Blokowiska
jeśli przytłacza cię rutyna dnia codziennego, to tu jest szansa, że przeczytasz o swoich uczuciach przelanych na papier. Powodzenia ;]
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jechała nagrzanym od słońca autobusem, myśląc o tym co będzie robić, kiedy wróci do domu. Ale tak naprawdę, wcale nie chciało jej się wracać. W głowie miała pełno pięknych ulotnych planów na przyszłość, planów do ucieczki do lepszego świata. Ten świat składał się z wysłaną białym piaskiem plażą, lazurowym ciepłym morzem, rozgwieżdżonym do białości niebem oraz egzotycznymi, kolorowymi rybkami, bawiącymi się po taflą wody. Niestety jej wyimaginowany świat był zbyt daleko. Autobus spał na światłach; spojrzała przez szybę i zobaczyła, białego staruszka w zielonym Oplu, a na siedzeniu pasażera, kundla, równie białego jak jego właściciel. Uśmiechnęła się do niego przyjacielsko, jednak ten odwrócił głowę i zaczął mówić coś do psa. Słońce niewyobrażalnie grzało ją w lewe ramię i nie myślała o niczym innym jak wydostaniu się z metalowej puszki. Nie mogła patrzeć na te wszystkie, wrogie spojrzenia, rzucane przez pasażerów; chociaż ona sama też nie tryskała optymizmem. Wydawało jej się, że ten dzień będzie wyjątkowy, niestety większe prawdopodobieństwo, było takie, że ten dzień będzie dokładnie taki sam jak każdy. A może jeszcze gorszy. Nie miała chęci wracać do domu, ale dobrze wiedziała, że jak tylko zobaczy swój przystanek wysiądzie aby jak najszybciej dostać się na jedenaste piętro. Rzuciła wzrokiem przez okno i zobaczyła znane jej od dwunastu lat, budynki. Pierwszy przystanek. Drugi. Wysiadka. Podniosła się z nagrzanego miejsca i zeskoczyła na betonowy chodnik. Grupka ludzi, wpychała się w ostatnie wejście, zapominając o tym aby kogokolwiek przepuścić. Skręciła w boczną uliczkę, szła powolnym krokiem ze wzrokiem wbitym w zielony trawnik, aby nie patrzeć na budynki mieszkalne. Plecak niemiłosiernie, obciążał jej plecy – a winne były temu podręczniki szkolne, które nauczyciele, kazali jej nosić. Spojrzała na zeżarte do rdzy huśtawki, na których bawiło się dwóch gówniarzy, w brudnych spodniach i wytartych koszulkach. Krzyczały niewyobrażalnie, więc założyła kaptur, który i tak nie uchronił jej od piskliwych wrzasków tylko sprawił, że było jej jeszcze bardziej gorąco. Weszła na klatkę, po której roznosił się zapach smażonej ryby na grubym oleju. Wpełzła z niechęcią do pomazanej markerami windy zakochanych i wcisnęła wytarty guzik. Drzwi się otworzyły; podeszła do ciemnych drzwi na, których odznaczał się plastikowy numer 264. Nacisnęła klamkę – zamknięte. Już sięgnęła do tylnej kieszeni plecaka, kiedy usłyszała dźwięk przekręcanych kluczy. Otworzył jej, zaspany ojciec, który najwyraźniej wrócił z nocnej zmiany. Spojrzał na nią niebieskimi oczami i poszedł do kuchni. Zdjęła buty, ruszyła do swojego pokoju, zdejmując w tym czasie kaptur. Odłożyła plecak, pod biurko, zaraz potem, poczuła małe łapki, które objęły jej całe nogi. - Patrycja! – powiedział – Gdzie ty byłaś tak długo? Nie miałem z kim rysować przez całe popołudnie, i w dodatku.. - Fabrycy, Fabrycy – powtórzyła - Proszę daj mi trochę spokoju, przed chwilą wróciłam, potem porysujemy, a nawet pójdziemy na spacer. Tylko na razie, proszę wyjdź – powiedziała, wypychając delikatnie młodszego brata za drzwi. Malec z rozczarowaniem stał jeszcze trochę pod drzwiami, ale chwilę później, poszedł na balkon oglądać swoje koniki polne. Fabrycy miał dziewięć lat, był chłopcem, który posiadał zbyt dużą wyobraźnię jak na dziecko wychowywane w szarych blokach nie dających, żadnych perspektyw na obiecującą przyszłość. Patrycja w jego wieku była dokładnie taka sama, marzycielka z głową zatopioną w biało różowych obłokach, ale kiedy tylko poszła do gimnazjum, zrozumiała, że nawet najbardziej wybujała wyobraźnia nie ukryje niewesołej rzeczywistości. Miała jednak nadzieje, że Fabrycy trochę dłużej potrwa w tym stanie nieświadomości. Chłopiec miał szczupła sylwetkę, ale za to miał bardzo krótkie i trochę za pulchne rączki jak na jego wątłą postawę, jednak ojciec twierdził, że jak był w jego wieku był dokładnie taki sam i z tego wyrośnie. Z jego twarzy najbardziej rzucały się puszyste policzki, które często nawet od niewielkiego wysiłku robiły się czerwone. O dziwo jego włosy były czarne jak krecie futerko, opadały na jego blade czoło zakrywając ciemne brwi, pomimo, że zarówno siostra jak i ojciec mieli włosy koloru zboża. Gdy Fabrycy pytał siostry dlaczego tak jest, mówiła mu, że to przez mamę gdyż ona miała kruczoczarne włosy, chociaż tak naprawdę wcale jej nie pamiętała. A wszystkie zdjęcia jakie się zachowały były czarno białe a z nich niełatwo było odczytać cokolwiek. Jego oczy były szare i błyszczące jak niebo po deszczu, Patrycja miała identyczne, dlatego wystarczyło spojrzeć im w oczy i od razu można było się zorientować, iż są rodzeństwem. Te oczy dwa razy wypatrzyły pożar na pobliskich polanach. Uwielbiał śpiewać na głos w każdym miejscu, w autobusie, w szkole, jak z niej wracał, ludzie patrzyli na niego ze współczuciem twierdząc, że chłopiec zapewne jest chory - reakcja ludzi zawsze bardzo go bawiła. Kiedy Fabrycy nie śpiewał, zajmował się swoją kolekcją koników polnych, które ustawiał na parapecie, zawsze z niesamowitą pasją opowiadał Żabie gdy przychodził do nich w odwiedziny o każdym z nich. Fabrycy był naprawdę bystrym chłopcem. Patrycja wspięła się na swoje piętrowe IKEI-owskie łóżko i zatopiła wzrok w blady sufit. Chciałabym się znaleźć gdzie indziej, po prostu rzucić tą całą szkołę, którą nazywają placówką dobroci. Zmienić wszystko czyli samą siebie. Znaleźć wreszcie miejsce w którym będę zawsze szczęśliwa. Mam dość tej całej rutyny – rutyny dnia codziennego. Tylko to już nigdy się nie zmieni, zawsze będzie tak jak jest. W mordę. Przecież swojego życia nie można zmienić tak jednego dnia. Do tego potrzebna jest jeszcze druga osoba. Inaczej nic z tego. Wyciągnęła blok rysunkowy, zza poduszki, włożyła kaptur, naciągnęła słuchawki na uszy. Zaczęła przeglądać swoje szkice, na tanim szarym papierze. Ołówek dominował na każdym krajobrazie: morza, gór, czy też polany z drzewkami o cienkich pniach. Nagle natknęła się, na kolorowe malunki, które totalnie nie zgadzały się, z harmonią arcydzieła. - Fabrycy! – wrzasnęła, zeskakując z łóżka.
Siedziała na pomazanym murze, swobodnie machając nogami, które uwięzione były w przetartych zielonych trampkach. Widok rozciągał się na szare bloki, na tle niebieskiego nieba, a na przeciwko na zardzewiałych drabinkach bawił się Fabrycy, zwieszając się co jakiś czas jak małpka, śpiewając przy tym wesołe piosenki z podstawówki. Wsłuchiwała się w piszczący głos brata, klaszcząc do rytmu na swoich kolanach. - Patrycja! – wołał, delikatny głos zza muru. - Co?! – odkrzyknęła. - Jesteś? – spytał nieco ciszej. - No jestem! – odpowiedziała – Siedzę na murze, jak najbardziej od prawej strony budynków. Nie czekała długo. W pewnym momencie, zwinnym skokiem usiadł obok niej chłopak z jasną blond czupryną, kocimi zielonymi oczami, spiczastym jak chochlik drobnym nosem i z nieco dziecinną urodą. Przewiesił nogi przez murek, machając identycznymi trampkami jakie miała Patrycja. Żaba, był jej przyjacielem od trzeciej klasy podstawówki. Poznali się na boisku szkolnym, to była przerwa obiadowa, wszystkie dzieciaki biegały po placu, wrzeszcząc i piszcząc, zabierając sobie nawzajem kasztany, które znajdowały pod drzewami. Patrycja siedziała w swoich zielonych spodniach, z dłońmi upapranymi kolorową kredą, malując na betonie drzewa, oraz sylwetki dzieci. Żaba kręcił się pod drzewami, nie miał ochoty akurat dziś ganiać się po podwórku. Zwrócił uwagę na dziewczynkę, która siedziała na betonie i malowała. Jego zielone oczy natychmiast zatopiły się w tym dziecinnym krajobrazie. - Jak ty ładnie malujesz Żabo - zwrócił się do niej, po czym usiadł niedaleko. - Dlaczego, Żabo? Ty masz zielone spodnie, więc ty będziesz Żaba! - odfuknęła. - A ty może nie? Jestem Julek, miło mi - powiedział wyciągając rękę. - Ja jestem Patrycja. Julek? Brzydko, a nie mogę na ciebie wołać Żaba? - Za to Patrycja brzmi jak jakiś patyk! Hahaah - zaśmiał się chochlikowato. - Sam jesteś patyk! - A właśnie, że nie! Ja jestem Żaba - powiedział wesoło i zaczął skakać jak zielony płaz radośnie kumkając. To bardzo ją rozbawiło. - Hahahah, dobra to ty będziesz Żaba a ja Patyk, pasuje? - Nie wcale nie. Ty będziesz Patrycja to ładne imię, a ja Żaba. - usiadł obok niej. - Żartujesz? Jeszcze przed chwilą mówiłeś, że.. - nie zdążyła dopowiedzieć, bo położył jej dłoń na ustach. - Często zmieniam zdanie, przyzwyczaisz się - odparł i uśmiechnął się a jego spiczasty nos lekko poruszył się w górę. - Lubisz rysować? - spytała i wręczyła mu kredę. - Uwielbiam - To się dogadamy - odpowiedziała i uśmiechnęła się pierwszy raz tego poranka. Tak właśnie się poznali, potem przez resztę dni, miesięcy, zakładali do szkoły zielone spodnie, a gdy rodzice kazali im ubrać coś innego to chowali je do plecaka i przebierali się w szkolnych toaletach. Przyjaźń rosła, i rośnie wciąż każdego dnia kiedy się widzą.
- Hej Fabrycy! Chodź, mam coś dla ciebie! – zawołał, po czym wyjął z tylniej kieszeni mały słoik, z dziurawą przykrywką. - Cześć Żaba! – wołał Fabrycy, kiedy biegł w ich stronę – Co masz? Co masz? – niecierpliwił się malec – No pokaż – mówił szarpiąc go za spodnie. - Masz – rzekł, wręczając mu szklany domek. - Łał! Przecież to jest ten okaz z ogrodu Makowskich – mówił zachwycony, obracając zwierzątko – Nie mów, że tam byłeś! To jest aż 4 osiedla dalej, w dodatku Pan Makowski i jego pupile nie należą do najsympatyczniejszych. - Oj daj spokój, psiaki lubią mnie bardziej niż swojego właściciela, a z dojazdem też nie miałem problemu, akurat Marcel pożyczył mi rower. - To kiedy odwiedzimy Złote Pola, wiesz ile tam jest unikatowych okazów? - Nic z tego Fabrycy, tam na pewno nie pójdziesz – wtrąciła się Patrycja. - Skoro Żaba może chodzić… to dlaczego ja nie. - Ale Żaba to Żaba – odpowiedziała. - Jasne, dzięki – odfuknął Fabrycy. - Co dziś robimy? – spytała, trącając trampek Żaby. - A bo ja wiem, spójrz na te chmury, zapowiada się, że będzie padać a właściwie lać -rzekł. - I co? Tym lepiej dla nas, w końcu Fabrycy umyje się. - Co umyje?! Co Fabrycy? Jasne Patka bo z Ciebie to akurat taaaaaki czyścioch jest! – mówił, gestykulując. - A żebyś wiedział, poza tym ja nie potrzebuje kąpieli tak pilnie jak ty. To od ciebie ciągnie się zapach porzuconego szczeniaka. Szare chmury, zaczęły coraz szybciej zlewać się z blokami, i niewyraźnymi napisami na murze. Wiatr przestał wiać, liście nie szeleściły; wszystko wyglądało jakby zatrzymał się czas. - Masz kredę? – spytała Patrycja. - Tak zabrałem Weronice, znowu się złościła, że niedługo nic jej nie zostanie przez te nasze prace, i nie będzie miała czym rysować na swoich wykładach – odparł Żaba. - Chodźmy już, no bo zaraz będzie padać a wtedy to lipa z naszego malowania – powiedział Fabrycy. Wspięli się na dach starego, ciężkiego budynku; poczuli smak ciemnych chmur, które wznosiły się tuż nad osiedlem. Jak wyglądał ten dach? Nic specjalnego: wylany betonem starej daty, powierzchnia z odciskami stópek nadmorskich ptaków i publicznych gołębi. Z tej perspektywy było widać doskonale całą dzielnicę; naprzeciwko rozciągał się stary mur z kolorowymi napisami, zardzewiały placyk na którym bawiły się dzieciaki, a starzy ludzie siedzieli na ławeczkach, na prawo wysokie budynki w których mieszkała Patrycja z Fabrycym. Z lewej strony były takie same szare bloki w których natomiast mieszkał Żaba. Cała dzielnica była tak naprawdę jednym wielkim blokiem. Żaba wyjął z kieszeni kolorowe kredy i położył je na stosiku odłamków z ostatniego malowania. Patrycja chwyciła jasnozieloną, po czym zaczęła dopracowywać liście drzewa jakie namalowali na ścianie. Żaba z Fabrycym malowali dół ich arcydzieła, przyozdabiając kolorowe napisy i karykatury. Tak właśnie spędzali czas, dzień w dzień, godzina w godzinę, malując na pesymistycznym murze barwne marzenia. Patrycja miała niesamowity talent plastyczny, zapewne po ojcu, który zanim został kontrolerem na stacji benzynowej, tworzył jedne z najpiękniejszych obrazów. Kiedy Patrycja była jeszcze mała, ojciec zamykał się w swojej pracowni tak, żeby nikt mu nie przeszkadzał w rozmowie ze sztuką. Dziewczynka siadała pod drzwiami i wsłuchiwała się w dźwięk pędzli, kredek oraz innych artystycznych przyjaciół, jak ocierały się o białe płótno. A gdy robił przerwę aby zaparzyć sobie kawy, wślizgiwała się do pracowni, kradła gumkę chlebową z której lepiła małe zwierzątka, układając je na parapecie okrągłego Okna w pracowni. Okno było ulubionym elementem w całym ich domu, kiedy padał deszcz, Patrycja wdrapywała się na okrągły parapet ze szkicownikiem i próbowała uchwycić każdą kroplę, która spadała na okno lub tańczyła w ogrodzie. Robiła to zawsze, rysując to nową kroplę, gdyż dla niej każda z nich miała inny charakter, kształt, połysk. Ojciec zawsze się śmiał, mówiąc, że jeśli chce uchwycić cały deszcz to nie skończy tego do końca życia, ale ona uparcie siedziała i zamykała się w swoim szkicowniku z miękkim ołówkiem. Jak ojciec kończył swoje dzieło, brał małą Partycję na ręce i pokazywał jej każde machnięcie pędzla, każdą farbę, której użył do stworzenia kolejnego arcydzieła, a ona patrzyła swoimi inteligentnymi oczami i wyłapywała najmniejsze szczegóły. Teraz kiedy malowała tanią białą kredą na murze czuła pewien smutek, że ojciec już nigdy nie wróci do malowania, a ona sama niczego nie osiągnie. Wkurzyła ją ta wizja, rzuciła kredę na ziemię po czym usiadła na brzegu dachu i przeplatywała długie jasne włosy przez szczupłe palce. Żaba zauważył wzburzenie Patki więc usiadł obok niej. - Co jest Patka? – spytał patrząc jej w oczy, jednak ona nie spojrzała na niego wlepiając wzrok w pejzaż na dole. - A co ma być, jak zawsze to samo – odpowiedziała – Żaba czy ty nie czujesz tego, że codziennie jesteś zmuszony do robienia pewnych rzeczy, które musisz wykonać, bo inaczej dzień stałby się zupełnie inny, a tak być nie może bo ludzie by tego nie wytrzymali; że nie poszli zrobić zakupów, nie zapłacili rachunków ostatniego dnia miesiąca albo nie położyli się spać o ustalonej porze. Ich cały harmonogram dnia codziennego by się zawalił a oni nie poradziliby sobie z tym innym czasem. A ja bym właśnie chciała żyć w tym innym czasie, bez czasu. Rozumiesz? – rzekła, patrząc mu głęboko w oczy. - Tak, tak myślę, wiesz Patka.. no to już jest, że rzeczywistość boli, niektórych trochę mniej, niektórych bardziej, a jeszcze innych wcale. Nie powiem nic w stylu, że życie jest piękne i powinniśmy je doceniać, bo my dzieci tych szarych budynków trudno jest nam w ten sposób na to spojrzeć. Pochodzimy z tego miejsca gdzie za wcześnie traci się młodość. - Czyli to już się nie zmieni? - powiedziała prawie przez łzy. - Nie, no wiesz. Hmm zmieni, tylko jeszcze nie teraz, zobaczysz pójdziemy razem na studia, to będzie eee..to jest na handel zagraniczny! I…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil charlie
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…