Wróć do katalogu

BRAZYLIANA

seks, kłamstwa, kasety wideo i bollywoodzkie tańce

astra78, opublikowano , 35 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Słońce wzeszło wcześnie i oświetliło pokój ostrym letnim blaskiem. Wielki salon urządzony w stylu kolonialnym nie przypominał jednak miejsca, w którym spotkali się zeszłej nocy arystokraci na herbatkę. W porannej poświacie jawił się jako pole bitwy niedawnej, saloon albo miejsce, które nawiedził kataklizm. Zasłony pozrywane, rozrzucone po kamiennej posadzce, puste butelki po alkoholu i szkło różnorodne porozstawiane po komodach, stolikach i na fortepianie, damska bielizna tu i ówdzie, a powietrze zepsute odorem wódki i tytoniu. Na drewnianej ławie leżał pan domu- Eduardo Manuel Morda de Manianas… Słońce zakradające się do tego „przybytku bez nadziei” zaświeciło mu właśnie prosto w oczy i wybudziło z jakże ciężkiego snu. Edwardo usiadł, sapnął i przetarł oczy dłonią. Tak bardzo chciało mu się pić tylko po tureckim kebabie extra strong. Jakże więc ucieszył się na widok szklanki z wodą. Stała na wyciągnięcie ręki, jakby przygotowana właśnie dla niego na tę okoliczność, i już miał ją chwycić, kiedy zakręciło mu się w głowie, zachwiał się i przewracając szklankę wylał jej zawartość na podłogę. W tej samej chwili spod ławy wyskoczył pies i zaczął zlizywać kałużę rozlanej cieczy. Był to pies Eduarda mający problem alkoholowy od momentu, gdy jego właściciel dał mu skosztować whisky na jednej z takich imprez podobnych do tej z zeszłej nocy. Pies- Fagot, miniatura sznaucera, chłeptał więc ochoczo wodę wprost z marmurowej posadzki, kiedy nagle zesztywniał, pisnął i padł targany konwulsjami, a wszystko to na oczach zszokowanego tym widokiem pana, który w tejże chwili otrzeźwiał i poderwał się na równe nogi. Otumaniony kacem, obolały od spania na drewnianej ławie i od widoku zdychającego psa, wziął do ręki telefon i szybko wystukał numer…

Diego zjawił się w ciągu kilkunastu minut od telefonu przyjaciela. Był z nim jego brat Czuczu - policjant, który już od progu zaczął bacznie rozglądać się po salonie. -Co? Włamanie? -Hmm? -zdziwił się Eduardo –Nie, pies- powiedział wskazując palcem martwe zwierzę. -Ach…pies, myślałem, że włamanie, bo to wygląda, jakby złodzieje szukali łupu… -Nie Czucz, tu była impreza- rzucił Diego i opadł ciężko na kanapę. Obok niego leżały różowe stringi –i żałuję, że mnie na niej nie było… -Ktoś otruł mi psa- powiedział Edwardo –a w zasadzie pies wypił z podłogi rozlaną wodę z trutką, która była jak mniemam przeznaczona dla mnie. Obudziłem się skacowany, patrzę a tu stoi woda z cytrynką. Całe szczęście potrąciłem szklankę i rozlałem to coś i wtedy Fagot… -Tak, tak zdechł –dokończył policjant –Wezmę próbkę tej cieczy i wyślę…Albo zaniosę do laboratorium jeszcze dziś. -Ed, masz wroga- zaśmiał się Diego, ale widząc poważne miny współtowarzyszy natychmiast zmienił ton- Stary, kto by chciał cię zabić? -Hmmm…a kto by nie chciał- odrzekł Eduardo -Bez paniki panowie, czy ktoś oprócz pana jest teraz w domu? -Może morderca?- rzucił Eduardo -Żona? Dzieci? Służba? Goście imprezy? O to mi chodzi- wyjaśnił Czuczu. -Żona wyjechała do matki za granicę wczoraj rano, ma wrócić w przyszły piątek, dzieci nie mam, służbie dałem wolne do dzisiejszego wieczora, żeby mi potem plot o mnie i moich gościach nie roznosili po okolicy, ostatni gość wyjechał…o 4.00…może 5.00..pojęcia nie mam, taksi wezwał… -Wszystko sprawdzimy…i wie pan co, mam pewien plan…-powiedział gliniarz

***

-Sprawdzimy wszystko i wszystkich, ale o tym, że pan jednak tej wody nie wypił, będziemy wiedzieć tylko my trzej. Wszystkim, włącznie z pańską żoną musimy powiedzieć, że pan nie żyje… -Co?!- wrzasnął Ed –Nie mogę zrobić takiego żartu Karmen, dostanie zawału! -Proszę nie krzyczeć, pan nie żyję, przypominam panu -Ed, a jak to sprawka twojej żony? Pomyślałeś o tym? Skuza, ale miałaby kilkanaście powodów by cię zabić, a te powody mają na imię Inez, Mercedes, Esmeralda, Jolla… -Zamknij się Diego- syknął Ed –OK.! Powiemy wszystkim, że nie żyję…niech wam będzie, tylko, co nam to da? -Po pierwsze będzie pan bezpieczny, morderca nie będzie próbował drugi raz, po drugie, odsłucha pan zeznania z przesłuchania i powie, co się panu nie zgadza. Rzadko kiedy trup pomaga w dochodzeniu hehe taka mała manipulacja… -No dobrze Szerloku- zgodził się Eduardo -Wolę porównanie do Poirot’a…ale do rzeczy. Musimy szybko stąd pana wywieźć. Zakładamy, że morderca może obserwować dom. Zadzwonię do kogoś, kto ma wobec mnie dług, ten ktoś wpakuje pana w worek, wsadzi do karetki i zawiezie do mojej letniej hacjendy, z której nie korzystam, bo od paru lat nie mam urlopu. Proszę położyć się na podłodze. -Spędziłem tam kiedyś upojną niedzielę z Inez- rozmarzył się Diego -Co?- zdziwił się Eduardo -No byłem tam z nią, ale wtedy ona już się z tobą nie spotykała! -Ja nie o tym Diego, tylko o tym leżeniu na podłodze! –warknął Manianas -Odrysujemy pana -Ach- westchnął Ed i ułożył się obok kałuży wody i swojego zdechłego psa –Tak będzie dobrze? -Wyglądasz kwitnąco- rzucił Diego pomagając bratu odrysować denata -Bracie, a gdzie ty byłeś od 23.00 do 6.00? -Co ty Czucz? Jestem podejrzany? Hej, no w pracy byłem, przecież żeby nie to, byłbym na tej imprezie! -Była Inez- zamachał brwiami Ed i uśmiechnął się porozumiewawczo -Sprawdzę to… -Mój własny brat…słyszałeś, była Inez, ja bym dla niej zabił tego chlajusa, a jednak siedziałem i redagowałem artykuł o jakiś wściekłych krowach! -Te no, dzięki, zabiłbyś mnie? -Dość głupot! Pan zostawi wszystkie osobiste rzeczy, pojedzie do mojego domu i będzie pan tam siedział, dopóki nie skończę przesłuchiwać podejrzanych. Zrobi mi pan listę. W razie jakiejkolwiek potrzeby, zadzwoni pan do mnie z tamtejszego telefonu. Ja albo mój brat dowieziemy panu, co tam będzie trzeba, nawet pizzę. Dzwoni pan i rozmawia TYLKO ze mną, ok.? -Tak, ok.- zgodził się Ed -Te Czucz, co ci jest winny ten koleś od karetki? -Kiedyś ja kogoś mu przewiozłem swoim służbowym wozem, tyle powiem. -Dobra, dzwoń do niego, pora się zbierać- rzucił Diego i nachylił się nad Fagotem -Myślisz, że ktoś mnie może nienawidzić tak bardzo, żeby mnie otruć? -Nie wiem stary, te wszystkie zakochane, porzucone, zdradzone, ich faceci…z zazdrości…no, bo chyba nie podpadłeś komuś z innego powodu? Hazard? Pożyczyłeś od kogoś kasę? -No, co ty, ja od kogoś? Toć ja mam. A innym nie pożyczam. Taką mam zasadę. I cudzych żon nie bzykam…raczej… -Czuję w tym kobiecą rękę- wtrącił policjant -A ty, co, tu gadasz przez telefon, a tu wszystko słyszysz?- zdziwił się Diego -W tym fachu trzeba mieć oczy i uszy dookoła głowy. Panowie, zaraz będzie transport. Pan pojedzie, ja zabezpieczę dowody i dom. Poczekam na służbę. Zadzwonię do żony. Przedstawienie czas zacząć…

*** Eduardo siedział bezczynnie trzy dni w letnim domu komisarza Moralesa. Nie mógł jeść ani spać. Myślał, wciąż zastanawiał się, kto mógł chcieć jego śmierci. Wciąż dostarczał nowe nazwiska i kontakty policjantowi, wciąż miał nowe teorie, które Czuczu skrzętnie notował i sprawdzał. Niepokój i stres potęgował jeszcze lejący się z nieba żar. Ale to nie od upału czoło Eda było zroszone potem… Czwartego dnia do hacjendy zawitał wreszcie komisarz -Wszystko gra? -Tak…nie…nie mogę już dłużej tak tu siedzieć, muszę coś robić, coś… -Proszę się uspokoić, wszystko jest na dobrej drodze. Przywiozłem panu czyste ubrania, coś do jedzenia…myślę, że przydałaby się panu…proszę wybaczyć…kąpiel… -Tak, wiem… -Ale to, co najważniejsze…mam taśmy z przesłuchania służby, gości z imprezy…do żony się nie dodzwoniłem… -Jak to? -Jej telefon jest…poza zasięgiem. Mówi pan, że pojechała do mamy…niestety nie było jej tam. Przykro mi… -A to suka! Chciała mnie otruć larwa jedna…dla kasy!- wrzasnął Eduardo -Proszę nie wyciągać pochopnych wniosków, proszę przesłuchać uważnie taśmy. Zacząłem od służby, bo substancja, która była w wodzie to popularna trutka na szczury…cytrynka była dla neutralizacji zapachu. Wystarczyłby jeden łyk tej wody i byłoby po panu. Taką trutkę ma pan u siebie w piwnicy. Więc pierwszego przesłuchałem ogrodnika. Ale nie sądzę, żeby był w to zamieszany…spędził noc w izbie wytrzeźwień -A to mnie nie dziwi jakoś! -Następna była kucharka. Też ma mocne alibi i wcale pana nie nienawidzi, wręcz przeciwnie… -Tak, ma dużą rodzinę, a ja jej pozwalam wynosić żarcie, które i tak by się zmarnowało…dobre serce mam… -Tak, tak…wierzę. Potem była Eva, pokojówka. Powiedziała, że jej brat, Alfonso, pana lokaj i kamerdyner, bardzo jej tę pracę odradzał, bo, jak to mam na nagraniu, pan jest babiarz, oszust, podrywacz i chlajus i pewnie bał się o siostrę, która, to trzeba przyznać, ładna jest i młodziutka. -Pan wybaczy, ale pedofilia nie moja działka. Powiedziała panu, że ma 15 lat? Nikt by jej nie zatrudnił a ja sram na konwenanse. Chciała na szkołę zarobić! Czy coś tam… -O, wygląda na 18. Wierzę, że nie miał pan złych intencji…wierzę też, że nie będzie pan niczego przede mną ukrywał…MOCNO w to wierzę… -Powiem wszystko jak było. W końcu reputację i tak mam, jaką mam… -Dobrze…Alfonso, pana lokaj. Trudno było go znaleźć. Mówi, że był na paradzie w San Pukas, święto samby, czy jakoś tak. Trudno sprawdzić alibi, ale niejaki Enrike Sodoma to potwierdza. -Możliwe…Al to muzykalny gość. Lubi sobie pośpiewać, potańczyć, pięknie maluje. Widział pan obraz w salonie? To jego dzieło… kopia impresjonistycznego malowidła… -Zostawmy to. Alfonso bardzo ubolewa nad pana stratą. Bardzo dobrze się o panu wyraża. -No to dobrze czy źle? -Jakie były panów relacje? -No nie, o to chyba mnie pan nie posądza,? Najpierw dzieci teraz… -Relacje. Nie stosunki… -No a jakie. On u mnie pracuje, ja mu płacę. On nie mówi mojej żonie, że znalazł damską bieliznę pod kanapą, ja…mu płacę. Płacze, bo kasę stracił. Ot, co. -I nigdy nie mieliście na pieńku? -Kurde, raz po pijaku w nocy…poszedłem do kuchni…napić się…ciemno było. Burza jakaś była, korki wysadziło. No i ona tam przy świeczce w takiej białej koszuli siedziała… -Ona? -No ta, Eva…i tak pięknie wyglądała jej twarz w blasku tej świecy, no i jej powiedziałem, że ma piękne oczy i dłonie takie delikatne, a ona się uśmiechnęła i oblizała wargi…i…się chyba speszyła, bo uciekła…pijany byłem, może wyczuła… -A mówił pan, że dzieci nie podrywa… -Jezu, byłem pijany i nic bym jej nie zrobił…to się nazywa kom-ple-ment… -Nie wspomniała o tym incydencie…sprawdzę to jeszcze raz. -Na drugi dzień, chciałem ją przeprosić, ale miała wolne. To podszedłem do Alfonsa, bo jakoś się dziwnie na mnie patrzył, pewnie mu powiedziała. Wziąłem go pod ramię i na ucho powiedziałem, że się strasznie wygłupiłem, zachowałem jak dureń ostatni i wcale nie miałem zamiaru mówić takich rzeczy. A on się zdenerwował i wyszedł z pokoju. -Tego mi nie mówił, też to sprawdzę. Proszę przesłuchać te taśmy i zadzwonić do mnie, jeśli coś będzie dla pana brzmiało niespójnie, podejrzanie. -Dobrze. Dziękuję. Proszę poszukać Karmen. Czuję, że ona maczała w tym palce panie Morales. -Znajdę i przesłucham pana żonę jak będzie to tylko możliwe. Acha, i proszę dziś na noc zamknąć okiennice, nadają burzę i silny wiatr. Jakby co, świeczki są w szufladzie przy zlewie. -Dziękuję. Tak dużo pan dla mnie robi, nie wiem, jak się panu odwdzięczę… -To mój obowiązek, moja praca panie Manianas. Nie pochwalam pańskiego stylu życia, ale nie mi tego oceniać. Ja stoję tylko na straży prawa. Policjant odjechał. Eduardo długo patrzył na taśmy leżące na stole. Był ciekaw, co sądzą o nim znajomi, był ciekaw, co mają o nim do powiedzenia, ale najpierw postanowił wziąć kąpiel i przebrać się w czyste ubranie.

***

Inspektor Morales postanowił jeszcze tego popołudnia odwiedzić drugi raz pokojówkę Evę i zapytać o ten incydent, o którym wcale nie wspomniała przy poprzednim przesłuchaniu. Dziewczyna wyglądała na mocno zaskoczoną i zbitą z tropu. Przysięgała, że pan domu nigdy, nawet po pijaku nie zalecał się do niej. Policjant uwierzył jej. Wyszedł od Evy około godziny 16tej i ledwie wsiadł do samochodu, rozległ się dźwięk dzwonka jego służbowego telefonu. Dzwoniła Karmen, żona Eduarda. Kiedy Morales wyjaśnił jej w jakim celu chciał się z nią skontaktować, kobieta rozpłakała się i długo nie mogła się uspokoić. Ustalili, że gdy już poczuje się lepiej, zadzwoni do inspektora jeszcze raz i jak najszybciej postara się wrócić do domu. Zanim się rozłączyła, Czuczu zdołał usłyszeć w tle jakiś męski głos wołający ją po imieniu. Wszystko natychmiast ułożyło się w logiczną całość. Pani Manianas oszukała męża mówiąc, że jedzie na tydzień do matki za granicę, a tak naprawdę spędziła ten czas z obcym mężczyzną, zapewne kochankiem. Miała motyw by pozbyć się męża, jednakże inspektor uwierzył w szczerość jej łez. Czuczu chciał jeszcze raz spotkać się teraz z Alfonso i zapytać o ten przemilczany incydent z pijanym Edem, ale lokaj tak bardzo gdzieś się spieszył, że przełożyli przesłuchanie na godzinę 21.. Inspektor ruszył za nim, ale zgubił go w centrum na jednej z tłocznych uliczek. –Cóż, może przynajmniej napiję się kawy- pomyślał i spojrzał na lokal po swojej prawej. „San Pukas gey club” głosił szyld nad drzwiami i inspektorowi Moralesowi jakoś od razu odechciało się kawy. Uśmiechnął się do siebie i wrócił po swój samochód. W tym czasie Eduardo był już w trakcie przesłuchiwania taśm. Koledzy wyrażali się o nim całkiem pochlebnie, jakby go podziwiali i nawet bardzo żałowali, że umarł. Z kobietami było różnie. Najczęściej mówiły, że spotykały się z nim dla seksu, jedna stwierdziła, że dla pieniędzy, inna traktowała po przyjacielsku, jeszcze innej przypominał ojca, ale żadna nie stwierdziła, że go nienawidzi, co potraktował jako życiowy sukces…koleiny do swojej kolekcji. Znużyło go to słuchanie, więc postanowił na chwilę się zdrzemnąć. Wielkimi krokami zbliżała się burza.

Z drzemki wybudził go odgłos jakby pioruna. Otworzył oczy. Był w swoim salonie, wszystkie porozrzucane butelki, szklanki i cały bałagan wskazywał, że oto niedawno odbywała się tu impreza. Tuż przed nim, na stoliku stała szklanka pełna wody z cytrynką. –Cholera, to był sen- pomyślał Ed i usiadł śmiejąc się do siebie. –O nie, nie napiję się tej wody, wolę już zasuszyć się na śmierć- pomyślał, gdy nagle drzwi do salonu otworzyły się z hukiem, światło przygasło i dała się słyszeć hinduska muzyka, a w nozdrza uderzył ostry zapach indyjskich kadzidełek. Do salonu wtargnęły kobiety odziane w kolorowe sari, ku swojemu zaskoczeniu Ed rozpoznał w nich swoje niedawne kochanki. Kobiety te tańcząc zaczęły śpiewać.

Ooojejejej płaczemy, bo umarł kochanek nasz…skończył się potajemny sex, został tylko hasz… Ooojejejej płaczemy, bo dobry był…tak było dobrze nam, szkoda, że krótko żył…

W tejże chwili kolejna postać- Karmen, żona Eduarda, w złotej hinduskiej sukni wkroczyła między tancerki

Wyyyyypad larwy podłe, wooon mi z domu, komu arszeniku, komu, komu? Ty niewierny mężu będziesz konał w mękach, życie z tobą to była udrękaaaaaa…

Salon w jednej chwili stał się sceną z boliłudzkiego filmu. Eduardo chciał coś powiedzieć, ale z jego ust zaczęły wydobywać się jedynie hinduskie śpiewy. Ciało bezwiednie poderwało się z ławy i zaczęło tańczyć taniec brzucha, a srebrzyste cekiny okalające biodra jęły pobrzękiwać w rytm muzyki

Żono ukochana chyba im nie wierzysz nie zdradziłem ciebie…lalala nie umiem rymować, cholera fiku miku nie wsypuj mi do wody żono arszenikuuuu…

***

Dobiegała godzina 22.. Alfonso Gomoria wrócił do domu zapominając, że godzinę wcześniej miał skontaktować się z policją. A policja już czekała na niego. -Alfonso Gomoria. Jest pan aresztowany za zabójstwo Eduarda Manuela Morda de Manianas. Ma pan prawo milczeć. Wszystko, co pan powie, będzie użyte przeciwko panu. Ma pan prawo do adwokata, jeśli pana na niego nie stać, zostanie panu przyznany adwokat z urzędu.- odczytał Alfonsowi prawa Czuczu Morales. -Jakie morderstwo?!- zdenerwował się Alfonso- ja nikogo nie zabiłem! -To ustalimy na przesłuchaniu. Proszę zachować spokój. W drodze na komisariat zadzwoniła do komisarza żona Eduarda. -Proszę pani, oddzwonię, właśnie jadę z podejrzanym na przesłuchanie. -Panie komisarzu, ja już jestem w mieście. Ale stało się coś strasznego, musimy się spotkać. Teraz, zaraz. -Może pani przyjechać na komisariat? -Mogę. Będę tam za parę minut. -Pani Manianas, jeśli coś pani grozi, to ja wyślę po panią radiowóz. -Nie, nie sądzę, ale morderca mojego męża był w domu. -Nie rozmawiajmy przez telefon. Pani jest w domu? -Tak. -Dom jest obserwowany przez policję. Proszę tam zostać. Ja do pani przyjadę. -A ja?!- zdenerwował się Alfonso. -A ty milcz! Poczekasz na mnie. -To nadużycie policji. Powiem, powiem… -Powiesz, ale dlaczego zabiłeś swojego pracodawcę. A teraz milcz i mnie nie denerwuj.

Karmen Manianas siedziała na tarasie swojego domu i nerwowo obracała w dłoniach jakieś pudełko. Na widok policjanta od razu wstała i wręczyła mu tajemniczą rzecz. -To taśma z nagraniem tamtego feralnego wieczoru.- powiedziała i widząc wielkie zdziwienie malujące się na twarzy Czuczu dodała –To ja zainstalowałam w salonie i w sypialni kamery, żeby mieć pewność, że mąż już mnie nie zdradza, jak obiecał. Nagrała się cała impreza… -Dlaczego mi panie nie powiedziała o dowodzie przy pierwszej rozmowie, tu musi być i morderca -Morderca też miał taką…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych