Cerbin, część pierwsza
Wiedźmin Cerbin w poszukiwaniu odpowiedzi: dlaczego chcieli mnie zarżnać pod Wyzimskim burdelem?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Cerbin
Część I
Zardzewiałe zawiasy drzwi oberży zaskrzypiały przeraźliwie. Klienci, którzy byli w stanie, unieśli głowy znad kufli, z niewymuszoną ciekawością obserwowali przybysza. W wejściu stanęła wysoka na sześć i pół stopy postać. Długie, czarne jak noc włosy opadały na jej niezwykle blade oblicze. Przybysz zdjął grube rękawice, wsadził je za pas, opinający czarny, licznymi ćwiekami nabijany kubrak, wzmocniony podszytymi partiami skóry wiwerny. Nad jego lewym barkiem wystawała rękojeść miecza. Od mężczyzny, powoli rozglądającego się po oberży, na milę biło tajemniczością. Ale i tak każdy wiedział, kim przybysz jest. Nie dawało się pomylić tej osoby z nikim innym. Był to morderca ludzi, zabójca potworów. Najemny zbir, zwany Krukiem. Wiedźmin. Przybysz ruszył w stronę oberżysty. Brzuchaty właściciel przybytku nerwowo przełknął ślinę. Czuł, jak strach jeży jego gęste włosy na karku. Spojrzał na stolik, przy którym siedziała trójka uzbrojonych po zęby rezunów, opłacanych za utrzymywanie porządku w jego gospodzie. Obserwowali wiedźmina, ale karczmarz po ich oczach poznał, że w razie szalejącego po sali Kruka liczyć na nich nie może. Mimo, że stanowili przewagę trzech do jednego, oczywistym było dla rębajłów, że zaczynanie walki z mutantem byłoby pewnym wyrokiem śmierci. Dla starego Rycherta nie było to tak oczywiste. Stały klient oberży wychylił resztkę zawartości kufla, spojrzał na przybysza rozmazanym wzrokiem. W końcu, kołysząc się, wstał od stolika i żwawym, acz chwiejnym krokiem, zastąpił wiedźminowi drogę. – Proszę, proszę – wyjąkał z trudem, rechocząc bezczelnie. – Kto nas tu odwiedził. Co za gość wspaniały. Wyjątkowy. Trzeba to uczcić, prawda, łachudro? No, to stawiaj kolejkę! Wiedźmin przechylił głowę i spojrzał Rychertowi prosto w oczy. Zalatujący mieszanką wódki oraz stajni pijak wytrzeźwiał w przeciągu chwili. Na określenie oczu wiedźmina staremu hulace na myśl przyszło tylko jedno słowo: przerażające. Na Rycherta spoglądały oczy o kolorze tęczówek niezwykle zbliżonym do ziejących pustką źrenic. Oczy, z których absolutnie niczego nie dawało się odczytać. Mroczny wizerunek dopełniał równie mroczny głos. Pijak wnet się o tym przekonał: - Zejdź mi z drogi, skurwysynu – powiedział wiedźmin cicho, bardzo powoli cedząc słowa. Rychert skurczył się i spuścił wzrok. O ile na początku, wstając od stolika, miał ochotę komuś przypieprzyć, choćby niewiadomo jak groźnie wyglądał, o tyle wiedział już, że kiepskim rozwiązaniem byłoby samotne zadzieranie z tym dziwolągiem. Zaśmiał się tylko obrzydliwie do wiedźmina, pokazując swe popsute zęby, i powolutku, podrygując nieskładnie, wyminął go i opuścił lokal. Wiedźmin podszedł do oberżysty. - Co słychać, gospodarzu? – spytał, opierając się o szynkwas, nie patrząc wcale na karczmarza, a obserwując trójkę rezunów. - Spokój, panie – stwierdził brzuchaty łagodnym i uniżonym głosem. - Odkąd przepędziliśmy stąd, znaczy z okolic Ard Carraigh, większość cholernych elfów, jest ino spokój i cisza. Można bezpiecznie z dziećmi na spacery wychodzić. Zbliżył głowę do ucha wiedźmina i dodał, mrużąc oczy: - Bo ja się strasznie o dobro mych dzieci martwię. Mam takie małe – pokazał rękoma jak małe - berbecie do utrzymania i wykarmienia. Wiedźmin uśmiechnął się drwiąco. - A coś ty taki przerażony, gospodarzu? – spytał, patrząc na niego. – Co sprawia, że tak portkami trzęsiesz? Opowiedz. I piwa nalej. Grubasowi pot wystąpił na czoło. - Znanyś, Kruku – rzekł w końcu, drżącymi rękoma nalewając złoty napój. – Czarne włosy, jak u elfa noszone, miecz przepasany niczym łuk. I te oczy... Nie sposób cię z nikim pomylić. W gniew ponoć bez przyczyny zdarza ci się wpaść, ludzi bezstronnych i niewinnych niczemu zaszlachtować. Takie właśnie historie chodzą po miastach... Człowiek tu codziennie takie rzeczy słyszy. W końcu historia w ludzkiej postaci sama to miejsce nawiedza... Nie dziw się zatem, panie, żem przerażony jak dziewka jaka... Wiedźmin prychnął jedynie i, odwróciwszy się od szynkwasu, ruszył z kuflem w stronę najbardziej oddalonego od wejścia stołu. Ludzie wtulali głowy w ramiona, gdy przechodził obok nich. Rozsiadł się wygodnie na ławie, rękawem starł resztki jakiejś strawy. Obserwował. Karczma była wyjątkowo udana. Samych klientów było stosunkowo mało. Ale nie miała na to wpływu reputacja karczmy, niedawno minęło południe. Wiedźmin obserwował. Widział, jak jeden z gości złapał za wcale ładną pierś, wcale ładną dziewkę, która przyniosła mu i jego kompanom antał miodu. Dziewka wściekła się, wygięła dziwnie, i z całej siły chlasnęła grubianina pięścią w nos. Ten spadł z ławy na ziemię i ogólnie złorzeczył. Kompani pobitego ryknęli śmiechem, a oberżysta odciągnął wciąż wściekłą dziewczynę na bok, gdzie nerwowo tłumaczył jej, iż powinna była być ponad to i dawać się bez przeszkód obmacywać. Dziewczyna nerwowo tupnęła nogą, odkrzyknęła bezczelnie, żeby sam dawał się obmacywać, jak taki mądry, po czym poszła śpiesznym krokiem na zaplecze. Po kilku chwilach wróciła jednak. Tak, wiedźminowi się podobało to miejsce. Zdążył wypić już zawartość jednego kufla i zamówił kolejny. Przyniosła mu go owa obrażalska dziewka. Wojownik widział jak obserwuje go z ciekawością. Delikatnym ruchem ręki złapał ją za dłoń. Dziewka aż jęknęła z rozkoszy, gdy fala wibrującej energii wiedźmina przeszyła jej ciało. Ależ ona rozkosznie jęczy, podniecał się zmutowany, ale bądź co bądź mężczyzna. Ależ ona ma ponętny tyłeczek, ależ jej falujące piersi są kuszące. Patrzył dziewczynie w oczy - widział w nich żądzę. Czuł jak i w nim zbiera się pożądanie. Kobiety mnie kiedyś zgubią, pomyślał. Nie przeszkadzał mu oczywisty fakt, że dziewczyna dopiero co wciągnęła sporą dawkę fisstechu. Jak spod ziemi wyrósł nagle oberżysta. Nie bawiąc się w zbyteczne konwenanse, spytał nieskrępowanie: - Podoba wam się moja córka, panie? Kruk nie wiedział czego się spodziewać. Kiwnął tylko głową. - Dwa floreny, panie. Zapłacisz, a Viola przyjemności ci nie poskąpi. Co za skurwysyństwo, złościł się wiedźmin sięgając do pasa po pieniądze. Co za skurwysyni z tych ludzi się porobili, że kupczą wdziękami swej własnej córki? - Pokój na górze, pierwsze drzwi na lewo - powiedział grubas chowając podane mu monety do kieszeni. Oberżysta uśmiechnął się jeszcze obleśnie i odszedł w stronę awanturującego się w wejściu niziołka, którego nie chciano wpuścić, jako przedstawiciela „zawszonej rasy”. Wiedźmin widział tylko jak hobbit dostał od wykidajły okutym butem w twarz, po czym skupił się już na córce właściciela przybytku. Wojownik sądził, że ma niewiele czasu. Ktoś powinien niebawem tu się zjawić. Już prawie wstał, by jak najprędzej dojść do wspomnianego pokoju, gdy dziewka położyła mu dłonie na ramionach i ostro posadziła z powrotem. Kolanem rozsunęła jego nogi i zaczęła powoli przyklękać, wciąż patrząc mutantowi prosto w oczy. W rozpinaniu spodni miała wprawę. Parę sekund i światło dzienne ujrzał główny przedmiot sprawy, za który wiedźmin wyłożył ładne pieniądze. Cóż, trzeba w siebie inwestować, pomyślał. Dziewka spuściła wzrok na naturalny miecz wiedźmina i uśmiechnęła się dwuznacznie. Wiedźmin poczuł jej wilgotne wargi. Westchnął. ***
Wszyscy ich obserwowali. Klienci mieli rozczapierzone usta, okropnie ciekła im po brodzie ślina. Oberżysta uśmiechał się nikczemnie, podrapał się po uwierających ciasne spodnie genitaliach. Wieczorem, myślał, wieczorem ja też zabawię się ze swoją córeczką i każę jej robić takie rzeczy. Oblizał zeschnięte wargi. ***
Dziewczyna wstała, podciągnęła na odpowiednią wysokość spódnicę i usiadła wiedźminowi tam gdzie powinna. Mutant stwierdził, że nie nosiła majtek. Ależ ona uroczo jęczy. Zrobiło się gwarno. Wiedźmin spojrzał przez ramię sapiącej dziewczyny na salę. Ludzie wstawali, zaczęli się powoli zbliżać, by móc lepiej widzieć całą sytuację, tak odmienną od codziennej monotonii zalewania się byle czym. Dziewczyna tymczasem unosiła się i opadała, wznosiła i opadała. Zaczynała coraz głośniej stękać, przeszła w spazmatyczny, urywany krzyk. Kruk czuł jej podniecenie. Rozsznurował jej koszulę i uradował wzrok widokiem dwóch pięknych piersi, o bardzo bladych sutkach. Przymknął oczy. Skupił się na prawej, twardej jak skała końcówce piersi. Dziewczyna krzyczała, orała mu paznokciami szyję. Tłum szumiał, wiedźmin mruczał, dziewczę poruszało biodrami...
***
- Vesemir miał rację, mówiąc, że jesteś cierniem w dupie wiedźminów. Kruk otworzył oczy i wciąż mając usta na piersi dziewczyny, popatrzył swoimi czarnymi kulami na młodego przybysza. Chłopak zrozumiał spojrzenie, spod koszuli wyciągnął medalion. Kot, znak wiedźmiński. Kruk westchnął, niedbale ściągnął z siebie dziewczynę. Ta, o dziwo, wcale złazić zamiaru nie miała. Co ją wiedźmin zepchnął, nachalnie wracała na miejsce. Dopiero mocniejsze szarpnięcie pozwoliło dziewczynie zrozumieć, że to już naprawdę koniec przyjemności. Przybysz odsunął ławę naprzeciwko czarnowłosego wiedźmina i rozsiadł się wygodnie. Poczekał, aż zła i zawiedziona córka karczmarza zasznuruje sobie koszulę. - Po to tutaj wiedźminów wezwać chciałeś, żeby popatrzyli jak chędożysz dziewki? – zaczął młodzian, odprowadzając wzrokiem oddalającą się dziewczynę – Co? No powiedz coś wreszcie, Cerbin. Cerbin, w Starszej Mowie Kruk, nie wstając z krzesła podciągnął spodnie, ostentacyjnie powoli je zapiął. I się zdenerwował. - Dam ci jedną radę, gołowąsie – powiedział, również ostentacyjnie powoli - Nigdy, ale to, kurwa, nigdy więcej nie waż się tak do mnie mówić, szczylu. Bo inaczej pożegnasz się z tą swoją wiedźmińską głową szybciej, niż ci się mogłoby wydawać. Dotarło? Młodzik uśmiechnął się niepewnie i kilkukrotnie pokiwał głową na znak, że dotarło. Cerbin tymczasem wziął do ręki przyniesiony wcześniej przez dziewczynę kufel piwa i jednym haustem wypił jego zawartość. Część napoju rozlała mu się po brodzie. - Jak się zwiesz, dzieciaku? – spytał, otarłszy usta rękawem. - Gorth. - Gorth... – Cerbin łypnął na niego niepewnie wzrokiem. – A gdzie jest Vesemir? Do niego wiadomość zaadresowana była. - Sam byłem w Kaer Morhen, w czasie gdy dotarł list od ciebie. Vesemir, wraz z Boldskinem i Vortigernem, wyruszył coś zabić w okolicach Eskeldergu. A że niezbyt często dostajemy w Siedlisku listy, stwierdziłem, że to coś istotnego. Przeczytałem i przyjechałem w podane przez ciebie miejsce. – W sam czas, wiedźminie – pokiwał głową Cerbin. Spojrzał na powracającą na salę…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Yarq_p
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…