Wróć do katalogu

Blizna

Gdy patrzę w jej oczy mam wrażenie, że ptaki milkną.

jolsokolowska079sokopublikowano 11 czerwca 20169 min czytania 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nasz dzień zaczął się wcześnie, ustawiłam budzik na siódmą. O tej porze śpiewały już wszystkie ptaki, za oknem gdzieś niedaleko szumiało morze. Piękno krótkich wakacji było przed nami. Wstałam senna i jeszcze zmęczona, kręciło mi się w głowie, miałam ochotę zaszyć się w zacisznym, cienistym miejscu. Idąc powoli krętą ścieżką, prowadzącą nad morze mrużyłam oczy z bezsenności i silnego słońca. Miałam wrażenie, że cały poranek piłam whisky, a nie kawę, bo wszystko, co widziałam i czułam było jakieś rozedrgane i intensywniejsze. Od białej plaży dzielił nas szeroki pas wydm porośniętych wysoką, ostrą trawą. – Przejdzie. Wszystko przechodzi. Jakoś pokonasz te wydmy - tłumaczyłam sobie, jak dziecku.

Maksymalnie skupiona, robiłam wszystko by Zosia nic nie zauważyła, nie chciałam jej martwić. Za wszelką cenę pragnęłam dotrzymać danej jej obietnicy, sprawić jej przyjemność, nie chciałam nic popsuć. Tak bardzo zależało jej by tu przyjechać, pobyć tylko z mamą, nad wymarzonym morzem. Morze zawsze ją fascynowało. Myśl, żeby ją zabrać ze sobą wydała mi się kusząca. Zosia skakała z radości.

– Chyba postradałaś zmysły – powiedział Paweł, spoglądając na mnie uważnie przez niedomkniętą szybę samochodu. – Powinnaś pobyć trochę sama, odpocząć od pracy i od nas. Jedziesz na własne ryzyko.

- Miłego dnia. Pa! To tylko kilka godzin i będziemy na miejscu. – odparłam bezgłośnie i ruszyłam nie oglądając się za siebie.

Jadąc długo czułam na plecach jego zatroskany wzrok, wiedziałam jak bardzo się niepokoi. Chyba miał rację.

– Mamusiu, mogę ci w czymś pomóc? – Głos Zosi wyrwał mnie z zadumy. Rześkie, nadmorskie powietrze robiło swoje, wracałam do żywych. Od dziecka uwielbiałam ten słonawy zapach i ten charakterystyczny, upojny szum w uszach.

– Wszystko w porządku, kochanie – wymamrotałam, ale Zosia na mnie już nie patrzyła. Opędzała się od ważek, które latały wokół jej głowy jak formacja miniaturowych, błyszczących w słońcu helikopterów.

Między moimi stopami śmigały legiony czarnych mrówek. Pojawiały się i znikały wśród efektownych skupisk trawy i drobnych pachnących kwiatów, które wyrastały prawie na każdym skrawku ziemi. - Może ten nasz wyjazd to nie był taki zły pomysł? Przemknęło mi przez głowę. Obłoki leniwie snuły się po niebie niczym kłęby różowej, słodkiej waty cukrowej, były jak krzepiąca obietnica dobrego dnia. Balon spuszczony nieopacznie przez Zosię z cienkiego sznurka pospiesznie wspinał się do góry jakby po podniebnej drabinie. Nie trwało to długo. Uniesiony nagłym podmuchem wiatru zakreślił jedno, niezdarne kółko i szybko zniknął w otchłani błękitnego nieba.

- Czy mój balonik do mnie wróci? Słowa Zosi brzmiały jak wyrzut.

Moja mała, cudowna mądrala w szeleszczącej na ciepłym wietrze, przydługiej sukience w muchomorki była wyraźnie niepocieszona. W moich oczach gwałtownie szukała odpowiedzi na dręczące ją pytanie, a ja milczałam wpatrując się w nią jak w lustro.

- Córeczko, jesteś młodszą wersją mnie. Urosłaś szybciej, niż mi się wydawało na porodówce. Nie zauważyłam, kiedy wydoroślałaś. W listopadzie skończysz pięć lat. Kiedy to minęło? Ilu jeszcze języków musisz się nauczyć by zrozumieć rytm przypływów i odpływów, by odróżnić początek od końca. Jeszcze długo będzie błądzić w labiryncie dziecięcych rozważań pomiędzy rzeczą, ideą, słowem, fenomenem i negacją. Czy mogłabym wędrować bez ciebie po niebie uwolnionym od ludzi, od ich pośpiechu, od zwykłego zgiełku?

Zosia trochę nadąsana krótką chwilę gryzmoliła coś kijkiem na piasku, po czym z ochotą puściła się przed siebie zadzierając główkę ku niebu, w obłędnym zachwycie. W kącikach jej maleńkich, ułożonych w różowe serduszko ust znowu pojawił się promienny uśmiech. Obwieszczała światu swoje bezgraniczne szczęście. „Warto patrzeć w niebo, bo jest szansa, że zostanie nam w oczach trochę błękitu” przypomniałam sobie słowa ulubionego poety i rozmarzyłam się. - Zosiu, w twoich niebieskich oczach na pewno jest jego nadmiar. Tkwimy tu obie, szczęśliwe na brzegu szmaragdowego morza. Możemy bez końca wpatrywać się w pędzone wiatrem chmury. Dzika plaża kładzie się u naszych stóp miękkim dywanem z drobnych kamyków, porozrzucanych jak biżuteria w rozkosznie ciepłym, bialutkim piasku. Sprawdzamy stopami rzeczywistość. Żartujemy, nic nie musimy kontrolować. Przeskakiwanie na jednej nodze przez nastroszone kupki żwiru okazało się nie lada frajdą. Daleko za nami został zamglony kontur miasta. Ono zapewne już nie śpi, jak zwykle tętni codziennością, a ja

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych