Bestia i Bestia; cz.2
"Czy wierzysz, że miłość (...) jest lekarstwem na każde zło?"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Możesz tu zostać. – dobiegł mnie z ciemności beznamiętny głos. Otworzyłam oczy. Leżałam w łóżku w jakimś ciemnym pokoju. W powietrzu unosił się drażniący zapach kurzu. Nikogo nie widziałam, jednak ktoś mówił do mnie. - Słyszysz mnie? – cierpki, męski głos. Powoli w mojej głowie zaczęły układać się obrazy. Jak z mgły wyłoniło się stare zamczysko, potwór o miękkich, ludzkich dłoniach i moja własna, potworna twarz. Co było potem, kiedy zostałam sama, zapłakana, na podłodze? Tak, już pamiętam! Kiedy minął pierwszy szok i obeschły łzy postanowiłam uciec z tego, budzącego grozę, miejsca. Wielkie, mahoniowe drzwi, podobnie jak i skrzypiąca brama, jak na komendę stanęły przede mną otworem. Biegłam na oślep przez las, potykając się o wystające korzenie. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w samochodzie i odjechać gdziekolwiek, byle jak najdalej stąd. Zapomniałam, że samochód nie był w stanie ruszyć. Wkrótce okazało się także, że ja nie jestem w stanie go odnaleźć. Zgubiłam się w ciemnym, wilgotnym lesie! Ostatnią rzeczą, jaką pamiętam było osunięcie się na ziemię przy pniu ogromnego drzewa. - Jak się tu znalazłam? – zapytałam posiadacza niemiłego głosy, który, jak się domyślałam, stał gdzieś poza zasięgiem mojego wzroku. - Padłaś z wycieńczenia. Znalazłem cię nieprzytomną w lesie i przyniosłem tutaj – odpowiedział potwór, podchodząc do łóżka. Nie zdołałam powstrzymać krzyku na widok jego twarzy. Zamilkłam, gdy uprzytomniłam sobie, że sama wyglądam nie lepiej. Zaczęłam płakać. Potwór westchnął i wycofał się w cień. - Jak już mówiłem, możesz tu zostać. – powiedział, jak zwykle beznamiętnie i oschle. – wiem, że cię przerażam, dlatego też postaram się schodzić ci z drogi. Czuj się tu jak u siebie. Cały dom jest do twojej dyspozycji. Nie ma tajemnych pokoi, lochów czy komnat, do których nie wolno byłoby ci wchodzić. Tyle że na samym dole, na lewo od wejścia, znajduje się moja sypialnia i gabinet. Tam pewnie, dla własnego spokoju, zaglądać nie zechcesz. Poza tym o nic się nie martw. Nie uśmiechało mi się mieszkać w tym paskudnym zamczysku, w dodatku pod jednym dachem z przerażającą bestią, ale w tej chwili dotarło do mnie, że nie mam innej możliwości. No, mogłabym jeszcze tułać się po lesie. Usłyszałam chrzęst otwieranych drzwi. - Zaczekaj! – krzyknęłam w tamtym kierunku. – Chciałabym jeszcze o coś zapytać. - Pytaj. – odparł oschle stwór. - Jak długo tu jestem? - Wczoraj tu przyszłaś, wieczorem stąd wybiegłaś, w nocy znalazłem cię w lesie. Jest południe. Coś jeszcze? - Czy ja... nadal tak wyglądam? Śmiech. - Myślisz, że to samo minie? - Więc co mam zrobić, aby minęło? Znów śmiech. - Gdybym to wiedział, nie wyglądałbym tak. Westchnęłam. - Ja... chciałabym się zobaczyć. - W tym zamku nie ma luster. Nie lubię oglądać swojej twarzy. Sama wiesz, ze nie jest to miły widok. Milczenie. Długie i ciężkie milczenie. - Mogę cię już zostawić? – zapytał potwór. - Jeszcze jedno pytanie. – odparłam. – Masz jakieś imię? Mój rozmówca zawahał się. - Beniamin. – rzekł po chwili. – A... ty? Jego głos był dziwnie miękki. - Amelia. - Do widzenia, Amelio. - Do widzenia. Drzwi zamknęły się za nim z chrzęstem.
Z początku myślałam, że to sen. Senny koszmar. Siedziałam w pokoju i tylko dotykałam swojej twarzy. Dużo płakałam. Starałam się nie dopuszczać do siebie myśli, ze to wszystko jest teraz moja rzeczywistością. Wykorzystywałam krótkie chwile po zmroku, kiedy zasłony nie były jeszcze zaciągnięte, aby w okiennej szybie zobaczyć swoje odbicie. Zasłony zaciągał się same. Samo pojawiało się jedzenie na starym restauracyjnym wózku, drewniana balia w przyległej do mojego pokoju łazience, sama napełniała się wodą, same zapalały się świece i kandelabry. Szybko przestało mnie to dziwić. Po dwóch dniach spędzonych na leżeniu w łóżku, z przerwami na wyjścia do łazienki, postanowiłam rozejrzeć się po swojej sypialni. Bez wątpienia należała kiedyś do kobiety. Głównym meblem było tutaj ogromne łoże z baldachimem. Poza tym w pokoju znajdowała się toaletka i wysoka szafa. Z toaletki zdjęte było lustro. W jej maleńkich szufladkach znalazłam grzebyki, szczotki, pudełeczka malowideł i flakoniki perfum. Nawet najlepsze kosmetyki nie mogły upiększyć mojej zwierzęcej twarzy, jednak nie potrafiłam zrezygnować z czesania moich, wciąż pięknych, włosów i otulania się zapachem fiołków. Toaletka miała dla mnie niezwykły urok, jednak bardziej zainteresowała mnie szafa. Wisiały w niej długie i strojne suknie, stały bajeczne pantofelki, w maleńkich przegródkach znajdowała się koronkowa bielizna, atłasowe rękawiczki i wykwintna biżuteria. Nie chcąc chodzić wciąż w swoim zniszczonym ubraniu, zaczęłam nosić te stroje. Z nudów przymierzałam złote i cekinowe buciki, wkładałam sięgające łokcia rękawiczki, zapinałam naszyjniki z pereł i srebrne bransoletki. Nawet bielizna leżała na mnie jak ulał. Czułam się w tych strojach jak księżniczka, choć co chwila przypominałam sobie bolesna prawdę. Księżniczka o twarzy potwora! Jednak po kolejnych kilku dniach coś zaczęło boleć bardziej niż ta prawda. Samotność. Chciałam kontaktu z człowiekiem, a mogłam liczyć jedynie na towarzystwo bestii. Powoli godziłam się z faktem, ze sama jestem takim samym potworem, lecz mimo to sama myśl o spotkaniu z Beniaminem napawała mnie wstrętem. Po jakimś tygodniu odkąd zamieszkałam w zamku, wreszcie opuściłam swoją komnatę. Dla zabicia nudy i samotności snułam się po korytarzach i zaglądałam w każde drzwi. Niektóre były zamknięte, w niektórych pokojach znajdowały się tylko łóżka i szafy, w innych w ogóle nie było mebli. Któregoś dnia trafiłam na okrągłą komnatę z czarnym fortepianem pośrodku. Przychodziłam tam później często i całymi godzinami grałam. Odkryłam też ogromną, kilkupoziomową bibliotekę, pełną najróżniejszych ksiąg, książek, a nawet rękopisów, oraz galerię portretów i kuchnię. Pośród dźwięków muzyki, poezji, powieści, spacerów i przechadzania się po kuchni mijały mi dni i tygodnie, aż w końcu zupełnie zatraciłam poczucie czasu. Nawet nie zauważyłam, kiedy spadł śnieg i przyszła zima. Przez cały ten czas bestię widywałam bardzo rzadko. Początkowo krzyczałam na jego widok, zapominałam, że ma na imię Beniamin i niekoniecznie zamierza mnie zabić czy zjeść. Starałam się nie myśleć o tym przerażającym stworze i tym, ze jestem równie przerażająca jak on. Wciąż jednak wracało do mnie wspomnienie miękkiego dotyku jego dłoni.
Którejś nocy nie mogłam spać. Za oknem szalała śnieżyca, wśród bezlistnych koron drzew hulał wiatr, tumany śniegu roztrzaskiwały się o ściany zamczyska. Po kolejnej, nieudanej próbie zaśnięcia postanowiłam opuścić swój pokój i przejść się po zamku. Przechadzałam się korytarzami, rozmyślając nad swoim życiem. Szukałam w sobie przyczyny tego, kim się stałam, a może byłam od dawna, nie zdając sobie z tego sprawy. Czy to moja prawdziwa twarz? Nie, nie, nie, aż tak źle być nie może! Moje wewnętrzne zło? Przecież nie byłam zła. Ale... czym właściwie jest zło? To takie względne pojęcie. Może na zło składają się różne małe rzeczy? Egoizm, chciwość, dwulicowość, fałszywość, próżność... Taak, byłam próżna, bardzo próżna. I nie tylko. Nie przyznawałam się do tego sama przed sobą, ale teraz wiem, że ci, którzy widzieli we mnie pełną samouwielbienia egoistkę, mieli rację. Już w szkole byłam dziewczyną, która dla mniej ładnych i gorzej ubranych koleżanek była miła tylko wtedy, gdy chciała odpisać zadanie. Później się z nich naśmiewałam. Czy byłam fałszywa, dwulicowa lub obłudna? Ależ nie – ja byłam elastyczna! I byłam na topie. Ta „elastyczność” i usprawiedliwianie się w myślach przed samą sobą, zostało mi na bardzo długo. Wydawałam się sobie taka doskonała. Dopiero tutaj dotarło do mnie, że byłam zepsuta i pusta. Nie wiedzieć kiedy znalazłam się w pobliżu kuchni. Przypomniały mi się słowa babci: „po mleku z miodem będziesz spać jak niemowlę”. Postanowiłam zastosować się do tej rady. W kuchni było cicho i przyjemnie ciepło. Na stole stał dzbanek ciepłego mleka i miód. Kiedyś by mnie to zdziwiło. Teraz już nie. Znalazłam w kredensie szklankę, nalałam w nią mleka i trochę miodu, podniosłam do ust i już, już miałam się napić, gdy usłyszałam chrzęst otwieranych drzwi. Zamarłam. Do kuchni wszedł Beniamin. Wiedziałam, że to on. Wiedziałam, jak wygląda. Mimo to krzyknęłam na jego widok, ściskając przy tym z całej siły szklankę, którą trzymałam w dłoni. Poczułam ból. - Skaleczyłaś się. – powiedział miękko potwór, patrząc na moją rękę. Gęsto płynąca po przedramieniu krew, zmieszana z mlekiem, kapała na podłogę. Rozluźniłam pięść, posypały się kawałki szkła. Do oczu napłynęły mi łzy. - Spokojnie. – szepnął Beniamin, podchodząc do mnie. Delikatnie ujął moją rękę, podniósł do ust, z niespodziewaną czułością ucałował wewnętrzną stronę dłoni. Poczułam miłe ciepło. Od tak dawna nikt nie okazywał mi najmniejszej nawet czułości, że omal nie ugięły się pode mną kolana. Czy to aby na pewno bestia? - Trzeba to opatrzyć. – to mówiąc, podał mi chusteczkę. Przycisnęłam ją do rany. – Chodź ze mną. W milczeniu dotarliśmy do jego gabinetu. Umeblowany był podobnie jak wejściowa sala, lecz nieco mniejszy. Stały w nim takie same wysokie fotele. Usiadłam na jednych z nich. - Nie chciałem cię przestraszyć. – powiedział Beniamin, przemywając mi skaleczoną dłoń. - Wiem. – odparłam. – Przepraszam. Chyba jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Tak dawno nie widziałam twojej... ani swojej twarzy, więc... - Rozumiem. – przerwał mi. – To ja przepraszam. Chciałem tylko napić się mleka. - Mleka? – uśmiechnęłam się. – Ja też. Z miodem. - Tak. Ze zdziwieniem dostrzegłam, że Beniamin także się uśmiechnął. - Poczekaj. – powiedział, gdy skończył bandażować moją rękę. Wyszedł z gabinetu i wrócił z dwiema szklankami gorącego mleka. Wypiliśmy je razem bez słów. Później Beniamin odprowadził mnie do pokoju. - Słyszałem, jak grasz na fortepianie. – rzekł, kiedy staliśmy już pod drzwiami. – Słuchałem twoich kroków, gdy spacerowałaś po zamku. Czułem zapach twoim perfum w miejscach, które odwiedziłaś. Przyglądałem ci się z balkonu w bibliotece, kiedy czytałaś. Kiedyś ten dom był taki pusty. Nadałaś mu życie. Chciałbym... żyć razem z nim. Dobranoc, Amelio. To powiedziawszy pocałował mnie w rękę i odszedł, nim zdążyłam wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk. Mimo wypicia dużej szklanki mleka z miodem, długo nie mogłam zasnąć, rozmyślając nad tym, co się stało.
Skaleczenia zagoiły się szybko, pozostawiając na dłoniach małe, ledwo widoczne blizny. Jednak słowa, jego słowa, długo odbijały się echem w mojej głowie. Nadałaś temu zamkowi życie. Chciałbym żyć razem z nim. Amelio. Amelio... I ta fala ciepła, rozlewająca się po ciele, gdy dotknął ustami mojej dłoni.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Angela
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…