Wróć do katalogu

Cena głupoty

Tytuł mówi sam za siebie.

greeneye, opublikowano , 10 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Cena Głupoty

(Jeszcze tylko 400 metrów i nagroda będzie twoja!) Szli po chodniku w dół oświetlonej żółtymi lampami ulicy. Zmrok gęstniał z każdą minutą, chłodny wiatr przeganiał resztki nagrzanego za dnia powietrza. Ruch na głównej powoli zamierał. Dochodziła dziesiąta. Maszerowali śmiejąc się głośno, a alkohol płynący leniwie w żyłach dodawał im animuszu. Jeszcze jakieś 550 metrów i będą w domu. Po ciężkim dniu spędzonym w szkole i po wesołym, lecz męczącym wieczorze spędzonym w knajpie ze znajomymi, marzyli tylko o tym, by odpłynąć do pełnej słodyczy krainy snu. - Ten wewnętrzny egzamin na prawko wcale nie był taki trudny - wysoki blondyn zadarł lekko głowę do góry i spojrzał na zalotnie mrugające do niego gwiazdy. - Gorzej będzie na mieście. Zakręciło mu się w głowie. Odbił lekko na prawo wchodząc na przyjaciela. - Oj, Daniel, Daniel - rzekł ciemny brunet. - Nieźle się ubzdryngoliłeś. Jutro pewnie będziesz skacowany, jakbyś wyżłopał krowę. - No przecież prawie tak było - odparł i jakby na dowód swoich słów znowu lekko się zatoczył, potknął i o mało nie wywrócił. - Kurwa! Te pieprzone nierówności w powierzchniach płaskich. Kamil wybuch gromkim śmiechem. Trzymająca go za rękę dziewczyna również się uśmiechnęła, choć mniej entuzjastycznie. -Nie ma to jak dobry powód do świętowania - wykrztusił przez śmiech. -Stary, każdy powód jest dobry do świętowania. Nawet pieprzone urodziny pieprzonego kota. Powietrze powtórnie przecięła salwa śmiechu.

(Tak trzymaj! Zostało jedyne 300 metrów!) - Stary, a zacząłeś się już uczyć do matury? - w głosie Daniela zabrzmiała nutka powagi. - A co cię wzięło teraz na taką rozmowę? - Kamil spojrzał na niego z wyraźnym zaskoczeniem w oczach. - Nie masz w tej chwili poważniejszych problemów, na przykład co zrobić, żeby ta mała koleżanka twojej siostrzyczki się od ciebie odczepiła? -Przestań! Ja się teraz pytam poważnie. Więc jak? Umiesz już coś? -Coś tam umiem. Czasami siadamy z Anią i się razem uczymy, wtedy lepiej wchodzi. - odparł. - Ale chłopie, czym ty się przejmujesz? I z polaka, i z historii jesteś dobry. Wydaje mi się, że nawet nie musisz się za dużo uczyć. -No nie ująłbym tego tak - zapadła chwila milczenia. - Ale masz rację, nie ma się czym jak na razie przejmować. Mamy jeszcze całe trzy tygodnie. Wymyśli się coś. Poza tym wydaje mi się, że więcej wokół tej matury robi się szumu, niż to wszystko jest warte. -I takie podejście jest słuszne. Przynajmniej odsuwasz od siebie groźbę zawału znerwicowanego serducha. Daniel spojrzał nas przyjaciela. Uniósł lewą brew do góry wyrażając tym gestem ironię. Obaj się jednak uśmiechnęli. Rozmowę przerwał huk jadącego z dużą prędkością tira. Podskakując na koleinach naczepa samochodu niebezpiecznie się kołysała, jakby zaraz miała spaść. Nic takiego oczywiście się nie stało, a po chwili olbrzym zniknął gdzieś za ich plecami.

(Coraz cieplej! Do przejścia jeszcze 200 metrów!) -Słyszałeś, co Darek ze swoimi kumplami wyprawiają po nocach? - Kamil szturchnął łokciem Daniela. -Nie, nie słyszałem. Ale znając jego i jego pomysły, to zapewne bardzo ciekawe rzeczy. -No raczej. Wracają sobie w nocy z jakieś imprezy. I co? I oczywiście nudzi im się. A ponieważ rozsadza ich energia, o procentach pukających do mózgu nie wspomnę, to postanawiają poprzestawiać parę kibli na śmieci - tu zrobił przerwę. - I jak myślisz, jaki był finał? -Zapewne śmietniki zmieniły swoje położenie. -Zgadza się. I wiesz co jeszcze powiedział? Że musieli się nieźle namęczyć, żeby je wywrócić, bo te betonowe ścierwa, takiego właśnie użył określenia, są cholernie ciężkie. A najlepsze z tego wszystkiego jest to, że cieszył się z siebie tak bardzo, że jego twarz zamieniła się w wielkiego buraka. Ciekawa forma rozrywki, nie? Minęła ich jakaś para. Dziewczyna trzymała w prawej ręce czerwoną różę. -Znam jeszcze lepszą historię - Daniel zaczął opowiadać. - Wracaliśmy kiedyś razem z jakieś imprezy. Nocny nam oczywiście zwiał, więc szliśmy z buta. Właśnie mijaliśmy znak zakaz wjazdu. Odnosił się do jakieś jednokierunkowej, nie pamiętam już której. W każdym razie Darek wpadł na kolejny ze swoich pomysłów i przekręciliśmy ten znak w drugą stronę. Ciężko było, ale razem daliśmy radę. -Nieźle - Kamil się zaśmiał. Ania spojrzała na niego i odezwała się po raz pierwszy od jakiegoś czasu. - To wcale nie jest nieźle. Jeśli to jest jednokierunkowa, a przestawiliście znak, to ktoś może wjechać pod prąd i nieświadomie spowodować wypadek albo dostać mandat. -Przestań moralizować - Kamil zwrócił się z jej stronę. Spojrzała na niego z iskrą złości w oczach, ale dała za wygraną. -Jak chcesz - rzekła prawie szeptem. -Kochana Aniu - Daniel odezwał się, a w jego głosie czuć było ironię pomieszana z politowaniem. - Nam chodziło o to, żeby się dobrze pobawić. Nie myśleliśmy zbytnio o tym, co robimy, ani o tym, jakie będą tego konsekwencje. Są to tak zwane prawa młodości. Po prostu chcieliśmy mieć jakaś taką historyjkę, którą będziemy mogli powspominać za…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych