Wróć do katalogu

Biały i Czarny część I

Być może świat jest inny niż nam się wydaje.

hic_est, opublikowano , 17 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pojawił się niewiadomo skąd. Szedł po prostu ruchliwa ulicą. Mijający go ludzie różnie na niego reagowali. Jedni wpatrywali się w niego zastygli w czynności, którą wykonywali nim go ujrzeli, jakby nie mogli odwrócić wzroku. Inni przelotnie spoglądali w jego stronę i zaraz spłoszeni odwracali głowę. Jeszcze inny śmiali się z niego i drwili, jednak tylko do chwili w której obiekt obserwacji zdawał się zareagować na obelgi. Milkli wtedy od razu, sami nie wiedząc czemu i w pośpiechu odchodzili rzucając za siebie przestraszone spojrzenia.

Byli i tacy, którzy spojrzeli na niego z zaciekawieniem i mijali jak prawie normalnego przechodnia, niektórzy uśmiechali się szczerze i w dziwny sposób poprawiał się im humor. Nikt nie pozostawał obojętny na przybysza. Można by zaryzykować stwierdzenie, że nie dało się przed nim udawać . Prawdziwa natura ludzi w spotkaniu z dziwną postacią wychodziła z nich silniejsza niż chęć ukrycia własnego nagiego JA.

Nawet, a może zwłaszcza, zwierzęta dziwnie na niego reagowały. Psy przebiegały na drugą stronę ulicy z podkulonymi ogonami i z bezpiecznej odległości przyglądały się mu z wielkim zainteresowaniem. Po chwili jakby wiedzione instynktem podążały za nim zachowując jednak dystans. Ptaki wzbijały się w powietrze i zataczały koła. Jaskółki swoim zwyczajem w pozornie niebezpiecznym tańcu skręcały tuż przed krawędziami bloków by z wielką gracją i zwinnością zawrócić, i powtórzyć powietrzny balet. Przy przybyszu obniżały lot tak, że ludzie mimowolnie schylali głowy. Gołębie trzepotały skrzydłami i trzymały się wysoko, wyżej niż zazwyczaj. Biały pudel z różową wstążeczką na szyi na niebieskiej smyczy zaczął gryźć bardzo drogą i tandetną sukienkę starszej pani. Złodziej kieszonkowiec zawahał się przed wyjęciem portfela z torebki kobiety, zreflektował i zmienił zamiar. Młoda dziewczyna uśmiechnęła się do mijanego na przejściu chłopaka, ten zatrzymał się i zawrócił by po chwili zapytać ją o godzinę choć na ręku miał zegarek.

Osoba, która tak działała na ludzi wyglądała dość osobliwie. Był to mężczyzna - starzec. Ubrany w ciemnobrązowy habit z naciągniętym na głowę kapturem. W dłoni trzymał długi kostur wyższy od wysokiego właściciela o dobry metr. Habit był stary i zniszczony. Kostur stukał o chodnikowe płyty. Na stopach starca dało się zauważyć sandały przewiązane rzemykiem. Wydawało się, że starzec nie zwraca uwagi na mijanych go ludzi. Szedł równym, miarowym i spokojnym krokiem.

Twarz zakrywał rzucany przez długi kaptur cień. Obojętność była jednak tylko pierwszym wrażeniem. Starzec zdawał się widzieć i czuć wszystko dokoła niego. Wpatrując się w niego można było odnieść wrażenie, że czasem na zakrytej cieniem twarzy gości uśmiech. Nie uśmiech szyderczy czy groźny, ale... Tak tajemniczy jak niewidoczna twarz i sama jego osoba.

Starzec szedł spokojnie, nie dało się z jego kroku wyczytać czy wyszedł jedynie na spacer i idzie nie wiedząc gdzie dojdzie, czy też ma określony cel podróży. Przechodząc obok oszklonego wieżowca, w którym odbijały się sąsiednie budynki i błękitne niebo na którym gdzieniegdzie były kłębiaste chmury, skręcił do wejścia. Portier rozmawiający z klientem przerwał rozmowę, nie był w tym osamotniony. Interesant, który jeszcze przed chwilą wykłócał się o zwrot kosztów uszkodzonego sprzętu uciął zdanie w pół. Gdy gość ich minął spojrzeli na siebie z pytającymi minami jakby zapominając o czym rozmawiali.

Starzec stanął przed windą i wcisnął guzik wyciągając z szerokiego rękawa pomarszczoną choć na swój sposób wypielęgnowaną chudą dłoń. Po chwili do widny podeszła kobieta z małym dzieckiem. Zadzwonił dzwonek, drzwi się otworzyły. Matka z dzieckiem weszła pierwsza. Wcisnęła przycisk piętra, podobnie zrobił starzec, z tym, że wybrał piętro najwyższe. Dziecko, a była to blond włosa dziewczynka, wpatrywała się z ciekawością swoimi dużymi niebieskimi i niewinnymi oczyma w starego człowieka trzymając jednocześnie palec wskazujący w ustach. Wychylając się zza trzymanej wolną rączką sukienki matki nie spuszczała starca z oczu. Ten czując na sobie jej wzrok spojrzał na nią. Dziecko zaraz schowało się za matkę, po chwili jednak wychyliło się by patrząc na twarz starca ujrzeć dwoje błyszczących, niebieskoszarych i głębokich oczu. Mężczyzna uśmiechnął się. Dzwonek oznajmił otwarcie drzwi. Matka wzięła w dłoń dłoń córki i wyszła. Dziecko odwróciło głowę i patrzyło na starca póki prowadzone nie zniknęło za rogiem. Starzec uśmiechnął się do siebie, zaraz potem spoważniał.

Winda stanęła na ostatnim piętrze. Drzwi otworzyły się a za nimi dał się widzieć długi korytarz. Mężczyzna wyszedł. Mijał duże palmy z rozłożystymi liściami, które w szerokim i wysokim korytarzu zdawał się małe. Ściany wyłożone były niewątpliwie drogą tapetą na których wisiały doskonale wkomponowane w całość różnorakie obrazy przedstawiające to widok górskiego potoku, to łódkę na pełnym morzu przy wysokiej załamującej się fali. Starzec zatrzymał się przed obrazem z łódką. Nagle ten ożył. Sternik walczył z podmuchami wiatru, które szarpały żagle. Ptaki latały walcząc z silnymi prądami powietrza. Ciemne chmury przebiegały po niebie. Zaczął padać deszcz. W hallu zagrzmiało. Kiedy tylko starzec poszedł dalej, obraz zamarł w ostatnim utrwalonym na płótnie widoku. Potok górski ożywił się na chwilę i dał się słyszeć odgłos wodospadu. Zaszumiał las, zawył wilk, kobieta nuciła smutną pieśń siedząc przy wrzecionie. – Witaj Panno Atropos – rzekł. Twarz mężczyzny na obrazie, który siedział na bułanym koniu w pełnej zbroi z podniesioną przyłbicą wyrażała odwagę i gniew. Koń pod nim niespokojnie rwał się do biegu. Rycerz w dłoni trzymał trzepoczący na wietrze proporzec z zielonym smokiem. Miecz błyszczał w dłoni odbijając słoneczne promienie. Zapachniało końskim potem i ziemią. Zbroja zatrzeszczała. Kopyta uderzały w ziemię. Koń zarżał. Obraz jak wszystkie poprzednie zamarł, kiedy tylko starzec przestał na niego patrzeć. Na podłodze leżał zielony dywan ciągnący się przez całą długość korytarza.

Stanął przed drzwiami ze srebrnym numerem 777 przy których siedział oparty plecami o ścianę młody człowiek. Ubrany był w nieskazitelnie biały garnitur i koszulę. Biel ta kontrastowała z czarnymi jak pióra kruka włosami. Głowę miał spuszczoną tak, że włosy opadały mu na ramiona. Obok niego leżała na podłodze szabla. Starzec stanął obok niego i spytał:

- Na co czekasz człowieku?

- Na zmianę losu. – odrzekł kruczo czarno włosy mężczyzna.

- Uważasz, że czekanie ci pomoże?

- Nie wiem czy cokolwiek mi pomoże.

- Więc czemu tu siedzisz?

- Nie pozostaje mi nic innego.

- Czemu nie wstaniesz i nie poszukasz szczęścia?

- Szczęście odwróciło się do mnie plecami pokazując mi swoje prawdziwe oblicze.

- Szczęście będzie tam gdzie je poczujesz, gdzie zobaczysz.

Młody mężczyzna podniósł głowę. Był bardzo przystojny i bardzo blady. Pod wysokim czołem i równie czarnymi jak włosy brwiami spoglądały na starca dwoje czarnych jak węgiel oczu. Spojrzał bystrym choć smutnym i przygaszonym wzrokiem na mężczyznę.

- Może masz racje starcze. Ale ja już nie pamiętam czym jest szczęście. Nie pamiętam nawet czy kiedykolwiek byłem szczęśliwy.

- Jak cię zwą?

Mężczyzna zamyślił się, najwidoczniej próbując przypomnieć sobie swoje imię. – Możesz nazywać mnie Krukiem.

- Posłuchaj mnie Kruku. Wstań i choć ze mną. Poszukamy dla ciebie szczęścia. Niczego nie stracisz idąc ze mną i niczego nie zyskasz siedząc tu.

- Twoja propozycja starcze nie jest zła. Pójdę z tobą. Co jednak jeśli nie znajdę szczęścia albo go nie poznam?

- Dam ci swoje.

- W porządku. Przystaje na twoją propozycję. – wymawiając te słowa wstał. Był bardzo wysoki. Przewyższał starego człowieka o głowę. Podniósł szablę, spojrzał w oczy towarzysza i zaśmiał się lekko, ukazując białe jak śnieg równe zęby.

Starzec zastukał kosturem cztery razy w dębowe drewno mimo, że kołatka przedstawiająca łeb wilka wisiała na drzwiach. Te po chwili otworzyła kobieta. Ubrana w obcisłą czerwoną sukienkę robiła wspaniałe wrażenie. Ciemne blond, zawijające się po bokach, włosy opadały łagodnie na ramiona. Na bardzo ładnej twarzy nie widać było śladu makijażu. Zza kobiety dobiegały dźwięki muzyki i rozmów.

- Słucham pana – powiedziała nie mogąc ukryć zdziwienia, zatrzymała na chwilę wzrok na Kruku.

- Zostałem…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych