BG5678
Mam nadzieję wesołe opowiadanie w klimacie S-F, trochę zaskakujące.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
No to pięknie! Wiedziałem, że to się w końcu stanie. Przecież nie wszystko musi się zawsze udawać, nie? Fakt, faktem moja sytuacja nie była godna pozazdroszczenia i można by rzec jawiła się krzynkę niebezpiecznie. Znajdowałem się mianowicie w pozycji horyzontalnej leżąc na zimnej, biometalicznej posadce, a nade mną wznosiło się Bg5678. Tak, tak Bg5678 nie wyglądało pięknie. Oj tak! Zdecydowanie nie było w moim guście. Jeśli pamiętacie trochę z zoobiologii kopalnej to mogę wam wytłumaczyć, iż wspomniane Bg5678 porównać można do skrzyżowania średniej wielkości głowonoga z pajęczakiem. Obślizgłe macki zbliżały się do mnie ociekając jakimś przezroczystym śluzem, a oczy umieszczone na słupkach kręciły się niespokojnie wokół własnej osi. Zamknąłem oczy przeklinając w duchu raz jeszcze anestezjologów i usłyszałem chrobotanie pałąkowatych włochatych nóg o posadzkę. Poczwara szykowała się chyba do czegoś co najmniej straszliwego i będącego w stanie zabrudzić mym osoczem wszystkie cztery ściany komory. Lepki śluz z mordy BG5678 spłynął mi po policzku, a potem targnął mną wstrząs obrzydzenia, gdy chłodne kończyny, wyposażone w krótkie rzęski owinęły się wokół mojej twarzy i tułowia. Mięśnie Bg5678 były mocne. Wiedziałem to z poprzednich badań? Czy to Ralf mi powiedział? Nie wiem, ale bez wątpienia były silne. Żebra zatrzeszczały mi płaczliwie, trochę za głośno jak na mój gust. Cóż, czas umierać - pomyślałem, ale jak się potem okazało myliłem się dość znacznie. - Jak się w to wpakowałem? -to było ostatnie sensowne zdanie jakie zaświtało w mym umyśle przed tym jak straciłem przytomność.
Dzień zaczął się jak zwykle - od wibracji. Ja tam zawsze wolałem konwencjonalne sygnały świetlno - dźwiękowe, ale jeżeli Kompania kazała to tak musi być. Po serii niezbyt przyjemnych wstrząsów zwlokłem się z łóżka podążając do komory antybakteryjno - odświeżającej. Nigdy takich rzeczy nie lubiłem, mdłości po tym miałem, ale przecież stary już jestem, stary rocznik, jak mówią ci urodzeni po 2300r. Tak. siedemdziesiąt osiem lat to poważny wiek, chociaż ja czułem się wręcz młodzieńczo. Po kuracji dezynsfekującej nie było mi lepiej, nadal czułem się brudny, ale za to pachnący. Włożyłem mój biały uniform i niemal w podskokach podążyłem do mesy. Znowu zaserwowano mi tą białą paciaję, złożoną - dla oszczędności nawet z tych bakterii, których dziś pozbyłem się w komorze. Białko to białko, nie? Zjadałem ową paciaję, jak zawsze, z największym obrzydzeniem i jeszcze raz wpadło mi do głowy czy nie pozbyć się tych cholernych kubków smakowych. Większość się ich pozbyła i teraz wtryniała "białuchę" bez grymasu, ale ja nigdy nie byłem zwolennikiem pozbywania się jakiegokolwiek zmysłu, więc krzywiłem się dalej. Głód po chwili zaspokoiłem stosując opracowaną metodę gdukania pożywienia i właśnie, gdy wychodziłem z mesy natknąłem się na Ralfa. Ten to jest dopiero dziwny koleś. Ja sam nie byłem zbyt piękny, bo się jeszcze na Ziemi urodziłem, ale on to był już kompletny kosmos. Jakby zobaczyli go jeszcze ze sto lat temu to nie wiedzieliby gdzie przód, a gdzie tył! - Cześć Ralf. - pozdrowiłem go miło i uśmiechnąłem się, bo mimo swojej wątpliwej urody był mi bliski duchem. To się kiedyś mówiło "przyjaciel" zdaje się... Teraz jednak to słowo było tak często używane jak "jednakowoż" w dwudziestym pierwszym wieku. - Witaj Vergas - syknął Ralf szczerząc swoje drobne, żółte kiełki i podał mi dysk. - Masz następnego do badań kochanieńki, śpiesz się. - Dzięki druhu! -również odwzajemniłem się archaizmem co wywołało dziwny grymas na twarzy mojego szefa. Najprawdopodobniej oznaczał on radość, choć sam nie byłem do końca pewien. Znowu ta praca... Ale jaki sens ma życie bez niej. Trzeba mieć ją tylko ciekawą. A ja miałem... Nie miałem już bliskich. Kiedyś na Europie poznałem milutką ćwierćsapienskę, ale znajomość rozwiała się jak nukegrzybek na silnym wietrze. Ale do rzeczy. Pracowałem na stacji kosmicznej Beta 412 krążącej sam nie wiem do końca gdzie. Było tu dość przytulnie, ale ciasno. W gruncie rzeczy nie mogę narzekać. Beta 412 jest stacją badawczą o dość bogatej historii.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil luketos
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…