Wróć do katalogu

Aura Romela

O chłopcu tak niezwykłym, że aż przeciętnym i o jego podróży, w czasie której spierze tyłek wielu przeciwnikom i nie ważne tu, czy będzie to mięśniak, czy chłystek, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto musi oberwać...

gabriel665, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Aura Romela

*** Radial, stolicę prastarego imperium Radium, obeszła ponura wieść o śmierci króla Waldena I, jego młodej żony Avel i syna Azadeala - przyszłego następcy tronu. Rodzina królewska wracała z tygodniowych wakacji do swej posiadłości w mieście Lediel, gdy podczas drogi napadnięto ich i brutalnie zamordowano w okolicy Puszy Zapomnienia. Zbrodni dopuścili się zabójcy wynajęci przez Klan Podziemia, organizację składającą się z facetów w czerni, których główną bronią były ptasie pióra, dzięki którym magowie wymazywali pamieć swoim ofiarom. Tego dnia słońce obdarzyło ludzi uśmiechem, spokojnym lecz wieszczącym straszną tragedię. Był ciepły letni dzień. Na błękitnym niebie nie było śladu chmur, a delikatny wietrzyk stanowił otuchę dla wszystkich osób pracujących na świeżym powietrzu. Romel, kruczowłosy młodzieniec, którego wychowało pole, ciężka praca i wędrowny mag Terier, zabawiał się z przyjaciółmi w opróżnianie kolejnych kufli pysznego, czerwonego wina. Stali w otoczeniu kilku identycznych słomianych chatek, gdy nagle coś im przeszkodziło, uniemożliwiając dalsze hulanki. Młodzieńcy usłyszeli wyraźny dźwięk bębnów, zwiastun katastrofy. Grupka nadpobudliwych dzieci podbiegła do Romela i tańcząc wokoło, zaczęli śpiewać zabawne pieśni. - Dosyć ! – krzyknął brodaty mężczyzna, który znikąd, pojawił się obok czarnowłosego przy największej ze słomianych chat – Czy wy wiecie, co się stało kilka godzin temu ? – zapytał z pretensją mad. Wszyscy obecni spojrzeli na siebie niepewnie. Pojawienie się Naczelnego Czrodzieja w tak małej wiosce, którą z pewnością był Raenoville, musiało oznaczać złe wiadomości. - Kto tu dowodzi ? – zapytał z uniesieniem w głosie – Macie jakiegoś burmistrza lub lorda lub kogokolwiek, kto tu rządzi? Romel odważnym, pewnym krokiem wystąpił z tłumu gapiów i odezwał się ze spokojem, który w tej sytuacji był cenniejszy, niż jakikolwiek kryształ czy złoto. - Ja im przewodniczę – wskazał dłonią nieliczną grupę i dodał. – Jestem ich hersztem. - Dobrze więc – mag spochmurniał i lekceważąco machnął ręką, pokazując tym samym, że młodzik nie jest dostatecznie dobrą osobą do prowadzenia poważnego dialogu – Skoro wasz przywódca nie ma na tyle odwagi, by stanąć naprzeciw mnie, to moja wizyta w tym miejscu zdaje się nie mieć sensu – - A ty chłopcze, uważaj z kogo żartujesz! – Odwrócił się i zniknął w czymś, przypominającym ciemnoniebieski wir (według opinii chłopów) lub czarną dziurę w rozdartej przestrzeni (według Romela). -O co mu chodziło ? – zapytał ktoś z tłumu. - Wracajcie do domów, spakujcie się i opuśćcie to miejsce, najszybciej jak to możliwe – rozkazał poważnym tonem Romel. – Natychmiast. - Czemu ? – rzuciła starsza kobieta w czarnej sukni, która teraz zamiast pić wino, wylewała zawartość kielicha. – Czemu mamy opuść nasze domy ? – powtórzyła. - Za kilka godzin, Raenoville zniknie z powierzchni Ziemii. Nasz dom – westchnął i oklapł na stertę, położonego niedaleko siana - Będzie miejscem pojedynku czterech wielkich magów, walczących o władzę. Ktoś zabił króla i jego rodzinę. Prawdopodobnie był to Mazazel, ale...Nieważne kto to był. Wkrótce zacznie się walka, więc musicie się śpieszyć. Zwarci w mieszkańcy z początku stali w przerażeniu, potem zaś z niewiarygodną szybkością ruszyli w małych grupach do własnych domów. Nikt nie sprzeciwił się Romelowi, ludzie ufali jego opinii, bo dzięki tajemniczej mocy, on, nastolatek z Pogranicza, dostrzegał więcej niż normalny człowiek. Niezwykłe zdolności zawdzięczał potężnej magii, która od urodzenia spowijała jego mroczną – jak to określał jego mistrz, mag Terier – aurę. W Radium ludzi można było podzielić na dwie grupy. Elitę znającą i zgłębiającą tajniki magii, oraz nie liczącą się resztę, czyli tak zwany margines społeczny: słabeuszy, służących, rzemieślników, kupców, nawet króla i jego rodzinę. Romel był ponad nimi, mimo młodego wieku, wiedział o mocy więcej niż magowie z najlepszych akademii, o fechtunku więcej niż królewscy rycerze, o życiu i przyszłości więcej niż nie jeden wieszcz, lecz to nie zmieniało faktu, że bał się jak nigdy przedtem. Jeżeli to, co przed chwilą powiedział było prawdą – a niestety wiedział, że tak jest - to miał przerąbane. Terier, jeden z wielkiej czwórki, umarł dwa lata przed wielką suszą, wyznaczając tylko jednego następcę, którym, na swoje nieszczęście był właśnie on. Bogowie musieli być bardzo znudzeni skoro podjęli decyzję o zabiciu króla i jego syna, nie zwalniało ich to jednak z odpowiedzialności za swoje decyzje. Złe decyzje, bo bogowie zwykle właśnie takie podejmują. Romel obiecał sobie, że po zwycięskim pojedynku z pozostałymi trzema magami, odwiedzi bogów w ich siedzibie na Górze Samotności i zapyta, czemu bawią się ludzkim życiem. Dopuszczalne scenariusze były dwa: bogowie okażą skruchę, albo staną się pożywieniem dla sępów, oczywiście istniała jeszcze trzecia opcja, ale młody herszt nie brał jej pod uwagę, bo przegrana nigdy nie wchodzi w grę. Zwłaszcza, gdy jest się bohaterem.

*** Plany tworzymy po to, by osiągnąć wyznaczony cel, marzenia natomiast istnieją tylko dla tego, by zaspokoić nasze potrzeby. Mazazel miał wiele planów i tylko jedno marzenie. Chciał stać się Bogiem. Było to możliwe tylko w jeden, nieosiągalny dla zwykłego śmiertelnika sposób. Mazazel musiał zabić obecnego władcę bogów i zająć jego miejsce w hierarchii Góry Samotności. Pierwszy ruch wykonał, pozbywszy się rodziny królewskiej, wprowadził chaos w dwóch współistniejących światach, ludzkim i boskim . Nastało bezkrólewie. Ludzie, wpierw obwiniali Bogów, potem przestali im oddawać hołdy i składać ofiary. Bogowie nie pozostali dłużni ludzią, karali ich trzęsieniem ziemi, tornadami i burzami. Wszystko szło tak, jak to sobie zaplanował. Wszystko zmierzało ku apokalipsie, jaką sobie wyobraził. Mazazel stał w cieniu wysokiego drzewa i rozmyślał. Zastanawiał się nad przyszłością i kolejnym ruchem, który na pewno będzie musiał wykonać, może nawet niedługo. Wiedział, że jeżeli coś pójdzie źle to...Ale nic nie mogło pójść źle. Pierwszy z czterech Wielkich Magów miał przysłowiowego asa w rękawie, a wszyscy, którzy znali jego tajemnicę, byli albo martwi albo nie do końca żywi, co skutecznie uniemożliwiało wyjawienie jakiegokolwiek sekretu. Był więc spokojny, tak spokojny, jak tylko może być człowiek z tajemnicą, dotyczącą boskości. Po śmierci rodziny królewskiej musiał już tylko obserwować i czekać, aż sytuacja ulegnie zmianie. Mazazel był nie tylko wyjątkowo uzdolnionym magiem i wojownikiem świetnie posługującym się olbrzymim toporem, był też doskonałym strategiem, lecz mimo to, nawet on nie mógł przewidzieć tego, co miało nadejść. Przyszłość bowiem jest niewiadomą,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych