Azyl torturowanych dusz
Jestem cieniem nienawiści, skierowanej do bogów, wszystkich bez wyjątku. Cóż mi z tego? Śmierć...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dookoła panowała już ciemność. Ciężkie krople deszczu rozbijały się o dachy pobliskich domów. Na zewnątrz nie było już nikogo, jedynie samotne ciało, leżące przy głównej bramie oddawało ten nietypowy miejski klimat. Wydawało się, że to zwykły pijaczyna, który w nadmiarze promili nie trafił do domu i zasnął na drodze, zdradzało go jedynie poszarpane ubranie i czerwona kałuża wypływająca spode łba. Nikt jednak nie zwracał na niego uwagi.
Wszystko ucichło...
***
W tym miejscu zmarłem. Dane mi było ujrzeć, to co mało kto mógł zobaczyć. Zrozumiałem wiele rzeczy, których zwykły śmiertelnik nigdy nie pojmie. Wszystko to prowadziło przez ogromne cierpienie, ból i spowodowało ubytek mej ludzkości, który czuję do dziś. Cała ta okropna historia rozpoczęła się... w zimie... tamtego dnia, kiedy ludzie świętowali wyzwolenie Imperium. Padał śnieg. Ja wraz z nią... podążałem oblodzonym, wyścielonym białym puchem traktem. Było wcześnie przed południem. O tej porze i w takie święto panował tu spokój. Straż stała, co kawałek, a patrole krążyły nieustannie. Idąc zastanawiałem się, o co chodzi tym ludziom? Dlaczego świętują wyzwolenie imperium, modląc się do bogów? Sigmara... i całej tej reszty? Brednie... Wiele razy mówiono mi, że słowa te mogą ściągnąć na mnie jakąś klątwę, ale nigdy im nie wierzyłem. W nic nie wierzyłem. Byłem zwykłym niewiernym, który chciał dożyć swojej starości w spokoju, wraz... z nią... Niestety, wszystko to, o czym marzyłem, co ceniłem i kochałem, zatonęło w bezkresie bezsensu, który czynił ten świat, takim jakim jest...
Tętent kopyt... Przeraźliwy krzyk... Śmierć...
Tak pokrótce przedstawia się koniec tamtego dnia, pomimo tego, że nie było jeszcze południa. W jednej chwili masz to, co czyni cię bogiem wśród ludzi, a za chwilę, w przeciągu sekundy wszystko tracisz. Jak grom z jasnego nieba, spadło nieszczęście na moją głowę i czepiło się jak nietoperz.
Wtedy zachmurzyło się... Spadł deszcz...
Pochwyciłem jej blade ciało i zaniosłem do najbliższej świątyni. To była... świątynia Sigmara... tak Sigmara, pamiętam. Wbiegłem do środka z nią na rękach i położyłem na ołtarzu. Kapłani byli mocno oburzeni moją postawą, bo cóż ich obchodził los zwykłego śmiertelnika? Widzieli jedynie swych wiernych i swoje monumentalne budowle. Głupota i ślepota. Co więcej pycha i bladość umysłu - niczym choroba. Padłem przed ołtarzem i zacząłem przeklinać sprawców - bogów, tych, których cały majestat ukazywały kamienne posągi. Z otwartych ran ukochanej spływała krew, lekko skapując na kamienną posadzkę - czerwień okryła podłogę. "Bogowie!" - odchodziły wciąż te same głosy i obelgi kierowane w moją osobę. Nagle poczułem jak wielkie dłonie zaczęły obejmować moje ramiona. Momentalnie i bez dłuższego zastanowienia pochwyciłem rękojeść miecza, spoczywającego w pochwie i wybiłem wszystkich, którzy starali się wynieść mnie ze świątyni. Bogowie na pewno nie byli radzi z tego com uczynił. "I co teraz? Jesteście zadowoleni ze swojego dzieła?" - krzyknąłem przypatrując się kamiennemu posągowi. Ciało na ołtarzu zamieniło się w proch. Złorzeczyłem bardziej, łkając przy tym i dławiąc się własnymi łzami. Zło patrzyło mi z oczu... ...W końcu były święta, a w święta zdarzają się cuda. Niestety to nie był mój cud i miałem powód do złości... złości? Nienawiści... Wybiegłem na zewnątrz i ruszyłem w kierunku miasta. Wtedy w moim umyśle zrodził się pomysł, aby odnaleźć bogów, stanąć przed ich trybunałem i cisnąć obelgą na miarę ich umysłów. Szczęście w nieszczęściu nie opuściło mnie. Krocząc ścieżkami Starego Świata, paląc, mordując i niszcząc wszystko i wszystkich, którzy dawali do zrozumienia, że wierzą natknąłem się na postać... Osobnika w brązowych szatach i ogromnym kapturem na głowie. Ręce schowane w rękawy i spuszczona głowa dodawały mu wiele powagi. Wystarczający gniew mną kierował, aby chwycić miecz i ściąć ten zadufany łeb. Coś jednak mnie zatrzymywało. Choć nie byłem jakoś specjalnie uodporniony na psionikę, hamowałem jego mentalny gniew. Teraz jednak wiem, że to wszystko było grą, litością.
***
Świat zawirował dookoła mnie i wszystko zgasło - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Cel moich poszukiwań nie został jednak osiągnięty, a tak przynajmniej sądziłem. Gdy zbudziłem się z ciężkiego snu, widziałem siebie rozdartego na kawałki, leżącego na trakcie. Nie wiem, może chciano mi wpoić, że tak skończę, jeżeli nie zaprzestanę swoich działań? Do dziś nie wiem. Wiem natomiast jak ciężko patrzyło mi się na te obrazy. Wciąż tylko śmierć, lęk i zło. Nie wiedziałem, co czynić. Tamtego dnia - jeżeli można to było nazwać dniem - dostąpiłem zaszczytu, jakiego nie dostąpił żaden ze śmiertelników. Ujrzałem prawdziwe…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil KeanuX
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…