Wróć do katalogu

Bez początku i bez końca

Tęsknota za tym, co nigdy nie istniało...

Vanilca, opublikowano , 11 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Odetchnęłam, odgarnęłam grzywkę z oczu, poprawiłam niedbale zarzucony na ramię plecak i po stromych schodkach weszłam do tramwaju. Był prawie pusty. Usiadłam na samym końcu wagonu i wyjrzałam przez okno. Kolejny dzień rozpoczęty… Jak zwykle bałam się nadchodzących wydarzeń, niemiłych sytuacji i niespodzianek. Jednak wiedziałam, że skończy się jak każdy inny – minie niepostrzeżenie i wyda mi się odległą, pozbawioną większego znaczenia przeszłością. Zawsze tak jest…

Ślepo wpatrywałam się w oddalające się budynki i budzące do życia miasto. Zmrużyłam oślepione porannym światłem oczy. Na dobrą sprawę lubię patrzeć pod słońce. Cała szara rzeczywistość skąpana jest wtedy w złocistym blasku. Wydaje mi się taka optymistyczna, radosna… i nierealna. Czasem mam wrażenie, że to wszystko nie ma sensu. Nie, żebym miała dość życia, czy była w depresji. Nic z tych rzeczy. Chodzi mi o to dziwne uczucie, kiedy obserwując przemijające życie, nagle zdajesz sobie sprawę, że całkowicie zatraciłeś się w pogoni za codziennością. Kiedy w stresie i napięciu nie masz nawet chwili czasu, by przystanąć i rozejrzeć się dokoła… Codziennie jadąc do szkoły, idąc do sklepu, czy spacerując z psem mam ogromną ochotę ruszyć w dal i… no właśnie. I co dalej? Chciałabym po prostu iść naprzód, bez zmartwień i trosk, prowadzona blaskiem słońca. Chciałabym poczuć prawdziwą wolność.

Tramwaj zatrzymał się na znajomym przystanku. W oddali widniał gmach mojej uczelni, potężny i przytłaczający. Ociężale podniosłam się z krzesła i ruszyłam w stronę wyjścia. A gdyby tak zawrócić? Gdyby tak pójść przed siebie, zapominając o wszystkim? Błyskawicznie zdałam sobie sprawę z nierealności tych pragnień. Już prawie znajdowałam się na schodach. Rzuciłam przelotne spojrzenie na złociste światło wpadające do wagonu przez zakurzone szyby i na rozmyty kontur miasta w oddali. Na mojej twarzy pojawił się nikły uśmiech. A może jednak? Bezmyślna wędrówka to przecież dokładnie to samo, co czynię każdego dnia. Tylko w mniej bezpośredniej formie… A gdyby tak spróbować spojrzeć na świat z innej perspektywy? Przymknęłam oczy, stawiając stopę na pierwszym stopniu. Krótki przebłysk, chwila ciszy. Czas nagle jakby zwolnił swój bieg… Zaczerpnęłam świeżego powietrza, którym nigdy wcześniej nie potrafiłam się delektować. Na plecach poczułam przyjemne ciepło, pod palcami dotyk chłodnego metalu. Pokonując miejski gwar, do moich uszu dotarł śpiew ptaków i radosny dziecięcy śmiech… Zawróciłam. Usiadłam na tym samym miejscu, z którego przed chwilą wstałam. Metalowe drzwi starego tramwaju zamknęły się z charakterystycznym zgrzytem, a po kilku chwilach szkoła, znana mi okolica i codzienna monotonia zostały gdzieś w tyle… W odległej, pozbawionej większego znaczenia przeszłości…

Świat, w którym żyłam do tej pory wydał mi się nagle bardzo daleki. Patrzyłam z boku na zabieganych i zdenerwowanych ludzi. Czułam ich emocje: smutek, strach, zmartwienie… nadzieję na lepsze jutro. Ponownie wyjrzałam przez okno. Całe miasto spowite było ciepłym, złocistym światłem. Z zachwytem wpatrywałam się w pełne życia barwy otaczającej mnie rzeczywistości. Mijały sekundy, minuty; kolejne osoby przychodziły i odchodziły, ale dla mnie czas się zatrzymał…

- Długo już tak jedziesz? – usłyszałam głos tuż obok siebie. Dopiero teraz dostrzegłam młodego mężczyznę siedzącego bokiem na miejscu przede mną. - Na dobrą sprawę… nie wiem – wzruszyłam ramionami z zakłopotaniem, uśmiechając się przepraszająco. Mężczyzna odwzajemnił uśmiech i spojrzał na zegarek. - Więc to jednak ty! – powiedział rozpromieniony. – Szczerze mówiąc spodziewaliśmy się ciebie trochę później… Wbiłam w niego zdziwione spojrzenie. - Co proszę? – spytałam z niedowierzaniem, odklejając się od szyby. - To, co słyszałaś – rzekł pogodnie. Ciepło bijące od niego całkowicie nie pasowało do jego wyglądu. Blady, ciemnowłosy, ubrany na czarno. W skórzanych rękawiczkach bez palców i ciężkich butach. - Kaaren – przedstawił się, wyciągając do mnie rękę. - Alicja – odparłam, niepewnie ściskając dłoń mężczyzny. W tej samej chwili tramwaj zatrzymał się na kolejnym przystanku. Z wagonu w pośpiechu wysiedli ostatni pasażerowie. Motorniczy odczekał chwilę i ruszył w dalszą drogę. - Co tak właściwie miałeś na myśli mówiąc, że na mnie czekaliście? – zwróciłam się do Kaarena. Chłopak zamyślił się. - Widzisz – odrzekł po chwili. – Są rzeczy, których nie da się zobaczyć na pierwszy rzut oka. Przynajmniej z waszej perspektywy. Tobie udało się przekroczyć granicę, a my od początku wiedzieliśmy, że poradzisz sobie.

Jego słowa stanowiły dla mnie zupełnie niezrozumiały bełkot. Jacy my? Jacy znowu „oni”? Co za „przekroczenie granicy”?! Przecież cały czas siedzę w łódzkim tramwaju!

Niespodziewanie poczułam rozsadzający czaszkę ból. Obraz w niektórych miejscach zaczął się załamywać, słoneczne kolory przeplatały się z szarymi barwami codzienności. Na pustych wcześniej miejscach pojawiały się rozmyte ludzkie sylwetki. Oczy łzawiły mi od natężenia barw, ruchu i niestabilności obrazu. Z trudem nabrawszy powietrza poczułam duszący zapach spalin. Nagle ktoś położył rękę na moim ramieniu. W ułamku sekundy chaos ustał. - Nie powinnaś tak myśleć – ściszonym głosem powiedział Kaaren. – Pamiętaj o tym, że wybór należy do ciebie. – Spojrzał mi w oczy, jakby odczytując moje skołowane myśli. – Na świecie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych