Buduje lub niszczy
Co popycha ludzi do zbrodni? Nad tym zastanawia się Julia, kiedy ktoś zaczyna nagle robić jej dziwne kawały. A kiedy one stają się coraz poważniejsze, Julia już czuje, że jej prześladowcą okaże się ktoś z jej znajomych... P.S. Proszę komentujcie:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Buduje lub niszczy
10.03.08r. Zawsze myślałam, że jestem człowiekiem. I jestem. Ale najpierw jestem psychologiem, a dopiero później człowiekiem. Wpierw zadaję pytania. Potem czuję. Trochę przeszkadza to w byciu empatycznym, ale za to daje wgląd w prawdę. A ja lubię znać prawdę. W sumie nie jestem pewna, co jest najważniejsze u psychologa. Uczucia czy wiedza? Chyba zależy to od tego, jak chcemy pomagać. Może jednak nie jestem psychologiem. Sama nie wiem. Jednak kimkolwiek jestem, i bez względu na to, czy mój charakter okaże się w przyszłej pracy zaletą czy wadą, aktualnie nie pomaga mi w życiu. Można nawet powiedzieć, że przeszkadza. Głównie w życiu społecznym. Mam dużo znajomych, owszem. Jednak mało prawdziwie bliskich osób. Kto chciałby -przyjaźnić się z kimś, kto najpierw pyta, a dopiero później przytula? Tak. Mój charakter stanowczo uszczupla grono moich przyjaciół. Byłam wczoraj u Krysi. Poszłam do niej co prawda tylko pożyczyć olej, ale akurat trafiłam na nieodpowiedni moment. Krysia siedziała na łóżku w objęciach Doroty. Płakała. Dorota próbowała ją pocieszyć, jednak jak widać średnio jej wychodziło, bo na mój widok Krysia zaczęła pochlipywać jeszcze głośniej. Nie łatwo pocieszać ludzi. - Co się stało? - spytałam, zamiast poprosić o pożyczenie oleju. - Arek... - zaczęła Krysia, ale nie dała rady dokończyć. - Arek z nią zerwał – wyrzuciła z siebie szybko Dorota. W tym momencie powinnam zapewne zrobić minę zbitego psa i powiedzieć, że jej współczuję, Ale oczywiście wtedy nie byłabym sobą: - Co powiedział? - spytałam. W głowie widziałam już setki możliwych odpowiedzi. Setki hipotez na temat tego, co oznaczały w rzeczywistości słowa, które jej powiedział. Słowa, których miałam nie poznać. Krysia bowiem zaczęła jeszcze gwałtowniej siorbać nosem, a jej współlokatorka spojrzała na mnie jak na wyjątkowo dorodną glizdę. Albo jakieś inne obleśne robactwo. Krysia nie ma ochoty teraz o tym rozmawiać – odparła chłodno, po czym spojrzała przelotnie na drzwi. Nie trzeba było mi tego drugi raz powtarzać, zrozumiałam aluzję. Dopiero za drzwiami uświadomiłam sobie, że wciąż nie mam oleju. To już wiecie, dlaczego nie mam wielu przyjaciół. Czasami żałuję, że taka jestem. Ale w rzeczywistości wcale nie chcę się zmienić. Lubię pomagać ludziom na swój sposób. A głaskanie po głowie i szeptanie do ucha miłych słów stanowczo takowym nie jest. Może i pomaga, ale wyniki moich metod są jednak lepiej widoczne. Nie zdążyłam jeszcze wejść do pokoju, kiedy dogoniła mnie Krysia. Spojrzała na mnie swoimi czerwonymi od płaczu oczami, po czym wyrzuciła z siebie jednym tchem: - Powiedział, że mu przykro i że już nie możemy być razem. Powiedział, że chyba nie kochał mnie tak mocno, jak myślał, że mnie kocha. Co to znaczy?! - dodała na koniec błagalnym tonem. - Był wczoraj na jakiejś imprezie? - przed moimi oczami zaczęły się przewijać kolejne hipotezy. - Tak... - Krysia zawahała się na moment – skąd wiesz? - Nie było cię tam? - Nie mogłam przyjść, mam za dwa dni ważne kolokwium! O rety! Czyżby chodziło o to, że nie poszłam? Jest zły? Ale przecież mógł powiedzieć, że tak mu zale... - przerwała, kiedy pokręciłam głową. Spojrzała na mnie wyczekująco. - Wydaje mi się, że na tej imprezie za dużo wypił i obudził się w łóżku z jakąś laską, której imienia nawet nie zna. A teraz ma wyrzuty sumienia i wmawia sobie, że skoro tak na niego podziałał alkohol, to widocznie nie może cię kochać. Ale to bzdura. Obie wiemy, że Arek cię kocha, a alkohol wyprawia z ludźmi niesamowite rzeczy. Idź do niego. Powiedz, żeby po prostu nie pił więcej, kiedy będzie bez ciebie na imprezach – uśmiechnęłam się do niej, jednak już jej nie było. Biegła po schodach do góry, a ja zastanawiałam się, od kogo jeszcze mogłabym pożyczyć olej... Pomagam. Ludzie są mi naprawdę wdzięczni, wiem to. Zawsze dziękują i przepraszają, za swoje wcześniejsze zachowanie. Zapraszają mnie na imprezy, jednak nadal unikają mnie na nich. Mówią mi cześć na korytarzu, lecz nigdy się przy tym szczerze nie uśmiechają. Krysia wróciła późnym wieczorem. Podziękowała i powtórzyła mi część ich rozmowy. Spytałam go prosto z mostu, czy spał z inną na tej imprezie. Na chwilę zapadła cisza, jednak już po chwili wyszeptał, że tak. Wytłumaczył, że wypił za dużo i obudził się z jakąś dziewczyną w łóżku. Myślał, że mu nie wybaczę... - dziewczyna mówiąc to wszystko uśmiechała się przez łzy – powtórzyłam mu to, co mi powiedziałaś. Pół minuty później już byłam w jego ramionach, a przed chwilą nawet przyniósł mi kwiaty mówiąc, że więcej beze mnie łyka piwa nie wypije. Dziękuję – wyszeptała na końcu nieśmiało. I skierowała się do wyjścia. W drzwiach odwróciła się jeszcze na moment, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się delikatnie. Po czym wyszła szybkim krokiem. Ludzie się mnie boją. Nie podoba im się, że ktoś może tyle o nich wiedzieć. Rozumiem ich. Też bym się siebie bała na ich miejscu. A tak w ogóle to ja nawet nie wiem, czy dobrze jej doradziłam. Może to była jednorazowa wpadka, a może nie. Mi się wydaje, że on faktycznie więcej na imprezach bez Krysi pić nie będzie. Ale czy ja go na pewno na tyle znam, żeby to wiedzieć? Tak naprawdę nawet nie potrafię wiele powiedzieć o sobie, a co dopiero o innych. Gdyby ktoś mi powiedział, kim jestem, co był odpowiedziała? Mam na imię Julia, jestem drobną dziewczyną o bladej cerze, rudych włosach i szarych oczach. Studiuję na III roku psychologii i nie wyobrażam sobie, że mogłabym w przyszłości wykonywać inny zawód. Jednak czy ten opis rzeczywiście coś o mnie mówi?
15.03.08r.
Rano znienacka wpadłam na kumpelę z akademika obok. Akurat zapraszała jakiegoś przystojniaka na imprezę na wieczór. No i nie wypadało jej mnie zignorować więc przypadkiem zostałam zaproszona i ja. Co prawda nie miałam zamiaru iść, jednak tuż po dwudziestej odłączyli internet,a ostatnią pożyczoną książkę z biblioteki skończyłam czytać popołudniu. I w taki właśnie sposób trafiłam na zabawę Agaty. Jak dla mnie wszystkie imprezy wyglądają tak samo. Głośna muzyka, głosy ludzi, którzy próbują ją przekrzyczeć i oczywiście alkohol. Zazwyczaj nie piję, a wtedy kończy się na tym, że chodzę od grupki do grupki, trochę słucham, a trochę rozmawiam o bzdurach takich jak pogoda czy studia. Wychodzę kiedy ludzie przestają kontaktować a ja jestem już na tyle znudzona, że z łatwością usypiam jak niemowlę. Czasami jednak i ja piję alkohol. Nigdy dużo, jednak wystarczająco, żeby nagle stać się bardziej imprezową dziewczyną. Niestety, ja w takiej formie wcale nie jestem bardziej lubiana niż zwykle. Tak samo chodzę od grupki do grupki, lecz stanowczo więcej mówię. Niekoniecznie to co ludzie chcą usłyszeć. Podobnie było tego wieczora. Wypiłam ze dwa piwa, trochę mnie wcięło, zaczęłam więc krążyć wśród znajomych. Gdzieś mignęła mi Krysia tuląca się do Arka. Niedaleko zobaczyłam również Dorotę dyskutującą z jakimś chłopakiem. Nie jestem dobrze wychowana. Podeszłam podsłuchać. - ... no i wiesz, tam jest jeszcze taka dziewczyna, Elaine, i ona, no wiesz, jest sekretarką tego gbura, który został zabity – paplała Dorota, której najwidoczniej język zdążył już się rozplątać porządnie – och, tak bym chciała wiedzieć, kto zabił! - Roger. Jestem pewien, że Roger – stwierdził z przekonaniem jej towarzysz, po czym dokończył z wyższością – zdążyłem już się tego domyślić, jak opowiadałaś. - Jaki ty jesteś mądry... ale dlaczego uważasz, że to on? - spytała z zaciekawieniem moja koleżanka z piętra. - No bo wiesz... - zaczął, jednak oczywiście przerwałam mu. - Bo obejrzał film – rzuciłam. - Co? - spojrzeli na mnie oboje zdziwieni. Chyba nie spodziewali się, że ktoś wtrąci im się niespodziewanie do rozmowy. - Obejrzał film, dlatego wie, kto zabił. - Oglądałeś film? - Dorota zwróciła się do chłopaka. - Nie no, coś ty! Ta dziewczyna wymyśla, bo nie może przyjąć do wiadomości, że ktoś może być na tyle inteligentny, żeby na to wpaść, mówię ci! - wyrzucił z siebie, trochę niewyraźnie. - Tak? Ja bym raczej powiedziała, że ktoś tu z nas obecnych jest przekonany, że filmy zawsze kończą się tak samo jak książki. Niestety, słonko, nie zawsze tak jest. W tej książce kto inny jest mordercą. - Hola hola! Nawet jeśli się pomyliłem, to nie znaczy od razu, że oglądałem film! Każdemu wolno popełnić błąd w kalkulacji! - ostatnie zdanie raczej wybełkotał, niż powiedział. - No właśnie, wiesz – Dorota stanęła po jego stronie – mogłabyś się nie wtrącać nieproszona do rozmów, wiesz! - Pewnie bym i mogła, ale nie lubię słuchać kłamstw, wybaczcie. A to, że oglądałeś film wiem stąd, że po pierwsze w filmie właśnie Roger jest mordercą, po drugie, w filmie nie ma postaci Elaine, a widziałam, że nie mogłeś jej sobie przypomnieć, kiedy Dorota o niej wspominała. Po trzecie, kiedy ujawniłam, że kłamiesz, zacząłeś przeskakiwać z nogi na nogę i zrobiłeś się agresywny, co jest oczywiście oznaką zdenerwowania. A po czwarte, widziałam cię ostatnio u Darka w pokoju, kiedy oglądaliście ten film. Normalnie poczekałabym zapewne żeby zobaczyć ich reakcje, jednak moją uwagę zdążyło przykuć coś innego. Na środku sali stało dwóch chwiejących się odrobinę mężczyzn, którzy najwyraźniej byli w bojowym nastroju. Przepchnęłam się tam jak najszybciej. Okazało się, że byli to moi sąsiedzi. Tomek, wysoki szatyn o trochę chłopięcej urodzie i Darek, niższy, odrobinę korpulentny. Obaj są na IV roku politologii. Jak widać nie uczą ich tam bez agresywnych sposobów wyrażania własnego zdania... Tomek właśnie miał zamiar rzucić się na Darka, kiedy weszłam pomiędzy nich z nadzieją, że nie są na tyle pijani, żeby zrobić mi krzywdę. - Co tu się dzieje? - krzyknęłam, patrząc raz na jednego, raz na drugiego. - Ten... ten dupek mi kurwa przywalił! - wyrzucił z siebie Tomek. Spojrzałam na Darka. - To on zaczął! On... - Darek czknął, po czym spojrzał z wyrzutem w stronę swojego przeciwnika. - Nieprawda! Ja kurwa nic nie zaczynałem! - Darek? Co Ci zrobił Tomek? - patrzyłam na Darka wyczekująco z nadzieją, że się złamie i przestanie wyglądać tak groźnie. - On... ten sukin..syn obraził Alę! - Nieprawda! Kurwa, nikogo kurwa nie obrażałem! - Darek, w jaki sposób Tomek obraził Alę? - Tomek wyglądał jakby chciał znowu zaprotestować, jednak jak tylko spojrzałam na niego spode łba, zamknął buzię. - On na nią... ga... gapił się jej na tyłek! - wykrzyczał pomiędzy czknięciami. - Nieprawda! Nigdzie się kurwa nie gapiłem! - Uspokójcie się, chłopcy – powiedziałam łagodnie – Darek, wygląda na to, że Tomek spojrzał na Alę niechcący, nie chciał nikogo obrazić, zapomnijmy o tym, ok? - Nigdzie się kurwa, nie gapiłem! - wykrzyczał ponownie Tomek, jednak na szczęście, Darek go zignorował i nadal patrzył się na mnie. - No... dobra... ale on ma... się na nią już nie gapić! - Dobra, nikt nie będzie się już gapił na Alę, jasne? No, to idź do niej, na pewno nie może się już ciebie doczekać. - stwierdziłam, po czym odwróciłam się do drugiego nieokrzesańca – ok, już się po prostu do nich nie zbliżaj i tyle, ok? - No, dobra... - rzucił, przepraszająco – ale ja się kurwa naprawdę nigdzie nie gapiłem! - No spoko, wiem – pokiwałam głową na znak, że rozumiem, po czym zmyłam się stamtąd. Na jeden wieczór miałam już stanowczo dosyć imprezowania. Wróciłam do siebie. Moja współlokatorka Basia była jak zwykle w domu, więc miałam pokój tylko dla siebie. Nie wiem, czy ona tak bardzo lubi być w domu, czy po prostu źle się czuje, gdy mnie widzi, jednak prawda jest taka, że prawie nigdy nie ma jej w akademiku. Ale ja nie narzekam, w sumie lubię spędzać czas sama ze sobą. Wzięłam ręczniki i kosmetyczkę, po czym zdjęłam okulary, chcąc je odłożyć na lodówkę. Tyle, że w miejscu, w którym zazwyczaj je zostawiam, leżała już jakaś karteczka. Wzięłam ją z ciekawości do ręki, żeby sprawdzić, czy to po prostu jakiś śmieć, którego zapomniałam wyrzucić. Ale to nie był śmieć. I chyba nie znalazł się tu przypadkiem. Na karteczce napisane były tylko dwa słowa:
Widzę Cię
16.03.08r.
Wczoraj uznałam, że kartka zostawiona na lodówce to nic innego, jak żart. Lecz oczywiście postanowiłam dowiedzieć się, kto mi tego psikusa zrobił. Zeszłam dzisiaj przed siódmą na portiernię spytać, czy ktoś w nocy brał mój klucz od pokoju. Pani portierka ze zdziwieniem stwierdziła, że nikomu klucza nie dawała. - Ale jak to, coś się stało? - pytała, zaaferowana. - Nic takiego – odparłam w przekonaniu, że tak jest w istocie. Ale czy było? Ktoś się natrudził, żeby zwinąć klucz do mojego pokoju, kiedy portierki nie było w pobliżu (czasem musi chodzić do łazienki i liczy wtedy zwykle na ludzką uczciwość). Zostawił kartkę. I z tego co się orientuję, tylko tyle. Nic nie zginęło, w pokoju był taki sam bałagan, jak wcześniej. Wszystko było na swoim miejscu. Dlatego myślałam, że to zwykły żart. I w sumie dalej tak myślę. Tyle, że wygląda na to, że ktoś ten swój dowcip bierze całkiem poważnie. Na tyle poważnie, że kradnie klucz, po czym go grzecznie oddaje. Czy to możliwe, że portierka tego nie widziała? Niestety, tak. Pani, która pilnowała dziś w nocy, nie jest specjalnie czujna. Czasem jak czyta książkę, można i pięć kluczy zwinąć, nie wspominając nawet o podłożeniu kilku na stolik. Później, wsadzając je na półkę, nie zapamiętałaby przecież numerków. Nieważne, zostawmy już tą sprawę. Przecież już od dawna wiem, że nie jestem specjalnie lubiana. Całe mnóstwo osób mogłoby zrobić mi coś takiego. Ale tylko tyle. Nie ma nikogo, kto posunąłby się dalej, więc nie mam czym się martwić. Po południu zadzwoniłam do kumpeli z roku. Pogadałyśmy chwilę, po czym umówiłyśmy się na wieczór. Patrzcie, jednak są ludzie, którzy nie unikają mnie za wszelką cenę. W międzyczasie poszłam do biblioteki, wymienić książki. Nie chciałam, żeby powtórzyła się sytuacja z dnia wczorajszego. Imprezy stanowczo nie są dla mnie. Chodziłam między półkami, szukając interesujących tytułów, kiedy nagle odniosłam wrażenie, że coś jest nie tak. Odwróciłam się, jednak nikogo nie zobaczyłam. Zawahałam się. Zdawało mi się? Wróciłam do czytania tytułów na półkach. Nie przeszłam jednak pięciu kroków, kiedy znowu to poczułam. Jakby ktoś był w pobliżu. Czekał. Odwróciłam się. - Cześć Julia – tuż przed sobą zobaczyłam kolegę z akademika. Uśmiechał się do mnie wysoki, postawny blondyn. Zbeształam się w myślach za tchórzostwo, po czym spróbowałam odpowiedzieć. - Hej Mateusz– miałam nadzieję, że głos mi nie zadrżał. - Szukasz czegoś konkretnego? - Nie, tylko tak sobie chodzę między półkami. Może coś mi wpadnie w oko – odparłam z uśmiechem. - Uważaj, żebyś ty komuś nie wpadła w oko przypadkiem – zażartował puszczając do mnie oko. - To raczej nie wchodzi w grę – roześmiałam się. - W sumie, fakt... - udał, że się nad czymś zastanawia – chyba, że nic byś nie mówiła. Kiedy tak krążysz między półkami, wyglądasz nawet słodko, ale kiedy się już odezwiesz... - Uważaj, bo kto wie, mogę mieć jeszcze do tego spojrzenie bazyliszka! - Może w takim razie będę patrzył ci w inne oczy... - zażartował, a ja spłonęłam rumieńcem. Niedługo później wyszliśmy z biblioteki, taszcząc pod pachami po kilka książek. Przez chwilę, kiedy musiałam skręcić w korytarz prowadzący do mojego pokoju, było mi nawet żal. Miło czasem z kimś pożartować. Mateusza znam już od roku. Jest współlokatorem Arka, chłopaka Krysi. Studiuje socjologię. Nie musi się wiele uczyć, jednak rzadko widuję go wśród ludzi. Najwyraźniej, podobnie jak ja, woli towarzystwo książek. Zwykle spotykamy się więc w bibliotece, lub w drodze do niej. Jednak i ja, i on, czasami mamy ochotę pobyć trochę wśród ludzi. Na samą myśl zaczęłam jeszcze bardziej cieszyć ze spotkania z koleżanką. No, niedługo muszę wychodzić. W co by się tu ubrać?
18.03.08r.
Studiuję psychologię. Jestem na trzecim roku. Jednak czy naprawdę to się liczy? A może to coś, co jest w nas? Znam na psychologii naprawdę dużo ludzi, którzy będą w przyszłości dobrymi psychologami. Niestety znam tam również wiele osób, które takowymi nie będą. Takich, którzy myślą głównie o sobie, traktując innych jak zbędne tło. Tych, którzy nie mogą przerwać mówić, a co dopiero wysłuchać kogoś. Także ludzi, którzy z wszystkimi się kłócą (a szczególnie z wykładowcami!), uznają tylko własne zdanie. Co oni tu robią, na psychologii? Boję się myśleć, że ktoś ich kiedyś dopuści do pacjentów. Byłam dziś na uczelni. Pierwsze zajęcia miałam z wypalenia zawodowego. Oczywiście jedna dziewczyna jak zwykle spóźniła się pół godziny, po czym przez większość czasu dyskutowała z prowadzącą. Miałam ochotę się tam roześmiać, jednak kultura osobista wygrała. Przeczekałam tą godzinę cierpliwie, po czym poszłam poszukać koleżanki. Marta siedziała w bufecie, delektując się cierpką, zimną kawą. Podziwiam to, że jest w stanie wypić coś tak wstrętnego. Naprawdę. Przyjrzałam się jej z daleka. Odrobinę niższa ode mnie, o jasnej karnacji i kruczych włosach, bardzo się na naszej uczelni wyróżniała. Przecież teraz w modzie jest opalenizna i blond włosy. Cóż, jak widać, żadna z nas nie jest na topie. Podeszłam do niej. - Hej, Piękna, co słychać? - przywitałam się. - Beznadzieja. Jak wiesz, mieliśmy się dziś umówić na kolosa z Ryłkowskim. Jednak on jest spoko, więc zaproponował, że da nam wszystkim trójki i z głowy. I zgadnij, co się stało? - Ktoś zaprotestował? - zasugerowałam. - No jasne! - warknęła Marta – Czy u nas na uczelni musi być tyle jędz?? - Musi. Równowaga na świecie musi być - uśmiechnęłam się sarkastycznie. - Spójrz na to od tej strony. Na świecie jest mniej więcej po równo wiedźm i fajnych babek. U nas na uczelni są prawie same kobiety. Żeby równowaga była, musiało się tu znaleźć po równo tych pierwszych jak i tych drugich. - Mam ochotę krzyczeć! - jęknęła ze złości – Czemu my musimy cierpieć przez te idiotki? - Spójrz na to od jej strony. Może chce mieć stypendium. Może go naprawdę potrzebuje. Chora matka czy coś... - Odbiło ci?! Jej rodzice są właścicielami jednej z większych firm w Katowicach! Po jaką cholerę byłoby jej stypendium?? Chyba po to, żeby innym zabrać dopływ gotówki! - A może po prostu jest ambitną egoistką – stwierdziłam, a Marta pokiwała głową na znak zgody. Po następnych zajęciach miałam okienko. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, gdyż Marta niestety poszła już do domu. Normalnie może i by tam ze mną poczekała, ale akurat jej brat miał się przeprowadzać więc chciała mu pomóc. Wybaczyłam jej. Siadłam za to znowu w bufecie, tym razem w towarzystwie książki. Miałam zamiar poczytać sobie Fromma, podoba mi się jego styl. I jego myśli. Lecz po niespełna pięciu minutach moja sielanka została niespodziewanie zakończona. Przyszła Ala z koleżankami. Wcześniej zapewne zapomniałam o tym wspomnieć, lecz Ala, która jest dziewczyną Darka, nie tylko mieszka ze mną w akademiku (nawet na jednym piętrze), lecz również studiuje psychologię. Jest rok wyżej ode mnie, więc często pożyczam od niej notatki. Albo raczej pożyczałabym, gdybym nie miała tyle czasu na naukę. Jednak moje życie towarzyskie nie rozwija się jakoś specjalnie wartko, więc zazwyczaj mogę sobie pozwolić na chodzenie na wykłady i czytanie wszystkiego na zajęcia. Ale oczywiście ma to i swoje plusy. Umiem coś dzięki temu, prawda? - No i wiecie, oni wyglądali, jakby naprawdę mieli się pobić! - nawijała. Aż dziw, że dopiero teraz powiadamia koleżanki o piątkowych wydarzeniach. Może chciała to zostawić na moment, kiedy będzie mogła widzieć twarze swoich potakujących słuchaczek. - Darek aż kipiał ze złości, był cały czerwony na twarzy i wiecie, tak szybko oddychał. Byłam taka zdenerwowana! Oczywiście, miło, że tak o mnie dba, ale bez przesady, nie musi się bić z byle powodu! No ale też był pod wpływem alkoholu, to robi jednak swoje... Nie chcąc słuchać o własnej interwencji, wstałam i udałam się do wyjścia. Zdążyłam jeszcze usłyszeć o tym, że Darek rzucił się nagle na Tomka, a biedna Ala nie wiedziała, co zrobić. Prawie mi jej żal. Szkoda tylko, że to ja narażałam swoje zdrowie żeby uspokoić jej chłopaka... Ala studiuje psychologię, jednak zamierza zostać przede wszystkim dziennikarką, co pasuje do niej idealnie. Jest wścibska, a do tego uwielbia koloryzować wydarzenia, czego właśnie byłam zresztą świadkiem. Jako wysoka, opalona blondynka (farbowana!) jest w pełni „trendy” na naszej uczelni, w związku z czym otacza ją grono podobnych do niej koleżanek. W sumie nie miałam do tej pory z nią wiele stycznego (przyznam szczerze, że zwykle jej unikam) jednak może być całkiem w porządku. Kiedyś może to sprawdzę...
Ostatnie zajęcia miałam z reklamy. Wyjęłam zeszyt i pióro, żeby móc rysować, gdyby mi się nudziło. Pan Jarzębski zaczął mówić na temat kampanii społecznych. Z początku było to nawet ciekawe, jednak nikt nie lubi, kiedy jego ręka wisząca w powietrzu jest ignorowana, więc po kliku długich minutach i ja zaczęłam ignorować prowadzącego. W książce, którą czytałam jakiś czas temu, kampanie społeczne były opisane o wiele lepiej, niż on to przedstawiał. Przekartkowywałam zeszyt, żeby znaleźć wolną stronę do rysowania, lecz wtedy moją uwagę przykuła jedna z kartek. Otworzyłam na niej i przez dłuższą chwilę gapiłam się przed siebie bezmyślnie. Ktoś naszkicował na niej pokój. Zadrżałam. To był mój pokój. Mój i Basi. Na moim łóżku był jakiś niewyraźny napis. Przyjrzałam się bliżej.
Byłem tu.
- To może Panna Julia opowie nam teraz o sposobach promowania kampanii społecznych? - głos Pana Jarzębskiego wyrwał mnie z zadumy. Po powrocie do akademika usiadłam przy biurku i piszę. Boję się usiąść na łóżku. Jakby było skażone czyjąś obecnością. Pokazałabym kartkę Basi, jednak jest zajęta nauką. Na biotechnologii jest trochę trudniej niż u mnie, szczególnie, że jest już na trzecim roku.
18.03.08r – wieczór
Wyszłam na spacer, jednak nie mogłam zapomnieć o tym, że ktoś robi mi głupie dowcipy. Postanowiłam jednak nie wariować. Wróciłam i na przekór, usiadłam na łóżku. Musiałam dziwnie wyglądać, siedząc tak sztywno, gdyż Basia aż spojrzała na mnie z nad książki. Nie spytała jednak o nic. Pohuśtałam się trochę w przód i w tył, jednak wciąż coś mi nie pasowało. Był tu? I co z tego? Co za różnica jeśli wszystko jest na swoim miejscu? Chyba, że... jak tylko wpadłam na ten pomysł, zabrałam się za przekopywanie pościeli. Zrzuciłam poduszki z łóżka, wytrzepałam kołdrę. Zajrzałam nawet do jej środka. Nagle oprzytomniałam. Spojrzałam na zdziwioną współlokatorkę. - Co robisz? - spytała patrząc na mnie z dezaprobatą w swoich wielkich, piwnych oczach. - Porządki? - odparłam, nadając swemu głosowi przekonujące brzmienie. - Aha, ok – po czym wróciła do swojej lektury, już uspokojona. Ja tymczasem ściągnęłam z łóżka jeszcze koc i prześcieradło. I tam, na samym spodzie, znalazłam to, czego szukałam. Albo raczej to, czego myślałam, że szukam. Męskie bokserki? Wzięłam je do rąk z myślą, że może jest tam coś jeszcze. Jakaś inna kartka? - Hmmm poznałaś kogoś ostatnio? - wyrwała mnie nagle z zadumy Basia – chyba, że dawno nie sprzątałaś... - Nie, to nie moje... - spróbowałam się wytłumaczyć, jednak wątpię by purpura na mojej tworzy była takim wyjaśnieniem, jakiego potrzebowałam. - No mam nadzieję, że nie twoje – odparła Basia z uśmiechem, ignorując kolor mojej twarzy – myślę, że na takie wyznania już za późno! Chciałam jej coś jeszcze powiedzieć, ale zanim wpadłam na jakiś rozsądny pomysł, moja koleżanka była już na powrót w zupełnie innym świecie. Obejrzałam jeszcze raz porządnie bokserki, jednak nie znalazłam na nich żadnej wskazówki. Nic. Nie pozostało mi więc nic innego, jak wrzucenie ich pod łóżko i pójście pod prysznic. Walić facetów i ich głupie pomysły.
19.03.08r.- rano
Nie mogłam spać. Śniło mi się, że gonił mnie jakiś mężczyzna bez twarzy w samych bokserkach. Uciekałam dopóki się nie obudziłam. Zlana potem, zdyszana, przerażona. Zerknęłam na zegarek. Czwarta nad ranem. Wstałam i zeszłam na portiernię. Portier był co najmniej zaskoczony moim nagłym pojawieniem się. Poprosiłam go grzecznie, żeby nigdy nikomu nie dawał moich kluczy a najlepiej, żeby nie kładł ich normalnie na półeczkę, ale gdzieś, gdzie ewentualny złodziej ich nie znajdzie. Pan portier nie wiedział, co powiedzieć, więc pokiwał głową na zgodę. Powiedział również, że powiadomi o mojej prośbie zmiennika. Podziękowałam i wróciłam na górę. Czułam się jak wariatka. Nie wiedziałam co robić. Brakowało mi paru elementów układanki. Położyłam się z powrotem do łóżka, ale sen nadszedł dopiero kiedy słońce było już wysoko na niebie.
19.03.08r.-wieczór
Trochę poczytałam na temat chorób psychicznych, będę mogła jutro zrobić wrażenie na prowadzącej. Najbardziej interesująca wydała mi się dziś osobowość paranoiczna, odniosłam bowiem wrażenie, że się w nią zamienię, jeśli mój prześladowca nie przestanie mnie dręczyć. Niby nic wielkiego nie zrobił, a jednak zdołał mnie przestraszyć. Takich zagadek jeszcze nie rozwiązywałam. Mam nadzieję, że nie będę musiała. Koło dwudziestej u chłopców zrobiło się głośno. Nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie, bo już mi się i tak nie chciało uczyć, ale postanowiłam się do nich przejść, żeby zobaczyć, czemu tak wrzeszczą. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, kiedy otworzyłam drzwi? Syf jak na śmietniku. Wolałam nie wchodzić do środka. Spojrzałam na chłopców. Tomek z Darkiem nawet nie zauważyli, że weszłam (nie wspominając o tym, że pukania to już na pewno nie usłyszeli). Byli pochłonięci grą. Mateusz uśmiechnął się do mnie zachęcająco. - Hej, co robicie? - spytałam, chociaż już znałam odpowiedź na to pytanie. Jednak nie wypadało tak zajrzeć i od razu wyjść. Chyba nie przemyślałam tego wcześniej... - Gramy w Mortal Combat, wiesz, taki powrót do dzieciństwa – odpowiedział Mateusz. - No rozumiem, też w to kiedyś grałam – odparłam, a wtedy nagle Darek zaczął wrzeszczeć uszczęśliwiony i skakać po pokoju. - O, cześć Julia – nagle mnie zauważył – chcesz z nami zagrać? Przydałby się ktoś, kto przegrałby z Tomkiem... - A skąd wiesz, że z nim przegram? - roześmiałam się. - Ej no, nie jestem aż taki zły!! Wygrałeś ledwo ledwo!! - oburzył się Tomek. - A może ja jestem lepsza niż myślicie, co? - odparłam. – Kiedyś zawsze ogrywałam w to mojego brata... - No to wskakuj przed ekran – rzucił Tomek, po czym spojrzał na bałagan znajdujący się tuż przede mną i uśmiechnął się – dosłownie wskakuj. I tak zrobiłam. Wzięłam od Darka joystick i usadowiłam się przed ekranem. Co prawda już dwie minuty później Tomek cieszył się wygraną, ale cóż, dawno nie grałam... Osoba wygrana oddawała joystick następnej, więc chwilę później zmierzyłam się z Mateuszem. I o dziwo udało mi się wygrać wciskając po prostu wszystkie klawisze byle jak. Albo nie był przyzwyczajony do takiej techniki, albo przegrał specjalnie. W każdym bądź razie zaraz potem ja zmieniłam się miejscem z Darkiem. Wraz z Tomkiem zaczęliśmy żartem krytykować ich styl gry aż w końcu Darek się wkurzył i kazał nam iść kupić piwo. Oczywiście w tym momencie przegrał z Mateuszem więc zmienił się skład grających. - To co, idziemy? - Mateusz spoglądał na mnie wyczekująco. - No, w sumie możemy iść – uśmiechnęłam się do niego. Kupiliśmy ośmiopak i wróciliśmy z zamiarem spicia towarzyszy gry. Oczywiście nikt nie zauważył naszego wejścia. Za to spostrzegli piwo, kiedy podłożyłam im je pod nos. - No! To teraz możemy grać! - wykrzyknął uszczęśliwiony Tomek. - To co, zmiana? Wy gracie, my pijemy? Po czym dwa razy pod rząd przegrałam z Mateuszem. - No nie no, niech ktoś mnie pomści i z nim wygra! - zażartowałam. - Ja ja! Pomszczę cię księżniczko! - zażartował Tomek i wziął ode mnie joysticka. Napiłam się trochę piwa, kiedy walczyli. Darek nagle zaczął opowiadać o swoich problemach z Alą. - No bo ona teraz ciągle mi wypomina to, że walnąłem Tomka... A mnie to wkurza, no bo ile można, to on mi powinien o tym przypominać a nie!! Ja to pamiętam jak przez mgłę, pijany przecież byłem! - Nie martw się, Ala coś gada tylko żeby gadać, a tak naprawdę to się nawet troszkę cieszy, że chciałeś się o nią bić. Słyszałam jak z przejęciem opowiadała tą historię koleżankom. - No to rozumiem, że na waszej uczelni nie mam się już co pokazywać... - Coś ty, dziewczyny będą całować ziemię, po której stąpasz, tak cię pewnie przedstawiła – zażartowałam i mrugnęłam do niego. Spojrzałam na ekran, walka powoli dochodziła do końca. Tomek stanowczo wygrywał. - Widzę, że mszczenie się idzie ci całkiem nieźle, mój rycerzu – stwierdziłam, po czym wypiłam kolejny łyk piwa. - No ba! Jak będziesz chciała się na kimś odegrać to wiesz, do kogo się zwrócić – odparł i zadał przeciwnikowi decydujący cios. Posiedzieliśmy tam jeszcze z dwie godziny, popijaliśmy piwo, żartowaliśmy, pooglądaliśmy jakieś śmieszne filmiki na youtube. Chłopcy zaczęli zastanawiać się czy by jeszcze jakiegoś filmu nie obejrzeć, ja już w sumie zbierałam się do wyjścia. Wtedy nagle do pokoju wpadła Ala. Popatrzyła na nas po czym zaczęła krzyczeć na Darka: - Co ty robisz?! Miałeś przecież tylko trochę pograć z Tomkiem! Czekałam na ciebie! - Ale ty miałaś być u koleżanki... - Już dawno wróciłam! - Mogłaś tu przyjść... - A ty nie mogłeś sprawdzić, czy już jestem?! Ale wolałeś grać z kolegami w grę! - w tym momencie spojrzała na mnie – a co ona tu robi?! To też kolega?! - Ja... - Darek spojrzał na mnie błagalnym tonem – poszłam do Mateusza, ale Arek mi powiedział, że tu go zastanę, więc tu przydreptałam. - Mateusza? Aha – Ala zawahała się na moment – Ale on powinien i tak był przyjść do mnie! - Ale widzisz, jest facetem, oni często nie myślą, więc się nie przejmuj – uśmiechnęłam się do niej najprawdziwiej jak umiałam na zawołanie – Więc, co chcielibyście teraz porobić? - Yyyy – Darek trochę się zaciął, widać było, że intensywnie myśli. - To może obejrzycie tam u ciebie jakiś film, poprzytulacie się? - zaproponował Ali Tomek. - No w zasadzie... ale u mnie coś filmy ostatnio nie chcą iść...A wy tu co będziecie robić, w trójkę? - No też myśleliśmy, żeby coś obejrzeć. - To może razem coś obejrzymy? - spytała Ala. I w ten sposób wszyscy uzyskaliśmy to, co chcieliśmy. Już nawet nie chciałam wychodzić do siebie, żeby nie robić zamieszania. Problem w wyborze filmu rozwiązał się sam, bo się okazało, że na dysku akurat chłopcy mają tylko jeden, którego nikt nie widział. Miło było.
21.03.08r. (czwartek)
Każdy popełnia w życiu błędy, których nigdy nie zapomni. One kształtują naszą osobowość, sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy. Staramy się żyć tak, by nie popełniać dwa razy tego samego błędu. Rzeczywistość jest jednak wredną sadystką. Często robimy coś, zanim zdążymy to przemyśleć. I w ten sposób znowu czegoś żałujemy. I znowu. Moją rzeczywistością jest prawda. Nie potrafię jej ukrywać, zwykle mówię to, co myślę. Kończy się na tym, że ranię bliskich. Moją pierwszą miłością był chłopak z sąsiedztwa, z którym zawsze bawiłam się na placu zabaw. Lepiliśmy babki z piasku, udawaliśmy policjantów i przestępców, huśtaliśmy się na huśtawkach. Mój kolega był bardzo nieśmiały, zwykle to ja musiałam go do wszystkiego zachęcać, prowadzić za rączkę. Pamiętam naszą pierwszą rozmowę. Podeszłam do niego spytać, czy chce cukierka. Pamiętam też ostatnią. Powiedziałam mu, że makaron przykleił mu się do nosa, co tak go zażenowało, że od tamtej pory na mój widok uciekał. A w zasadzie ucieka do tej pory, gdyż jakiś czas temu widziałam go na przystanku. Czekał na autobus. Kiedy mnie zobaczył tak się przeraził, że zaczął strasznie machać rękami. Jakieś auto się zatrzymało myśląc, że łapie autostop. Wsiadł. I tyle go widziałam. Takiej prawdy staram się unikać. Nie mówię koleżankom, że mają plamy na sukienkach, a kolegom, że ptak zrobił im na marynarkę. Chyba, że któreś z nich idzie na ważną rozmowę kwalifikacyjną lub egzamin. No i jeśli mają dość czasu by się przebrać. Wtedy mówię. Ale zwykle nie uciekają. Ale jest też inna prawda. Taka, której nie widać na pierwszy rzut oka. Taka, którą trzeba wpierw odkryć. Taka, która mocniej rani. I której nigdy nie ukrywam. Kiedy straciłam swoją pierwszą miłość byłam przygnębiona przez jakiś tydzień. Potem znalazłam sobie koleżankę. Po kilku latach podstawówki stałyśmy się z Beatą nierozłączne. Nauczyciele mylili nas ze sobą, koledzy podmieniali nam rzeczy, które często miałyśmy takie same. Nie specjalnie. Po prostu pewnego dnia przychodziłyśmy do szkoły z nową rzeczą. Chciałyśmy się pochwalić sobie nawzajem. I co? Okazywało się, że kupiłyśmy taki sam piórnik, długopis, bluzkę... Nadeszła oczekiwana czwarta klasa. Czułyśmy się starsze, dojrzalsze, mądrzejsze. Zaczęłyśmy myśleć o chłopcach. I wtedy, w Walentynki, Beata dostała prezent od jednego chłopca z klasy. Była taka zakochana. Cieszyłam się razem z nią. Przynajmniej przez trzy dni, bo tyle jeszcze ze sobą rozmawiałyśmy. Wtedy oczywiście wszystko zepsułam. - Och, tak go kocham! - rozprawiała Beata na jednej z przerw. - Ale on ciebie nie – wypaliłam. - Co? - spytała, zaskoczona. - Inne dziewczyny też dostały od niego walentynki, zwodzi was wszystkie... - Kłamiesz! Jesteś zazdrosna i tyle! No właśnie. I tyle. Na następnej lekcji usiadła w innej ławce. Co prawda później i tak dowiedziała się, że mówiłam prawdę, jednak nigdy już nie było tak, jak wcześniej. Prawda boli. I chociaż to on ją skrzywdził, odbiło się to na mnie, bo to ja przekazałam jej złe wieści. Ale czy nie powinnam była tego zrobić? Czy gdybym milczała, byłabym jej przyjaciółką? Nie sądzę. Czasami prawda boli, ale trzeba się z nią zmierzyć. To tego powinniśmy się uczyć, a nie tego, jak ją ukrywać. Dzisiaj również powiedziałam kilka rzeczy, które niekoniecznie powinny zostać ujawnione. Krysia przyszła do mnie opowiedzieć o dziwnym zachowaniu Arka poprzedniego dnia. Powiedziałam jej, że najprawdopodobniej ukrywa coś przed nią. Oczywiście pomyślała o kobiecie, ale osobiście w to wątpię. Zamiast jednak zapytać się go wprost, o co chodzi, cały dzień jest dzisiaj na niego wściekła. Chodzi naburmuszona i narzeka. A chłopak nie wie o co chodzi. Niedawno nakrzyczała na niego, że ja jej coś powiedziałam. Byłam wtedy w kuchni i akurat usłyszałam. Chwilę później wybiegł wściekły z pokoju. Możecie sobie wyobrazić jego minę, kiedy mnie zauważył. W czasie kolacji poszłam pożyczyć od chłopaków sól. Stałam później chwilę w drzwiach i żartowałam z Darkiem. W pewnym momencie zaczęliśmy rozmawiać o Ali. Spytałam go, czy nie przeszkadza mu to, że ona jest tak strasznie zazdrosna. Stwierdził, że czasem tak. I wtedy oczywiście okazało się, że Ala stała w przejściu przeciwpożarowym i wszystko słyszała. Zaczęła na niego wrzeszczeć, że skoro coś jej w nim przeszkadza, to powinien z nią o tym porozmawiać, a nie z kimś innym. A potem zbluzgała mnie od najgorszych łajdaczek próbujących podstępnie odbić koleżance chłopaka. Darek natomiast, zamiast wszystko jej wytłumaczyć, stanął po mojej stronie. Rozpętało się piekło. Skończyło się na tym, że wszyscy krzyczeli, a nikt nikogo nie słuchał. I w końcu każdy pobiegł w swoją stronę i zatrzasnął za sobą drzwi. Powiedziałam jeszcze Dorocie, że sukienka, w której akurat była, bardzo ją pogrubia. Jednak to zrobiłam z czystej złośliwości, bo Dorota naśmiewała się z tego, że niszczę związki. Chociaż oczywiście nie skłamałabym. Ale jak już wcześniej pisałam, takiej prawdy zazwyczaj nie mówię. Dla niej zrobiłam wyjątek... No a teraz siedzę, i wypłakuję swoje smutki komputerowi. Mówmy szczerze, powinnam trzymać buzię na kłódkę... O, ktoś puka.
21.03.08r. - wieczór
Koszmar. Ktoś pukał, więc krzyknęłam „proszę”, ale nikt nie wszedł. Pomyślałam więc oczywiście, że nie dosłyszał, wstałam i sama otworzyłam drzwi. Nikogo nie zobaczyłam, ale kiedy spojrzałam pod nogi... Krzyknęłam. Zobaczyłam krew i przeraziłam się. Dopiero po chwili spostrzegłam, że to tylko martwy ptak... Ale dlaczego ktoś go tam zostawił? Stałam tak jeszcze chwilę, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Patrzyłam przed siebie i jakbym nie wiedziała co się dzieje. Z zamyślenia wyrwał mnie znajomy głos: - O Boże, co to?! - to był Mateusz. Widocznie szedł do chłopaków. Uspokoił się trochę, kiedy kapnął się, że to tylko ptak. Podobnie jak ja. - Co to tu robi? - Nie wiem... ktoś zapukał, otworzyłam i to tu było... i nikogo w pobliżu. - Powiedziałam drżącym głosem. - Cholera, nie stój tu tak, nie patrz na to... Wejdź do środka, ja to posprzątam. - Dziękuję... - wyszeptałam. - Nie ma sprawy – uśmiechnął się. Więc weszłam do środka. Usiadłam i czekałam. Nie byłam w stanie nawet myśleć racjonalnie. Czyżbym wreszcie najpierw czuła, a później dopiero myślała? Chyba jednak wolałam poprzedni stan rzeczy. Po chwili dołączył do mnie Mateusz. Zrobił herbatę i stwierdził, że to pewnie kot się bawił. Normalnie też bym tak pomyślała. Ale to nie był normalny moment. Ktoś mi grzebie w rzeczach, zostawia wiadomości a teraz to... Co mam zrobić? Co mam zrobić, żeby to się skończyło? Pogadaliśmy trochę, a później Mateusz zaproponował, żebym się może przespała, odpoczęła. Przytaknęłam. Wyszedł, a ja jeszcze przez jakiś czas tylko tak siedziałam i piłam herbatę. Powoli zaczynałam racjonalnie myśleć. Żałowałam, że jak tylko zobaczyłam ptaka, nie pobiegłam poszukać sprawcy. Teraz już go nie znajdę. Później poszłam pod prysznic. Chłodna woda ożywia ciało i umysł. Musiałam wymyślić, kto mnie dręczy. Chciałam jeszcze zastanowić się nad tym, co powinnam zrobić w związku ze znajomymi. Nie mogłam tak zostawić tych nieporozumień... Jednak nie miałam ochoty iść do nich i tłumaczyć im jak dzieciom, że nie mają o co być źli. Jednak musiałam się postarać i naprawić szkody. Nie chciałam mieć sobie nic do zarzucenia, myślałam. I wtedy nagle zgasło światło. - Hej, ja tu jestem! - krzyknęłam – zapal światło! Ale światło się nie zapaliło. Zamiast tego usłyszałam czyjeś kroki. I wtedy spadła na mnie lodowata woda. Pisnęłam. - Odbiło ci?! - wrzasnęłam. Nikt nie odpowiedział. Złapałam szybko ręcznik i wybiegłam złapać mojego prześladowcę. Na korytarzu było pusto. Zaczęłam nasłuchiwać, ale nikt się nie poruszał. Zajrzałam do kuchni i do toalet, ale nikogo nie było. Już miałam wrócić pod prysznic, kiedy nagle wpadłam na Tomka. - Mhmmm jak dla mnie możesz tak zawsze się ubierać – zażartował. - Osobiście wolałabym jednak nie – odparłam, czerwieniąc się – widziałeś kogoś na korytarzu? Albo słyszałeś kogoś parę minut temu? - Nie, jak wiesz, u nas w pokoju zazwyczaj leci głośna muzyka. Ciężko coś usłyszeć. A korytarz jest pusty, możesz iść. - Nie no, w sumie muszę wrócić pod prysznic... Jakbyś kogoś zobaczył podejrzanie kręcącego się w pobliżu, daj znać, co? - Co znaczy podejrzanie kręcącego się w pobliżu? Coś się stało? - No, chyba można tak powiedzieć. Wygląda na to, że mam tajemniczego wielbiciela, który wyraża swoją sympatię poprzez oblewanie mnie zimną wodą i gaszenie mi światła... - Ja bym mu skopał tyłek. - Ja też, ale właśnie jak wybiegłam, już go nie było. A swoich wdzięków pokazywać nikomu nie będę nawet za cenę złapania tego pacana! - Szkoda... ja tam bym się nie obraził jakbyś pokazała to i owo – rzucił, po czym wyszczerzył zęby w uśmiechu. - No dobra, to ja wracam pod prysznic... na razie – starałam się, żeby to zabrzmiało zdawkowo, ale w rzeczywistości byłam zdenerwowana. Już sama nie wiedziałam czym. Problemami ze znajomymi, martwym ptakiem pod drzwiami, kubłem zimnej wody czy rozmową z Tomkiem. A może wszystkim naraz.
22.03.08r. (piątek)
Obudziłam się z silnym poczuciem, że mam parę rzeczy do zrobienia. I zaraz po powrocie do akademika z zakupów faktycznie zabrałam się do nich. Najpierw poszłam do Arka. Mateusz najwyraźniej jeszcze nie wrócił z zajęć, gdyż zastałam go samego. Na mój widok wcale się nie ucieszył, jednak jakoś mnie to nie zdziwiło. - Krysia dalej chodzi wkurzona? - Taaa, nadal myśli, że ją zdradzam... ciekawe dlaczego? - spytał sarkastycznie. - Hej, ja jej nic takiego nie mówiłam. Powiedziałam jej tylko, że coś przed nią ukrywasz, ale kiedy wspomniała o innej kobiecie, zaznaczyłam, że raczej się myli! - Ale musiałaś się wtrącać? - Tak, musiałam. Tak samo, jak wtrąciłam się ostatnio, kiedy faktycznie ją zdradziłeś i do tego zachowałeś się jak dupek rzucając ją bez wytłumaczenia sytuacji. - Mhmmm fakt, wtedy pomogłaś. Faktycznie głupio się zachowałem. A właśnie, wyobraź sobie, że okazało się później, że wcale jej nie zdradziłem! Po prostu nagle padłem, bo za dużo wypiłem, i koledzy, też trochę wstawieniu, rozebrali mnie i rzucili na łóżko. A później, nie wiemy w jaki sposób, trafiła tam tamta laska. Ale ja już wtedy byłem nieprzytomny, więc między nami do niczego nie doszło... No, ale głupio się wtedy zachowałem strasznie! Nawet nie spytałem nikogo na tej imprezie co się stało... - A teraz to nie głupio? Na odległośc widać, że coś przed nią ukrywasz. Dlaczego po prostu nie powiesz jej, o co chodzi? - To niespodzianka... ona ma urodziny za parę dni i chciałem jej zrobić niespodziankę. Ale ktoś mi zepsuł plany... - To już nie moja wina, zauważ. Trzeba było lepiej odgrywać rolę. - Masz rację... Ale jak ją teraz uspokoić? - Nie martw się. Zaraz się tym zajmę. Ty już tylko zachowuj się normalnie! - Dzięki – rzucił na pożegnanie. Zaraz stamtąd poleciałam do Krysi. Wygoniłam Dorotę i od razu przeszłam do rzeczy. - Dlaczego jesteś taka okropna dla Arka, co? - Ukrywa coś przede mną! Jestem pewna, że to kobieta! - zdenerwowała się Krysia. W jej oczach pojawiły się łzy. Trzeba przyznać, że Krysia ma strasznie wyrobione schematy poznawcze. Jak już coś jej przyjdzie do głowy, to później jest przekonana, że tak jest w istocie. Na szczęście uważa mnie za autorytet. Nie wiem dlaczego. I chociaz łatwo się denerwuje, równie łatwo dochodzi później do siebie. Lubię tę dziewczynę. Jest trochę staromodna, może dlatego, że pochodzi z małej wsi z gór. Prawie zawsze chodzi w długich spódnicach i z blond warkoczem. Ona przynajmniej ma naturalnie złoty kolor włosów. I niebieskie oczy. Śliczna jak laleczka, do tego bardzo kobieca z charakteru. Ideał dziewczyny? Mam nadzieję, że nie, bo o ile gotować mogę się nauczyć o tyle spódnic nie znoszę. Szczególnie długich. - Mówiłam ci, to nie kobieta. - Nie? - Nie, wtedy zachowywałby się inaczej. Nie martw się. Chodzi na pewno o jakąś bzdurę. Poukrywa to jeszcze parę dni i w końcu ci powie. Nie powinnaś go dręczyć. - Ale dlaczego mi nie mówi? Powinien mi ufać! - prawie wykrzyczała. - Ufa ci, ufa. Na pewno ma jakiś powód, dla którego nie może ci tego jeszcze powiedzieć. Może chodzi o sprawy jakiegoś kolegi i on poprosił Arka o zachowanie tajemnicy? - zasugerowałam. -Faceci biorą takie rzeczy bardzo poważnie, mógł od tego zbzikować. - Mówisz? - Tak, na pewno to coś w tym stylu – zapewniłam ją. - Pewnie masz rację... - przyznała. - Mam mam, głowa do góry. - No dobrze, pójdę go lepiej przeprosić! Stęskniłam się za jego męskimi ramionami... - zażartowała. Gadałyśmy jeszcze chwilę, po czym rozeszłyśmy się, obie w lepszych humorach. Niestety czekała na mnie jeszcze druga podobna sprawa. Zaczerpnęłam głęboki oddech i zapukałam do Ali... - O co chodzi? - spytała naburmuszona kiedy zobaczyła mnie przed swoimi drzwiami. - Musimy pogadać. Jesteś sama w pokoju? - Tak, Sylwia poszła po zajęciach do kina. Wchodź... - rzuciła, po czym sama odwróciła się i weszła do środka. Podążyłam za nią. - Mam rozumieć, że dalej jesteś zła na Darka? - No jasne, obgadywać mnie za moimi plecami... - Przepraszam, ale czy ty przypadkiem dwa dni temu nie obgadywałaś go z koleżankami na uczelni? - Nie! Opowiadałam im po prostu co się działo na imprezie! - odparła, urażona. - No, a my z Darkiem po prostu omawialiśmy problem. Alu, przepraszam, że muszę ci to powiedzieć, ale naprawdę przesadzasz. - Ala chciała mi przerwać, ale nie pozwoliłam jej – pomyśl, jak on się czuje wiedząc, że mu nie ufasz? Ciągle podejrzewasz go o zdradę, nie pozwalasz mu spędzać czasu z koleżankami, i do tego nie dajesz sobie nic wytłumaczyć. Proszę, zastanów się nad tym – dodałam błagalnym tonem. - Ufam mu! To tobie nie ufam! - A czy masz ku temu jakiś powód? Powiedz mi, proszę – powiedziałam. Odpowiedziała mi cisza. - No właśnie. Nic nie zrobiłam. Darek mi się nie podoba a ja nie podobam się jemu. - Ale dlaczego mnie obgadywaliście?! Ponieważ wiedziałam, że go to dręczy, chciałam go namówić, żeby o tym z tobą porozmawiał... - Nie wierzę ci! - I znowu to samo. Powiedz mi, okłamałam cię kiedyś? - spytałam. - A okłamałaś? Skąd mam wiedzieć! - No właśnie, nie okłamałam. Zawsze mówię prawdę. Dlatego proszę cię, byś wzięła moje słowa na poważnie. Darek cię kocha. Ale potrzebuje, byś mu ufała. Mogłabyś chociaż spróbować? - zauważyłam, że Ala zamilkła, zażenowana. Chyba nie spodziewała się, że tak rozwinie się nasza rozmowa. - Chciałabym... ale nie wiem, czy potrafię... - odparła. Czekałam, czy doda coś jeszcze. Aż nagle, niespodziewanie Ala otworzyła się przede mną - Wiesz... mój tata zdradzał mamę. To trwało latami. Ona o niczym nie wiedziała, ale ja go kiedyś nakryłam. Od tamtej pory zwracałam baczniej uwagę na szczegóły. Czułam kobiece perfumy na jego koszulach, podsłuchiwałam jego rozmowy. Mamie nic nie powiedziałam. Nie chciałam, żeby się rozwiedli! - Mówiąc to, Ala rozpłakała się. Już chciałam o coś spytać, ale w ostatniej chwili powstrzymałam się. I przytuliłam ją. Pomogłam Ali doprowadzić się do porządku nim wyszłyśmy. Ona zapukała do drzwi Darka, a ja czekałam przy swoich. Patrzyłam jak wchodzi. Już miałam iść do siebie, kiedy drzwi otworzyły się ponownie i wyszedł z nich Tomek. - Hej, widzę, że znowu bawisz się w pomaganie? - Na to wygląda – uśmiechnęłam się do niego. Byłam naprawdę zadowolona z siebie. - Podejrzewam, że pokój mam na jakiś czas zajęty, więc chyba wyskoczę na piwo. Ale jak wiesz nie powinno się pić w samotności więc raz dwa ubieraj się i idziemy. - Yes, sir – odparłam, po czym zrobiłam, jak mówił. W barze było fajnie. Później dołączył do nas jeszcze Mateusz, Dorota i Krysia z Arkiem, którzy jak widać byli już pogodzeni. Jak się okazało był to wieczór karaoke, więc nie obyło się bez fałszowania. Zaśpiewałam „Tak tak” Republiki, ponieważ humor miałam już wyśmienity i miałam ochotę pośmiać się z siebie. Arek zaśpiewał „Dzień dobry kocham cię” Strachów na Lachy, Krysia „Chcę zatrzymać ten czas” Kowalskiej, Dorota „Teksańskiego” Heya, Tomek oczywiście „Raissę” Strachów a Mateusz się wymigał bólem brzucha. Co prawda i tak nikt mu nie uwierzył, a Tomek z Arkiem próbowali go nawet wnosić siłą na scenę, ale cóż zrobić, do otwarcia buzi nikt go nie mógł nakłonić. Ale i tak było fajnie!
24.03.08r.
Wczoraj z rana pojechałam do domu. Tam przynajmniej czułam się bezpiecznie. Żałuję nawet, że musiałam wrócić. W akademiku bywa różnie. Raz się jest szczęśliwym a innym razem smutnym. W domu zawsze jest dobrze. Pewnie dlatego, że tak rzadko tam jestem, jednak podoba mi się to. W Częstochowie się uspokajam i naładowuję energią. Tata jak zwykle odebrał mnie z dworca. Mama z babcią przywitały w drzwiach. Tylko brat nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi, ale nie była to dla mnie żadna niespodzianka. Już od dawna traktował mnie jak powietrze. Chyba, że akurat miał jakąś nową grę, w którą można było grać we dwoje, lub potrzebował mojej pomocy. Ja również zwracałam się do niego głównie wtedy, kiedy miałam do niego jakąś sprawę. Jeśli chciałabym z nim normalnie pogadać, musiałabym być bardziej cierpliwa, gdyż rozmowa z nim wygląda jak pogawędka z niedorozwiniętym umysłowo. Albo mnie ignorował albo rzucał dwa słowa na odczep się. Więc już jakiś czas temu zrezygnowałam z prób dowiedzenia się, co tam u niego. Po obiedzie zadzwoniłam do przyjaciółki. Umówiłyśmy się na za godzinę w centrum. Z Anią przyjaźnię się od podstawówki. Chociaż studiujemy w innych miastach, nadal się widujemy, kiedy tylko możemy. Albo kiedy ja przyjeżdżam do domu, albo kiedy ona wpada do mnie na weekend. Ostatnio widziałyśmy się miesiąc temu, więc już się naprawdę stęskniłam. Opowiedziałam jej wszystko, co działo się ostatnio u mnie. Czyli to, że po pierwsze zaczęłam spędzać czas z ludźmi, zamiast ciągle siedzieć samej w pokoju, oraz to, że ktoś najwidoczniej bardzo mnie nie lubi. Nad tym ostatnim spróbowałyśmy zastanowić się wspólnie. Uzgodniłyśmy jedynie, że ta osoba najprawdopodobniej mnie zna a nawet ma do mnie jakąś urazę. Chciałyśmy zrobić listę możliwych osób i tego, kto miał możliwość co zrobić, jednak nie miałam na to ochoty. Nie chcę podejrzewać moich znajomych! Rozmawiałyśmy również o innych sprawach. Ania ma problemy w domu. A ja zawsze nieproszona daję jej mnóstwo rad, ale i tak mnie nie słucha. Więc staram się chociaż być z nią w trudnych chwilach, oczywiście na ile jest to możliwe. Bo skoro pomóc nie mogę, to mogę chociaż jej wysłuchać. Problematyczne jest jednak to, że ona nie lubi wiele o sobie mówić. Prawie jak mój brat... W związku z czym nie raz muszę siłą wymuszać od niej informacje. Rzecz jasna nie dosłownie siłą. Niedzielę spędziłam spokojnie z rodziną. Pograliśmy trochę w karty, trochę pożartowaliśmy. Lubię być w domu. Nie chciałam wracać do akademika. A z drugiej strony jest tu teraz coś, co mnie przyciąga. Znajomi.
25.03.08r.
Dzisiaj na uczelni wspólnie z Martą narysowałyśmy karykatury wszystkich prowadzących, z którymi mamy zajęcia. Ale miałyśmy ubaw! Po powrocie do akademika próbowałam jak zwykle w coś pograć i się trochę pouczyć, jednak nie mogłam się na niczym skoncentrować. Chciałam iść do chłopaków, ale nie wiedziałam, co miałabym im powiedzieć. Wymyślić pretekst? Nie jestem przecież jakimś głupim podlotkiem, nie chcę ich poderwać i „niby” przypadkiem ciągle na nich wpadać. Nie. Po prostu tak dobrze spędzało mi się z nimi czas, że chciałabym to powtórzyć. Ale nie wiedziałam, co powinnam w takim razie powiedzieć, kiedy do nich zapukam. Więc nie spróbowałam. Wieczorem wpadł Mateusz na herbatę. Stanowczo poprawił mi humor. Pokazałam mu szkice moje i Marty. Nawet udało mu się z co poniektórych rozpoznać, co sądzimy o naszych wykładowcach! Normalnie mogę być z siebie dumna. Marta też, powtórzę jej jutro. Wieczorem poszłam do Krysi na herbatę. Dziś były jej urodziny więc wszyscy zaśpiewaliśmy jej sto lat. Dałam jej również prezent, który kupiłam po zajęciach – kolczyki i wisiorek. Na szczęście jej się spodobał. Wyjaśniło się już również, co ukrywał przed nią Arek, na co Krysia zaczęła go bardzo intensywnie przepraszać. On tymczasem wziął ją w ramiona i ucałował gorąco... tylko pozazdrościć! Nie było wiele alkoholu, jednak i tak bawiliśmy się świetnie. Dorota z Alą zatańczyły kankana, Tomek z Darkiem robili wszystkim śmieszne zdjęcia, a Krysia z Arkiem po jakimś czasie wymknęli się na górę...
26.03.08r.
To był stanowczo długi dzień! Na zajęciach co prawda nie działo się nic ciekawego, oprócz tego, że jedna z dziewczyn schowała sobie pod miniówkę komórkę. Kiedy próbowała pisać smsa, zauważył to prowadzący i kazał jej oddać telefon. Dziewczyna zaprzeczyła jakoby taki chowała pod spódniczką, a nawet obraziła doktora tekstem a'la „jak pan śmie mnie podejrzewać”. A wtedy on do niej podszedł i jej ta spódniczkę podniósł! Nie wiem, jaki miała kolor majtek, ale jej twarz zrobiła się nagle intensywnie czerwona. Skoczyła na równe nogi i wybiegła z sali, krzycząc, że tak nie wolno. Chyba groziła mu jeszcze dziekanem, ale nie dosłyszałam, bo nie mogłam przestać się śmiać. To się nazywa dobry początek dnia, nigdy nie lubiłam tej laski. Zaprosiłam Martę do siebie na wieczór. Pomyślałam, że mogłybyśmy pooglądać filmy, poplotkować i poobżerać się lodami. Jednym słowem taki „babski” wieczór. Marta na początku jak zwykle trochę pomarudziła, że musi jeszcze zrobić to czy tamto, ale w końcu obiecała, że przyjdzie. Czekało mnie więc sprzątanie... Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Zaraz po obiedzie zabrałam się za odkurzanie i ścieranie kurzu. Nie chciałam, żeby koleżanka przeraziła się w progu i uciekła... Niedługo potem przyszła Marta. Wyciągnęła z torby chipsy i rozsiadła się na łóżku. Basia nie musiała się dzisiaj wiele uczyć, więc przyłączyła się do nas. Zaczęłyśmy nawijać i o tym, że miałyśmy oglądać film, przypomniałyśmy sobie godzinę później. Wtedy jednak akurat przyszedł Tomek i znowu zrobił się rozgardiasz. W końcu on stwierdził, że ogląda z nami i siadł na tyłku między nami. Już miałam włączać film, kiedy nagle znowu ktoś zapukał. Zniecierpliwiona, krzyknęłam „proszę”. Do środka wpadli Darek z Alą. - Hej, co robicie? - spytał Darek. - Oglądamy film. - odpowiedział Tomek. - Oooo jaki?? - krzyknęła Ala. - Komedię romantyczną, możecie się przyłączyć – odparła Marta. - Eeee to nudy. - stwierdził Darek, po czym zwrócił się do współlokatora – to co ty tu robisz, co? - Podrywam laski, nie widać? - zażartował Tomek, na co my parsknęłyśmy śmiechem. - To co, obejrzymy z nimi, nie? - spytała Ala chłopaka. - No dobra... - zgodził się Darek. I w ten sposób z kameralnego babskiego wieczoru zrobiła się prawie impreza. Po obejrzeniu filmu poszliśmy jeszcze wszyscy na piwo. Po dwudziestej trzeciej Marta miała ostatni autobus, więc odprowadziliśmy ją na przystanek, a następnie wróciliśmy do akademika. Już miałam wychodzić pod prysznic, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam. W progu stał Mateusz. - Hej, słyszałem, że była tu niezła zabawa. Tylko film podobno nudny... - Haha widocznie słyszałeś to od Darka, bo w sumie tylko on narzekał. No i może jeszcze Tomek, ale on bardziej stroił sobie z tego filmu żarty... - Szkoda, że mnie nie było, też bym się pośmiał. - No szkoda, chociaż w sumie i tak ledwie się zmieściliśmy w pokoju... - A tak w ogóle, to ja przyszedłem spytać... - zaczął, jednak przerwał mu Tomek, który właśnie wyszedł z pokoju. - O hej, Mateusz, szkoda, że z nami nie oglądałeś, może jakby było więcej facetów, przegłosowalibyśmy inny film... - No może, spróbujemy innym razem – rzucił Mateusz, po czym uśmiechnął się do mnie – to dobranoc, przyjdę jutro! - i poszedł, a ja mogłam się jedynie zastanawiać, po co w zasadzie przyszedł. - To co, idziemy razem pod prysznic? - spytał z uśmiechem Tomek, kiedy zobaczył w moich dłoniach ręczniki. On również w swoich trzymał przybory do mycia. Nie dał mi jednak szansy odpowiedzieć, gdyż szybko dodał – hej, Julia, mam prośbę... - Jaką? - odparłam, zaskoczona. Tomek zazwyczaj był bardzo bezpośredni. - Dałabyś mi numer telefonu Marty? - Jasne – rzuciłam - przyjdź po niego jutro. - Chwilę staliśmy w milczeniu, po czym przypomniałam sobie, dlaczego właściwie jesteśmy na korytarzu. Ruszyłam w stronę pryszniców- Ja biorę ten po lewej! - Kto pierwszy ten lepszy! - krzyknął Tomek, po czym spróbował mnie wyprzedzić, jednak na szczęście mu się nie udało. Pod prysznicami trochę pooblewaliśmy się nawzajem lodowatą wodą. Najzabawniejsze było to, że jak się próbuje kogoś od góry oblać zimną wodą to można w niego trafić albo nie. I albo słyszysz oburzony okrzyk albo nie... Umyta, przebrana w piżamkę i strasznie zmęczona długim dniem idę spać. Mam nadzieję, że nikt nie obleje mnie w nocy zimną wodą!
26.03.08r. - noc
Niedługo wzejdzie słońce a ja nie mogę zasnąć. Na szczęście Basi nie przeszkadza moje pisanie na klawiaturze. Śpi jak zabita. Czuję się taka padnięta, ale jakoś sen nie nadchodzi. Leżąc w łóżku zamiast powoli odpływać zaczynam coraz intensywniej myśleć. Próbuję odgadnąć kto mnie prześladuje. Gnębi mnie również fakt, że może nie powinnam była godzić się tak od razu dać Tomkowi numer Marty? Może ona będzie zła? Muszę z rana zaraz do niej zadzwonić i spytać, zanim jeszcze on przyjdzie. Piętro wyżej wciąż gra głośna muzyka. Próbuję ją ignorować, ale jakoś dzisiaj nie mogę. Jestem zła. Mogliby już ściszyć wieżę! Zero szacunku dla innych osób, które mieszkają w akademiku. Ale Tomek też jest niezły, prawie dziewczyny nie zna a już chce jej numer. A jak jednak ona mu nie przypadnie do gustu to co? Powie jej, że „nie, sorry, ale jednak mi się nie podobasz”? To już lepiej zrobić jakiegoś grilla czy coś, żeby nie byli sami. Dopiero później, ewentualnie, mogliby się sami wymienić numerami... Ale z drugiej strony co, ja mam robić za swatkę? Nie, dzięki, mam inne rzeczy na głowie. Nie mógł osobiście jej spytać o ten numer? Niech oni już ściszą tą przeklęta muzykę! O, wyłączyli. Hmmmm fajnie. Może teraz usnę. Warto spróbować.
27.03.08r.
Na szczęście w końcu udało mi się zasnąć. Rano poleciałam szybko na zajęcia, żeby tylko nie spotkać wcześniej Tomka. Musiałam wpierw dopaść Martę. - Co? Tomek chciał mój numer? - spytała, zaskoczona – ale po co? - Eee no chyba, żeby się z tobą umówić, nie? - zasugerowałam wyjątkowo delikatnie. - Ale po co? Jesteś pewna?? - Marta wciąż nie mogła uwierzyć. - No jestem. Chyba po prostu mu się spodobałaś. - Ja tam wcale tego nie zauważyłam... - stwierdziła – ani zbyt wiele ze mną nie rozmawiał, ani jakoś nie gapił się nachalnie. Dziwne. - Naprawdę zwykle jak się komuś podobasz, to wgapia się w ciebie nachalnie? - No, czasami. Ale nie lubię tego, bywa trochę przerażające. - No dobra, a wracając do sprawy. Mogę mu dać Twój numer?? - zadałam zasadnicze pytanie. - No, jasne. Może po prostu ma do mnie jakąś sprawę? - Nie no, chyba nie.... chociaż w sumie nie spytałam. Nie no, chyba mu się po prostu podobasz... - Czemu tak myślisz? - Hmmmm chyba mam taki schemat, że jak chłopak prosi o numer telefonu do dziewczyny, to znaczy, że ona mu się podoba... - Zazwyczaj to się chyba sprawdza, tak w sumie – stwierdziła nagle Marta. - No to co mówisz, że nie! - rzuciłam, rozeźlona. - A zresztą co za różnica, okaże się...- odparła Marta spokojnie. - No jak to co za różnica?? To chyba ważne czy mu się podobasz czy nie? - A bo ja wiem... Mi tam on jakoś specjalnie do gustu nie przypadł... - odpowiedziała obojętnym tonem, po czym zastanowiła się chwilę – a tobie on się nie podoba czasem? - Co? Niby dlaczego?? - spytałam, zdezorientowana. Przecież to nie o mnie rozmawiałyśmy! - No bo tak się denerwujesz... Jak na moje oko, to tobie na nim zależy. Wiesz, jeśli tak, to ja się z nim nie umówię choćby rzeczywiście chciał. - Nie no, coś ty! On mi się wcale nie podoba! Możesz się z nim umawiać! - A teraz coś za mocno protestujesz! - Nieprawda! - Prawda! Ta kłótnia trwała jeszcze ładną chwilę. Jednak co najważniejsze – czy Marta miała rację? Zastanawiałam się dzisiaj nad tym cały dzień, ale w sumie nie potrafię odpowiedzieć na to niby tak proste pytanie. Lubię przebywać z Tomkiem, owszem. Ale z Mateuszem i Darkiem też lubię. Czy jest jakaś różnica? Wróciłam z zajęć, jednak Tomek nie przyszedł od razu po ten numer. Nie chciałam sama iść w tej sprawie do niego. Siedziałam więc w pokoju i czekałam. Kiedy robiłam obiad, przyszedł Mateusz. Zaprosiłam go więc na naleśniki. Zachwycony, że nie będzie musiał robić obiadu, z chęcią przystał na moją propozycję. Jedliśmy w milczeniu, gdyż ja nie miałam ochoty rozmawiać. W końcu jednak Mateusz zaczął opowiadać o kolokwium, które dziś miał. - Wyobraź sobie, że zrobiła nam wredna jędza pytania z przypisów... Kto normalny by na to wpadł, żeby się uczyć przypisów?? - O cholera, to faktycznie. Ale chyba nie wszystkie takie trudne pytania zrobiła? - No, na szczęście nie. Ale sporo się uczyłem na to kolokwium a teraz dobra ocena została zaprzepaszczona przez jej głupie pomysły. Chociaż i tak dobrze mi poszło, dużo osób martwi się, czy w ogóle zda... - No jasne, też bym się martwiła po czymś takim. To ty się chyba teraz musisz odstresować, może pograj sobie z chłopakami w gry – zażartowałam. - Taaa, nie wiem czy pomogło by mi to w zrelaksowaniu się! Raczej najadł bym się więcej strachu, bo nie chciałbym z nimi przegrać... - A fakt, ta męska rywalizacja... - No dokładnie – rzucił z uśmiechem – poszedłbym raczej do kina, bilety mam podwójne , dostałem za roznoszenie ulotek. Ale nie wiem na co iść... - Teraz chyba leci Iron-man? Podobno fajne – przypomniałam sobie opinie brata. - Mówisz? To co, chcesz iść? Bo w końcu mam podwójne to zaproszenie. - Jakoś nie mam ochoty tego oglądać. W przyszłym miesiącu będzie druga część Narnii, na to się na pewno wybiorę... - No nic, chyba będę musiał zaprosić Tomka, bo Darek i Arek już chyba byli ze swoimi dziewczynami. - Haha będziecie ładnie razem wyglądać – zażartowałam. Później temat rozmowy przeszedł na książki. Porozmawialiśmy trochę o Sapkowskim i Pilipiuku. Stwierdziliśmy też, że chyba musimy się jutro wybrać razem do biblioteki. Bo już nie mamy co czytać! Skandal! Mateusz poszedł do siebie, a ja dopiero wtedy pomyślałam o tym, że w sumie chyba chciał się ze mną umówić. Chyba, że jednak było mu obojętne, z kim idzie do kina? Grrr tylko czemu ja dopiero teraz na to wpadłam! Zareagowałam tak obojętnie, ciekawe co sobie pomyślał... O, ktoś puka. Coś ostatnio często ludzie mnie odwiedzają. To był tylko Tomek. Przyszedł w końcu po numer Marty. Dałam mu go i prawie walnęłam go drzwiami w nos, ponieważ nie wpadłam na to, że może chciał jeszcze o czymś pogadać. Dowiedziałam się o tym, kiedy od razu zapukał ponownie. - Chciałaś mi przyłożyć specjalnie? - spytał urażony. - Nie – odparłam krótko – tak wyszło. - Super... tak wyszło... jakbyś mi nos złamała też być powiedziała, że tak wyszło? - Może. Chcesz powiedzieć coś jeszcze? Wyżalić się? Zadzwoń do Marty, dzisiaj robiła już za mojego psychologa, może też porobić za twojego – rzuciłam i teatralnie zamknęłam mu znowu drzwi przed nosem. Chyba nie miałam ochoty z nim rozmawiać. W sumie nie wiem dlaczego. Ale jakby mu zależało, żeby ze mną pogadać, toby chyba zapukał jeszcze raz... Oh my, nie zapukałby, przecież zachowałam się chamsko! Co jest ze mną dzisiaj??
28.03.08r.
Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck Fuck
28.03.08r. - później A nawet znacznie później. Wcześniej wyżyłam się trochę na klawiaturze, jednak przyznam szczerze, że nie bardzo pomogło. Ale co się dziwić - wracam sobie spokojnie po zajęciach do akademika a tu co? Normalnie ktoś mi pokój przewrócił do góry nogami! Fuck Fuck Fuck!!!! Najpierw pomyślałam, że może pomyliłam pokoje. Ale wtedy zobaczyłam swoje rzeczy. Ciuchy, książki, płyty. Wszystko na ziemi! Kolana ugięły się pode mną. Przez chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami, lecz chwyciłam się czegoś i utrzymałam na nogach. - O kurwa – usłyszałam nagle za sobą. Spojrzałam za siebie. Okazało się, że trzymałam się nie czegoś, ale kogoś. Po chwili Tomek objął mnie delikatnie, widząc, że ledwo stoję na nogach. - Chyba powinnaś usiąść – stwierdził, po czym pomógł mi wejść do środka i usadził na łóżku. A później zamknął drzwi. - Rozumiem, że sama tego nie zrobiłaś? - Nie... - odparłam nieprzytomnie. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że to rzeczywiście mój pokój. - To co za skurwysyn to zrobił, że tak się wyrażę?! - Nie wiem... - w tym momencie przeszło mi przez myśl, żeby
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Aneshia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…