Arkadia cz.2
Druga cześć opowiadania. Zachęcam do czytania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
O szesnastej wrócił Michał. Był po paru głębszych. Zauważył to po rozszerzonych źrenicach lecz zachowywał się normalnie. Poszedł do swojego pokoju i zatrzasną za sobą drzwi. O siedemnastej wróciła matka. Zmęczona jak zawsze. W kuchni przygotowywała obiadokolację. Już o w pół do szóstej zawołała chłopców do kuchni. Adam staną w drzwiach ze świadectwem. - Co tam masz? – zapytała. - Świadectwo – odparł nieśmiało chłopak – Dzisiaj było zakończenie roku szkolnego. - Masz mnie za głupią? Przecież wiem – odparła surowym tonem. Adam mógł ją zapytać dlaczego się spytała co ma w ręku jak było to oczywiste lecz zrezygnował. Nie chciał się z nią kłócić. Była rozdrażniona i wiedział, że jest na straconej pozycji. - Połóż na stole. Oglądnę przy kolacji. No, siadaj. Michał! Bo zaraz ostygnie! – Krzyknęła po czym wyciągnęła z piekarnika zapiekankę, kładąc ją na stole. Po chwili rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Do kuchni wszedł Michał i zajął miejsce przy stole. Matka jadła szybko i dużymi kęsami. Jedną otłuszczoną ręką trzymała świadectwo Adama, studiując je z uwagą. - Nieźle. Całkiem nieźle. – mówiąc to odłożyła je. Popatrzyła się na starszego syna – A ty gdzie masz swoje? - W pokoju – odparł jakby było to oczywiste i chciał zrobić z niej idiotkę. - To przynieś. Pochwal się. Tylko szybko bo jestem umówiona u pani Stec na remika. Michał wstał powoli i ociężale z krzesła po czym szurając kapciami po linoleum poszedł do swojego pokoju. Po trzech minutach pojawił się z powrotem przy stole rzucając dokumentem na stół. Matka, nie odzywając się skarciła go wzrokiem. Michała wcale to nie ruszyło po czym zajął się swoim talerzem. Przeglądała świadectwo starszego brata z taką samą uwagą jak młodszego syna. Już na samym początku zauważył, że powieka zaczyna jej delikatnie podskakiwać i zmrużyła brwi. Adam już się domyślił, że kuchnia przerodzi się w prawdziwe pole walki między nią a Michałem. W pośpiechu zjadł wszystko co miał na swoim talerzu, wstał, podziękował i szybko ewakuował się do swojego pokoju. Zamkną cicho drzwi i nasłuchiwał. Po chwili matka się odezwała: - Możesz mi to wytłumaczyć? - A co tu jest do tłumaczenia? – odparł spokojnie Michał. - A więc nie masz mi nic to powiedzenia? Uważasz, że twoje świadectwo jest w porządku? - Tak. - Ty chyba żartujesz. Masz same dopuszczające! Jak to jest możliwe?! – matka już krzyczała. - O co ci chodzi? Przecież przeszedłem do następnej klasy! - Ale z takimi ocenami! Jak mogłeś nawet pokazywać mi takie coś?! – Michał milczał. - No pewnie! Ty to masz głęboko w dupie! Po co mieć dobre oceny!? Po co dostać się do dobrego liceum?! Dlaczego nie możesz mieć ocen takich jak Adam?! - On jest zwyczajnym kujonem i idiotą w jednym. - Co ty sobie, kurwa wyobrażasz? – po tych słowach Adam usłyszał ciche plaśnięcie. Zapadła cisza. Przerwał ją głoś matki: - Koniec z tym! Masz szlaban na telewizję! I nawet nie waż się wychodzić z domu! Do odwołania. Ja już cię nauczę jak traktować brata. - Ale są wakacje! Nie możesz…. - Nie mów mi co ja mogę! – po tych słowach słychać koleje plaśnięcie, dużo głośniejsze od poprzedniego. - Zero telewizji i wyjścia z domu. Mam nadzieje, że czegoś cię to nauczy. Masz przeprosić Adama. Teraz wychodzę do pani Stec, a jak wrócę to porozmawiamy sobie jeszcze. – Po tych słowach zapadła kolejna cisza lecz nie przerwał jej głos matki. Usłyszał brzęk talerzy lądujących w zlewie następnie otwieranie drzwi, a po tym głośne trzaśnięcie. Adam położył się na łóżku. Myślał o Lobo. Nagle drzwi od jego pokoju otworzyły się z hukiem i uderzyły z rozmachem w ścianę. W drzwiach stał Michał. - To teraz cię przeproszę – powiedział.
- Zapłacisz mi za to idioto! – Wrzeszczał i machał przed nim pięściami. Adam siedział na łóżku. Czuł się dziwnie. Michał wymierzył mu cios w szczękę. Adam upadł na dywan. Kręciło mu się w głowie i głosy Michała docierały do niego jakby z zaświatów. Poczuł kolejny cios, tym razem brat kopną go szpicem buta w żołądek. Rykną z bólu lecz Michał tego nie słyszał i stracił nad sobą panowanie. Katował go bez opamiętania. Po kolejnym uderzeniu w potylice Adama zalała ciemność. Powili podniósł powieki. Czuł odrętwienie całego ciała. Chwycił się kurczowo za głowę przekonany, że nadzieje się na ogromnego guza lecz nic takiego nie wyczuł. Podniósł się i stwierdził, iż nic go nie boli a odrętwienie ciała wynikało zapewne od długiego leżenia na podłodze. Drzwi w pokoju były zamknięte wyglądała jakby przespał się na podłodze. Incydent, który wydarzył się przed… No właśnie? Jak długo leżał nieprzytomny? Spojrzał na zegarek i ze zdziwieniem stwierdził, że od wyjścia matki z domu minęło pięć minut. Czy to był sen? Tak właśnie się czuł. Jakby przeżył bardzo realistyczny sen. Obrazki w jego pamięci, gdy jego brat go katował, teraz przypominały strzępy jakiejś zapomnianej, wiecznej księgi. W pokoju i całym domu panowała grobowa cisza. Podszedł cicho do drzwi i chwycił za klamkę.
W całym mieszkaniu panował półmrok. Serce zaczęło mu szybciej bić, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi. Przeszedł do kuchni gdzie stół był jeszcze nakryty do kolacji, a w zlewie stos brudnych naczyń. Teraz stał przed drzwiami do pokoju Michała. Dotknął niepewnie klamki. Była lodowata. Otworzył je powoli i popchnął jakby krył się za nimi jakiś straszny stwór (Lobo). Adam wyczuł w pokoju przeszywający do szpiku kości chłód. Do pomieszczenia wpadało blade światło przez zabrudzone okno, a na jego tle Adam zobaczył obraz, obraz który do końca życia miał pamiętać. Widział Michała powieszonego na grubym, wisielczym sznurze. Jego martwe oczy wpatrywały się w niego. Cofnął się gwałtownie uderzając plecami o ścianę korytarza i zaczął krzyczeć. W panice wbiegł po swojego pokoju i z trzaskiem zamknął za sobą drzwi. Rzucił się na łóżko i nakrył kocem. Cały drżał, a łzy spływały mu po policzkach. - Jezu… On nie żyje? – powiedział na głos. Po chwili usłyszał głos rozbrzmiewający nie w jego głowie lecz w cały pokoju. - Przecież sam tego chciałeś. – Adam cały zadrżał i strach ścisnął mu gardło. - Mnie nie musisz się bać. Jestem tutaj aby ci pomóc. – coś mówiło szeptem lecz każde słowo wyraźnie słyszał. - Kim jesteś i co stało się z moim bratem? – Strach odszedł gdzieś daleko, a jego miejsce zastąpił spokój. - On nie żyje, Adamie. - Co mu zrobiłeś?! - Jemu? Nic. To ciebie ratuję i tobie pomagam. - Ale ja nic od ciebie nie chciałem! - Nie? Ja wiem, że chciałeś tego już od dawna. - Czego? - Tego aby wszyscy dali ci spokój i zaczęli w końcu szanować. A teraz uratowałem ci nawet…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Jenkin
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…