Baśń z jednej nocy, w której zabrakło prądu...R.I
Rozdział I.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ROZDZIAŁ I.
Nie można było zaprzeczyć, że władca Lingreden był władcą mądrym i odpowiedzialnym. Małe państewko, nie zawadzające nikomu, prowadzące pokojową politykę, stroniące od wojen, rozwijało się dobrze, głównie za sprawą soli. Soli był ci tam bowiem dostatek. Mnóstwo prosperujących dobrze kopalń, do tego bliskim sąsiadem Lingreden było Królestwo Meneven – wzrastająca potęga, wielki port. Meneven żyło z Lingreden w przyjaźni, więc sól mogła być spokojnie eksportowana drogą morską. Do czasu. Przyczyną upadku państwa nie stała się wojna, klęski żywiołowe, czy zaraza. Stało się nią to, co siłą rażenia znacznie przewyższało wszystkie wymienione wyżej czynniki – kobieta…
***
Tętent wielu kopyt rozniósł się echem po lesie otaczającym zamek na niewielkim wzgórzu. Chociaż czarna klacz prawie potykała się o własne nogi w szalonym galopie, ona ciągle popędzała ją jeszcze bardziej. Próbując powstrzymać łzy, które znacznie ograniczały jej widoczność, próbując zdusić w sobie dziki krzyk, który od razu zdradziłby jej pozycję pędziła przed siebie, na oślep i tylko cud sprawiał, że nie wpadła jeszcze na żadne z rosnących gęsto drzew. Nagle pojawiło się przed nią dwóch rycerzy galopujących wprost na nią, obaj z mieczami we wzniesionych dłoniach. Nie zawahała się ani przez chwilę. Spięła piętami klacz, która stanęła dęba, rżąc głośno. W ułamku sekundy wyciągnęła zza pasa sukni ojcowski miecz. Ostrze przecięło ze świstem powietrze, błysnęło w świetle księżyca. Krew trysnęła jej na twarz, na dekolt, poplamiła beżową sukienkę. Mężczyzna z przeciętą tętnicą zacharczał krótko i zwalił się na ziemię. Jego koń pognał przed siebie, w ciemność. Drugi zawahał się przez moment, najwidoczniej nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Powinien był nauczyć się na błędzie kolegi, powinien był wyciągnąć wnioski, które pozwoliłby mu bez problemu pokonać dziewczynę. Jej umiejętności nie mogły się przecież równać z umiejętnościami wykwalifikowanego wojownika. Był jednak mężczyzną i popełnił najczęstszy z męskich błędów – nie docenił przeciwnika. Myślał, że to był tylko fart, że teraz wystarczy krótki cios zza głowy, jeden zamach, raz a dobrze…I raz a dobrze odsłonił bok i pachę. Cięła właśnie tam. Jego widowiskowy cios znad głowy nie zdążył nawet dosięgnąć celu kiedy miecz wypadł mu z bezwładnej ręki. Dokończyła sprawę tak jak poprzednim razem po czym przeskoczyła dwa trupy i pognała dalej, chowając miecz. Nie mogła sobie pozwolić na trzymanie lejców jedną ręką. Wtedy niechybnie by się rozbiła. Słyszała za sobą odgłosy pogoni. Była prawie pewna, że tylko tamtej dwójce udało się ją wyprzedzić. Do mostu jeszcze tylko kawałek. Tylko kawałek…musi zdążyć…od tego zależy wszystko. Jej życie, jej wolność. Koń robił bokami, charczał, chrapy rozszerzały mu się nienaturalnie. Jeszcze tylko kawałek maleńka…musisz dać radę…musimy…inaczej wszystko stracone… Zobaczyła go. Niezbyt duża przepaść, ale dość duża, żeby żaden koń nie mógł jej przeskoczyć. I niepewnie dyndający nad nią linowy most, poddający się podmuchom wiatru. Prawie położyła się na klaczy, czując że pęd wciska jej oczy w głąb czaszki. Końskie kopyta zadudniły głośno na drewnianych deskach. Ostatnie trzy metry przeskoczyła, miecz znowu błysnął w jej dłoni, jednym, zręcznym ruchem przecięła liny trzymające most. W ostatniej chwili. Jeden z goniących ją Menevenczyków spadł wraz z koniem. Jego krzyk wypełniał jeszcze przez parę sekund powietrze. A ona stała po drugiej stronie, dysząc ciężko. Łzy cały czas płynęły kapiąc na końską grzywę. Nagle ciszę jaka na krótko zapadła przerwał pełen wściekłości krzyk: - JASSER!!!! Nie drgnął jej nawet jeden mięsień twarzy. - JESTEŚ MOJA!!! Słyszysz Jasser?! Nie ważne gdzie byś uciekła!!! Nie ważne gdzie się ukryjesz!!! To nie ma sensu rozumiesz?! I tak cię znajdę! Bo należysz do mnie!!! Nie musiała się już powstrzymywać. Uniosła powoli głowę. Jasne włosy spadły jej na plecy. Otworzyła spękane usta i gdzieś z jej wnętrza wydobył się najbardziej przerażający dźwięk jaki kiedykolwiek słyszały otaczające ją wiekowe drzewa. Ochrypły, rozdzierający mózg na małe kawałeczki wrzask, tak pełen nienawiści i rozpaczy, że wszystkim żywym stworzeniom, do których tylko dotarł włosy stanęły dęba. Kiedy skończyła, jego echo brzmiało jeszcze, sprawiając, że pierwsze ranne ptaki zrywały się z drzew z dzikim skrzekiem. Zeskoczyła z konia. Widziała na czerwono. Czerwone było nocne niebo, trawa pod jej stopami i jej zakrwawiona, beżowa suknia. Zataczając się jak ślepiec podeszła do najbliższego drzewa i zaczęła swą piekielną arię od nowa, rozdzierając korę paznokciami. Osunęła się na kolana, nie przestając, kiedy nie miała już siły walczyć z sosnowym pniem, rozorała sobie skórę na ramionach. W końcu zachłysnęła się własnym wrzaskiem, skuliła i łkała aż zaczęło świtać.
***
Przeklęty lipcowy dzień, w którym zobaczył ją po raz pierwszy. Przeklęta uczta, na której wcale nie chciała być. Ale ojciec prosił. ‘Raz, chociaż jeden raz w życiu mnie posłuchaj dziecko…’. I raz w życiu posłuchała. O jeden raz za dużo. Przeklęta sól z której utrzymywało się Lingreden, wokół której kręciła się każda rozmowa, dla której król musiał przybyć z całą rodziną – renoma, prestiż, powaga, szacunek dla gości bla, bla, bla…słowa których nienawidziła. Dzielnie zniosła szorowanie swojego ciała w zimnej wodzie (‘byłaby ciepła gdybyś się nie spóźniła…’), ubieranie we wszystkie te idiotyczne nogawiczki, trzewiczki, giezła i gorsety których nie da się oddychać. A potem to czego nienawidziła najbardziej – wejście. Przy wejściu trzeba się bardzo skupić żeby nie przydeptać sobie czasami sukni, nie zaplątać w nogawiczki czy rzemyczki od trzewiczków i nie wpaść biustem w nos jakiegoś ważnego podkanclerza, doradcy czy – uchrońcie bogowie – władcy. W jej przypadku było to naprawdę trudne zadanie. - Jej wysokość królowa Alex, pani na Desmar! Matka z głową uniesioną dumnie, podtrzymując poły sukni, spłynęła z kamiennych schodów i zajęła miejsce u szczytu stołu – po prawicy ojca. - Jej wysokość księżniczka Susein! Siostrze też poszło niezgorzej, jak na kobietę która rodziła zaledwie tydzień temu. ‘No, to czas na czarną owcę rodziny…’ pomyślała ponuro Jasser strzepując niewidzialne pyłki z rozłożystej sukni o odcieniu burgunda. Z każdym głębszym oddechem czuła jak niebezpiecznie napinają się tasiemki gorsetu. Przypomniała sobie jednak swoje odbicie w zwierciadle i uśmiechnęła się figlarnie. Może i dużo z tym było zachodu, niedogodności i marudzenia, ale jednak przyjemnie było czuć potem na sobie te wszystkie męskie spojrzenia. A jeszcze przyjemniej było myśleć, że wszystkim im da widowiskowego kopa w tyłek kiedy tylko ośmielą się rozpocząć niezdarne zaloty. Nienawidziła wszystkich tych napuszonych, bladych książątek o wypielęgnowanych pulchnych dłoniach. A niestety tylko tacy mieli według odwiecznego prawa i zwyczaju możliwość zdobycia ręki księżniczki.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Yenna_z_Reden
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…