Wróć do katalogu

Basilique

Jest to pierwsze z serii trzech opowiadań mojego autorstwa. Chciałem napisać coś stylem i klimatem podobnego do Underworld czy świata stworzonego przez Anne Rice. Zapraszam do lektury :)

baga, opublikowano , 15 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Basilique

- Kurwa jak zimno... - wydyszała Sally - nie mówiłeś, że to tak daleko! - Nie mówiłem też, że będzie blisko - odparł od niechcenia Martin - Poza tym nikt nie kazał ci ubierać mini! Jest luty! - A jak niby miałam się ubrać? Chcę robić wrażenie! - Z tymi nogami!? - roześmiał się Martin - Wal się... - mruknęła z uśmiechem Sally. Wszyscy wiedzieli, że ma najlepsze nogi w szkole. W zasadzie nigdy nie ubierała się inaczej niż w spódniczkę. Ale ten dzień był naprawdę mroźny... - Mówiłam ci dupo, żebyś też się jakoś odwaliła! Ale nie! Musiałaś wciągnąć te swoje jeansy! Szok, że Martin cię w ogóle zaprosił! - nie wytrzymała Sally, krzycząc na Kate - Jest zima, a poza tym nawet nie wiem, gdzie idę! - odparowała Kate - Daj jej spokój Sal... Jak tam wejdzie, to zobaczy że warto czasem pomarznąć... - uciął z uśmiechem Martin. Sally tylko się roześmiała. Aż do końca drogi cała trójka milczała. Gdy dzoszli na miejsce, wszystkich zamurowało... Dyskoteka była w cantrum miasta, ale w jego biedniejszej części. Lecz to, co ukazało się oczom trójki, sprawiało naprawdę nieciekawe wrażenie. - Czy to nie powinno być rozebrane? - celnie zauważyła Kate - Spójrz na te drzwi, ledwo się trzymają! I nie ma tu żadnego całego okna! Rzeczywiście, drzwi były wyrwane z futryny, a w bydynku wybito wszystkie okna. Z całej kamienicy odpadał tynk, gruz i śmieci walały sie wszędzie. - Jestem pewien, że to tutaj! - powiedział niepewnie Martin - Przecież to Loth podał mi ten adres! - Olewam Lotha! Nie po to przejechałam 50 zasranych kilometrów, żeby teraz tu stać! Ja wchodzę! - krzyknęła zdenerwowana Sally - Racja, chodźmy - dodał Martin, pewniejszym głosem. Sally zawsze tak na niego działała. - Idziesz Kate? - zapytał - A co miałabym tu robić? - odparła - To wchodzimy? Martin przytrzymał drzwi, pomagając przejść dziewczynom. Nie oglądając się za siebie, wszedł do środka.

Pajęczyny, kurz i śmieci walały się wszędzie. Główny korytarz zasypany był gruzem i tynkiem. W miarę zagłebiania się do budynku, dało się odczuć straszny smród. Najpierw dość słaby, lecz z każdym krokiem coraz mocniejszy. Korytarz kończył się schodami. Te prowadzące na górę były nie do użytku, cegły i deski skutecznie uniemożliwiały przejście. Pozostawała tylko droga w dół. Z każdym stopniem smród stawał się coraz silniejszy, powodował mdłości i zawroty głowy. - Kurwa... Już nie mogę... Zaraz się zrzygam... - jęknęła Sally - To tutaj, wiem to. - powiedział przez nos Martin - Ja to czuję... - Ja tu czuję tylko smród... - z przekąsem powiedziała Kate - Lepiej, żeby to było blisko... Schody zakręcały i prowadziły w mrok. Powietrze stało się duszne i wilgotne. - Nie! Nie idę tam! Tutaj nic kurwa nie ma! - krzyknęła przez łzy Sally - Wracam! - Stój! Jeszcze kawałek, proszę! - krzyknął podniecony Martin.Chwycił Sally za ramię i pewnie wkroczył w ciemność. Po chwili do kostek sięgała im lodowata woda... - Dobrze, że wzięłam glany - powiedziała z uśmiechem Kate - Trochę przerąbane z twoimi szpilkami, Sally - dodała - Zamknij się! Stul pysk dziwko! - wydarła się wściekła Sally - Spokojnie, wezmę cię na ręce... Dasz radę, Kate? - zaproponował Martin - Jasne... Nagle w oddali coś błysnęło. Martin patrzył tam przez chwilę, lecz nic nie dostrzegł. Korytarz okazał się dłuższy niż myśleli. Smród i zimno sprawiły, że Martin przestał czuć się pewnie, Trójka doszła do końca... A tu przywitała ich ściana. Bez drzwi, bez okien. Zwykły ceglany mur, ślepy zaułek. - O co kurwa chodzi? - zapytał zaniepokojony Martin - Przecież widziałem światło. - Musiało ci się zdawać... - charczący, męski głos sprawił, że Sally krzyknęła. - Czego tu szukacie?! - krzyknął meżczyzna - Przyszliśmy na imprezę! Naprawdę! Jeśli to nie tutaj, to już idziemy! Przepraszamy! To pomyłka! - odpowiedziała przez łzy Sally - A czy to ci wygląda na klub? A ja kim kurwa jestem?! Bramkarzem?! - warknął mężczyzna, wychodząc z mroku - Chyba pomyliliście lokale dzieci... - Ja pana znam! Pan jest przyjacielem Lotha! - krzynął Martin - Lotha powiadasz.. A ty kim jesteś chłopcze? - zapytał facet, lekko się uśmiechając - Jestem jego znajomym, zaprosił mnie tutaj... A to moje koleżanki, powiedział że mogę wziąć je ze sobą! - wykrzyczał Martin Mężczyzna zaśmiał się... i zniknął. Słychać było tylko kapanie wody z sufitu. Nagle coś zaskrzypiało... I oczom grupy ukazał się niesamowity widok. Ściana przed nimi zniknęła, a w jej miejscu rozciągał się długi, metalowy korytarz, oświetlony jasnymi, jarzeniowymi lampami. - O kurwa - mruknął Martin... - Dobrze powiedziane, panie Wright. Czekaliśmy na pana - powiedział mężczyzna - Słucham? - wychrypiał Martin - Loth uprzedził mnie o pańskiej wizycie. Proszę za mną - powiedział i wszedł do korytarza. Dopiero teraz zobaczyli, jak wielki i potężny jest ich rozmówca. Pewnym krokiem ruszył przed siebie. - Chodźcie... - powiedział Martin. Cała trójka weszła do korytarza. Jak można się było spodziewać, drzwi z hukiem zatrzasnęły się za nimi. Smród zniknął w oka mgnieniu. - Nie bójcie się, tędy - oznajmił mężczyzna, wskazując na schody w dół - Ja muszę tu zostać. Miłej zabawy - powiedział, usuwając się na bok. - Dziękujemy.. Do zobaczenia! - powiedział spokojniejszy już Martin. Sally i Kate ciągle były w szoku. Mężczyzna nie odpowiedział. Wskazał tylko kierunek i zamknął oczy. - Idziemy dziewczyny - rzekł nieco zmieszany chłopak. Schody były proste, ale strasznie długie. Musieli zejść już parę pięter pod ziemię. Po minucie do ich uszu dobiegły przytłumione dźwięki muzyki. - Haha! Wiedziałam, że to tutaj! - triumfalnie zaśmiała się Sally. Kate i Martin spojrzeli na siebie. Wzruszyli ramionami i poszli za Sally, która wręcz zbiegała na dół. Za około dwie minuty doszli do kolejnych drzwi. Tutaj nikogo już nie było, za to z górnego rogu korytarza spoglądało na nich oko kamery. Muzyka rozlegała się już bardzo wyraźnie.

- Ktoś przyszedł... powiedział zmęczonym głosem blondyn - Jak wygląda? - zapytał człowiek siedzący na fotelu - Jakiś łysy koleś z dwiema laskmi.. Całkiem niezłymi. - z uśmiechem zauważył blondyn - To Martin, ten chłopak o którym ci mówiłem. Niech wejdą. Blondyn kiwnął lekko głową, naciskając przycisk przy ekranie. - Dobra impreza się szykuje... - powiedział wesołym głosem Loth, obracając się na fotelu.

- Na co czekamy?! Niech otwierają! - krzyknęła poirytowana Sally - Spokojnie... Zaraz nas wpuszczą... Chyba. - odparł Martin Po tych słowach drzwi otworzyły się. Ściana dźwięku uderzyła w trójkę... Po chwili rozróżnili poszczególne dźwięki. Pokręcone dark electro przywołało uśmiechy na twarze Kate i Martina - Dobrze trafiliśmy - powiedziała dziewczyna Pandemonium barw i dźwięków. Mocne, dyskotekowe światła wdzierały się nawet przez zamknięte oczy. Głośność muzyki balansowała niebezpiecznie blisko granicy bólu. Bauhaus poderwał tłum do tańca. Ponad tysiąc młodych ludzi wybiegło na parkiet. Wszyscy w czarnych, chorych kreacjach. Groteskowe fryzury i makijaże sprawiały, że wyglądali jak zjawy. Wokół parkietu stały... i wisiały stoły. Część miejsc była zawieszona, jak gniazda, na ścianach. Połączona mostkami i drabinami, zdawały

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych