Boży Plan vol. 2
To drugi i jak na razie ostatni fragment mojego opowiadania. Nie wykluczam jednak powrotu do pomysłu, jeśli kogokolwiek zainteresuje to co kiedyś tam rozpocząłem...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ulica była cicha i spokojna. Jakoś nie dziwiło to Dorriana. Dawniej - za czasów jego młodości - ulice tego typu tętniły życiem. Pełno było ludzi, którzy - nie zawsze z uczciwymi zamiarami - zaprzątnięci swoimi sprawami krzątali się wciąż wokół. Nie miało znaczenia w dzień czy w nocy. Może zabrzmi to banalnie, ale wciąż się coś działo.
Porządni ludzie omijali takie miejsca z daleka. Mówili, ze tu niebezpiecznie, że życie można stracić. A tak naprawdę, to właśnie to miejsce tętniło prawdziwym życiem. Dorrian posłuchał jednak głosu cywilizacji i za wszelką cenę chciał uciec z takiej ulicy. I, jak na ironię, dzisiaj bardzo żałował, że mu się wtedy udało. Należał do tego miejsca. Powinien umrzeć razem z nim. Tam czuł się bezpiecznie.
A teraz… szedł przerażony bardziej niż kiedykolwiek, gdy jako brzdąc uciekał przed ludźmi chcącymi mu zrobić krzywdę za jakąś głupią psotę, której się dopuścił. Kiedyś choć pełno było tu typków spod ciemniej gwiazdy, to jednak wiedział czego może się spodziewać w takim miejscu. Wiedział gdzie się w razie czego zaszyć, tak aby nie zostać odnalezionym. Teraz cała okolica była mu wroga. Szedł w niewiadome i wiedział, że to czego się boi to nie ludzie, ale sztuczność jaka wkradła się w ich życie.
Nagle rozległ się jakiś dźwięk. – Przewrócona butelka – pomyślał – pewnie kot… ale… nie… przecież to niemożliwe, kotów już dawno nie ma! Wiatr? Jakiś niewyjaśniony ruch płyty tektonicznej??? Nie, to nie może być przypadek. Lepiej być ostrożnym. Podszedł ostrożnie do ściany. Postanowił chwilę odczekać zanim ruszy dalej.
Cholera! Dawniej nawet nie zwróciłbym uwagi na coś takiego. A teraz?... Teraz jak przerażony szczur sterczę pod ścianą bo coś przez przypadek wywróciło butelkę. No tak. Tyle, że dzisiaj nie ma już przypadków. Teraz wszystko z góry jest zaplanowane… Zresztą… nieważne. Jak tylko dadzą mi cień szansy to zniszczę tę przeklętą maszynę i zwrócę światu przypadek… ale póki co… jeśli mam zdążyć to muszę zaryzykować.
Poruszył się. Najpierw ostrożnie, wzdłuż ściany. Potem coraz śmielej, aż szedł w miarę szybkim tempem nie odstępując jednak ściany na więcej jak pół metra. Cholera! Spóźnię się przez to moje maruderstwo. Mam nadzieje, że ta kobieta ma więcej cierpliwości ode mnie. Swoją drogą wciąż nie wiem jak ma na imię i jaki ma tak naprawdę interes w usunięciu Morrisa. Bo na pewno to nie ze szlachetnych pobudek chce abym się z nim rozprawił. Morris może nie był świętoszkiem, a już mi wyjątkowo zalazł za skórę, ale żeby od razu był zagrożeniem dla świata… Coś mi tu śmierdzi. Ale póki co… jest to jedyna szansa na choćby zbliżenie się do tej przeklętej maszyny, więc musze zatańczyć jak mi zagrają… póki co.
Zbliżył się do umówionego miejsca. Magazyn właściwie przypominał stary hangar. Otoczony z trzech stron niskimi budynkami, z czwartej niewielkim wzniesieniem. Przypomniał Dorrianowi te kilka szczęśliwych chwil w czasie praktyk w Boliwii na studiach. Idealne miejsce na pułapkę. Lepiej się najpierw zorientuje w sytuacji… Wciąż stoi w umówionym miejscu… to pewnie się nie obrazi jak jeszcze chwilkę poświęcę na zwiedzanie.
Zbliżył się do najbliższego z budynków. Wyglądał na opuszczony. Wszedł do środka. Po chwili szukania znalazł klatkę schodową prowadzącą na wyższe piętro dokładnie w miejscu gdzie się jej spodziewał
- Pewne rzeczy na szczęście nigdy się nie zmieniają – uśmiechnął się do siebie i ruszył ostrożnie w górę po schodach.
Na piętrze było pusto. Tylko kilka powywalanych starych mebli z rozrzuconą tu i ówdzie zawartością, ledwie już dziś rozpoznawalną. Typowy krajobraz dla nieuczęszczanych części miasta. Rozejrzał się za bezpiecznym punktem widokowym na okolicę. Uznał, że okno ze zwiszającymi resztkami żaluzji idealnie się do tego celu nadaje. Podszedł i wyjrzał. Na dworze panował już półmrok, ale Dorrian miał doskonały wzrok więc w niczym mu to nie przeszkadzało. Nic… absolutnie nic. Zupełnie spokojnie. Wręcz za spokojnie bym powiedział. Skoro to takie niebezpieczne to dlaczego ona stoi tak spokojnie? – zastanawiał się przez chwilę – stąd niczego nie dojrzę, a nie mogę stać tu wiecznie… Ostrożnie odszedł od okna.
Nagle jednak zamarł w bezruchu.- Kurwa wiedziałem, że coś jest nie tak. – stał nieruchomo, nasłuchując – ten dźwięk doleciał gdzieś z drugiej strony ulicy. – podszedł znów do okna i wyjrzał. Kobieta z którą był umówiony, - jeszcze przed chwilą ostoja spokoju - także zaczęła nerwowo się rozglądać.- Co jest? To przecież nieprawdopodobne, żeby to był przypadek. Jeden dziwny dźwięk, nawet dzisiaj da się jakoś logicznie wytłumaczyć. Jednak dwa takie zdarzenia w tej wymarłej dzielnicy to już niemożliwe.
Dorrian przyjrzał się uważniej budynkowi z na przeciwka. Nagle coś mignęło przy jednej z okiennic. – Przysiągłbym, że coś widziałem – Już miał zwrócić baczniejszą uwagę na przeciwległy budynek, kiedy spostrzegł, że kobieta chyba także coś zauważyła, gdyż zaczęła się skradać w kierunku jednego z budynków. Akurat tego w którym znajdował się Dorrian. Spanikował. Nie wiedział czy dalej obserwować przeciwległy budynek, czy spróbować ukryć się przed nią i poczekać na rozwój wypadków.
Ostatecznie postanowił jej zaufać. Obserwował przeciwległy budynek, zerkając tylko czasem w jej kierunku dopóki nie zniknęła w tym samym co on budynku. Po chwili dobiegły go delikatne skrzypnięcia schodów, którymi także i on się tutaj dostał. Odwrócił się w tym kierunku i spodziewając się ujrzeć po chwili i samą kobietę przycisnął palec do ust, jakby chciał dać jej sygnał do uciszenia się. Jednak oczekiwanie na pojawienie kobiety niebezpiecznie się wydłużało. Pomyślał już, że z pewnością wygląda jak idiota dla niechybnie obserwującego go z za winkla napastnika. Kiedy jednak opuścił palec i spojrzał z powrotem przez okno na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Hawkmoon5
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…