"Byłam Królową..."
moje pierwsze opowiadanie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Byłam Czarną Królową. Należałam do drużyny wygrywającej. Bitwę która rozgrywała się w Królestwie. Walka toczyła się pomiędzy Dobrem, a Złem. Byłam więc w sytuacji, do której bajkopisarze rzadko kiedy dopuszczają – sytuacji w której Zło wygrywa. A jeśli już taki obraz zostanie stworzony, to tylko po to, by dzieci mogły później wysnuć jedyny właściwy morał. Zło, niezależnie od tego jak bardzo ciekawe, jest niewłaściwe i niebezpieczne. Należy trzymać się od niego z daleka. Nawet w bajkach. Aż tu nagle, po dwóch tysiącach lat pisania i opowiadania legend, mitów, podań i bajek dla dzieci, pojawiła się opowieść w której Wysłannicy Ciemności zdobywają porażającą wręcz przewagę nad Strażnikami Światła. Ze wszystkich bohaterów, których można było wykorzystać do tej roli, padło właśnie na mnie. Zdawałam sobie sprawę, że nadawałam się jak mało kto. Właśnie dlatego byłam wyjątkowa – zimna, bezwzględna, władcza i inteligentna. Wiedziałam o tym dobrze. Dzięki temu zwyciężaliśmy. Rzecz jasna, podobało mi się to, tym bardziej, że byłam Królową. Oznaczało, że jeśli wygramy tą najważniejszą potyczkę i zyskamy panowanie na szachownicy, Król i ja zostaniemy namaszczeni. Równało się to zyskaniu wiecznej młodości, otrzymaniu pozycji zaraz po Władcach, i praktycznie nieograniczonemu bogactwu…
Gra właśnie się skończyła. Przegrana Strażników była ogromna, nawet większa, niż się spodziewałam. Byłam z siebie bardzo dumna – Jaśni nigdy, odkąd istnieli, nie ponieśli klęski. Aż do teraz. Strażników Jasności nazywano niekiedy Żywymi. Nie było to dobre określenie - Zło też jest żywe, może nawet bardziej niż Dobro reprezentowane przez Jasność. Do tej pory Strażnicy nie przyjmowali do wiadomości współistnienia Ciemnej Strony, jednak teraz nie mieli już wyjścia. Byli już wygnani. Traktat, który o tym mówił, został zawarty tysiące lat wcześniej. Nie był sprawiedliwy, jednak nadal obowiązywał. Zapisane w nim było, że jeżeli w bezpośrednim starciu Strażnicy Światła przegrają ze Strażnikami Ciemności, zostają zesłani na wygnanie. Wieczne spotkanie z ich najgorszymi lękami za to że zawiedli pokładane w nich zaufanie. Dla nas nie przewidywano żadnych ograniczeń czy kar, jedynie nagrody. Ale jak można było nas karać? Nie ma na świecie takiej rzeczy, której byśmy się bali. Jedyne istoty, przed którymi czuliśmy respekt, zostały przez nas przed chwilą pokonane.
Stojąc nieruchomo, obserwowaliśmy ich smętny odwrót. Oni odchodzili aby zrobić miejsce Władcom. Władcy panowali nad całym Królestwem. Byli niemalże wszechmogący. Do wszechmocy brakowało im możliwości karania nas…
Lud Królestwa po raz pierwszy od narodzin świata mógł zobaczyć koronację Ciemnych. Zaraz po Władcach mieliśmy być najważniejszymi osobami w państwie. Ale… nagle zdałam sobie sprawę, że chcę być Wszechmocną, nie prawie najważniejszą, tylko najważniejszą. Nie prawie najsilniejszą, tylko najsilniejszą. Chciałam złamać wszelkie konwenanse i zostać pierwszą samotnie panującą Władczynią, mogącą robić ze wszystkimi, co jej się żywnie podoba… Wraz z Królem zostaliśmy koronowani. Jego ukoronowano wyłącznie ze względu na majestat króla. Nie zasłużył. Był bezmyślny i głupi. Wygłaszał nudne stereotypowe opinie. Na dodatek był uległy, przynajmniej jak na Ciemnego. Był za to nadludzko piękny. Jak my wszyscy - Strażnicy i Wysłannicy. W odróżnieniu do Władców, którzy byli po prostu brzydcy. Ta cecha zewnętrzna mogła się jeszcze przydać. Przynajmniej cześć Ludu, zgodziłaby się mi pomóc w dojściu do władzy, tylko po to by móc patrzeć na mnie i Króla, nie na Władców. Chyba właśnie wtedy, po naszej koronacji zaczęła się gra. Odnosiliśmy kolejne sukcesy towarzyskie, poznawaliśmy coraz to nowe osoby, których prestiż mieścił się gdzieś pomiędzy złodziejami z miejscowego więzienia, a synami i tym samym następcami Władców. Jednocześnie cały czas dopracowywałam mój plan: w dniu pełni księżyca, w której powinna odbyć się koronacja Książąt, odszukam swoją armię, a w nocy, przed uroczystością, zaatakuję. Postanowiłam nie włączać w to Króla, w armii był lubiany, a nie mogłam pozwolić na rozłam. Tak więc i on musiał być zgładzony, jak wszyscy inni.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MzKC
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…