Wróć do katalogu

Bajka

O Rycerzu i Kotce

Fenrir Z Lasu, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma morzami, za siedmioma rzekami, żyli sobie rycerz, księżniczka i magiczny kot . Stop. To nie tak.

TERAZ

Blask bijący od kominka oświetla niewielką przestrzeń wokół. Wiszące na ścianie skrzyżowane dwa olbrzymie miecze o falistych ostrzach, kilka tarcz o wyszczerbionych rantach i wyblakłych lata temu zapomnianych herbach. I, oczywiście, Rycerza. Wyciągnięty w fotelu spogląda w płomienie jedną ręką głaszcząc siedzącą na kolanach szylkretową kotkę, drugą zaś unosząc co chwila do ust. Ciężki kielich z rżniętego szkła niewiele mniejszy od leżącego na stole poobtłukiwanego szyszaka unosi się i opada, regularnie niczym oddech śpiącego. Rycerz upija łyk grzanego wina z korzeniami nie przestając głaskać kotki. Powoli, bardzo powoli poprawia oparte na zydlu wyciągnięte nogi by nie zbudzić śpiącego zwierzęcia. - Przestaniesz się wreszcie wiercić? – pyta cicho nie otwierając oczu. – Niektórzy próbują tu spać, nie mówiąc o tym, że w tej twojej baszcie prędzej nabawię się reumatyzmu, niż wygrzeję futro jak należy. Rycerz uśmiechnął się, upił wina i uszczypał kotkę w ucho. Ta w zamian wysunęła łapę i bezceremonialnie położyła ją na udzie mężczyzny i wolniutko wysunęła pazury. Zabolało. - Bezczelny futrzak. - Tępy, cuchnący cham - Worek pcheł - Pokraczny olbrzym Śmiech. Rycerz odchyla głowę na oparciu fotela i rechocze rubasznie, przechylony kielich traci ułomek swej zawartości, kotka chichocze a jej wibrysy trzęsą się w rytm śmiechu. Cowieczorny rytuał. - Muszę dolać sobie wina. Możesz na chwilkę się podnieść? Albo nie, poczekaj – bierze kotkę na ręce, układa na ramieniu i z trudem balansując na ugiętych kolanach rusza się z fotela w stronę kominka i wiszącego nad nim kociołka. Miesza płyn dużą, miedzianą chochlą , w wilgotnym powietrzu rozchodzi się zapach goździków, kardamonu i cynamonu. Jeden ruch chochlą, potem drugi. Kielich znów pełen. Rycerz siada z powrotem w fotelu układając kotkę na kolanach. Wtula na chwilę twarz w jej futro i znów się uśmiecha. - Dziękuję – mruczy kotka i na powrót zwija się w kłębek - Ech, ech, czasem myślę, jakby to było, gdybym zostawił Cię tam, wtedy na Przełęczy Wdów. – przymyka oczy i wraca myślami do wydarzeń sprzed lat.

…to była wyjątkowo długa i mroźna zima. Kiedy tylko spod śniegu przebiły się pierwsze kwiaty a w powietrzu rozbrzmiał śpiew ptaków gońcy królewscy roznieśli wieść, że szykuje się wielka wojna. Demony znów podnoszą głowy nad Zatoką Pięciu Fal, smoki budzą się z zimowego snu w Górach Szaleństwa a trolle, orki i gobliny znów plądrują Zachodnie Rubieże, Ot, wiosna. Przełęcz Wdów to ponure, martwe miejsce. Setki lat temu miała tam miejsce bitwa tak okropna, tak krwawa i okrutna, że nie przeżył prawie nikt. Może sprawiła to zła aura przed która przestrzegali wróżbici, choć większość z tych, która przeżyła przebąkiwała raczej, że zabijali się tam z wściekłości. Mogli stanąć do bitwy pod jakąś miłą wioską, wprzódy zabawiając się trochę. Mogli ruszyć krwawym rajdem po miastach zgarniając niewyobrażalne łupy. Ale nie, oczywiście jeden z drugim szurniętym diukiem wymyślili sobie, ze będą ganiać jeden drugiego po górach, bagnach i bezdrożach. Kiedy w końcu obie armie dopadły się na przełęczy szerokiej niczym pastwisko rzuciły się na siebie z taką zaciekłością, gniewem i żądzą mordu, byle tylko odreagować miesiące tułaczki, brak łupów, kobiet, piwa i jedzenia . Zostało im tylko to. Walka. Bitwa trwała dwie doby. Część zginęła od stali przeciwnika, niektórzy pospadali w dół, inni nie mieli już sił po wyczerpującej wędrówce. I tak oto, w nic nie znaczącym strategicznie miejscu oba księstwa straciły kwiat swego rycerstwa. Przełęcz Wdów. Działo się to na wiele, wiele wiosen przed narodzinami Rycerza, ba! Nawet przed narodzinami jego Ojca, Dziada i Pradziada. W każdym bądź razie – dość dawno. Tamtej wiosny Rycerz wracał z dość długiej wyprawy. Zimował poza Basztą, po drugiej stronie Gór Szaleństwa. Ot, zabalował nieco, wdał się w głupią bitkę w karczmie i dostał toporem po żebrach. Gdyby nie pewna wdowa, która zaopiekowała się rannym młodzieńcem, to kto wie, co mogłoby się stać. Tymczasem wdowa zaopiekowała się, zmieniała co ranek opatrunki, a kiedy Rycerz doszedł do siebie i zbierał się do powrotu w rodzinne strony kategorycznie zabroniła mu ruszać w drogę. Tak, dodajmy, ze używając ku temu wielu znanych kobietom i naturze sposobów. Skutecznie, Nastała jesień, po niej zima i przełęcze zasypał śnieg. Wiosną Rycerz ruszył do domu, zostawiając za sobą płaczącą wdowę i pokaźny zapas ze swej kiesy, którą z takim trudem napełniał na wyprawie. Podróżował sam, bowiem reszta jego kompanii przeszła przez góry jeszcze późnym latem. Przez Przełęcz Wdów. Leżał na niej śnieg zbity, zamarznięty, spod którego wypełzały lodowe jęzory. Ostrożnie, prowadząc Ślicznotkę za uzdę stawiał nogę za nogą uważając by nie postawić jej zbyt ostro i nie zapaść się po pachy w mokrym śniegu. Wtedy usłyszał dźwięk. Cichutki pisk, jak gdyby gdzieś niedaleko kwiliło małe dziecko. Niemożliwe. Zatrzymał się, pogłaskał klacz po chrapach i wsłuchał się w otaczający go świat. Wiatr hulał po przełęczy przenikając upiornym chłodem aż do kości, mimo futra i zawiniętej na głowie kolorowej chusty, która niegdyś była spódnica pewnej wdowy Rycerz zdjął chustę i wsłuchał się jeszcze raz. Mróz natychmiast osiadł szronem na wąsach i brodzie nie strzyżonej od tygodni, ale wyostrzył słuch i oczyścił powietrze. Cichutki pisk dobiegał z pomiędzy oblodzonych kamieni na krawędzi urwiska, gdzie ziała kilkusetstopowa przepaść, z której upadek groziłby niechybną śmiercią. Rycerz zdjął z ramion plecak,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych