Błysk ciemności (Prolog 1/2)
Znany na cały świat tropiciel pomaga swojemu przyjacielowi w poszukiwaniach jego zaginionej córki. Jednakże na drodze spotka wiele przeciwności, z którymi będzie musiał sobie poradzić.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}Prolog{/b}
Korony drzew łapczywie wchłaniały poświatę srebrnego księżyca, czyniąc leśną ścieżkę całkowicie nieoświetloną. Chłodne, nocne powietrze orzeźwiało umysł, a groźny szept wiatru sprawiał, że korony wysokich iglaków zaczynały leniwie tańczyć. Zewsząd dobiegało ostrzegawcze pohukiwanie sów i szelest liści poruszonych przez przepłoszone zwierzęta. Frederic Gradaux jedną ręką prowadził konia za uzdę, a drugą trzymał żarzącą pochodnię. Uważnie wypatrywał przeszkód na nierównej ścieżce, starając się nie rozglądać na boki. Ogromny las, zasłonięty czarną płachtą nocy pobudzał wyobraźnie, która naświetlała w umyśle przeraźliwe sceny, wprawiające jego ciało w drgawki. Wziął w płuca solidny haust powietrza, bardziej niż za dnia doceniając zapach lasu. Pokierował wierzchowca tak, by nie wdepnął w głęboką na metr szczelinę, po czym maszerował dalej uważnie nasłuchując dźwięków, które w większości tworzyły się jedynie w jego głowie. Z każdym krokiem drzewa zdawały się coraz rzadziej porastać teren. Światło księżyca zaczynało przedostawać się do gruntu, tworząc coś w rodzaju stalagnatów, wyrastających ze sklepienia nieba i łączących się z ziemią na wilgotnym mchu. Powoli do oczu wędrowca zaczął docierać kontur budowli, z której okiennic pozowały złociste ogniki, podkreślając jej majestat. Dwór na wzniesieniu tętnił życiem mimo późnej pory, co można było dostrzec nawet ze znacznej odległości. Frederic minął ostatnią linię drzew i przeszedł kawałek polaną, zgarniając z wysokiej trawy wielkie krople rosy. Szedł w stronę willi szybkim i pewnym krokiem. Uradował się na duchu, że znalazł cel swojej wędrówki. Przez dłuższy czas idąc po lesie obawiał się, że będzie musiał nocować pośród drzew. Doczłapał do żelaznych drzwi wejściowych i zastukał kołatką. Te otworzyły się natychmiast, ukazując stojącego za nimi służącego. -Niech pan wejdzie – rzekł lokaj – Ja zaprowadzę pańskiego konia do stajni – dodał i zniknął w gęstwinie nocy wraz z wierzchowcem. Słysząc te słowa wędrowiec przeszedł przez próg domu. Okazałe wnętrze biło po oczach setkami znanych i drogich obrazów, doskonale oświetlonymi przez rozstawione wszędzie świeczniki. Podłogi rozściełane były pięknie haftowanymi dywanami, a drewniane schody same w sobie były dziełem sztuki. -Frederic, mój przyjacielu – rzekł Desgard Taeron pojawiając się znikąd, po czym objął go z entuzjazmem – wybacz, że nalegałem byś dobył tu o tak późnej porze, ale sytuacja nie ścierpi zwłoki. Desgard był niskim, niedźwiedziowatym mężczyzną o pulchnej, czerwonej twarzy. Włosy na jego głowie zmieniły barwę z czarnej na siwą odkąd widzieli się po raz ostatni. Ubrany był w czerwone, jedwabne szaty, a złoty wisior, zawieszony na szyi podkreślał status społeczny i majątkowy. Po wymienieniu uścisków i pozdrowień, sprowadził Frederica po stromych schodach do małego pomieszczenia. Przy długim dębowym stole siedziały w milczeniu trzy osoby. -Wybacz, ale oczekuję jeszcze trzech gości. Muszę iść na górę i zatroszczyć się o kilka rzeczy. Zajmij
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MichaelTurner
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…