Wróć do katalogu

Awans

o niebiańskim awansie, który odbija się diabelską czkawką

belladonna, opublikowano , 19 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Uriel z pietyzmem pogładził delikatny materiał białej szaty. Jakby nie do końca ufając swoim zmysłom, spojrzał po raz setny na haftowane na ramionach złotą nicią belki z wielką literą „A”. Został mianowany archaniołem. Zasłużył na awans i wreszcie go doceniono. Po tylu dziesięcioleciach tłuczenia się po rubieżach, po dziesiątkach granicznych potyczek, dostał upragnioną promocję. Zamienił stróżowski róż na archanielską biel. Dwadzieścia pięć stuleci w różu wystarczy. Ten, kto wybrał kolor dla Stróżów, musiał mieć wyjątkowo wyrafinowane poczucie humoru. Na szczęście to było już za nim. Ponownie dotknął delikatnego białego materiału. Kto wie, może jeśli będzie wytrwały i będzie pracował wystarczająco ciężko, przejdzie wszystkie stopnie kariery i za jakieś dwadzieścia pięć tysięcy lat dołączy do elitarnej czwórki, która widziała twarz Pana. Stanie się elitą elit. Rozmarzony prawie wpadł w bandę biegnących cherubinków ubranych w szarozielone body i brązowe rajstopki. Dzieciaki biegły jak szalone, goniąc pędzący piorun kulisty. Stara zabawa, pamiętał ją jeszcze z czasów, kiedy sam był cherubinem. Kto pierwszy dopadnie kulę i chwyci ją tak, żeby nie przypalić wyrastających jeszcze z obojczyków, nie do końca ukształtowanych skrzydeł, wygrywa. Z uśmiechem wspomniał pragmatyczny charakter dziecięcych strojów. Ubranka maskujące, w razie, gdyby smarkacz stoczył się na Ziemię, skutecznie upodabniały go do trawy i drzew, aż znalazł go któryś ze stróżów. Na końcu biegł najmniejszy cherubinek z podbitym okiem, osmalonymi blond lokami i przetrąconym skrzydłem. Uriel szybkim ruchem zmierzwił czuprynę dzieciaka. Mały wojownik, kto wie, może i on kiedyś zostanie archaniołem? Zabrzmiały trąby Tronów. Zastępy wygrywały „Pieśń Widzącego”. Uriel nie słyszał jej od stuleci. Czyżby Pan zdecydował o powołaniu proroka? Nie zastanawiając się ruszył w kierunku Pałacu Narad. Azamel bujał się obojętnie na skrzypiącym krześle. Narada trwała w nieskończoność nawet jak na piekielne kryteria. Wierchuszka z zacięciem roztrząsała wszelkie powody powołania proroka. Stare pryki wyraźnie scapiały po stuleciach bez zadymy i teraz robili wszystko by nie doprowadzić do konfliktu. Rozpatrywano najbardziej absurdalne scenariusze. Azamel z przekąsem pomyślał, że gdyby w ten sposób budowali rurociąg dla kwasu, teraz poważnie rozważaliby infrastrukturę z drewna. On, jako demon niższego rzędu nie miał prawa głosu. Zresztą mało go obchodziły polityczne zagrywki. Siedział tutaj przez ambicje wuja, który był jednym z piekielnych decydentów i postanowił przyuczyć siostrzeńca w zakresie zarządzania. Młodemu było to nie na rękę, więc bujał się tylko obojętnie na swoim trzeszczącym krzesełku, wyczekując końca nudnej debaty. Odpływał myślami coraz dalej, w kierunku damskich pryszniców w klubach fitness na Ziemi. Jak tylko skończą, odwiedzi taki przybytek rozkoszy. Nagle w eterze wybrzmiało jego imię. Przez chwilę myślał, że się przesłyszał i wywołują Azazela, jego wuja. Wezwanie padło po raz drugi. Belzebub klepnął go familiarnie w ramię. - No, chłopie awansowałeś! Jesteś generałem. Zgładzisz proroka.- Wyszczerzył się najszerzej jak potrafił. Reszta obecnych uczciła promocję krótką owacją. Azamel bezradnie spuścił głowę. Rogi obsunęły się na czoło. „Pieprzona wada poroża!”, pomyślał z goryczą. Wrobili go na cacy.

Rafał sięgnął po krążącą butelkę taniego wina przekazywaną sobie przez obecnych jak fajka pokoju. Pociągnął sążnisty łyk, wzdrygnął się, obtarł usta i puścił trunek w dalszy obieg. - Chłopaki, moją książkę wydadzą. – Dumnie wypiął pierś. Reszta lekko podchmielonego towarzystwa popatrzyła na niego tępo. - Te bajki o aniołach i apokalipsie? – Jeden z kolegów postanowił uprzejmie podjąć wątek. - No!- Rafał wyraźnie się zapalił – Nakład zrobią 10 ty… - Dziewczyny zaraz będą, kończymy bełty i robimy kulturę. – Reszta nie była już tak uprzejma wobec przyszłego pisarza, a fakt niezbyt odległego w czasie przybycia płci pięknej i związana z tym konieczność dokończenia trunków, odciągnęła od konwersacji nawet zainteresowanych. Wkrótce po opróżnieniu i ukryciu ostatniej butelki, próg studenckiego mieszkania przekroczyły pierwsze zaproszone kobiety. Koledzy szybko zajmowali się kolejnymi przybywającymi i zanim Rafał zdążył się zorientować, wszyscy prócz niego mieli już swój kobiecy przydział. Wtedy weszła ona. Brązowe włosy wisiały w smutnych strąkach. Na czerwonym nosie pyszniły się grube oprawy okularów. Sylwetka idealnie zgarbiona uwydatniała fałdę brzucha. Rozejrzała się bezradnie po pomieszczeniu i uśmiechnęła do Rafała żółtymi zębami. Bez zastanowienia sięgnął za łóżko wydobywając ostatnią, awaryjną butelkę ratunkową. Dwie godziny później rozmawiał z cudowną, kasztanowowłosą dziewczyną, której okulary nie odbierały urody, a przydawały wyrazu inteligencji. Piękność z entuzjazmem słuchała wywodów o mającej się pojawić książce. - A najdziwniejsze jest, że wszystko, co napisałem, najpierw mi się przyśniło. – Zachęcony jej zainteresowaniem ciągnął wywód. – Najpierw boli mnie głowa, a jak się położę, śnią mi się te wszystkie niesamowite rzeczy. - Dziewczyna z podziwem dotknęła jego ramienia. Chwycił ją za rękę i zaprowadził do pokoju obok. Zamknął drzwi, żeby nikt im nie przeszkadzał.

Urielowi z podniecenia drżały końcówki skrzydeł. Na Ziemi pojawił się prorok Pana, a on miał być archaniołem, który jest przy Widzącym do kresu jego dni. Nie lubił Ziemi. Kojarzyła mu się głównie z granicznymi potyczkami z siłami piekieł, w których uczestniczył jako Stróż, ale dla bycia przy proroku mógł się poświęcić. Pamiętał ich z dawnych czasów - wspaniałych, mądrych i silnych mężów, naznaczonych mocą Pana. A przy każdym stał Archanioł. Więź między duchem a Widzącym była nierozerwalna. Połączeni łańcuchem chwały trwali zawsze razem, aż do śmierci wielkiego człowieka, kiedy to ogniwa łańcucha się rozpadały i anioł mógł wrócić z powrotem do zastępów. Piecza nad prorokiem była zaszczytem i wyróżnieniem. Uriel nie mógł uwierzyć, że on, świeżo upieczony archanioł, dostał to zadanie. Popędził, czym prędzej do magazynu broni. Przy furcie spotkał znanego wszystkim weterana. Plotka głosiła, że był już przy stworzeniu świata i teraz przeszedł na zasłużoną emeryturę. Staruszek rozłożył skrzydła i wygrzewał się na słońcu, pociągając ambrozję z butelki ukrytej w papierowej torbie. - Chwała – pozdrowił weterana. - Chwała. - Starzec nie zaszczycił go nawet spojrzeniem - Zostałem przydzielony jako archanioł proroka. – Musiał podzielić się z kimś swoim sukcesem. Wiarus uniósł brwi. - I co? – Pytanie miało być retoryczne, ale Uriel postanowił na nie odpowiedzieć. - Wezmę z magazynu miecz ognisty i łańcuch chwały i idę na służbę. Twarz weterana przybrała wyraz ironii. - Chcesz się od razu do niego przywiązać? - Oczywiście! To pomazaniec pański, taka służba to zaszczyt! Starzec wyciągnął w jego kierunku papierową torbę - Łyknij, przyda ci się.

Archanioł stał przy łóżku z niezbyt świeżą pościelą, na którym leżał domniemany prorok w objęciach ziemskiej kobiety, delikatnie rzecz ujmując nie pierwszej urody, w zasadzie drugiej też nie. Prorok pochrapywał donośnie od czasu do czasu bełkocąc coś niezrozumiale. Uriel poczuł zawód, ale szybko się opamiętał. Być może ten Widzący potrzebuje czasu jak Dawid, który także cudzołożył, zanim wola Pana w nim zwyciężyła. A może jest niepokorny jak Jakub. W końcu tamten furiat walczył ze swoim archaniołem. Uriel znowu ciepło pomyślał o swoim podopiecznym. Wyciągnął z podróżnej torby łańcuch i czekał na dogodną chwilę, aby związać się z prorokiem. Rafał przeciągnął się i otworzył oczy. Po tanich winach zrobiło mu się niedobrze. Poczuł ciężar na ramieniu, obrócił się w tę stronę i odskoczył zniesmaczony. „Nie piję”, pomyślał z determinacją. Fala mdłości przyspieszyła. Chwiejnie wstał z zamiarem odwiedzenia łazienki. Coś gwałtownie szarpnęło go za gardło. Mozaika wczorajszej uczty upstrzyła dywan. Uriel z zadowoleniem popatrzył na łączącą go z prorokiem więź. Łańcuch błyszczał dumnie między nimi. Tylko trochę niezręcznie wyszło, że rzucając go, uwiązał proroka za szyję.

Azamelowi oficjalnie odczytano cel misji i wszelkie związane z nim dopuszczalne i niedopuszczalne metody działania. Jedną z form piekielnych niedogodności było skrupulatne tworzenie aktów prawnych na każdą okazję i odczytywanie ich w wielogodzinnych przemowach, rezydentom. Tym razem Azamel był jedynym słuchaczem, więc nie mógł wywinąć się od paragrafów i ustępów skreślonych nadgorliwą ręką piekielnego urzędnika. Dokument zawierał między innymi, z dokładnością do sekund, opis jego dnia na Ziemi. Nie zapomniano nawet o przerwach na siusiu, które wyliczono na minutę czterdzieści siedem, każdą. W zasadzie całość sprowadzała się do znalezienia proroka i pozbycia się go tak, aby nie wywoływać skandalu na scenie międzywymiarowej. Czyli miał zejść w sposób jak najbardziej przypominający naturalną śmierć. Mimo oczywistości misji, stworzono dla jej potrzeb dokument mający tysiąc trzysta pięćdziesiąt dwie strony i właśnie odczytu tegoż wysłuchiwał teraz śmiertelnie już znudzony Azamel. Wreszcie podekscytowany urzędnik skończył i z dumą spojrzał na słuchacza. - Prawda, że wspaniale wszystko przewidziałem? Masz paragraf na każdą okazję!

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych