BEORF. Król swego królestwa. V Dagous i Generałowi
cześć piąta
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
BEORF Król swego królestwa
V Dagous i Generałowie
Nim Dagous wraz z Milonem i Kyforgiem przybyli do radosnego jeszcze Voj, władcy antytamuzańskiej koalicji znaleźli się w Księstwie Golsodu. Tam już od dawna przebywał Nugatu i pełno szpiegów Beorfa. Była również i nowa armia. Gdy Gestator wraz z Fuhonem, Lazetenem i Abonem dotarli do Hamit, pod miastem stało osiemnaście chorągwi z leżącego na zachód Królestwa Ehrudoru. Wraz z ową armią do stolicy Golsodu przybył również sam Król Ehrudoru, Nylit Ucibo. Był on synem Króla Ucibo który założył owe państewko. Ten gdy dowiedział się o obawach sąsiadów przed Dagousem postanowił wyruszyć wraz ze swą armią na pomoc sojuszowi. Nie zdążył. Zmarł nim wojna się rozpoczęła i jego syn zmuszony był kontynuować rozkazy ojca, przybył jednak o wiele za późno. Mimo to posiłki były znaczne. Wehen który władał Golsodem pod nieobecność Gestatora przyjął sąsiada z chęcią. Teraz już tylko czekali na wieści z Binyme. Oboje byli przekonani iż sojusz odniesie sukces i Dagous zostanie pokonany. Wieści jednak dotarły wraz z Gestatorem i strzępami armii, która miała pokonać Tamuz. Wehen i Nylit siedzieli w jednym z licznych namiotów pod Hamit, gdy 14 maja Gestator, Lazeten, Abon i Fumeh przybyli pod Hamit. To był tragiczny widok. Tysiące wyczerpanych, głodnych i brudnych żołnierzy, ich dowódcy nie wyglądali wiele lepiej. Cała czwórka od razu skierowała się ku Wehenowi i Nylitowi którzy wyszli z namiotu i stali w osłupieniu spoglądając na żołnierzy. Witaj Gestatorze - Powitał go Wehen - I wy dostojni władcy. Oto Król Nylit Ucibo który chce wspomóc nas w walce z Tamuzem i Dagousem. A co w Binyme? Nie sądzę aby wieści były dobre. Wielce mnie raduje twa obecność tutaj Królu Ucibo. Chciałbym rzec, iż twa pomoc nie będzie już potrzebna, lecz przychodzisz w ogromnej dla nas potrzebie. Cóż więc się stało, czy Tamuz został pokonany? - Zapytał Nylit Nie. To my przegraliśmy To niemożliwe - Wehen pobladł Możliwe. Musimy przygotować się do kolejnej bitwy. Tamuzańczycy nie pozostaną zbyt długo w Voj, sądzę nawet iż już wyruszyli ku nam - Stwierdzał Lazeten Wróg ma świetnych żołnierzy, a do tego wspierają go orki i inne dziwne istoty - Abon jednak nic nie wspomniał o Daaxie i jego aniołach, ale wszyscy to przemilczeli - Ale wciąż jest słabszy od nas. Kiedy dotrą tu Tamuzańczycy? - Spytał Król Nie wiemy. Może za kilka dni, może za tydzień. Tego wiedzieć nie możemy - Odpowiedział mu Fumeh Może gdybyśmy zaatakowali ludzi Dagousa kiedy będą się tu kierować. Mielibyśmy większe szanse. Masz rację Wehenie. To może się udać. Nim jednak wróg dotrze do nas nasi ludzie muszą odpocząć i nabrać wiary we własne siły. Ostatnia bitwa wyczerpała ich morale. Nim Gestator wraz ze swymi towarzyszami dotarli do Hamit, sam Dagous przybył do Voj, siódmego maja. Jego przybycie, jako nowego władcy było nader uroczyście przyjęte. W ten piękny słoneczny dzień wzdłuż drogi do miasta witali go Tamuzańscy żołnierze, wznoszący w górę swe miecze, topory i kopie. W samym mieście przywitał go deszcz z płatków kwiatów a także wiwatujący na jego cześć mieszkańcy. Król był wyraźnie zadowolony, czego wcale nie ukrywał. Uśmiechał się i pomachiwał do witających go żołnierzy i mieszkańców Voj. Na końcu jego drogi, w górnej części miasta stał zamek Fuhona, zaś przed nim oczekiwali go zwycięscy generałowie. Witajcie wielcy wodzowie - Uśmiechnięty Dagous zeskoczył ze swego konia po czym podążył uścisnąć ręce swym dowódcom - Zaiste jesteście wielcy, a kraj dzięki wam jest jeszcze większy i potężniejszy. Dziękujemy miłościwy królu. Lecz bez twej mądrości nie zaszlibyśmy tak daleko - Beorf stał na końcu kolejki i gdy król podszedł do niego wypowiedział te słowa Panie, zapraszamy do wnętrza. Tam na wasz mość czeka uroczystość i łupy - Wiriem wskazał na wrota do niewielkiego zamku Zatem prowadźcie - Wszyscy podążyli za generałem, na końcu zaś Dagous wraz z Milonem Uroczystości trwały długo. Wszyscy wypili sporo wina. Rozmawiali o przyszłym kształcie państwa, o polityce wewnętrznej i zewnętrznej, a w szczególności o tym jak zapanować nad ludnością Binyme. Aren i Amex z niepokojem przysłuchiwali się rozmowie Beorfa z Dagousem i Milonem. Bali się iż nowy terror spowoduje kolejne bunty. Kiedy dotrą posiłki dla naszej armii? - Dopytywał się Beorf Niedługo przybędzie tysiąc orków i drugi tysiąc piechurów. A co z zapasami dla wojska? Bez żywności będzie równie ciężko Wszystko będzie na czas marszałku i pokonamy naszych wrogów. To nawet lepiej że Gestator i pozostali przyłączyli się do Binyme. Wojna będzie krótsza. A co z buntownikami? - Zapytał nagle Milon - Czy panuje tu pokój? Wszystko jest załatwione, nie będzie buntów w Binyme. To dobre wieści. Sądzę jednak że ci ludzie powinni poczuć nową władzę, co o tym sądzicie? - Jak zwykle Dagous pragnął aby polała się krew. Jak sobie życzysz królu - Beorf wypowiedział te słowa z lekkością, jakby wcale go to nie obchodziło. Zaś Aren i Amex byli mocno zaniepokojeni - Ja będę przygotowywać wojska do wymarszu. Obu generałów martwiły te słowa. Beorf właśnie bez żadnych oporów przypieczętował los wielu Binymczyków. Lecz nie tylko im się to wszystko przestawało podobać, w dodatku Aren i Amex końcu porozumieli się. Kiedy lekko podpici wracali z uroczystości do swych komnat nawiązali rozmowę. Słyszałeś o czym mówił Dagous? Znów poleje się krew niewinnych - Rozpoczął Aren Najgorsze jest to że sam Beorf zgodził się na to. Tego bym się po nim nigdy nie spodziewał. Zaiste. Kiedy go poznawałem wydawał się inny - oboje trafili do komnaty Amexa i usiedli w wygodnych fotelach. I tak też było. Zmienił się strasznie. Gdy przybyłem do waszej stolicy sprawiał wrażenie wielkiego i rozsądnego wodza. A przecie miał dopiero trzydzieści lat. Teraz bardziej przypomina Milona z jego bezwzględnością i oddaniem Dagousowi. To władza go tak odmieniła. Kiedy zginął Kunuga, jego wódz, wtedy się zaczęło. Zabił Xekara, a potem wbrew swej woli został ogłoszony Lordem Chemosu. To był początek wszystkiego. Jak przybyłeś do Chemosu wraz z posłami już wtedy był nieco inny, nawet mieszkańcy miasta dostrzegali w nim zmianę. Skąd znasz Beorfa? Nie wiem skąd przybył. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Pojawił się w Chemosie kilka lat temu, wstąpił do straży kiedy już tam byłem. Szybko awansował, był świetnym wojownikiem i zdolnym oficerem, aż został dowódcą. Lecz wtedy wszystko było zupełnie w porządku. Teraz wraz z Dagousem i Milonem są jedynie zagrożeniem dla Królestwa. Dlaczego tak sądzisz? - Aren nie był zbyt zdziwiony, sam uważał podobnie A myślisz że na tej wojnie się skończy? Król jest żądny kolejnych podbojów, jak również i Beorf. Ten zaś uważa że jest niepokonany. Wojny będą trwały w nieskończoność aż w końcu nie padniemy. Najlepszy przykład na koalicji. Następna będzie jeszcze silniejsza. W dodatku Dagous przelewa krew niewinnych, a Beorf nie robi nic. Tylko patrzeć jak zaczną się kolejne bunty. Może to tylko chwilowe, Beorf jest wielkim wodzem i takim go poznałem Już wtedy był inny. Teraz jednak zaczął przesadzać. Najpierw z tymi magami … a słyszałeś co się działo w Talgidrze. Niezbyt. Ponoć orki krwawo stłumiły bunt, mszcząc się na wieśniakach i innych niewinnych ludziach, a to wszystko na rozkaz Marszałka. Więc masz rację. Oboje stanowią zagrożenie. Cóż wobec tego uczynimy? Nie chciałem tego robić, ale całą trójkę trzeba odsunąć od władzy. To nie będzie takie proste. A na razie niemożliwe. Przynamniej dopóki Dagous i Beorf odnoszą kolejne zwycięstwa. Sami nic nie zdziałamy, choć osobiście nie przepadam za Królem za to co mi niegdyś uczynił. Na razie możemy liczyć na poparcie generała Xemy, z pozostałymi trzeba jeszcze porozmawiać. I poczekać na bardziej dogodny moment do działania. Jutro postaram się porozmawiać z pozostałymi dowódcami, którzy mogli by nas poprzeć. Razem na pewno damy radę. Dobrze więc. Wracam do mej komnaty. Wkrótce wymarsz do Golsodu. Żegnaj Arenie I ty Amexie Z rana Beorf przystąpił do pracy. Marszałek rozpoczął od przeglądu wszystkich chorągwi. Wraz z Królem i pozostałymi generałami podążali między stającymi na baczność żołnierzami w swych zgrupowaniach. Ci zaś dzięki kolejnym bitwom zmężnieli i nabrali jeszcze większej woli do walki. Jeszcze tego samego dnia Król powołał nowego Lorda Binyme którym został generał Kyforga Iwajepa. Tez wraz z Dagousem musiał rozpocząć nowe rządy. Wszyscy podejrzani o jakikolwiek spisek, bądź którzy niegdyś zajmowali wysokie stanowiska u Fumeha zostali skazani na śmierć. Ci co mieli szczęście i ciężko było im cokolwiek udowodnić trafili do więzień w całym Tamuzie. Mimo to niechęć dla nowych władz nie była wielka. Choć ludziom i Beorfowi nie podobały się wysokie kary, to ten jednak milczał. W tej chwili obchodziła go jedynie armia i Golsod. Przynajmniej na razie. Amexowi i Arenowi nie udało się skontaktować na osobności z pozostałymi generałami. Marszałek ciągle wydawał nowe rozkazy, przygotowywał armię i zbierał zapasy. Wszyscy byli zajęci i zabiegani. Dziewiątego maja do Voj dotarły oczekiwane posiłki. Tysiąc orków pod dowództwem orkowego generała Puroha i tysiąc Tamuzańskich piechurów pod dowództwem generała Faloja. Były to spore wzmocnienia. Jedynie z orków utworzono nowe chorągwie, Tamuzańczycy zaś posłużyli jako uzupełnienia do porozbijanych formacji. Wraz z nimi dotarły dodatkowe zapasy żywności i 11 maja cała armia była gotowa do uderzenia na Księstwo Golsodu. Lecz tym razem do dalszej walki żołnierzy miał poprowadzić już sam Król Dagous. Tego samego dnia do Beorfa dotarły wieści o posiłkach z Ehrudoru. Zignorował je całkowicie. Dla niego zwycięstwo było już oczywiste i nic nie mogło tego zmienić. Nim wyruszyli do Marszałka przybyło dwóch krasnoludów z nowo wykutą dla niego zbroją. Ta w całości jak i poprzednia była czarna z białymi i srebrnymi insygniami. Pełna płytowa zbroja wykuta w Sajsi kosztowała go majątek, lecz gwarantowała skuteczną ochronę. A w dodatku jej wygląd wzbudzał podziw i strach. Główne dzięki hełmowi. Ten był w kształcie walca z prostokątnym wizjerem, od góry hełm zakończony został ostrymi kolcami skierowanymi w górę. Ta zbroja pasowała do nowego Beorfa, rzadko też ją potem zdejmował. Po południu siedmio tysięczna armia wyruszyła z Voj do Hamit. Do przebycia było sześćset kilometrów. Miał to być najbardziej morderczy i wyczerpujący marsz na tej wojnie. Gdy armia już wyruszała Beorf przywdział zbroję i ruszył konno między szeregi żołnierzy, ci zaś na jego widok momentalnie rozsuwali się. Widząc go Amex stwierdził iż Beorf już nie jest dłużej jego przyjacielem zaś generał Khun pobladł. Widział kiedyś upiora i teraz myślał iż jeden z nich jedzie właśnie na koniu. Beorf wzbudzał niesamowite wrażenie. Milon i Badun zazdrościli Marszałkowi, zaś Dagous był z niego dumny. Wódz jego wielkiej armii musiał wzbudzać uzasadniony strach. Od zawsze miał taką wizję, która teraz urzeczywistniała się. Marszałku? Cóż to za zmiana w tobie nastąpiła? - Spytał Król - Cóż to za zbroja? Postanowiłem ją zmienić - Głos Beorfa przez hełm brzmiał równie przeraźliwie - Teraz jesteśmy wielkim imperium, więc musimy wzbudzać podziw. Mnie również podoba się ta zbroja - Wtrącił Milon Wobec tego poślę do ciebie krasnoludów którzy ją dla mnie wykonali. To będzie dla mnie zaszczyt Może dla wszystkich generałów wykonać takie zbroje? - Rzekł zadowolony Dagous - Co o tym sądzicie? Z pewnością stać nas na to. Zaiste dobry to pomysł - Milon był wyraźnie szczęśliwy Jednak nie teraz się tym zajmiemy. Najprzód musimy zdobyć Hamit. Wkrótce Voj znikło za skałami Gór Binyme, a armia Dagousa posuwała się ku celowi. Lecz już kilka dni później pojawiły się pierwsze obawy. Beorf nie przewidywał przedłużających się działań wojennych i zapasy żywności dla armii okazały się za małe. Fagril donosił iż wkrótce trzeba będzie obciąć rację bo nie starczy na całą drogę. Po drodze nie było zbyt wielu wiosek gdzie tak wielka armia mogła się zaopatrzyć. Transporty z Tamuzu ocierały z opóźnieniem, ogromny dystans oraz Binymscy górale dodatkowo utrudniali sytuację. We wtorek deszcze przestały padać co na początku ułatwiło marsz. Lecz już następnego dnia słońce zaczęło świecić tak mocno iż jedynie marsz w cieniu drzew był do zniesienia. Jednak Ibińskie ziemie, przez które właśnie maszerowali z rzadka porośnięte były małymi lasami, jak i spora część całego kontynentu. Żołnierze maszerowali w upalnym skwarze, wręcz gotując się w swych zbrojach. Chemosczycy natomiast myśleli iż Daax ich opuścił, jednak morale pozostawało wysokie. Kiedy byli już sto osiemdziesiąt kilometrów od Hamit, przekroczyli granicę Ibinu z Golsodem. Wtedy też sytuacja stała się tragiczna. Żołnierze zaczęli głodować. Wyczerpani i zmęczeni jedli co się tylko dało. Orki dla których potrzeba było znacznie więcej żywności zabijali mieszkańców Golsodu i Ibinu, po czym pożerali ich ciała. Dagous i Beorf byli wstrząśnięci na widok kilku Chemoskich, elitarnych żołnierzy uganiających się za dwoma kurczakami. Nikt nie mógł jednak nic poradzić. Jedynie orki mimo sprzeciwu wszystkich generałów (z wyjątkiem Baduna i Puroha) jakoś sobie radziły. Podczas gdy Beorf siedział w królewskim namiocie, przybył do nich Zipre Xema. Królu, jeśli tak dalej pójdzie to nasi żołnierze pomrą z głodu nim dotrzemy do Hamit. Zdaję sobie sprawę generale Xema iż sytuacja jest ciężka, teraz jednak nie ma już odwrotu Kiedy zdobędziemy Hamit nasza sytuacja ulegnie poprawie, jeśli nam się nie uda … zrezygnuję ze stanowiska - Dopowiedział leżący na sofie marszałek Wpierw musimy tam dotrzeć, a żeby tam dotrzeć to żołnierze muszą coś jeść. Ograniczone racje wystarczą aż do Hamit! - Krzyknął Beorf Do tej pory zaczną umierać - Zipre nie ustępował i uderzył pięścią w niewielki stolik przy którym stał Czy pozostali generałowie są tego samego zdania? Tak królu. Niemal wszyscy uważamy tak samo. Nawet Badun widzi naszą tragiczną sytuację. Przecież nie będziemy jeść ludzi jak orki i trolle! Nie będziemy - Beorf wstał i spróbował uspokoić Zipre Gwarantuje wam iż dotrzemy do Hamit, w całości. I zdobędziemy to miasto jak i cały Golsod. Za kilka dni będziemy toczyć bitwy, niech generałowie pomyślą też o tym. Zipre ukłonił się i wyszedł bez słowa. Wiedział że nic nie zmieni lecz musiał spróbować. Niedzielą 20 maja wojska Tamuzu zbliżały się do Hamit. Beorf nie wiedział jak daleko jest od miasta, więc na przód wysłał pułkownika Kudora z grupką kilku żołnierzy. Ten dość szybko powrócił z wieścią iż przed nimi nie było jeszcze miasta, lecz armia gotowa do boju. Po trzech kolejnych godzinach naprzeciw siebie stało ponad czternaście tysięcy żołnierzy. Zmęczeni, brudni i wygłodzeni Tamuzańczycy naprzeciwko wystraszonych i niezbyt zdolnych do walki chorągwi sojuszu. Marszałek Beorf wierzył w swych żołnierzy, wierzył że ich umiejętności i wola walki pozwolą na zwycięstwo. Zaś Dagous wierzył w niego. Wrogowie Tamuzu bali się jego armii, a w szczególności orków. Beorf musiał to wykorzystać, choć Gestator i Wehen przekonywali swych żołnierzy iż nie należy się bać, mają bowiem przewagę nad wrogiem. Na niewiele się to zadało. Mimo przewagi wroga Beorf postawił wszystko na jedną kartę. Wojska sojuszu ustawiły się w ten sam sposób co poprzednio. Marszałek podzielił całą armię na trzy części. Z lewej stał Milon, prawe skrzydło objął Badun i jego orki, zaś środkową część objął on sam. Sam też chciał poprowadzić żołnierzy do boju. Kazał łucznikom wyciągnąć miecze i ruszyć razem z piechotą, wcześniej rozkazał by wszyscy krzyczeli i wrzeszczeli. Gdy Beorf wyciągnął swój miecz, ludzie wiedzieli iż jest to znak. Marszałek ruszył ku wrogiej armii, a za nim siedem tysięcy Tamuzańczyków i orków. Choć jego zbroja była dużo cięższa, bez problemu trzymał tępo biegnących razem z nim żołnierzy. Gdy ta cała masa wrzeszcząc, ruszyła się z miejsca ziemia zaczęła drżeć. Żołnierze Gestatora, Lazetena, Abona, Fumeha i Nylita zaczęli się nieśmiało cofać do tyłu. Panika wisiała na włosku. Mimo ostrzału z łuków, Tamuzańczycy bez większych straty dotarli do pozycji wroga i zaczęła się prawdziwa bitwa. Orki nie okazywały litości, Milona rozkazał nie brać jeńców, zaś sam Beorf walczył jak w amoku budząc przerażenie. Wbiegł między żołnierzy Nylita i otoczony wycinał wszystkich w koło. Zebrał wiele ciosów lecz jego zbroja chroniła go skutecznie. Miecz Czerwonego Lorda spływał krwią. Po kilki minutach żaden z żołnierzy nie chciał z nim już walczyć. Unikali go jak ognia, aż wkrótce zaczęli uciekać. To samo działo się już po stronie Baduna i Milona. Niektóre chorągwi stawiały jeszcze twardy opór, lecz i one wkrótce poczęły uciekać z pola bitwy widząc swą beznadziejną sytuację. To już koniec - Spokojnie rzekł Gestator - Teraz nie mamy już żadnych szans. Zostaliśmy pokonani. Jak możesz tak mówić?! - Wehen wściekł się - Ty który mówiłeś że musimy walczyć Musimy wracać do Hamit i prosić o pokój. Nie mamy już innej możliwości. Ibin będzie walczył do końca - Krzyknął Lazeten I tak padnie. Wszyscy padniemy. Na Tamuz nie ma już żadnej siły - Gestator wskazał na smutnego Fumeha, który mówił podobnie podczas ostatniej bitwy. - Od początku niewielkie mieliśmy szanse. Nawet gdybyśmy wygrywali to zjawiły by się anioły Daaxa i załatwiły by sprawę jak pod Voj - dopowiedział Abon To co teraz będzie? Chyba się tak łatwo nie poddamy Król ma rację, musimy walczyć. Wehenie, jesteś jak swój brat. Nigdy nie chcesz się poddać, ale teraz nie mamy innego wyjścia. Gdy on tu był na pewno byśmy wygrali Z pewnością! - Roześmiał się Gestator - Zawrzemy pokój. Aria Dagousa jest już wyczerpana, dalej nie będzie mogła już walczyć. Nasza zaś jest rozbita. Jeśli Król Tamuzu jest rozsądny to zgodzi się. Wracajmy do Hamit. Większość żołnierzy uciekła i nie powróciła do miasta. Wraz z Gestatorem i pozostałymi władcami pozostało jedynie dwa i pół tysiąca żołnierzy. Dagous z Beorfem nie wiedzieli o tym i przygotowywali się do oblężenia Hamit. Żołnierze zaczęli budować machiny oblężnicze, co znacznie opóźniło marsz. Tymczasem władcy sojuszu niecierpliwili się, minęło osiem dni a Tamuzańczyków widać nie było. Lecz 28 maja król Dagous i Marszałek Beorf przybyli ze swą armią pod Hamit, stolicę Golsodu. To miasto z wyglądu podobne było do Voj. Jego mury również były już kamienne. Kiedy wojska miały rozpocząć szturmu, spostrzeżono iż bramy miasta są otwarte, zaś pod murami stoją namioty z resztkami wojska koalicji. Zdziwieni Tamuzańczycy na rozkaz Beorfa rozpoczęli rozkładać własny obóz i wkrótce do namiotu gdzie spoczywali wszyscy dowódcy i król przybyło dwóch posłańców od Gestatora. Wszyscy siedzieli w fotelach, zaś pośrodku spoczywał Dagous w srebrno czarnej zbroi z czerwonym płaszczem. Z jego prawej spoczywał Beorf w swej zbroi z założonym jak zwykle hełmem i w równie długim co król płaszczu koloru czarnego. Obaj wysłannicy ukłonili się i rzekli: Wasza królewska wysokość. Przynosimy wieści od Księcia Golsodu, Gestatora - Powiedział pierwszy Władcy walczących krain, Abon władca Byoru, Lazeten władca Ibinu, Ksiąrze Fumeh władca Binyme, Król Nylit Ucibo władca Ehrudoru, oraz Ksiąrze Gestator władca Golsodu chcą podpisać pokój i zapraszają do Hamit w celu omówienia jego warunków. Wkrótce przybędziemy - Ku zdziwieniu generałów szybko odpowiedział król i odesłał posłów. Kiedy ci opuścili namiot dowódcy nie kryli zdziwienia tak szybką i zaskakującą decyzją władcy. Dlaczego tak szybko odpowiedziałeś? - Spytał go w końcu Beorf - Trzeba to było pierwej przemyśleć. Tu nie było nic do przemyśliwania. Nie interesuje mnie pokój - Pachnął Dagous - Wkroczymy do miasta i aresztujemy tych imbecylów. Zbierz najlepszych żołnierzy i ruszajmy do tej parszywej wiochy. Pojedziemy tam obaj … i ty Badun. Niech ujma naszą wielką siłę. Będą myśleli iż przychodzimy w pokoju, tymczasem bez problemów zajmiemy miasto. Już ruszam - Beorfowi wielce przypadł do gustu ten plan Dwie godziny później tysiąc Chemoskich żołnierzy przekroczyło bramy miasta i główną drogą podążało przez Hamit. Mieszkańcy powychodzili ze swych domostw i ze wzgardą spozierali na wojska Tamuzu. Na przedzie maszerował Badun, za nim na swych koniach jechali Dagous i Beorf. Ten wzbudzał największe przerażenie. Niektórzy powiadali iż w Tamuzańskiej armii walczą demony, albo upiory. Kiedy pierwsze dziesięć chorągwi przekraczało bramy miasta, kolejny tysiąc uczynił to samo i rozlał się po Hamit falą nowych porządków. Pozostali żołnierze pod dowództwem Milona przystąpili do rozbrajania żołnierzy sojuszu przed murami miasta. Nowy władca Golsodu wraz z marszałkiem podjechali pod kamienny zameczek Gestatora. Ten wzniesiony był na planie kwadratu z dwiema wysokimi wieżami po bokach. Przed zamkiem stało kilku żołnierzy Golsodu i Byoru. Beorf jako pierwszy zsiadł z konia i zawołał kilku swych żołnierzy aby ci rozbroili straże. Potem wraz z żołnierzami i królem wkroczył na zamek. Ci podążyli za nim, ochraniając króla, na końcu maszerował Badun. Władcy sojuszu czekali w jednaj z sal do której prowadził rząd strażników. Beorf podążając między nimi budził strach, zaś jego żołnierze systematycznie zabierali wszystkim broń. Ci zaś bojąc się o własne życie spokojnie ją oddawali i wychodzili na zewnątrz. Tam byli skuwani i wyprowadzani poza miasto do swych pozostałych towarzyszy. W końcu drzwi do sali otwarły się i do pomieszczenia wstąpił Beorf, na jego widok władcy podnieśli się z przerażeniem. W przeciągu jego czarny płaszcz rozwiał się nieco co dodało upiornego efektu. Stanął na środku po czym w drzwiach pojawił się ogromny Badun ze swym wielkim toporem i w ciężkiej zbroi, a zaraz za nim spokojnym i wolnym krokiem do sali wszedł Król Dagous. Wszyscy możnowładcy usiedli powrotem od stołu. Dagous spoglądał na nich przez chwilę po czym stwierdził: Co z nimi zrobimy lordzie Beorfie? - Wehen nieco się obruszył gdy usłyszał imię Marszałka Tamuzu To co wasza królewska mości sobie życzy Pozostawiam ich tobie - Dagous zawrócił i wyszedł wraz z Badunem, zaś ich miejsce zajęli żołnierze. Mieliśmy rozmawiać o pokoju! - Krzyknął oburzony Nylit To wy chcieliście rozmawiać o pokoju. My chcieliśmy zająć Golsod i Hamit - Odpowiedział mu marszałek - Do lochów z nimi! Niech jedynie Gestator pozostanie na miejscu. Ty jesteś Beorf? Syn Umbetyla - Podczas gdy żołnierze ruszali ku zgromadzonym Beorf nagle odwrócił się do Wehena i wyciągnął miecz. Skąd to wiesz!!? Gadaj! Przecie to ja Wehen. Nie poznajesz mnie? Własnego brata nie poznajesz? - Rzekł uśmiechnięty, na co Beorf schował swój miecz i ściągnął hełm. Mój…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil chajr-ad-din
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…