Wróć do katalogu

Bezimienni - wstęp

Akcja rozgrywa się w świecie elfów, nimf, wampirów. Wampirzyca Mytra zostaje porwana przez elfy i zmuszona do współpracy w walce z żądnymi władzy ludzi. Musi odkryć, kto godzien jest jej pomocy.

Buka123, opublikowano , 8 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

WSTĘP

Cała sprawa zaczęła się przed dziesiątkami, setkami lat. Były to czasy pokoju i dobrobytu. Cały nasz świat był wtedy niepodzielny i zamieszkany przez różne istoty, żyjące ze sobą w zgodzie. Ale jak wiecie, szczęście nie trwa nigdy długo. Zło i zawistne myśli wylęgły się w umysłach Bezimiennych, a ich serca zaczęły krzyczeć z pożądania dla naszych cudownych, złotych miast i pałaców, ozdób i dzieł, z którymi nie mogły się równać żadne twory Bezimiennych. Wtedy wypowiedzieli oni nam wojnę, mając nadzieję, że w ten nieuczciwy i zuchwały sposób zagarną nasze dziedzictwo. Ale nie daliśmy się zaskoczyć. Broniliśmy się tak zażarcie, że wkrótce zwyciężyliśmy pyszałkowatych Bezimiennych i podbiliśmy ich prymitywne, opóźnione krainy. Teraz my mogliśmy się cieszyć się z ich klęski, napawać ich niewolnictwem i poddaństwem, ale... te myśli nie postały nawet w głowach szlachetnych władców ludzi. Między naszymi państwami powstała Granica, określana przez rzekę Liris, przebiegającą przez środek kontynentu. Pozwoliliśmy Bezimiennym wieść ich nędzną, prymitywną egzystencję, z wolna zapominając o ich istnieniu. Świat za rzeką stał się puszczą potworów, do której wstępu nie mają zwykli śmiertelnicy. Bezimienni przetrwali. Tym razem wreszcie mamy szansę naprawić błąd. Przekroczyliśmy Granicę.

Wieki temu ludzie i Sidarzy żyli razem, w zgodzie. Byliśmy przyjaciółmi, sprzymierzeńcami. Do czasu. Ludzie zaczęli odchodzić od ideału lasu i harmonii z Naturą. Zaczęli tworzyć wyniosłe, sztuczne budowle, w których mieszkali i którymi się chwalili, jak gdyby mogły one się równać z potencjałem Przyrody. W końcu stwierdzili, że Sidarzy są zbyt niegodni, by mogli żyć razem z nimi. Wypowiedzieli nam wojnę. Przegrali. Wytyczyliśmy Granicę, by uniknąć przyszłych wojen i sporów. Ale i tak ta jedna walka zdołała zniszczyć nasz świat, a garstka pozostałych przy życiu istot musiała trudzić się, mozolnie go odbudowując. Ludzie żyli w swoim świecie, Suldzie; my – Sidarzy – w Lutronie. Nie widzieliśmy na oczy człowieka od kilku wieków. Teraz znów przybyli. Przybyli, by palić, grabić i zabijać. Przekroczyli Granicę.

***

Rozłożyste żagle łopotały na wietrze, a liny jęczały żałośnie, napięte do granic wytrzymałości. Potężny, rozległy pokład pełen był żołnierzy, gawędzących ze sobą lub wyglądających przez burtę, tęsknym wzrokiem wodząc po linii brzegowej. Statki były gotowe do obicia. Tłum zgromadzony na nadbrzeżu nagle zafalował i rozstąpił się, a żołnierze momentalnie ustawili się w równych szeregach i zasalutowali, kierując wzrok w stronę luki powstałej między zgarbionymi w ukłonie postaciami. Jechała tamtędy na czarnym koniu kobieta niezwykłej piękności – gęste, kręcone włosy wiły się wokół dumnej twarzy, piękna suknia opinała talię, a bystre oczy omiatały szemrzący tłum. Koło niej kroczył mężczyzna, równie przystojny co kobieta – prowadził jej wierzchowca za wodze. On także spoglądał na kobietę z uwielbieniem, choć nie zachowywał się uniżenie, jak zgromadzeni ludzie. Doszli do trapu, wiodącego na pokład największego statku. - Pani – odezwał się mężczyzna, wyciągając szarmancko dłoń, by pomóc jej zejść z konia. Kobieta uśmiechnęła się wyniośle, ignorując gest mężczyzny i bez pomocy zeszła na ziemię. - Poradzę sobie, Lamairze – zwróciła się do mężczyzny – A teraz chodźmy na okręt; muszę z tobą coś przedyskutować. - Oczywiście, pani. Lamair pochylił głowę i podał jej dłoń, po czym razem wkroczyli na trap. Zewsząd posypały się kwiaty, rzucane przez jasnowłose dziewczęta. Kobieta skrzywiła się, czując na włosach deszcz płatków. Mężczyzna uśmiechnął się skrycie. - To twoja sprawka, Lamair? – warknęła. - Ależ nie, oczywiście, że nie, Jorando... Pani... – zapytany pochylił głowę, a gdy już znaleźli się na pokładzie statku, uniósł ją znowu, bo do pary podszedł sprężystym krokiem

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych