Byle kto
Bardzo dziwna opowiastka o dziewczynie, która widzi duchy, o jej siostrze, która je słyszy, oraz o małym chłopcu, który jest jednym z nich.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Last night I saw upon the stair A little man who wasn’t there He wasn’t there again today Oh, how I wish he’d go away
William Hughes Mearns; Antigonish
Ludzie, jakich Eliza spotkała na swej drodze, niejednokrotnie starali się jej wmówić, iż posiada dar. Niestety, równie często sugerowali jej, że jest wariatką i że powinna się leczyć. Lecz Eliza miała w dupie opinię zarówno jednych, jak i drugich. Ale fakt faktem, Eliza naprawdę widziała duchy. Więcej: nie potrafiła odróżniać żywych od umarłych. Wystarczyła chwila nieuwagi, by byle spacer po mieście zmienił się w horror klasy B. Tak było i tym razem. Zagapiła się. Zwyczajnie się zagapiła. Gość był przystojny. W jej typie. Nie mogła na niego nie spojrzeć; to było silniejsze od niej. Trwało to ułamek sekundy, ale nie umknęło jego uwadze. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Przystojniak przypadł do niej. Mówił coś. Krzyczał. Próbowała mu wyjaśnić, że go nie słyszy, że nie słyszy duchów, ale było już za późno. Jego wrzaski zaalarmowały innych, jemu podobnych. Hordy zjaw wnet przypadły do niej. Ale ich słowa nie mogły zaistnieć w tym świecie. Między nimi istniała jakaś niewidzialna bariera. Jakby ktoś wyłączył dźwięk w telewizorze. Mute. Eliza przerabiała ten scenariusz nieskończoną ilość razy. W myślach nazywała go „reakcją łańcuchową”. I wiedziała, że musi się ewakuować, nim ściągnie na siebie uwagę wszystkich upiorów w okolicy. Teraz biegła, ścigana przez tabun rozszalałych umarlaków. Pierwszym skojarzeniem, jakie nasunęłoby się na myśl postronnemu obserwatorowi - gdyby, naturalnie, mógł widzieć to, co ona - byłaby najpewniej scena z Benny’ego Hilla. Brakowało tylko tej charakterystycznej, zwariowanej melodyjki w tle. Cóż, horrory klasy B mają to do siebie, że niejednokrotnie, zamiast grozy, budzą śmiech. Ale Elizie wcale nie było do śmiechu.
Wspinała się po schodach, pokonując po dwa stopnie naraz. Duchy wciąż deptały jej po piętach, niemal czuła na karku ich widmowy oddech. Jednak to ona dyszała, nie one. Z trudem łapała powietrze. Upiory mogłyby ją gonić do usranej śmierci. Nie odczuwały zmęczenia. Wytrzymaj, powtarzała sobie. Jeszcze chwila, i będziesz bezpieczna. One nie wejdą bez zaproszenia. Wreszcie dopadła drzwi, nacisnęła klamkę i wpakowała się do środka. - Co to za hałasy? - Marta stała w przedpokoju, w szlafroku i puchatych papuciach. Marta słyszała. Słyszała duchy, lecz nie potrafiła ich dostrzec. Bez słowa wyminęła Elizę i wyszła na klatkę schodową. - Proszę się rozejść! - huknęła. - Sorry, nie pomożemy wam. Do widzenia, do usłyszenia. No, już, nie słyszeliście, co powiedziałam? Wypierdalać! W takich chwilach Elizie było żal duchów. Marta była dla nich zdecydowanie za ostra. - No, pozamiatane! - Dzięki - wychrypiała Eliza. Nagle zapragnęła się czegoś napić. Czuła paskudną suchość w gardle. - Zawsze do usług. - Marta uśmiechnęła się. - Ale na przyszłość uważaj. - Ruszyła w stronę salonu. - Chodź, leci Zaklinaczka Duchów! Eliza parsknęła śmiechem. A potem, wiedziona impulsem, odwróciła się do drzwi i wyjrzała przez judasza. Towarzystwo rzeczywiście się przerzedziło. Pozostał tylko jeden. Siedział na schodach, wpatrzony w przestrzeń. Dzieciak. Miał na sobie prześcieradło - przebranie na Halloween? - z wycięciami na wysokości oczu oraz ust. Eliza odruchowo położyła dłoń na brzuchu. Ile to już lat minęło...? Byłaby chyba w jego wieku. Nagle duszek drgnął, jakby wyczuł na sobie jej wzrok. Odwrócił się i spojrzał prosto w szkiełko wizjera. Na widok jego oczu, dużych, błękitnych, i tak przeraźliwie smutnych, przebiegł ją dreszcz. Byłaby chyba w jego wieku...
Eliza zawiązała szalik pod szyją i założyła elegancki wełniany płaszcz. Przeklęta zima. W lato miała ten luksus, że mogła spokojnie wyjść na miasto w okularach przeciwsłonecznych, i nie dowalały się do niej żadne cholerne trupy... - No, to lecę! - krzyknęła w stronę łazienki. - Okej! - Marta wyjrzała z wnętrza zaparowanego pomieszczenia. - Przyjechać po ciebie? - Przewróciła oczami. - No wiesz, Łowca Głów... Łowca Głów to seryjny morderca, który szturmem wdarł się na listy najgorętszych tematów ostatnich miesięcy. Jego zuchwałe wyczyny podważały kompetencje policji; złapanie go szybko stało się prawdziwą obsesją władz. Łowca pozostawał nieuchwytny głównie dzięki niedookreślonemu modus operandi. Zabijał na różne, mniej lub bardziej wymyślne sposoby, a jego ofiarą padali przypadkowi ludzie. Dzieliło ich wszystko: wiek, płeć, wyznanie, łączyło jedno: stracili dla niego głowę. Dosłownie. Jakaś zahukana psycholożka, podczas wizyty w studiu pewnego programu śniadaniowego, porównała Łowcę Głów do myśliwego. Myśliwego, który kolekcjonuje trofea. Ale Eliza z reguły nie ufała zahukanym psycholożkom. Poza tym czuła, że chodzi o coś więcej. - Dzięki za troskę, jakoś sobie poradzę! - rzuciła przez ramię i wyszła na korytarz.
Przed blokiem, przy samych schodach, stał nieznajomy samochód. Dookoła niego krzątał się równie nieznajomy brunet, przystojny, nawet bardzo. Raz za razem wyjmował z bagażnika papierowe pudła i układał je na ziemi w schludny stosik. - Wygląda na to, że będziemy sąsiadami - zagadnęła Eliza. Mężczyzna obejrzał się. Eliza obdarowała go promiennym uśmiechem. On odpowiedział tym samym. A jednak z jego uśmiechem było coś nie tak. Minęła chwila, nim Eliza zrozumiała, że nieznajomy uśmiecha się samymi ustami. Jego stalowoszare oczy pozostawały niewzruszone; Eliza nie dostrzegła w nich ani krzty wesołości. - Dobrze wiedzieć, że mam takie ładne sąsiadki. - Uścisnął jej dłoń. - Kamil jestem, miło mi. - Gdyby to był amerykański film - podjęła Eliza - to pewnie wpadłabym do ciebie z ciastem. No wiesz, żeby cię powitać w sąsiedztwie, i takie tam. - Zmarszczyła brwi. Miała ochotę trochę namieszać mu w głowie. - A potem uprawialibyśmy seks. - Chwila ciszy. - Tak w ogóle, to jestem Eliza. I proszę cię, nie daj się uwieść mojej siostrze, bo ani się obejrzysz, a oskubie cię tak, że zostaniesz z niczym, i jeszcze będziesz jej za to dziękował. Ona już tak ma; lubi niszczyć miłych facetów. A tak poza tym, to ja jestem ta ładniejsza. Kamil zamrugał, kompletnie zbity z tropu. - Cóż - bąknął wreszcie - nie mam nic przeciwko schematom z amerykańskich filmów. Ale Eliza już go nie słuchała - szła przed siebie, z głupkowatym uśmiechem na ustach. A on patrzył za nią, marszcząc brwi w wyrazie głębokiej konsternacji, i zastanawiał się, co, do jasnej cholery, właśnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arth4niel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…