(brak tytułu) cz. pierwsza
zniszczona ziemia, próba przezycia. Zapraszam do przeczytania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Dzisiejszej nocy miało miejsce straszne zdarzenie…. -Świat pogrąża się w wojnie… -…nie wiemy ilu jest zabitych i rannych… -…wszyscy pytają „dlaczego?”… -Rozpoczęła się trzecia wojna światowa… -Ludzie opanujcie się… -…Boże dopomóż… Artur słuchał tych informacji z przerażeniem. Nie wiedział co się dzieje, nikt nie mógł dostarczyć wiarygodnych informacji, wszyscy byli w szoku. Wiedział jedynie, że z nie wiadomych powodów Rosja zrzuciła na Nowy York bombę atomową, co wywołało reakcję łańcuchową. Ameryka odpowiedziała błyskawicznym zbombardowaniem Petersburga, Chiny wsparły Rosję niszcząc tarcze antyrakietowe w Polsce i Czechach, Wlk. Brytania i Francja ogłosiły mobilizację wojsk i wypowiedziały wojnę Rosji i Chinom, Korea Północna i Pakistan zaatakowały środkowo-wschodnią Europę niszcząc Berlin i wiele miast polskich, czeskich, słowackich, chorwackich i ukraińskich. W jednej chwili nasz świat się zmienił. Ciągle napływają nowe informacje o atakach, bombardowaniach i śmierci tysięcy ludzi. Świat pogrążył się w chaosie. Nadeszła Apokalipsa, którą my wywołaliśmy.
*** 5 lat później Artur obudził się jak zwykle o 6 nad ranem. Umył się, zjadł śniadanie i ruszył do pracy. Dojazd do laboratorium zajmował mu 30 min. Codziennie jechał tą drogą, która tak bardzo go przygnębiała. Nigdzie nie widział drzewa czy kwiatów. Nie widział ich od pięciu lat, od 15 września 2015 roku. Wtedy zmieniło się oblicze ziemi. Z rozmyślań wyrwał go speaker radiowy, który zapowiadał kolejny szary dzień. Artur nie widział słońca od początku tego koszmaru. Dziś nie miało się nic zmienić. Kolejne informacje o zabitych i zaginionych. Wyłączył radio. Dojechał właśnie do kliniki, w której pracował. Był to duży budynek, ze spalonym zachodnim skrzydłem. Wybuch w jednym z laboratoriów zabił 15 osób i zniszczył tą część budynku. Ciągle działo się coś złego. Wszedł do środka. -Cześć Lily - Powiedział do uroczej recepcjonistki. -Cześć Artur - Odpowiedziała mu z uśmiechem na twarzy. Lubił ją za to jaka jest. Zawsze miła, uprzejma i radośnie nastawiona do życia. Podziwiał ją za to. W tych czasach trudno było o optymistów. Zdjął kurtkę i zawiesił ją na stojaku. Poszedł korytarzem do windy. Wjechał na 3 piętro i skierował się do swojego gabinetu. Jego gabinet nie był duży, właściwie był mały. Na środku stało biurko, po lewej stronie szafa. Pokój był pusty. Nie lubił tu przebywać więc spędzał w nim jak najmniej czasu. Przebrał się i wszedł do laboratorium. Panował tam półmrok, ponieważ były tam tylko dwa małe okna, przez które nie wlatywało dużo światła. Zresztą przez żadne nawet największe okno nie wlatywało nigdy dużo światła. -Cześć Tommy – powiedział do wysokiego i dobrze zbudowanego mężczyzny. –Jakieś postępy? -Cześć. Niestety nadal nic. Pracujemy nad tą szczepionką już dwa lata i nic nam nie wychodzi. -Wiem Tommy, wiem.- Odparł Artur zrezygnowanym tonem – mamy nowych pacjentów? Tommy spojrzał na Artura wymownym wzrokiem. Oczywiście, że mieli pacjentów. Codziennie nowi. Nie było dnia gdy ktoś nie zgłosił się z objawami zakażenia. Niestety śmiertelność wynosiła 60% i ludzi szybko ubywało. Artur zabrał się do pracy. Dzisiaj to on przyjmował pacjentów. Zawsze pracował na dwa fronty, tu opatrywał rannych i wypisywał leki, a na innym piętrze szukał lekarstwa na wirus, który rząd nazwał „wirusem X”. Nadal nie wiedzieli jak go powstrzymać. Wiedzieli jedynie, że niektórzy ludzie są odporni. Ale nie wiedzieli dlaczego. Z zadumy wyrwała go starsza pani, która przyszła z wizytą. - Dzień dobry, Pani Freu – powiedział do staruszki – dzisiaj też przyszła się pani przebadać? - Dzień dobry panie doktorze – odpowiedziała kobieta. - I co ja mam z panią zrobić? Codziennie przychodzi pani do nas i codziennie mówię pani, że jest pani zdrowa. Po co to pani? - Ja przychodzę, żeby pana zobaczyć, doktorze – odpowiedziała mu miła staruszka. - Dobrze. Co tym razem? - Mam zawroty głowy. Czy przepisze mi pan jakiś lek? - Wie pani, że nie mogę. Leków brakuje i dostają je tylko ci, którzy są poważnie chorzy. Niech pani wraca do domu i położy się spać, to pani pomoże. - Dziękuję panie doktorze za radę. Już mnie nie ma. Życzę miłego dnia – powiedziała wychodząc z Sali. -Dziękuję i nawzajem! Do pokoju zajrzał Tommy. - Znowu pani Freu? – zapytał. - Tak. Dzisiaj miała zawroty głowy. Jutro pewnie połamie ją w krzyżu. Biedaczka. - Zrobić ci kawy? - Dzięki Artur miał tego dnia 20 pacjentów. Był szczęśliwy, że dzisiaj nikt nie był poważnie chory. Niewiele było takich dni. Była 18 i właśnie ubierał się do wyjścia. Pożegnał się z Lily i wyszedł z kliniki. Na parkingu dogonił go Tommy. - O 20 urządzam małe spotkanie przyjacielskie, może wpadniesz? – spytał. - Z chęcią - odparł Artur i wsiadł do samochodu. - Na razie! - Powiedział Tommy i pobiegł do kliniki. Dzisiaj kończył o 19 więc została mu godzina pracy. Artur szczerze mu współczuł. Był jego największym przyjacielem i zawsze mógł na niego liczyć. Bardzo cieszył się ze spotkania, bo dawno nie robił nic poza pracą. Miał też cichą nadzieję, że pojawi się Lorrie, która bardzo mu się podobała. Miał dwadzieścia osiem lat i nadal nie miał nawet dziewczyny. Zawsze był spokojny i niezbyt towarzyski. Może dlatego nie miał żony. Tommy był jego przeciwieństwem. Zawsze chętny do zabawy, rozrywkowy, towarzyski. Łatwo nawiązywał kontakty i dlatego miał wielu przyjaciół. Jednak największa więź łączyła go z Arturem. Znali się od dzieciństwa i wiedzieli o sobie wszystko. Dojechał do domu i zaparkował samochód na podjeździe. Wszedł do domu szczelnie zamknął drzwi i runął na łóżko. Zasnął natychmiast.
*** Jadł z rodzicami obiad. Był szczęśliwy, ponieważ dzisiaj został w szkole pochwalony za dobre obliczenia matematyczne. Miał 12 lat i sukcesy w szkole bardzo go cieszyły. W miłej atmosferze siedzieli przy stole. Mama zrobiła pyszny obiad i wszyscy jedli bez słowa. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Tata wstał i otworzył. Nie zdążył zobaczyć kto przyszedł, zginął natychmiast od strzału w głowę. Artur krzyknął. Nie wiedział co się stało i nie potrafił zrozumieć sytuacji. Mężczyzna wszedł do domu. Był wysoki i ubrany cały na czarno. Strzelił ponownie. Mama padła bez ruchu. Wtedy wycelował w Artura, który siedział oniemiały. Zmienił jednak zdanie i strzeli sobie w głowę robiąc na ścianie papkę ze swojego mózgu. Artur gwałtownie wstał z łóżka. Była 19.30. Był cały spocony. Otrząsnął się i poszedł pod prysznic. Starał się nie myśleć o swoim śnie. Koszmar nawiedzał go często i budził w środku nocy. Wysuszył się i ładnie ubrał, chciał zaimponować Lorrie. Wyszedł z domu o 20. Był Spóźniony dlatego jechał bardzo szybko. Dojechał do domu Tommy’ego. Z podwórka usłyszał muzykę. Więc zabawa już się zaczeła. Podbiegł do drzwi. Zanim zapukał drzwi otworzyły się i przywitało go 10 osób. Przywitał się z każdym z osobna. Znał wszystkich i bardzo ich lubił. Towarzystwo było wielokulturowe. Po wojnie by przeżyć trzeba było współpracować. Artur był Polakiem, lecz wyjechał do Ameryki, gdyż Polska znikła z map świata tak jak Czechy, Niemcy, Ukraina i wiele innych państw. Wojna zakończyła się po dwóch miesiącach. Mimo to zniszczenia były ogromne. Praktycznie każde większe…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mikami
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…