Wróć do katalogu

Biały i Czarny część II

Może nie wszystko jest takie jakie nam się wydaje. Może...

hic_est, opublikowano , 18 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Twój przyjaciel każe ci długo na siebie czekać. – powiedział Kruk.

- Racja. Nie jest od jednak moim przyjacielem.

- Widać nie śpieszy mu się do spotkania.

- Tego nie wiem. Mogę się jedynie domyślać. Czuje, że niedługo się spotkamy…

- Tak. Spotkacie się.

Mężczyźni odwrócili głowy w stronę skąd dochodził głos. Należał do dziewczynki, która miała nie więcej niż dziesięć lat. Siedziała na ławce w kwiecistej sukience machając nogami na których miała zielone, długie pod kolana skarpetki. Dwa blond warkocze sterczały po bokach głowy. Dziewczynka podniosła zielone oczy na mężczyzn i z ciekawością się im przyjrzała.

- Z kim się spotkam? – zapytał starzec.

- Z Czarnym. Z kim innym miałbyś się tu niby spotykać?

- Skąd o tym wiesz?

- Po prostu wiem. – odpowiedziała. - Podobnie jak ty wiesz co czują ludzie i podobnie jak ty wiedziałeś, – mówiąc to spojrzała na Kruka – że załatwisz tego faceta.

Mężczyźni spojrzeli na siebie i za chwilę na dziewczynkę.

- Trafne spostrzeżenie. – rzekł stary.

Dziewczyna podniosła ramiona w geście stwierdzającym banalność usłyszanych słów. Stanęła na ławce, położyła dłonie na balustradzie i zaczęła wpatrywać w rozciągający się przed zamkiem widok.

- Wiesz coś jeszcze o moim spotkaniu?

- Pewnie, że wiem.

- Powiesz mi co? Choć nie. Nie mów. Nie chcę wiedzieć.

- Wydaje mi się, że wiem ale jakbym nie wiedziała. Sama już nie wiem. Nieważne. – Machnęła ręką. – Może pogramy? Co wy na to? – spytała świdrując ich wzrokiem.

- Czemu nie? – zaśmiał się Kruk. – Co proponujesz? No i powiedz nam jak ci na imię. Ja jestem Kruk a on…

- Mów do mnie dziadku.

- Świetnie. – radośnie krzyknęła – Mam na imię Kira. Co jakiś czas przed balkonem przelatują jaskółki. Skręcają za skrzydłem po tej stronie – mówiąc to wskazała na prawe skrzydło zamku. – i pojawiają się znowu. Potem lecą na lewo i znów wracają. Ten kto zgadnie kiedy przelecą jaskółki, wygrywa. Możemy tak grać wiele razy. Trzeba się patrzeć w rzekę. Nigdzie dalej. Nie wolno po bokach, nie można oszukiwać. Żeby zaliczyć punkt, trzeba powiedzieć, że przylecą na trzy głośne równe odliczenia przed i trafić. Jasne? – badawczo wpatrywała się swoimi zielonymi oczami to starca to w Kruka.

- Jasne – unisono przytaknęli mężczyźni.

- No to gramy.

Wszyscy troje stanęli przy balustradzie zapatrzeni w zakręcającą rzekę. Zaczęli liczyć. Pierwszy Kruk, reszta czekała. Kruk skończył liczyć i zaśmiał się, zaczął starzec, zaraz po nim dziewczynka. Dokładnie kiedy dziewczynka doliczyła do trzech przed tarasem pojawiły się jaskółki. Cicho ich minęły, przeleciały dalej i zniknęły za prawym skrzydłem.

- Wygrałam – radośnie zapiszczała.

Jaskółki przelatywały wielokrotnie i żadnemu z mężczyzn nie udało się wygrać z dziewczynką. A ona śmiała się szczerze i piskliwie przy każdej wygranej a trafiała za każdym razem. Bawili się przy tym świetnie. Słońce już prawie zniknęło za widnokręgiem, kiedy do trójki podeszła kobieta w czerwonej sukience, ta sama, która otwierała drzwi staremu i Krukowi.

- Proszę iść za mną. Gospodarz pana przyjmie. – powiedziała do starca.

- Powodzenia dziadku. – rzekła dziewczynka.

- Powodzenia. – powtórzył Kruk.

Stary kiwnął głową i oddalił się stukając kosturem. Kruk spojrzał na małą a ona jakby czytając obawę z jego oczu, odpowiedziała:

- On wróci.

- Wróci. I ja tak myślę.

- Jest w nim coś czego nie mogę rozgryźć.

- Gdzie są twoi rodzice?

- Nie wiem. Nie widziałam ich od dawna. A twoi?

- Nie pamiętam rodziców. Nie pamiętam nawet...niewiele pamiętam.

- Po co ci szabla?

- Tego też nie pamiętam. Jest we mnie pustka Kiro. Pustka, która nie wiem skąd się wzięła i nie wiem czym ją zapełnić.

Dziewczynka spojrzała głębiej w oczy Kruka.

- Może ci pomogę.

- Nie wiem czy ktoś może mi pomóc.

- Ja wiem. – powiedziała dźwięcznym głosem. – Ja mogę ci pomóc.

- Byłbym ci wdzięczny, ale jakbym ci się zrewanżował? Tego nie wiem.

- Nie musisz się martwić o tyle spraw na raz.

- Gramy dalej?

- Nie teraz.

Muzyka zamilkła. Kwartet smyczkowy przestał grać. Obok pianina stanęła kobieta ubrana w kwieciste czerwone kimono. Włosy miała upięte w kok. Mężczyzna zaczął grać wolną melodię delikatnie muskając klawiszy instrumentu. Kobieta zaczęła śpiewać wolną pieśń melodyjnym głosem. Większość słuchaczy nie rozumiała słów. To jednak nie było ważne. Była to piękna pieśń, trochę smutna ale i pełna nadziei. Radosna i dobra. Umilkły rozmowy, czyste dźwięki pieśni rozlały się po pomieszczeniu i napełniły serca słuchaczy jakąś otuchą. Świec pełganie padało na ich twarze pełne skupienia. A pieśń płynęła, płynęła ku zachodzącemu Słońcu i mijającym taras jaskółkom. Kruk i Kira wpatrywali się w promienie zabarwiające chmury na czerwono pomarańczowe kolory.

Tymczasem starzec opuścił salę i szedł długim hallem. Po jego bokach w półokrągłych zagłębieniach stały zbroje rycerzy, każdy z nich trzymał półtorametrowy obusieczny miecz oparty klingą o podłogę. Same zbroje miały rozmiary ogromne i ciężko było wyobrazić sobie męża, który by je na sobie nosił i udźwignął. Kobieta prowadziła starca dalej i dalej w głąb. Zatrzymali się w końcu przed dużymi, okutymi w żelazo drzwiami. Te jak na komendę otworzyły się cicho trzeszcząc. Ich oczom ukazała się olbrzymia biblioteka. Na ścianach poustawiane na dębowych półkach stały dziesiątki tysięcy ksiąg. Na środku pokoju zawieszony w powietrzu znajdował się Układ Słoneczny. Nie dało się zauważyć wstrzymujących ich linek. Co ciekawe układ nie był statyczny. Planety poruszały się. Kręciły wokół własnej osi i wokół Słońca. To ono dawało światło, które było bardzo mocne i ciężko było patrzeć na nie bez osłonięcia oczu. Sam układ był wykonany po mistrzowsku. Na Księżycu dało się zauważyć, uważane kiedyś za dzieła cywilizacji, rozchodzące się centrycznie pręgi. Wokół Jowisza od pasa asteroid odbijało się światło. Ziemia wyglądała wspaniale. Błękitne oceany, zarysy kontynentów, zawirowania chmur. Promienie słoneczne tak padały na planety, że odzwierciedlały autentyczne pory roku. W tle Układu Słonecznego dało się zauważyć błyszczące światło gwiazd. Wyglądało to tak jakby ktoś przesyłał obraz spoza układu do tego pomieszczenia. Widok był trójwymiarowy i wyglądał niezwykle autentycznie z każdej strony.

Było zimno. Kobieta wyszła i drzwi zamknęły się za nią z trzaskiem. Starzec rozejrzał się po pomieszczeniu. Przekręcił się na pięcie dookoła własnej osi. Po bokach na licznych stołach stały najróżniejsze przyrządy. Stosy książek, narzędzia laboratoryjne, słoje pełne kolorowych płynów. Nagle poczuł za sobą czyjąś obecność, ktoś położył dłoń na jego ramieniu. Odwrócił się szybko i zobaczył mężczyznę.

- Czarny.

- Od dawna mnie tak nie nazywano. – rzekł mężczyzna.

Imię Czarny nie pasowało do tego człowieka, przynajmniej nie do jego wyglądu. Ubrany był w bladoniebieską togę. Włosy miał krótkie i siwe. Długie wąsy sięgały do brody. Ciemne, głęboko osadzone oczy świeciły wielką inteligencją.

- Witaj Biały. Od dawna się nie widzieliśmy.

- Tak, od bardzo dawna.

Mierzyli się przez chwilę wzrokiem. Czarny pierwszy odwrócił głowę. W dłoni trzymał grubą księgę.

- Czytam właśnie historię świata. Bardzo ciekawa. Wiesz jakie jest zakończenie?

- Nie ma jeszcze zakończenia.

- Ależ ma. – Zaśmiał się czarny. – Ma. Nadal jak widać jesteś idealistą. Widzisz, świat mimo swej złożoności nie jest nie do ogarnięcia. Był to cel moich studiów. Poznać i zrozumieć świat. Niedawno skończyłem dzieło. To właśnie dlatego wydałem przyjęcie. Byłbyś zaskoczony moimi wnioskami. Jestem o tym przekonany.

- Więc po to mnie zaprosiłeś.

- Tak przyjacielu. Właśnie po to. Szykuje wielkie zakończenie przyjęcia. Nie mogło cię zabraknąć. Chce przedstawić wynik moich studiów. – uśmiechnął się przy tym jak ktoś pewny swojej wiedzy i tego, że niedługo zrealizuje się jego długo planowane marzenie.

- Odkryłeś sens świata i zrozumiałeś go. Jaki jest więc Jego sens?

- Nie powiem Ci tego teraz. Dowiesz się razem z innymi.

- Mam nadzieję, że nie doszedłeś do wniosku, że świat dąży do zagłady, jest bez większego sensu i nie zasługuje na szansę unicestwienia samego siebie. – powiedział od niechcenia. – Nie zebrałeś wszystkich tych ludzi, którzy coś znaczą, by pokazać im ile warty jest ich rzeczywistość, cywilizacja i wszystkie filozofie. Nie chcesz się przed nimi pokazać jako kreator i niszczyciel ukazujący im ich prawdziwą twarz. Nie chcesz, bo swą przenikliwością widzisz potencjał, którzy drzemie w ludziach i zapewne wolisz go odkrywać niż niszczyć…

- Dość! – przyciszonym głosem powiedział Czarny. Zmarszczył brwi słuchając słów Białego i jak wcześniej jego oczy błyszczały inteligencją tak teraz błyszczały gniewem.

- Dość…

Przebrzmiała pieśń. Zaświecono światła na olbrzymim żyrandolu wiszący pośrodku pomieszczenia. Ludzie powrócili do swych rozmów oczarowani jeszcze zasłyszanymi dźwiękami. Ściemniało zupełnie. Na niebie zaczęły pokazywać się gwiazdy układające się w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych