balkon
III część ( I- dobre rady, II - na tropie) przygód 30- latki nie uwierzycie że to działo sie naprawdę...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Ten katar mnie wykończy - powiedziałam sama do siebie sięgając setny raz po kartonowe pudełko. Okazały stos zużytych przeze mnie chusteczek higienicznych niemal zasłaniał mi telewizor. - A do tego ten potworny ból głowy - siorbnęłam jeszcze ciepłą herbatkę z róży i szczelniej przykryłam się wełnianym kocem. - Ech, za dwie godziny trzeba wziąć antybiotyk - rozważałam w myślach - nie mogę teraz zasnąć, bo nie wstanę na czas. Przerzucałam, więc bezmyślnie kanały TV i rozmyślałam nad swoim podłym losem. - No tak, dziewczyny teraz pewnie dobrze się bawią - pomyślałam z żalem - tą babską imprezę planowałyśmy już dwa tygodnie wcześniej i byłabym teraz na niej gdyby nie mój zmysł detektywa, (czyli: po prostu wścibstwo) oraz niebywała wytrzymałość ( inaczej:głupota połączona z przemożną chęcią wzbudzenia podziwu wśród koleżanek poprzez opowiedzenie im sensacyjnej historyjki). Obie te cechy doprowadziły mnie do stanu, w którym się właśnie znajdowałam. A zaczęło się tak niewinnie...... - Słuchaj przepraszam Cię, ale nie mogę dziś do Ciebie przyjść - głos w słuchawce należał do mojej przyjaciółki Ewy i informował mnie właśnie, że nieoczekiwanie mam wolny wieczór - moja siostra z całą rodziną zwaliła mi się na głowę, na pewno posiedzą do późna, bo dawno się nie widziałyśmy, poradzisz sobie jakoś? - spytała z troską w głosie. - Hmm.. no będę musiała - skwitowałam jej obawy - najwyżej przez miesiąc będę chodzić w chustce na głowie - podsumowałam ze śmiechem, ponieważ w planie miałyśmy dziś farbowanie moich włosów. Ostatecznie w sobotę impreza, więc chciałam wyglądać olśniewająco. - No to cześć wpadnę jutro do południa to pójdziemy razem na zakupy - dodała Ewa - Ok. to pa ! - uśmiechnęłam się mimowolnie na samą myśl o jutrzejszym dniu i odłożyłam słuchawkę. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła osiemnasta - No cóż trzeba się wziąć za to farbowanie - westchnęłam - to nie może być trudne. Szybko przebrałam się w podkoszulek bez rękawów , który - jak świadczył wytarty napis - pamiętał jeszcze lato '95. Wiedziałam z doświadczenia, że farbowanie nigdy nie odbywa się bez ofiar. A to chlapnęło się farbą na bluzkę a to na ręcznik i pamiątkowa plama zostawała na zawsze. Sięgnęłam po opakowanie farby, na którym widniał portret uśmiechniętej dziewczyny z pięknymi kasztanowymi lokami. - Tak, kolor wygląda naprawę interesująco ciekawe, tylko jak będzie wyglądał na moich włosach - cień niepokoju przemknął przez moja głowę, ale czym prędzej go przegoniłam. - Ciemny kasztan - przeczytałam napis na tubce farby po czym sięgnęłam po porcelanową miseczkę i jednym ruchem rozerwałam saszetkę z przejrzystym płynem. - Teraz trzeba wycisnąć zawartość tubki i dokładnie rozmieszać - mamrotałam sama do siebie chcąc dodać sobie otuchy i jednocześnie mieszałam farbę plastikową szpatułką . Gdy stała się jednolita ruszyłam w stronę łazienki - Niech się dzieje wola nieba - powiedziałam do swego odbicia w lustrze i zaczęłam nakładanie brązowej substancji na włosy. Ponieważ aktualnie były króciutkie poszło mi nadzwyczaj sprawnie. Wsmarowałam całą farbę we włosy i dokładnie rozprowadziłam. - Czas farbowania 30-40 min - przeczytałam na instrukcji - po czym dokładnie spłukać - phi ... łatwizna wzruszyłam ramionami - zrobię sobie herbatę i poczytam jakieś babskie czasopismo. Z błogim uśmiechem na twarzy ruszyłam do kuchni gdzie zaparzyłam sobie malinową herbatę i poczłapałam do pokoju. Był koniec października, więc zaczęło się już ściemniać. Jednak, ponieważ wieczory były jeszcze ciepłe z kubkiem herbaty podeszłam do okna i uchyliłam drzwi balkonowe. - ... nie daruje ci tego mam dość twoich wiecznych fochów! - strzęp rozmowy, który wdarł się do mojego pokoju sprawił ze stanęłam jak wryta. Przez sekundę myślałam ze ten ktoś mówi do mnie, ale przecież na 5 piętrze to niemożliwe! Jedyne rozwiązanie, jakie przyszło mi do głowy - jak najbardziej trafne - to przypisanie owego tekstu moim nowym sąsiadom, którzy w poprzednim tygodniu zamieszkali nade mną. Zapewne wynajmowali mieszkanie tak jak ich poprzednicy, ale dotychczas nie miałam okazji ich spotkać. Nie wiem nawet jak mogliby wyglądać, ale, od czego wyobraźnia! On pewnie jakiś biznesmen, który całe dnie spędza poza domem a ona bezradna blondynka, której sens życia polega na systematycznym oglądaniu kolejnego odcinka telenoweli - miałam już gotowy portret psychologiczny - i oto trafiła mi się kłótnia młodych małżonków. Ciekawe, czego się mogę o nich dowiedzieć....odsunęłam bezszelestnie firankę i przysunęłam się bliżej framugi. - Jesteś beznadziejny wiesz, nigdy nie potrafisz niczego załatwić! - podniesiony głos niewątpliwie należący do blondynki wyrażał złość połączoną z pretensją - skończony dupek z ciebie i tyle! Mam dość ciągłego niańczenia takiego nieudacznika jak ty - Tak? - tym razem mężczyzna został dopuszczony do głosu - nieudacznika? Ale jakoś nie przeszkadza ci to w wydawaniu moich ciężko zarobionych pieniędzy! Ale koniec z tym od jutra masz szukać sobie roboty, albo nie dostaniesz ode mnie złotówki - facet był wyraźnie poirytowany - Mam dosyć utrzymywania tego domu! Nigdy nie jesteś zadowolona, ciągle ci mało a na kawę w knajpie jakoś ci wystarcza, co? - Przestań!- kobieta wrzasnęła - jak śmiesz wypominać mi takie rzeczy! Znikasz na całe dnie a ja co mam z życia? No co? Sprzątam piorę i gotuje robię zakupy, żeby jaśnie pan miał wszystko na czas. I co mam z tego? Nawet nie mogę wypić kawy z koleżankami??? - blondynka wyraźnie nie dawała za wygraną - jesteś naprawdę odrażający z tym swoim skąpstwem! - Gdyby twoja matka..... Głosy niespodziewanie zaczęły cichnąć widocznie akcja przeniosła się w głąb mieszkania. Nie mogłam tak nagle stracić wątku więc otworzyłam szerzej drzwi i wślizgnęłam się na balkon. Chłodne powietrze owiało mi plecy - brr...ścisnęłam mocniej kubek z ciepłą herbatą i zamieniłam się w słuch... ..... wtedy byś zobaczyła jak to jest - znów odzyskałam łączność - harować cały dzień po to żeby później wysłuchiwać tych wszystkich bredni - mężczyzna był coraz bardziej poruszony. Jego głos raz słabł, a raz się nasilał co świadczyło o szybkim przemieszczaniu się gościa po pokoju. Przybliżyłam się do barierki balkonu i nasłuchiwałam w skupieniu. - Do szału mnie doprowadza twoje idiotyczne zachowanie! Nie potrafisz inaczej rozwiązywać problemów??? - facet był wyraźnie coraz bardziej poirytowany - Przestań ryczeć nie jesteś małym dzieckiem, zrozum wreszcie, że mam tego dość. Siedzisz cały dzien. w domu i co? Pokręcisz się po kuchni wytrzesz kurze i już myślisz żeby lecieć z koleżankami na kawę. I jeszcze śmiesz narzekać??? Prawda jest taka, że niczego nie doceniasz. Ale zobaczysz skończy ci się ta sielanka. Od jutra wynocha szukać roboty! - zakończył stanowczo i usłyszałam trząśnięcie drzwiami. - Hmm.. czyżby wyszedł? - zastanawiałam się rozczarowana takim zakończeniem sprawy. Przez chwile nasłuchiwałam w skupieniu, gdyż wydawało mi się ,że ktoś rozmawia tylko bardzo ściszonym głosem. - Nie, to raczej nie mogą być oni - rozważałam - ta para mówi zbyt spokojnym głosem. Pewnie to sąsiedzi pode mną rozmawiają o minionym dniu a ściany przecież są takie cienkie. Już miałam wracać do mieszkania, gdyż najwidoczniej nic ciekawego więcej mnie nie czekało a na dodatek zrobiło się naprawdę zimno, gdy nagle ... - Puść mnie, przestań się wygłupiać! - rozpaczliwy głos kobiety skutecznie przytrzymał mnie na miejscu. - Zwariowałeś! Zabierz te ręce - kobieta wyraźnie szamotała się z jakimś osobnikiem. - Nie, nie zwariowałem - zimny męski głos zmroził mi krew w żyłach - ale bez trudu zrobię wariatkę z ciebie. Wszyscy wiedzą, że odbija ci od czasu do czasu, chodzisz do terapeuty prawda? Sama więc widzisz, że moja wersja wydarzeń jest jak najbardziej prawdopodobna. Depresja, leki, próby samobójcze w tym jedna udana... gdy twoje zwłoki rozbryzgają się o beton ja najpierw popadnę w czarną rozpacz a potem opróżnię nasze konto i zniknę gdzieś za siedmioma górami .... Stanęłam jak wryta nie wiedząc czy krzyczeć czy uciekać.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil odetta
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…