Be my Angel...Rozdział 1
Jest to opowieść o dwojgu ludzi, których drogi zeszły się tak nieoczekiwanie. On,zwykły architekt krajobrazu ciągle pogrążony w smutku po utracie swojej narzeczonej. Ona, zagubiona i pozbawiona pamięci, pojawiła się w jego życiu jak grom z jasnego
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{font:arial}{c:black}{b}Rozdział 1 {/b}
Szedł w tylko sobie znanym kierunku, lawirował między nagrobkami szukając tego jednego, jedynego z jej imieniem. Nie przeszkadzał mu w tym porywisty wiatr i ziąb, który przenikał go do szpiku kości, musiał tutaj dzisiaj być. I nie było niczego i nikogo kto mógł by go w tym powstrzymać. Kolejna wigilia bez niej…. W końcu go ujrzał, grafitowy anioł górował nad innymi pomnikami sprawiając wrażenie strażnika cmentarza. Anioł miał wykuta jej twarz, tak chcieli jej rodzice, ponieważ wierzą, że ich córka tym właśnie teraz jest. Aniołem, który patrzy na nich z nieba i opiekuje się nimi. Przystanął, co roku robił to samo, przychodził tutaj i siedział przy niej i rozmawiał z nią. Nie odpowiedziała mu, to było już nie możliwe, ale miał nadzieję, ze go chociaż słyszy jeśli wierzyć w to co mówi pismo święte zmarli są wśród nas. Wiatr zawiał mocniej rozchylając poły jego płaszcza, natychmiast otulił się nim szczelniej i ruszył dalej, im był bliżej do jego oczu dochodził dziwny obraz. Przy grobie ktoś leżał…. Puścił się pędem i po chwili klęczał przy młodej dziewczynie odzianej tylko w jakieś białe prześcieradło całe przesiąknięte krwią. Nawet nie chciał wiedzieć, co spowodowało taki krwotok i bez namysłu złapał drobne ciało w ramiona i podniósł, gdy tylko to z robił z ust rannej wydobył się cichy jęk bólu a na jej czole pojawiła się zmarszczka. Szybko jak tylko mógł skierował się ku samochodowi, już teraz nie liczyło się dla niego nic innego. Musiał jej przecież pomóc. Ułożył ją na tylnym siedzeniu i okrył sowim płaszczem. Już chciał wsiadać za kierownicę gdy coś usłyszał, z początku myślał, że to wiatr wiec tylko pokręcił głową lecz po chwili znów usłyszał ten dźwięk. Dźwięk kobiecego głosu, ale na pewno nie była to ta kobieta na tylnym siedzeniu jego audi, tylko głos gdzieś z oddali. Rozejrzał się dookoła ale nic nie zobaczył, jednak głos był coraz bardziej natarczywy i brzmiał bardzo błagalnie. {i}„Zaopiekuj się nią….”{/i}- dochodziło do niego nie wiadomo skąd. -Hej jest tam ktoś!?- krzyknął w ciemność, jednak nikt mu nie odpowiedział. Twierdząc że ma omamy usiadł na siedzeniu kierowcy i odpalił silnik, wycofał lekko i zawrócił w kierunku bramy, w tym momencie coś zobaczył, coś czego zobaczyć nie powinien. Zatrzymał się natychmiast i mrugając odwrócił się do tyłu, nic na dworze nie było, ale w lusterku wciąż ja widział. Alice, która wskazywała ręką na ranną dziewczynę…. {i}„Zaopiekuj się nią…..”{/i} Znów to usłyszał. I w końcu rozpoznał głos… „To nie możliwe”- pomyślał. {i}„Śpiesz się, ona umiera…”{/i} Z mocno bijącym sercem, które chyba chciało uciec z jego piersi ruszył na pełnym gazie nie patrząc już na nic. Choć w lusterku wciąż miał oddalającą się sylwetkę Alice, albo coś przypominającego Alice. Bo przecież to nie mogła być ona. Gdy tylko wyjechał z cmentarza natychmiast zajął się tym co jest na drodze, byłą zima i ulice były śliskie. Gdy oddalił się już spory kawałek od cmentarza ponownie spojrzał w lusterko, ale już nikogo w nim nie było. Z tyłu doszedł go kolejny jęk rannej pasażerki, co spowodowało, że starał się jechać jeszcze szybciej. Nie miał pojęcia co się wokół niego działo, miał robić całkiem coś innego, spędzić wigilię, kolejna, nad grobem swojej zmarłej narzeczonej Alice. A tu co znajduje, ranną dziewczynę, nie wiadomo skąd się tam wzięła a potem ma omamy, że przemawia do niego zmarła dziewczyna. Najbardziej pokręcona wigilia w jego życiu. Zjechał na parking najbliższego szpitala i nie bawiąc się w wołanie sanitariuszy z dziewczyną na rękach wpadł do izby przyjęć. Zauważył go młody lekarz, który rozmawiał z jakąś pielęgniarką. Coś krzyknął do kogoś i nagle nie wiedząc skąd pojawiło się przed nim łóżko, na którym ułożył dziewczynę. Natychmiast została przewieziona do najbliższej pustej Sali gdzie zajęto się nią. Nie bardzo wiedząc co z sobą zrobić usiadł na najbliższym krześle i zamykając oczy przetarł dłonią czoło. Gdy je otworzył przed nim stała blond włosa pielęgniarka. -To pan przywiózł dziewczynę?- zapytała go -T-tak ja... -Czy był pan świadkiem jej zranienia? -Nie znalazłem ją już w takim stanie...na cmentarzu- powiedział prawie szeptem. Kobieta wytrzeszczyła na niego oczy i pokręciła głową. -W takim wypadku będę musiała zawiadomić policję a pan zapewne odpowiedzieć im na kilka pytań. Spojrzał na nią i westchnął. -Dobrze, jeśli musze... Kobieta odeszła zostawiając go samego. Nie wiedział ile czasu spędził siedząc tam na żółtych plastikowych krzesłach gapiąc się w drzwi Sali. Przez zasłoniętą szybę widział tylko szybkie poruszanie się cieni. Nagle korytarzem biegł inny lekarz a pod pachą niósł kilka woreczków z krwią, bez słowa wszedł do Sali, ze strzępków głosów usłyszał tylko: -…Sprawa jest poważna… Chciałby wiedzieć co się tam dzieje. To są lekarze niech ja ratują. Przymknął powieki i ukrył twarz w dłoniach, był zmęczony, chciało mu się pić i pocił się ze zdenerwowania. Do jego głowy wpadły jeszcze myśli o tym co zobaczył na cmentarzu. Czy to też było zmęczenie? Albo jego umysł już wysiada. Zaczyna wariować? Westchnął głośno, jego rodzina pewnie się zaczyna denerwować, że go nie ma. Ale z drugiej strony, są pewni tego gdzie jest. Źle będzie, jeśli jego zwariowanej siostrze zachce się po niego pojechać i zmusić do powrotu do domu, a jego tam nie będzie, ale za to będą ogromne plamy krwi. Wszyscy wpadną w panikę. Nie wiedząc co już ze sobą zrobić wyciągnął telefon z wewnętrznej kieszeni marynarki i modlił się by nie był rozładowany. Gdy wychodził bateria była na wykończeniu. -Och, ave…- mruknął do siebie, gdy zobaczył jedną małą kreskę w miejscu gdzie był wskaźnik energii. Wybrał numer do Sary, dwa długie sygnały i usłyszał. -Aleks na Boga, wracaj już do domu z tego cmentarza. Jest straszny mróz…- zrobiła pauzę na nabranie powietrza-I nie waż się… -Nie martw się- przerwał jej- nie jestem na cmentarzu, byłem ale już nie jestem. -To gdzie jesteś. Mama się martwi, nie ma cie już ponad godzinę….Chcieliśmy po ciebie jechać.. Jak dobrze znał swoich krewnych. -Jestem w szpitalu… -Co?!- usłyszał przerażony krzyk- Którym zaraz..... -Nie musisz, ze mną wszystko w porządku, po prostu znalazłem kogoś….dziewczynę, ranną….lekarze ją ratują, ale ja nie wiem czy da rade… Ostatnie słowa wyszeptał, jakby się bał powiedzieć je głośno, bo mogą się stać prawdą. -Ranna dziewczyna, gdzie ja znalazłeś? -Przy grobie Alicji…opowiem wam wszystko później, zadzwoniłem byście się nie martwili- powiedział szybko i się rozłączył, nie chciał niewygodnych pytań, typu: „Jak to przy grobie?” Schował telefon i dalej namiętnie wpatrywał się w drzwi, które poruszyły się lekko i wyszła z nich inna pielęgniarka. Poderwał się natychmiast z siedzenia i doskoczył do niej. -Co z dziewczyną…. Kobieta spojrzała na niego smutnymi oczyma. -Zrobiliśmy co w naszej mocy…widział pan ranę? -Tak…krwawiła z pleców… -Tak, miała tam nie wiem jak to trafnie nazwać, ale dziurę, jakby ktoś chciał jej coś wyrwać. Straciła dużo krwi, musieliśmy zrobić transfuzję, dziewczyna ma krew typu 0, nie mieliśmy jej wystarczająco dużo, ale mamy nadzieję, ze przeżyje tę noc. A jutro uda się z innego szpitala zdobyć jej więcej. Pan nie jest jej krewnym prawda? -Nie znalazłem ją…na cmentarzu…. -Gdzie?- pielęgniarka była wyraźnie wstrząśnięta - Wie pan, że musimy wezwać w takim wypadku policję i musi pan złożyć zeznania. I nie mogę udzielać już panu więcej informacji na jej temat? -Tak zdaję sobie z tego sprawę. I pani koleżanka już zawiadomiła władze. -Ach to dobrze- mruknęła uciekając gdzieś wzrokiem i tłumiąc ziewnięcie- Przepraszam, musimy być dobrej myśli. To młoda kobieta o silnym organizmie, mam nadzieję, że da radę. Przepraszam pana teraz musze zrobić raport sprawy. Kiwnął jej głową i powrotem usiadł na krześle, spojrzał na duży zegar wiszący na ścianie w holu dochodziła trzecia w nocy. Po dwunastej wyszedł z kościoła, mieli jechać na pasterkę do jednego z polskich kościołów w Londynie, ale on nie mógł wysiedzieć w ławce i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil madelinew89
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…