Brago- studium tyranii
Opowiadanie przedstawione w realiach fantasy, opisujące losy bohatera, który jest wzorowym rycerzem, lecz ciemność jego duszy nie daje o sobie zapomnieć. Jak się zachowa człowiek nad którym krąży fatum?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
WSTĘP Na początku chciałbym opowiedzieć o otoczeniu tej historii. Wzorowałem się na państwie stworzonym przez autorów gry Gothic. W tło gry wprowadziłem bohatera i jego problemy, przemiana bohatera na skutek złośliwości losu. Realia gry Gothic to jest tylko tło. Rzecz dzieje, się w królestwie Myrtany, rządzonym przez króla Rhobara II, który pokonał wszystkich wrogów z wyjątkiem jednego... orków. Wojna z tymi bestiami kosztowało królestwo bardzo wiele, cenę za to, ponieść miała niewielka grupa skazańców w Górniczej Dolinie na wyspie Khorinis. Była tam wytapiana magiczna ruda. Broń stworzona z tego materiału była twardsza i ostrzejsza niż ta, zrobiona ze zwykłego metalu. Magowie stworzyli barierę nad kolonią karną, aby nikt nie mógł z niej wyjść, ale coś naruszyło delikatną strukturę zaklęcia i magowie sami zostali zamknięci we własnym tworze. Więźniowie wykorzystali chwilę konsternacji i opanowali dolinę. Jest to opowieść fantasy, w której występuje trzech bogów. Innos- bóg ognia, dobra; opiekun ludzi, nieustannie walczy ze swoim bratem Beliarem; wyznawcami są magowie ognia. Adanos- bóg wody, równowagi; dba o zachowanie równowagi pomiędzy dobrem, a chaosem, najpotężniejszy z bogów, wyznawcy to magowie wody. Beliar- bóg ciemności, zła; pragnie chaosu na ziemi, przywołuje do życia różne potwory, bestie, które walczą z ludźmi, pragnie władzy nad ziemią, wyznawcami są nekromanci.
***
-Nie!- z krzykiem zerwał się z łóżka 30- letni mężczyzna. Rozejrzał się po jaskini, w której mieszkał. Był cały spocony, jego ręce całe się trzęsły. „Kiedy skończą się te koszmary” myślał w duszy Brago, przywódca bandytów mieszkających w tej jaskini. -Szefie, coś się stało?- przybiegł z zapytaniem, były mieszkaniec kolonii karnej w górniczej dolinie. -Nic się nie stało. Możesz odejść- odrzekł Brago- Na co czekasz!? Won! -Myślałem... -Lepiej żebyś nie myślał głąbie jeden. Myślenie zostaw mnie- przerwał herszt. -Spadaj!- krzyknął na niezdecydowanego podwładnego. -Nie słyszysz, co szef mówi. Spieprzaj pilnować wejścia do jaskini- przyszedł kolejny bandyta- Co za tupet, nie Brago? -Ciebie też nie wołałem- odrzekł już spokojniej mężczyzna- Możesz iść mu pomóc w pilnowaniu, chce zostać sam. -Nie ma sprawy. Bez nerwów. „Jeszcze kilka takich nocy, a zwariuję” powiedział do siebie przywódca zaledwie trzyosobowej grupy przestępców, uciekinierów z kolonii karnej. „Wszystko się zmieni, gdy tylko pokażę list Dexterowi zrabowany od tego śmiesznie wyglądającego kolesia. Będzie inaczej. Jak jeszcze dorwę tego bezimiennego, za którego Dexter wyznaczył nagrodę, to...ach. Będzie wspaniale. Może Dexter weźmie mnie do siebie, wtedy zostawię was tu głąby. Oj, żeby tylko przyszedł do mnie ten facet”- oddawał się marzeniom Brago. Nie wiedział, że jago marzenia jeszcze tego dnia się spełnią, chociaż nie w każdym szczególe.
ROZDZIAŁ I
Brat Alrika, byłego żołnierza armii królewskiej Robara II, już od dziecka wykazywał cechy przywódcze. Lubił rządzić swoim młodszym bratem, bawili się w napady. Tylko wtedy bandytą był Alrik, a paladynem Brago. Wówczas walczyli na patyki, ale od razu widać było, kto z nich ma większy talent. Przeważnie wygrywał Alrik, co doprowadzało do furii jego starszego brata. Brago nie mógł się pogodzić z tym, że jest gorszy. Przyszły herszt bandy wstąpił do wojska jak planował i cały oddał się służbie królowi Robarowi II. Brago lubił czasem popić, zabawić się, przez co często narażał się swemu dowódcy, Wulfgarowi, który jednak często darowywał winy swojemu podwładnemu. M.in. ze względu na Alrika, który po wstąpieniu do wojska okazał się jednym z najlepszych szermierzy wśród żołnierzy. Żadnemu z nich nie było dane awansować na paladyna, sługę Innosa. Pewnego dnia po służbie Brago, jak co dzień wybrał się do znajomej knajpy „Głębokie gardło” znanej wszem i wobec z mocnych trunków oraz innych, nieraz nieprzyzwoitych imprez dla zaufanych. Miał on zaproszenie na odbywającą się właśnie imprezę. „Mmm...pachnie mi to małą orgietką” wszedł uśmiechnięty Brago. Rozejrzał się i usiadł obok bogatego i krzykliwego obywatela. Mężczyzna obrzucił żołnierza zabójczym wzrokiem i dalej obserwował pomieszczenie i bawiących się ludzi w poszukiwaniu miłej towarzyszki. Chyba wypatrzył, gdyż uśmiechnął się pod nosem, wypił to, co miał w kubku, wstał z zamiarem podejścia do niej. Brago słynął z szybkiego refleksu i tym razem był szybszy. Ubiegł swego towarzysza i dotarł do samotnie siedzącej panienki. -Witaj, jestem Brago- zagadał podchmielony już trochę sługa Robara II. -Cześć, mam na imię Helena- odrzekła uśmiechnięta dziewczyna. -Może się napijesz? -Z chęcią. -Mmm, ale smaczne- rzekła zalotnie Helena. Mrugając do towarzysza. Pewny swego Brago wziął się do działania. Położył swoją rękę na jej udzie i powoli zbliżał do się do łona. Helena cicho westchnęła. Brago coraz bardziej nachylał się i...wylądował z hukiem na drewnianej posadzce. -Co jest do...! -Nawet nie drgnij- syknął stojący nad nim mężczyzna. -Ja ci pokażę, gnoju- odrzekł próbując wstać Brago, ale widząc, iż przeciwnik wyciągnął pałasz z zamiarem użycia, usiadł z powrotem na podłogę. -Nie można tu wchodzić z bronią- zdziwił się. -Zależy ile się zapłaci- uśmiechnął się napastnik. -Hej dziewczynko, jak tam? Szukasz prawdziwego mężczyzny?- odrzekł drugi znany Brago mężczyzna. To był ten sam, którego parę minut wcześniej ubiegł- Pilnuj go Joe! Z nim później sobie pogadamy, cha! cha! cha!- wybuchnął głośnym śmiechem mocno pijany napastnik. Przytrzymał mocno Helenę i przywarł ustami do jej ust. Fantastycznie. Brago popatrzył w oczy dziewczyny, z których wyczytał wołania o pomoc. Popatrzył na stojącego nad nim przeciwnika. „Zajmuje się czym innym, dobra nasza. Pożałujesz tego gnoju” uśmiechnął się Brago. -Pośpiesz się Krzykacz!- zawołał wesoły Joe- Ja też chcę, nie...Aułu!- zawył z bólu, po mocnym kopniaku w golenie. Ten, którego miał przed chwilą pod szpadą, stanął przed nim i z całej siły uderzył go z nasady dłoni prosto w nos, aż trzasnęło. Joe upadł na drewnianą posadzkę. Próbował podnieść broń, która mu spadła, ale napastnik był szybszy. -Nawet nie drgnij, gnoju- syknął usatysfakcjonowany Brago, po czym doskoczył do Krzykacza i uderzył z całym impetem pałaszem w miejsce, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę. Mężczyzna podskoczył i chciał zaatakować Brago, ale zatrzymał się widząc, pod swoim gardłem broń, po czym odszedł powoli na bok. -Nic ci nie jest?- rzekł zatroskany wybawiciel. -Uważaj!- krzyknęła Helena. To, co się stało, było momentem. Przydały się kilkugodzinne ćwiczenia na polu treningowym w szermierce, tzw. „szósty zmysł” i refleks nie zawiódł żołnierza. Brago po okrzyku momentalnie skulił się i odskoczył na bok, a następnie szybkim cięciem rozciął napastnikowi gardło. Joe wypuścił miecz Krzykacza, chwycił się za szyję i upadł na drewnianą posadzkę, z której przed chwilą wstał. Druh martwego mężczyzny chciał zaatakować zabójcę przyjaciela, ale Brago kolejny raz pokazał swój wojskowy kunszt. Tym razem jednak oszczędził przeciwnika i obezwładnił go silnym uderzeniem w skroń. W tym samym momencie wszedł do karczmy Alrik z oddziałem wojska, który miał na celu zamknąć tego typu imprezy w porządnym Khorinis. Nie mógł się spodziewać, tego, co tu zastał.
ROZDZIAŁ II
Alrik był zadowolony, dostał pierwszą taką samodzielną akcje. Od dawna cieszył się zaufaniem swego dowódcy. Wulfgar niepokoił się tym, co się dzieje w znanej karczmie „Głębokie gardło”, już od dawna szukał haczyka. Teraz znalazł, były podejrzenia o nielegalny handel bagiennym zielem, m.in. zakazanym przez prawo „mrokiem północy”. Wysłał więc swojego zaufanego człowieka, jakim był Alrik. Chciał dać mu szansę wykazania się. Dał mu tuzin ludzi, wierząc, że wszystko będzie dobrze. -Dobra, zaczynamy!- odrzekł do swoich ludzi Alrik- Pablo, tylko bez głupiego rozlewania krwi! Rozumiesz? -Jasne szefie!- odrzekł wesoło dobrze zbudowany mężczyzna. -Nie żartuję! -Spokojnie, rozumiem. -To jest odpowiedni moment, słychać krzyki- stwierdził jeden z miejscowych strażników. Pełen podekscytowania na czele ze swoimi żołnierzami, Alrik wszedł do karczmy „Głębokie gardło”. Nie spodziewał się tego, co tu zastał. Na początku nie wiedział, co się dzieje, później spostrzegł leżących na ziemi ludzi. Jeden z rozciętym gardłem, drugi nieprzytomny. Wyciągnął miecz, a zanim Pablo i reszta ludzi. -Ej, ty!- zawołał do stojącego obok martwego Joe mężczyzny, który nachylał się nad pewną panną- Odejdź od niej i to szybko, bo ci...- przerwał, nie potrafił wydusić z siebie słowa. -Ale jaja, cha! cha! cha!- zaśmiał się głośno Pablo. -Witaj braciszku, dobrze, że przyszedłeś- uśmiechnął się mężczyzna- zaaresztuj tego kolesia- wskazał na leżącego Krzykacza. -Bbrago...co ty...- jąkał się Alrik- co ty tu do cholery robisz! -Eee... ratowałem tę panią z opresji- wskazał na Helenę, która się uśmiechnęła. -Tę panią? Tę dziwkę!- krzyknął brat. -Ale miłą dziwkę!- zawołał Pablo. -To nie jest prostytutka, jak możesz?- zdenerwował się Brago. -Jak to nie, co nie Helena?- spojrzał zalotnie na tę, o której była mowa. -A ty skąd ją znasz?- zapytał Alrik. -Znaczy się, ten...Eee...tak mi się powiedziało. -Nieważne, idziemy! Pablo podnieś tego dupka. Muszę się porządnie wyspać- odrzekł Brago. -Aresztujcie go!- krzyknął, podnosząc się z drewnianej posadzki Krzykacz- zabił dobrego i wpływowego obywatela Khorinis. To był Joe, brat Valentino- po czym zwrócił się do tego, który zabił- jesteś przegrany! W głowie Alrika kłębiły się myśli, nie wiedział, co zrobić. „Muszę go ratować to mój brat, myślał. Nie mogę z nim walczyć.” -Przykro mi, ale jesteś aresztowany- powiedział smutno. -Chyba żartujesz?- odrzekł Brago, po czym wydobył miecz należący do Krzykacza i zawołał- nie będziesz walczył z bratem, nie? -Ja nie, Pablo, wiesz, co masz robić. -No pewnie- potwierdził zadowolony strażnik, wyciągając własną broń. „Dobrze to wykombinował mój braciszek”, myślał Brago, „Pablo to największy frajer w wojsku, nie da mi rady, ale nie mogę go zabić.” -Już po tobie!- zawołał strażnik Chciał szybkim uderzeniem od dołu zaskoczyć przeciwnika, ale ten, widząc, co się święci, sparował cios i odskoczył na bok. Pablo szybko ciął, lecz i tym razem chybił. Brago uderzył z prawej strony ku górze i byłby zaskoczył napastnika, gdyby nie zahaczył o stół. Pablo próbował to wykorzystać, ale ranił przeciwnika tylko w ramię. „Cholera, trenował. Jest teraz lepszy, będzie trudno”- stropił się Brago. Popatrzył na Alrika, lecz ten odsunął wzrok. „Teraz albo nigdy”- pomyślał i zaatakował. Prawo, lewo i z góry, Pablo został przyparty do ściany. Chciał zrobić unik, lecz dostał cięty w prawą rękę, po czym spadł mu miecz. Zamierzał się po niego schylić, ale nie mógł, ze względu na przystawiony do szyi miecz. -Jeśli mnie nie wypuścicie, to go zabiję- powiedział Brago. -Nie róbcie głupstw!- zawołał Alrik do swoich żołnierzy, mrugnął znacząco do brata, ten odwzajemnił wzrok, który znaczył: tam gdzie zawsze. Brago wyszedł razem z Pablem na zewnątrz. -Na razie złamasie- zawołał do swojej ofiary i z całej siły kopnął go w przyrodzenie, a następnie z kolanka w twarz, po czym szybko uciekł w stronę lasu. Alrik aresztował właściciela karczmy i innych przestępców będących w niej, również Krzykacza, którego trzeba było obezwładnić. W krótkim czasie znalazł się nowy właściciel, o imieniu Orlan, znajomy Wulfgara. Zmienił o nazwę budynku na gospodę„Pod martwą harpią”, stała się ona znana w Khorinis. Można tam było się czegoś napić i wyspać porządnie.
ROZDZIAŁ III
Ciemność, ciemność...Mroczny las, biegnie mężczyzna, kieruje się ścieżką oznaczoną słupami ze świecącymi na niebiesko... co to jest? Rozglądam się, jestem na bagnie. Drabiny widzę, wchodzę po niej, mężczyzna- strażnik pilnuje wejścia do pomieszczenia. Nie widzi mnie, ktoś tam jest, waży jakieś mikstury. Jego twarz jest ciemna, emanuje z niej fanatyzm, zło, nie umiałby znieść porażki. To jest ktoś ważny, zwracają się do niego mistrzu... Świątynia, schody, jestem w środku, jest tam mężczyzna z wymalowaną twarzą, kobiety go wachlują. On leży we własnym pokoju. Nie żyje... Gdzie ja jestem, obóz, nazywają go „stary”, ale nazwa ta będzie funkcjonowała później. W domku śpi mężczyzna, ten którego wachlowały kobiety, jest niespokojny, o czymś śni. Muszę go obudzić, nie mogę. O Boże, co to za monstrum, orki, całe mnóstwo, mówią do niego, nazywają go jakoś... Śpiący mężczyzna jest coraz bardziej niespokojny, woła kogoś, nie słyszę, głośniej... „Śniąąąąąąącyyy!!” zerwał się. Patrzy się na mnie, zamykam oczy... Jestem z powrotem w obozie na bagnach. Mieszkańcy próbują coś przywołać... Nie róbcie tego! Ktoś tam jest, nie znam jego imienia, patrzy się na mnie. Słyszę głos: „Uważaj na siebie... Musisz dokonać właściwego wyboru, bo inaczej... Bo inaczej wylądujesz tu, stąd nie ma ucieczki. Ty o tym powinieneś coś wiedzieć... Woda... Pomocy!! Topię się. Jestem w jaskini, przyszedł do mnie ten bez imienia...
-Nie!- Brago otworzył oczy, cały spocony, jego ręce całe się trzęsły. Rozejrzał się po chatce, w której spał. „Nic się nie zmieniło- pomyślał- wszystko jest tak jak było, a jednak... Już nie jestem małym chłopcem, muszę wziąć się za siebie. To był straszny sen... Nic nie pamiętam, chyba za dużo wczoraj wypiłem, co ja tu robię. Pamiętam, o nie! Zabiłem człowieka. Alrik miałem się z nim spotkać. Za chwilę tu będzie.” Brago wstał, nie musiał długo czekać na przybycie swojego brata. -Witaj Alrik, dobrze spałeś? Bo ja nie- zagadał Brago. -Nie dziwię się. Nie jest zbyt dobrze. Oj nie! Po pierwsze zabiłeś człowieka, po drugie nie dałeś się pojmać i stawiłeś opór, a po trzecie... Tyle starczy. -Nie da się nic zrobić? -Rozmawiałem wczoraj z Wulfgarem. Może unikniesz pobytu w kolonii karnej...- przerwał, Brago zachwiał się i o mało co nie upadł- co ci jest? -Nic, tylko mam takie dziwne uczucie... Miałem zły sen, ale nic nie pamiętam. -Nieważne. Jak mówiłem, może unikniesz więzienia, ale na pewno nie wrócisz do wojska. -Czemu, tylko się broniłem... -Nie!- przerwał- Byłeś tam, gdzie nie miałeś być. Handlowali tam zielem, a ty jak się wydało byłeś tam częstym gościem. Zobaczę co się da zrobić, a ty stąd się nie ruszaj. Nie rób głupstw, masz tu trochę jedzenia.- Brago wziął od Alrika paczkę. -Dziękuję bracie. Wiem, że się dla mnie narażasz. Powodzenia. Alrik wyszedł, pozostawiając brata sam na sam z sobą i paczuszką jedzenia. Brago jeszcze raz rozejrzał się po chatce, tym razem zobaczył to, czego nie widział ostatnio. Ktoś zabił deskami dziury, zauważył dodatkowo nowe łóżko. To jest normalne, że myśliwi często mieszkają w tej chatce., czasem nawet zdarzają się bandyci. Brago usłyszał kroki, wziął paczuszkę i schował ją za łóżkiem. Stanął na rogu tak, aby wchodzący był przed nim. Cicho wyciągnął broń i czekał w pogotowiu. Do chatki weszło dwóch mężczyzn. Brago nie zastanawiając się długo, przyłożył miecz do szyi pierwszej z tych osób, mówiąc: -Kim jesteście? Co tu robicie? -Spokojnie. Możesz wziąć tę broń z mojego karku, co? Dzięki. -Po pierwsze ta chatka jest niczyją własnością i mamy prawo tu przebywać- powiedział drugi z mężczyzn- po drugie ty nie możesz atakować porządnych obywateli miasta bez powodu... No z czego się cieszysz?- przerwał swoją mowę, widząc uśmiechniętego niedoszłego napastnika. Brago uśmiechnął się na słowa „porządnych obywateli”. Widząc ubiór i wygląd mężczyzn, można było wnioskować, że byli oni zbiegami, ukrywającymi się w lesie. Pierwszy z nich miał twarz mordercy, zapewne wolałby on załatwić sprawę od razu, usuwając niewygodnego człowieka. Miał na sobie poszarpany strój z płytek zębacza, na którym były ślady krwi, musiał stoczyć walkę tej nocy. Drugi z mężczyzn był ubrany schludnie, w tym ubiorze w niczym nie przypominał bandyty, ale Brago wiedział, że to tylko złudzenie. Przy jego boku, wisiał niepozornie wyglądający miecz, w porównaniu do potężnego topora, który miał na plecach drugi z towarzyszy. -Czemu się chowacie?- spytał nagle Brago. -A co ciebie to obchodzi. My się w ogóle nie chowamy- odrzekł pierwszy z mężczyzn- szukasz guza? -Grozisz mi śmieciu? -Spokojnie, bez nerwów- uśmiechnął się drugi z towarzyszy- to jest nasz przyjaciel. No, co się dziwisz Kris? Nie pamiętasz go, jak wczoraj rozwalił wesołego Joe? To było niezłe, a później tego strażnika. -Kim ty jesteś?- spytał zaskoczony Brago. -Mam na imię Dexter- odrzekł zapytany. -Dexter? To ty sprzedajesz bagienne ziele w gospodzie. -Poprawka, sprzedawałem. Teraz musimy się ukrywać przez twojego brata, który tu przed chwilą był...- umilkł, z oddali było słychać szmery. -To na pewno nasi- powiedział Kris. -Nie. To są chyba strażnicy. Szli za nami. -No to pięknie- powiedział Brago- no to kurwa pięknie. Musieliście tu przyjść i ściągnąć tu strażników, przez was jeszcze oskarżą mnie o nielegalny handel. Nie ma to tamto, ale się wpakowałem. Muszę coś wymyślić... -Co masz do myślenia, jeśli ich zabijemy, to nikt się nie dowie- powiedział Dexter. -Nie mogę zabić swoich przyjaciół, przecież ja też jestem żołnierzem. -Byłeś mój drogi, byłeś. Przecież sam powiedziałeś, że jak zastaną ciebie tutaj, to nikt ci już nie uwierzy. -Co będziemy się streszczać, zabijemy go, bo sprowadzi na nas kłopoty- odrzekł Kris. -Tak nie można. On jest naszym przyjacielem. Prawda... Jak ty masz w ogóle na imię. -Brago. -Właśnie, prawda Brago? No a zresztą nie byłby taki głupi. Chyba nie chcesz wylądować za magiczną barierą, gdzie panuje zbrodnia i zło- zaśmiał się Dexter- cicho, idą. Kris szybko wyciągnął swój topór i stanął za drzwiami, po czym rzekł do Brago: -Tylko uważaj strażniku, chyba nie chcesz zdechnąć. Nie próbuj nas zdradzić. Dexter usiadł na krześle jak by nigdy nic, mając broń w pogotowiu i czekał. Brago nie ruszył się z miejsca, nie wiedział, co z sobą zrobić. Weszło czterech strażników, trzech z nich wyciągnęło broń. Czwarty nie wyciągał broni, rozejrzał się po chatce i powiedział: -Jesteście aresztowani. O, kogo my tu mamy- spojrzał na Brago- witaj przyjacielu. -Pablo to nie jest tak, jak myślisz, uważaj!- krzyknął, widząc zamierzającego się Krisa. Pablo odskoczył na bok i wyciągnął broń. Dexter zerwał się i rozciął szyję jednemu ze strażników i zaatakował drugiego. Kris skoczył na trzeciego i potężnym uderzeniem znad głowy, niemalże przeciął strażnika na pół, ale nie zdążył przygotować się do obrony przed szybkim uderzeniem kolejnego napastnika. Pablo ochłonąwszy trochę, z nagłego ataku, zamarł widząc kolegę, przeciętego niemalże na pół. Nie czekając długo, walnął swoim mieczem w głowę Krisa, odskoczył i ponownie z całej siły uderzył, tym razem był to śmiertelny cios. Kris upadł na podłogę z rozpłatanym gardłem, zalewając całą podłogę krwią. Pablo rozejrzał się po domku, zobaczył tego, kogo szukał, uśmiechnął się i podleciał do niego: -Zabiję cię Brago. -Ja nie mam nic z nimi wspólnego- bronił się. -No i co z tego. Ośmieszyłeś mnie, to był twój błąd- to rzekłszy Pablo, skoczył na przeciwnika nim ten zdążył wyciągnąć broń i ciął go po brzuchu, lecz tylko go drasnął. Brago wyciągnął broń i czekał na atak. Napastnik rzucił się na niego, przypierając go do muru. Pablo próbował zaatakować od dołu, a następnie z prawej strony, nagle odskoczył dźgając wroga w nadgarstek. Brago wypuścił broń z ręki. Przeciwnik roześmiał się złowrogo, już miał zamiar rzucić się, gdy nagle zatrzymał się, dotknął ręką potylicy, spojrzał na swoją dłoń i zdziwiony ujrzał krew. Spojrzał na Brago, ale ten szybkim uderzeniem z krzesła powalił Pabla na ziemię, ratując go tym samym od śmierci, gdyż Dexter chciał dobić strażnika, lecz nie zdążył. -Szybko uciekamy!- krzyknął do Brago- oni tu na pewno nie byli sami. Musimy uciekać- spojrzał na martwego towarzysza- Żegnaj Kris, nigdy nie przepadałem za tobą. Pozdrów ode mnie Beliara- Wyciągnął paczuszkę, którą miał przy sobie Kris i szybko wyszedł. Brago też wziął swoją paczkę i pobiegł za swym nowym towarzyszem, trzymając się za krwawiącą dłoń.
ROZDZIAŁ IV
Trzymając się za swoją bolącą dłoń, Brago rozmyślał, leżąc w chatce. „To nie tak miało być. Teraz już się nie wytłumaczę. Wszystko się spieprzyło. Racjonalnie rzecz biorąc, mogłem tam zabić Pabla, wszystko by poszło na Dextera i ich bandę, ale nie! Kurczę jest za słaby psychicznie, muszę być bardziej stanowczy.” Wtedy Brago jeszcze nie wiedział, że za niedługi czas dojrzeje do mordu na niewinnych ludziach, stanie się mordercą i bandytą. -Wstałeś już?- wszedł do chatki z pytaniem Dexter- jak tam ręka, boli jeszcze? Dobrze się wczoraj spisałeś, tylko nie wiem czemu uratowałeś tego strażnika. Wiesz, że teraz nie masz odwrotu. -Wiem- odpowiedział. -Chcesz coś zjeść?- popatrzył na otwartą paczkę Alrika- mam na myśli coś świeżego. -Hmm no pewnie- odrzekł Brago i uśmiechnął się na myśl o pieczystym. Wyszedł z chatki i rozejrzał się po obozie bandytów, wczoraj był zbyt zmęczony na rozglądanie się. Znajdowali się na wysokiej skarpie niedaleko farmy Onara, najbogatszego farmera w okolicy. Był to obóz niewielki, aktualnie mieszkało w nim około trzydziestu bandytów. Na środku było ognisko, przy którym siedzieli zbóje i piekli jakieś mięso, chyba dzika. Obok ogniska stała wieża, siedziba dowódcy. Przy drzwiach stało dwóch mężczyzn w zbrojach odróżniających się od innych bandytów, takie pancerze miało jeszcze kilku siedzących przy ognisku. Z wieży wyszedł wysoki i barczysty mężczyzna, a za nim młody chłopak w poszarpanej koszuli. Większość bandytów popatrzyła z niesmakiem na swego dowódcę, ale nikt się nie odezwał słowem. Brago zrozumiał w czym rzecz i odwrócił wzrok z odrazą. Zobaczył dwóch bandytów, którzy rozmawiali cicho ze sobą, spoglądając co pewien czas na dowódcę. -To Cipher i Mordrag- powiedział do niego cicho Dexter- to są moi, a zarazem twoi przyjaciele. Lepiej trzymaj się ich blisko. -Dlaczego? -Wkrótce się przekonasz, będziesz nam pomocny- uśmiechnął się. -Co jest ludziska?- zawołał wesołym głosem dowódca i głośno się zaśmiał- Co tacy niemrawi jesteście?- zapytał, po czym zwrócił się do młodzieńca w poszarpanej koszuli- Idź Wrzodku, pojedz sobie- następnie dodał- zasłużyłeś. -Niedługo tu jeszcze pobędzie- szepnął Dexter do Brago. -Zlikwidujecie go?- spytał, ale towarzysz nic nie odrzekł, tylko się uśmiechnął. Do obozu przyszło jeszcze dwóch pokrwawionych ludzi z pełnymi workami, które rzucili pod nogi dowódcy. -Co to jest?- spytał ich. -Towar, który zwinęliśmy handlarzowi, podróżującemu z Khorinis do farmy Onara- odpowiedział bandyta- straciliśmy trzech ludzi, Arnoldzie. -Nie odzywaj się tak do mnie! Jestem twoim dowódcą, mów mi szefie! -Pshaw- parsknął bandyta- idź się lepiej zabaw z Wrzodem. -Już po tobie, psie!- warknął dowódca i wyciągnął miecz. Bandyta był szybki, ale nie tak jak jego przeciwnik. Po paru sekundach leżał na ziemi pozbawiony głowy. Dowódca rozejrzał się wyzywająco po bandytach i głucho się zaśmiał: -I co barany? Który mi podskoczy. Chłopcy do mnie- zawołał swoich zaufanych ludzi, wyróżniających się innym i mocniejszym pancerzem. -Spokojnie, przecież to był wybryk jednego człowieka- odezwał się Dexter- wszyscy cię tu szanują i kochają... znaczy się lubią- zakończył z drwiną. -Nie denerwuj mnie Dexter! Ja wam pokażę, ja wam pokażę! -Lepiej niech nie pokazuje- syknął cicho Cipher, który razem z Mordragiem podeszli do Brago i Dextera. -A ty!- dowódca wskazał na towarzysza martwego bandyty- poniesiesz karę. -Za co? Przecież ja... -Milcz! Zrobisz to dla mnie- uśmiechnął się. W obozie zapanowała cisza. Arnold odwrócił się i spojrzał na Brago, którego zapytał: -A ty co tu robisz i kim ty jesteś u diabła? -Ja... -Nazywa się Brago i chce się do nas przyłączyć- przerwał Dexter. -Jaki z niego będzie pożytek? A w ogóle i tak mamy przeludnienie. -Już nie. Jednego się pozbyłeś, a wartość to on ma. Widziałem na własne oczy jak zabił trzech strażników w chatce, w lesie- Brago spojrzał na niego pytająco, ale Dexter tylko się uśmiechnął i mówił dalej- I jak będzie? -Nie ma sprawy. Umiesz się bić to dobrze, ale nie podnoś nigdy na mnie ręki, bo zginiesz. Podejdź no tu- zachęcił dowódca, uśmiechając się pod nosem- młody jeszcze. -Idź i pokaż co potrafisz- szepnął mu Cipher. -Ale mój nadgarstek, jeszcze mnie boli. -Idź i rób co do ciebie należy- syknął groźnie Mordrag- my będziemy cię ubezpieczali. -No chodź. Podejdź i nie bój się nie zrobię ci krzywdy- powiedział do Brago herszt bandy, a w duchu sobie dodał: „Wręcz przeciwnie”. Brago szedł powoli, spojrzał jeszcze raz na swych towarzyszy i podszedł do Arnolda. Dowódca uśmiechnął się i mrugnął do niego. Po ciele byłego strażnika przeszły zimne dreszcze. Miliony myśli kłębiły się w głowie. Nie wiedział co zrobić. Co miał na myśli Mordrag, mówiąc, że ma zrobić to co do niego należy, czy...? Nie, to nie możliwe. Uspokajał się w duchu Brago. Nie dam się, będę ratował swój honor, bo... tylko on mi został. -Co taki nieśmiały jesteś?- spytał dowódca- lubię takich chłopców. Bandyci nie wiedzieli co zrobić, wiele razy już widzieli podobne sceny. Tym razem jednak byli zdenerwowani zabójstwem jednego z nich i bezkarnością Arnolda. Jeden, mały impuls mógł doprowadzić do wybuchu gniewu. Dexter i inni zobaczyli możliwość w zbiegłym strażniku, którego mieli zamiar poświęcić. -Musisz przejść chrzest na bandytę, z chłopca musisz stać się mężczyzną- rzekł dowódca do Brago- wiesz jak to się robi, prawda?- spytał się i chwycił go za krocze. Brago nie wytrzymał. Z całą złością, która nagromadziła się w ostatnich dniach zaatakował Arnolda. Dowódca się tego nie spodziewał po nieśmiałym i uległym chłopcu. Brago z całej siły odepchnął przeciwnika i wyszarpnął jego miecz z pochwy. Zanim herszt bandy zdołał się zorientować w sytuacji, leżał na ziemi obok swojej niedawnej ofiary, również jak i ona pozbawiony głowy. Zaufani ludzie Arnolda wyciągnęli broń i rzucili się na Brago, ale za mordercą ich ukochanego szefa stanęli inni bandyci. Mordrag wyciągnął łuk i z bezpiecznej odległości strzelał w bandytów, czasem trafiając nie tego, którego miał trafić, ale nie załamywał się, gdyż kołczan miał pełny. Cipher wraz z Dexterem odsunęli się na bok i przypatrywali się walce. Walka nie trwała długo, gdyż bandytów było dużo więcej. Ku zaskoczeniu spiskowców Brago wyszedł z opresji bez szwanku. -Co za koleś- zdumiał się Cipher- chyba jest ulubieńcem Innosa. -Albo i samego Beliara- odrzekł Mordrag. -Dobrze się spisałeś- odrzekł do nadchodzącego bohatera Dexter- jesteś rewelacyjny. -Zrobiliście ze mnie narzędzie, wykorzystaliście mnie!- krzyknął z wyrzutem Brago. -Ale ręka już tak nie boli, co nie?- zadrwił Mordrag. -Jeśli nadal będziesz trzymał się blisko mnie, to daleko zajdziesz- uśmiechnął się Dexter, a po ciele Brago przeszły dziwne dreszcze. -Uwaga! Strażnicy!- krzyknął któryś z bandytów i w tym właśnie momencie pojawiło się w obozie około trzydziestu strażników na czele z Wulfgarem i Alrikiem. Rozbójnicy wykończeni walką nie mieli szans z przytłaczającą przewagą sług króla Rhobara II.
ROZDZIAŁ V
Alrik nie mógł uwierzyć w opowiadanie Pabla, ale z drugiej strony jego brat był w tej chatce. Jakby był zły, to zabiłby, a nie zostawiał świadka. Postanowił to sprawdzić i uderzyć na obóz bandytów wraz ze strażnikami. Postanowił porozmawiać z Wulfgarem. -Witaj Alrik- pozdrowił swojego podwładnego Wulfgar. -Witaj. Mam pytanie. Czy nie moglibyśmy uderzyć na obóz bandytów, przecież mamy tam swojego szpiega, zawiadomiłby nas o dobrej okazji. -Czy to nie jest sprawa osobista, dotycząca twojego brata, który wszedł w konszachty z bandziorami. Służba królowi jest zawsze na pierwszym planie, pamiętaj. -Pamiętam, ale są oni nieznośni i trzeba ich w końcu wysłać za barierę. -Nie teraz, musi coś się stać...- nie dokończył, bo w tym samym momencie wbiegł do siedziby dowódcy żołnierz i powiedział jednym tchem: -Przepraszam, ale mam wiadomość. -Jaką. -W drodze do Khorinis został napadnięty kupiec Marcel wraz ze swoją świtą. Wszyscy nie żyją, oprócz jednego chłopca, któremu udało się uciec. Zginęło trzech bandytów, a dwóch uciekło. -Było ich tylko pięciu. Niesłychane, robią się coraz bardziej bezczelni. -No to uderzymy?- spytał Alrik. Wulfgar kiwnął głową, po czym rzekł: -Zbierać ludzi! Zmiażdżymy ich. ***
Alrik czekał zniecierpliwiony na sygnał od szpiega wśród bandytów, mówił on o zamieszaniu, które wybuchnie. Wtedy będzie można zaatakować. Alrik chciał się przekonać, czy jego brat stoczył się tak nisko, by pracować dla bandytów. -Szefie co robimy?- spytał jeden z żołnierzy, młody jeszcze. Byli oni w trójkę wysłani jako zwiadowcy, by obserwować obóz bandytów. -Podejdźmy bliżej, tylko cicho- szepnął Alrik. Szybko zlikwidowali strażnika, który pilnował i zakradli się od strony kopalni. Obserwowali, co się dzieje w obozie, zauważyli dowódcę okrutnego Arnolda, który rozmawiał z jakimś mężczyzną. Alrik zamarł, to był Brago. Widział on szybkość swego brata, który zabił dowódcę, był pod wrażeniem jego kunsztu. Zauważył ich szpiega, który dał znać Wulfgarowi, że jest wszystko w porządku i można atakować. Alrik postanowił złapać brata, aby nie stała mu się krzywda. Rozpoczęła się walka. Bandyci od samego początku byli na straconej pozycji. Brago postanowił uciec, ale w ślad za nim pobiegł Alrik z dwoma żołnierzami. Nagle zostali otoczeni przez kilku bandytów. Pierwszych dwóch w momencie znalazło się na ziemi, ale inni byli bardziej doświadczeni. Po pewnym czasie Alrik został sam. Wykonał szybki obrót rozcinając gardło jednemu z napastników, a drugiemu wbił miecz w brzuch, aż przebił go na wylot. Nie zauważył jednak innego bandyty, który skoczył na niego z bronią. -Alrik uważaj!- krzyknął Brago i szybkim uderzeniem zabił napastnika. -Dzięki bracie. -Jak za dobrych czasów co nie? -Nie Brago, teraz jest inaczej- smutno odpowiedział Alrik. Brago widząc, że bandyci zostali obezwładnieni, postanowił uciec. Na pewno by mu się to udało, gdyż brat nie próbował go zatrzymywać, ale wszystkowidzący Wulfgar nie był taki miły i szybkim uderzeniem w skroń zapobiegł ucieczce. Brago upadł na ziemie nieprzytomny. Alrik siedział w kwaterze dowódcy. Razem z nim było jeszcze czterech innych strażników, łącznie z Wulfgarem i Pablem, który doszedł do siebie. -Wytłumacz mi, jak twój brat mógł uciec?- spytał dowódca Alrika. -Nie wiem. -Jak to nie wiesz? Ty mu na pewno pomogłeś- przerwał Pablo. -Stul pysk jebany konfidencie- warknął groźnie mężczyzna stojący przy drzwiach. -Co?- zdumiał się Pablo. -Cisza- przerwał Wulfgar- uspokój się Pablo i ty Wambo. No i jak będzie Alrik? Wiem, że starasz się uratować brata, ale i tak go dorwiemy. Lepiej nam powiedz, gdzie się on ukrywa... -Bo może zginąć- uśmiechnął się Pablo- Aułu!- krzyknął po silnym uderzeniu Wamba. -Orzesz kurwa- przeklął Pablo na widok wchodzącego mężczyzny. -Witajcie- odrzekł człowiek w poszarpanym ubraniu- Nie wińcie mego brata. -Witaj Brago- uśmiechnął się Wulfgar- Już miesiąc od twojej ucieczki. Wiesz co cię czeka? -Wiem- odpowiedział. -Za dwa miesiące dołączysz do transportu żywności do górniczej doliny. Twoich towarzyszy już tam wysłaliśmy miesiąc temu. A co do ciebie- zwrócił się do Alrika. -Zostawcie go w spokoju- bronił brata Brago. -Nie przerywaj mi- odrzekł dowódca- Ty nie będziesz sądzony, nie wyślemy cię do górniczej doliny, ale... jest mi naprawdę bardzo przykro z tego powodu, zostajesz wydalony z armii królewskiej- w kwaterze zrobiło się cicho. Alrik był lubiany, ale Wulfgar nie miał innej możliwości. Za pomoc uciekinierowi, często wydawano wyrok śmierci. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że i tak był łagodny wyrok. Mógł on zostać zesłany do kolonii karnej. Było to sześć miesięcy przed wydarzeniami, które miały odmienić los wszystkich więźniów kolonii w górniczej dolinie, jak i mieszkańców Khorinis. Na skarpę, gdzie wymienia się żywność i inne produkty za rudę, wprowadzono kolejnego więźnia. Towarzyszył im sędzia najwyższy, gubernator Khorinis, kilku strażników oraz pewien mężczyzna, który nie miał wesołej miny. Sędzia odczytał wyrok: „Skazuje się tego człowiek o imieniu Brago, na pobyt w górniczej dolinie i pracę dla naszego szlachetnie nam panującego króla Rhobara II.” Po odczytaniu wyroku strażnicy odcięli więzy więźniowi i czekali na rozkaz zrzucenia go do doliny. -Żegnaj bracie- powiedział przestępca. -Żegnaj- odrzekł Alrik. -Uważaj na siebie Brago- rzekł do niego Wambo- Nie daj się tam!- uśmiechnął się. -Zrzucać!- rozkazał gubernator. Brago jeszcze raz rozejrzał się po okolicy, mając dziwne przeczucie, że tu jeszcze wróci.
ROZDZIAŁ VI
Niebo było tutaj inne, ale czy to w ogóle było niebo? Kopuła, bo tak to możemy nazwać, roztaczała się nad mieszkańcami doliny. Była to bariera utworzona, wg legendy, przez dwunastu magów: sześciu magów ognia i sześciu wody. Cały horyzont migotał w różnych kolorach, m.in. niebieskim i różowym. Wyglądało to tak, jakby gwiazdy zaczęły krążyć w bezładzie, kolorowy chaos na niebie, a na dole szara i ciężka rzeczywistość. Teraz jednak kolonia była pogrążona w śnie, poza niektórymi wyjątkami, ale nie będę o nich się rozpisywał. Stary obóz był pierwszym z założonych, władzę tu przejął Gomez i jego sługusy- magnaci. Wszyscy musieli się im podporządkować, bo inaczej kończyli marnie. Głównie dlatego Lee założył nowy obóz, poszła za nim spora grupa więźniów. Był jeszcze trzeci obóz na bagnie, członkami tego obozu byli wyznawcy Śniącego, istoty, która miała pomóc w wydostaniu się z doliny i zniszczeniu bariery, jak się później okazało pomogła, ale nie w ten sposób jak wszyscy sobie wyobrażali. Nie wszyscy tej nocy spali dobrze. W starym obozie w chatce po jednym z kopaczy Rupercie, który postanowił uciec do obozu na bagnie przy pomocy tajemniczego bezimiennego, spał mężczyzna z widoczną blizną na nadgarstku. Nie miał on dobrych snów, męczyły go koszmary. Od dłuższego czasu nie mógł zrozumieć tych snów. Po zesłaniu do górniczej doliny, nasiliła się ich częstotliwość. Ten głos ostrzegający go przed... nie wiedział przed czym. I nagła ciemność, śmiech... Królestwo Beliara, mężczyzna czuł, że jest coraz bliżej tego miejsca i oddala się od ognia. Szum, woda! Dużo wody, co to znaczy? Nie może tego zrozumieć, ale wkrótce zrozumie. Mówi się, że oddany żołnierz w przyszłości będzie albo prawdziwym wyznawcą Innosa, albo stoczy się na dno. Mężczyzna już zaczynał rozumieć i postanowił coś ze swoim życiem zrobić. Brago obudził się i spojrzał na zewnątrz. „Dopiero świta. Znów mnie męczył ten sen” pomyślał i usiadł na łóżko. Chwycił się za swoją prawą rękę, ból nie ustępował. Mężczyzna doszedł do wniosku, że trzeba tę rękę wyleczyć, ale jeszcze nie miał pieniędzy. „Haruję jak wół i nic z tego nie mam, ale jeszcze się przekonacie, będę kimś. Zobaczycie wszyscy, ty Bloodwyn jeszcze się przejedziesz. Po co przyszedłem do Wulfgara oddać się w jego ręce? Później te przykrości w Starym obozie. Niesłychane, że Dexter pomyślał, że mogłem go zdradzić i nasłać na nich strażników. No, ale wszystko się wyjaśniło. Dzięki niemu, mojemu najlepszemu przyjacielowi, zostałem cieniem. Zrobiłbym dla niego wszystko. Dzisiaj muszę iść do starej kopalni. Lepiej wyruszę od razu”- pomyślał Brago, po czym wstał, wziął miecz oraz średnią kuszę i wyszedł z chatki, kierując się do Dextera. -Witaj przyjacielu- rzekł Brago do stojącego kupca. -Witaj- odwzajemnił pozdrowienie mężczyzna- Tak szybko już na nogach? -A, postanowiłem od razu pójść do starej kopalni i załatwić tę twoją sprawę. -To wspaniale. Pójdziesz do Węża i dasz mu tą paczkę. Pamiętaj, za mniej niż tysiąc sztuk rudy nie dawaj mu jej. -Oczywiście. -Jak się pośpieszysz i wszystko dobrze pójdzie, to otrzymasz...- kupiec zawahał się- sto bryłek. Co ty na to? -Rewelacja, przyda mi się- ucieszył się Brago na myśl o wyleczeniu ręki. -No to spadaj i uważaj na siebie. -Na razie. -Pa!- kupiec pożegnał swego zaufanego człowieka i paczkę. Miał już on nigdy nie zobaczyć ani tej paczki, ani 1000 bryłek rudy. Brago wziął paczkę i wsadził do plecaka, z którym się nie rozstawał. Kuszę przewiesił na bok, by nie przeszkadzała. Wychodząc południową bramą pozdrowił strażników: -Za Gomeza! -Za Gomeza!- odpowiedzieli. Brago poszedł wzdłuż mostu, gdzie przebywało jeszcze dwóch innych strażników i skręcił w lewo. Przeszedł parę metrów i zobaczył trzy dziki. Podszedł bliżej, wziął…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil paniscus
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…