Bezokreśloności
opowiadanie absurdalne w swej nierzeczywistości, moje wizje i urojenia, którymi chce się podzielic
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Młody człowiek obudził się w późnych godzinach rannych, raczej przedpołudniowych, no może południowych, chociaż... lewą dłonią zmacał skroń, drugą podrapał się po kroczu. Bruzdy poznaczyły jego czoło, gdy próbował odnleżć w pamięci datę jakże pamiętnego dnia dzisiejszego... bezskutecznie. Ziewnął, przeciągnął się, usiadł na łóżku, legł, aby jakoś ułożyć w głowie, nieokreśloność czasu nie dawała mu spokoju. Wbił spojrzenie w rozrzucone kapcie, jakby miały cokolwiek pomóc i rozdziawił mimowolnie szczękę. Olśnienie nie nadchodziło, zamiast niego wdzierały się kapcie. Brązowobrudne, nieułożone, z wytartą podeszwą jeden bezwstydnie wystawał do góry. Czemu kapcie nastawały na niego, chciał je nałożyć na stopy, ale przeląkł się swoich zamiarów. Demonicznie spoczywały w swej nieuładzonej kompozycji wytrącając z powszedniości w demoniczność. Kapcie nabierały nowych wymiarów, znaczeń, stawały się potworem. Kapeć- to brzmi groźnie, a co dopiero zniewalająca liczba mnoga. Ciało rozdygotało mu się pod wpływem wstrząsu, spazmu, spięcia. Okrążył potwory szerokim łukiem poprzez barierkę łóżka, przypodścienny pełz i w końcu wyrwał się z fizycznego kontaktu z anarchią. Pogodzony z porażką skierował kroki do łazienki. A po załatwieniu potrzeb ciała, udał się do kuchni, aby nabrać trochę energii ukrytej w przeróżnej postaci, którą z chęcią skonsumował. Czuł się jednak nieswój, opętało go uczucie bycia jakby we śnie, jakby nie potrafił wszystkiego zrobić, niczym w spowolnionym filmie, przytrzymywany za ręce. Wyszedł na zewnątrz, jasność oślepiała, musiał twarz przysłonić dłonią. - Co jest?- Powiedział.- Żeby tak świeciło to...w ... - Zdał sobie sprawę, że jakaś ułomność ducha opanowała go.- Chyba musiałem wczoraj za dużo ..., co ja wczoraj...co ja dzisiaj? - Złość wzbierała w nim, trzepiąc wnętrzem, nie potrafił jej jednak dać upływu, żadne kurwa nie mogło wylecieć z ust, nawet niewinne cholera, czy kurde. Niczym knebel w ustach, jego mózg zaraził się jakąś blokadą. Wiedział czego ma nie mówić, ale nie wiedział co ma mówić, stracił możliwość konstruowania swojego świata. Rzeczy były dla niego same zagadkami, schylił się i ujął w dłoń kształt leżący u podnóża jego ciała. W palcach obracał go, czuł jakieś mrowienie, skorupę, posmakował, ale nic to nie zmieniło. Nie potrafił określić tegoż kształtu,, temperatury, nic. Zdał sobie sprawę, że posiłek też przeszedł mu jakby próżnia. Rzeczywistość stała się papką, nieubraną breją, w której brodził zakopany po uszy, wciągając ją zmysłami, które jednak stanowiły drogę ślepą. Klatka niewyrażalności zacieśniała się, umysł porzucił język jako formę wyrazu, ale nie przyswoił sobie nic w zastępstwo, okaleczając nieszczęśnika. - ?- Chciał spytać samego siebie, nie potrafił znaleźć odpowiedzi, nie potrafił sformułować pytania, ono już przecież narzuca odpowiedź. Ratunku, wyraziło spojrzenie. Totalna nieudolność poradzenia sobie w tej kwestii stanęła przed nim, ostentacyjnie machając swoją nagością. Potrzebował ratunku, pomocy, potrzebował... Jego dziewczyna zbliżała się, z rozchylonymi ramionami w geście powitania. On zarejestrował jakiś ruch przed sobą, coś dziwnego, a jednocześnie jakby znajomego. Umysł pracował na wytężonych obrotach, choć coś nie grało. Jakby jechać pełnym gazem na pierwszym biegu, mało wydajne, mało przyjemne. - Cześć kochanie. - Cześć kochanie.- Udało się, był w stanie coś wyznać, uśmiech przeorał jego twarz, otworzył usta szerzej i z ogromnym entuzjazmem wypalił.- Cześć kochanie.- Dopiero, gdy usłyszał słowa, zdał sobie sprawę ze swojej wpadki, pochwyciły go słowa powitania, zniewalając umysł. - Czemu nie jesteś dzisiaj....- Przerwał jej dłonią, w wielkim skupieniu, podjął szaleńczą próbę. - Cześć kochanie. - Czemu nie jesteś... - Cześć kochanie.- Nie, nie da się, łzy pojawiły się w kącikach oczu. - O co ci chodzi? Czemu nie jesteś... - Cześć kochanie!!- Wykrzyknął.- Cześć kochanie, cześć kochanie.- Modulował głos, ze złością bawiąc się marnymi rezultatami, zdegustowany niczym Syzyf, nadal wierzący.- Cześć kochanie. - Przestań, czemu nie jesteś... - Cześć…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kuguar
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…