach. Gdy je otworzył bój zelżał. Zobaczył, że obok niego i jego brata zebrał się już tłum uczniów i obserwowali całe zdarzenie. Przez ułamek sekundy widział przechodzącą koło niego panią Popielę, która obrzuciła go krótkim spojrzeniem i lekko się uśmiechnęła po czym znikła mu z oczu. Michał dopiero zaczynał zabawę. Chwycił swojego brata za ramiona i postawił go na równe nogi. -- Patrzcie wszyscy! Przedstawiam wam największego pierdołę w szkole! A my nie lubimy takich! – wykrzykiwał Michał po czym dodał: -- Andrzej! Trzymaj go, tylko mocno! Jego oprawiec (a jednocześnie brat co było trudno zrozumieć Adamowi) chwycił go za pasek u spodni i zaczął odpinać. Ściągnął mu spodnie po czym zaczął nimi wymachiwać. Adam wiercił się próbując utrudnić mu to lecz Andrzej był silnym pół mózgiem i uspokoił go zwiększając ucisk. Michał pobiegł w kierunku miejsca gdzie wcześniej stali uczniowie ze sztandarem, zaraz koło masztu. Reszta gapiów śmiała się z Adama, który teraz był beż spodni. Michał szybkimi ruchami sprowadził biało czerwoną flagę na ziemię i zamienił ją na spodnie. Wyciągną je na samą górę. Po tym odwrócił się do pozostałych i wykrzykną: -- Oto nasz nieudacznik dostał takich honorów! Wszyscy powinniśmy mu pozazdrości! Adam nie wytrzymał i rozpłakał się równocześnie, jakimś cudem, wyrywając się z uścisku Andrzeja. Biegł przez plac bez spodni w stronę masztu (wszyscy śmiali się wniebogłosy), przy którym stał jego brat. Gdy tylko znalazł się w zasięgu Michał kopnął go w brzuch. Adam padł na ziemię na wznak i znowu pociemniało mu w oczach. Usłyszał jak nachyla się nad nim i mówi do ucha: -- Jeśli piśniesz komuś chodź słówko to tak cię załatwię, że popamiętasz. I tak wiesz, że wszyscy są przeciwko tobie. –. Adam leżał, aż wszyscy go minął i wejdą do szkoły. Gdy się podnosił jego wzrok padł na okno gabinetu pani dyrektor i zobaczył jej sylwetkę odchodzącą od okna. Wydawało mu się, że wszyscy wyczuwają w nim coś złego. Coś, co podświadomie nakazywało im traktowa go inaczej. Jak w jakiś pieprzonych czasach z czarownicami, pomyślał. Do tej chwili zastanawia się dlaczego wszyscy są przeciwko niemu. Teraz to go nie obchodziło. Myślał tylko jak przetrwać apel z okazji końca roku szkolnego i przyjść do domu ze świadectwem.

Matka nie mogła odwieść ich do szkoły co Adama wcale nie zdziwiło. Michał tylko burknął coś pod nosem wyrażając w ten sposób swoje niezadowolenie. -- Pośpiesz się mięczaku! – ponaglał go do wyjścia starszy brat. Do szkoły nie mieli daleko, około kilometra drogi przez osiedle, na którym mieszkali. Nie była to bogata dzielnica w ręcz przeciwnie. Patologie społeczne widać było na każdym kroku. Bezrobocie sięgało tu trzydziestu procent. Nie wiele brakowało aby Miejsce Grzechów (bo tak nazywali je mieszkańcy) nie stało się slumsami. Budynek szkoły był stary i poniszczony. Brakowało dotacji z urzędu miasta na odnowę placówki. Ich szkoła zawsze zostawała spychana na dalszy plan. Michał przez całą drogę nie odzywał się do Adama i szedł z głową spuszczoną w ziemię. W nocy coś nie dawało mu spokoju, męczyły go koszmary. Raz śniło mu się, że wpada pod samochód. Budził się zlany potem i od razu zasypiał tylko po to aby przeżyć swoją kolejną śmierć. Gdy doszli na miejsce, Michał od razu zostawił brata, a sam pognał w stronę swoich kolegów z paczki. Adam modlił się aby dzisiejszą uroczystość przetrwał bez żadnych ekscesów. Zaczął rozglądać się po placu za swoją klasą. Gdy ją zlokalizował podszedł niepewnie i zajął miejsce na skraju grupy, do której tak naprawdę już nie należał, opierając się o ścianę budynku. Po wysłuchaniu przemówienia dyrektorki (Adam miał wrażenie, że mówi do wszystkich tylko nie do niego) i hymnu, jej zastępczyni kazała rozejść się uczniom do wcześniej ustalonych klas. Adam starał się nie popełnić błędu z ostatniego apelu i błyskawicznie przemieścił się do wejścia, jeszcze w trakcie trwania przemowy pani dyrektor. Gdy zalał go fala uczniów tłoczących się do klas czuł się w pewien sposób bezpiecznie. Nie obyło się bez kilku kuksańców ale Adam nie zwracał na to uwagi. Zależało mu tylko na tym aby nie został przez nikogo upokorzony przy całej społeczności szkolnej. Gdy trafił do sali nr 34 był pierwszy. Po paru minutach dołączyła reszta klasy, a z nimi wychowawczyni, pni Mróz. -- Odsuń się Adamie nie widzisz, że staram się otworzy te drzwi i przyspieszy twoje wakacje?! – prawie wrzasnęła na niego. On znów zaczął się zastanawiać skąd u ludzi tyle wrogości i brak szacunku do niego. Przecież nigdy nikomu nic

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych