Chapter I Grotesque
Rozdział pierwszy utrzymany w klimacie groteski...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Miał przy sobie tylko torbę sportową z całym dobytkiem. Położył ją na rozgrzanym piasku. Chciał przez chwilę oprzeć się o słup mający imitować przystanek ale zrezygnował widząc spalającego się na nim owada. Było gorąco. Bardzo gorąco. Czekanie na autobus mogło potrwać bardzo długo ale nie było innej możliwości. Postanowił zapalić. Były to jakieś stare papierosy, niezidentyfikowanej wytwórni. Za chwilę poczuł zapach benzyny i papieros już się tlił. Dym szarpany był lekkimi podmuchami wiatru, który był jedynym dobrem płynącym z otaczającego go gorąca. Trzy papierosy i dwanaście splunięć później ujrzał w oddali zbliżający się kształt który pozostawiał za sobą sznur dymu składającego się z okolicznego piasku i małych żyjątek przypadkowo opalających się na drodze. Auto mknęło w jego stronę bardzo szybko i nie mógł zmarnować tej szansy. Szybko rzucił papierosa zgniatając go swoim kowbojskim butem, zdjął okulary przeciw słoneczne i wystawił dłoń z kciukiem skierowanym w niebo – w geście podróżujących. Szansa zatrzymania się tego auta wynosiła coś koło kilku procent, tym bardziej jadącego tak szybko. Istniała jeszcze możliwość zebrania łomotu w przypadku gdy podróżującymi byłą garstka młodych ludzi. Odsunął się od jezdni i czekał na nadchodzącą apokalipsę dla „jego” owadów siedzących na drodze przed jego osobą. Auto jednak zwolniło, nasz bohater zdziwił się, owady i robaczki uratowały a słońce zakryła jakaś mniejsza chmura. Zrobiło się strasznie ponuro. Podszedł do samochodu istnie luzackim krokiem ze stopami możliwie jak najbardziej wysuniętymi na zewnątrz. Ten samiec dokładnie chciał zaznaczyć swoją pozycję. Podsunął się bliżej i staną przy oknie od strony pasażera. Brudna i lekko zżółkła szyba zniżyła się ze skrzypnięciem i ukazała dużą nieogoloną twarz z dwoma podbródkami. - Wsiadasz do kurwy nędzy czy mam cię kurwa zapraszać ? – powiedziała do niego. Drugi raz nie trzeba było powtarzać. Podróżnik wrzucił swoją torbę na tył a sam używając siły otworzył drzwi. Kierowca widząc nadludzkie zdolności pasażera lekko się przeraził bo odkąd pamięta wszyscy autostopowicze nie mogli sobie z nimi poradzić i jechali z tyłu piekąc się na rozgrzanym metalu. Farmerowi sprawiało to niebywałą przyjemność. - Gdzie kurwa jedziemy ? – zapytał pluwając żółtą śliną brudną szybę przed sobą. Pytanie było naturalnie retoryczne ponieważ to i tak jechał w jednym kierunku. - He, He. Co taki małomówny kurwa ? – zapytał mocno przyciskając pedał gazu i patrząc się na swojego rozmówcę, który znowu oglądał się zupełnie w inną stronę poprawiając okulary. - Przed siebie – odpowiedział kiedy kierowca całkiem stracił nadzieję. Samochód wyglądał strasznie niechlujnie. Wszędzie walały się stare opakowania po dużych kubełkach z KFC. Oczywiście nie tylko. Widać było także kilka papierków po Five Guys burgerach. Skąd on je ma w tym stanie ? Oczywiście wszystko to znajdowało się tylko z przodu i pod nogami. Pełno kości i wszechogarniający smród nie tylko od śmieci ale także od potu otyłego kierowcy. Ponieważ nosił podkoszulek od razu można było zobaczyć strugi płynu spod jego pach, które płynęły niczym rwący potok po wyznaczonym mokrym szlaku na białym tle… Aby przerwać widocznie drażniącą go ciszę i dokończyć nadgryzionego przez niego (w danej chwili okupowanego przez muchy) pączka włączył radio. Słuchał kiepskiego country. I tak mijała mila za milą a dwóch mężczyzn już nie próbowało nawiązać wspólnej rozmowy. Po półgodziny minął naszemu podróżnikowi niepokój wynikający z nagminnego popijania jedzenia whiskey przez kierowcę. - Tu… tu się zatrzymamy, zgłodniałem. – zakomunikował kierujący „pojazdem”. I tak też się stało. Za chwilę zza kilku skał pokazał się parking z kilkoma motocyklami i jednym samochodem. Przed wejściem leżał jakiś facet w kałuży krwi. Kierowca widać przyzwyczajony do takiego widoku zaparkował byle jak i wyszedł. Za nim podążył podróżnik. Wyglądało to na dłuższą przerwę ponieważ dopiero teraz w całej swojej okazałości pokazał się brzuch człowieka z którym przed chwilą jechał. Obieżyświat poszedł za jakiś dawny dziurawy zbiornik na wodę aby opróżnić pęcherz. Widać nie tylko on wpadł kiedyś na taki pomysł sądząc po unoszącym się tam zapachu starego moczu i kału. Chwilę potem już wchodził do baru „pod…” i tu nazwa urwała się. Dalej widniał wysmarowany sprejem napis „hójem”. Tak jak bywa w filmach i tak się stało, że kiedy wszedł zapadła cisza. Trwała jednak krótko. Usiadł przy jednym z ciemnoróżowych plastikowych stolików i rozejrzał się. W barze było kilku motocyklistów z niemieckimi orłami na kurtkach, kobieta z dzieckiem i swoim facetem starającym się rozgryźć działanie szafy grającej, grubas kierowca no i on. Minął moment zanim dostrzegł stojącą przed nim kelnerkę przebraną za krowę i palącą papierosa. - No ! – zawołała ściskając coraz mocniej notes w krowie plamki. - Yyy, macie hamburgery ? – zapytał nie wiedząc jeszcze po jakim gruncie stąpa. - Kurwa, jesteśmy w stanach koleś. – odpowiedziała gasząc papierosa o stolik przy którym siedział. Dopiero teraz dostrzegł kierowcę wsuwającego kolejną już kanapkę z kotletem a do jego nozdrzy doleciał zapach palącego się plastiku. - No to poproszę jakiegoś... yyy… takiego jak je ten grubas… - powiedział po chwili zawahania. - O.K.- odpowiedziała kelnerka i doczłapała w swoich klapkach na zaplecze. Za chwilę z szafy grającej słuchać było kawałek The Doors – People are Strange. Doskonale pasował on do panującej atmosfery. Postanowił więc zapalić czekając na swoje jedzenie. Chwila zadumania przypomniała mu o dawnych czasach. Jadł chyba ze sto razy w podobnych barach kiedy był w trasie ze swoją załogą. Drugs, sex and rock and roll. To były piękne czasy. Gdzie są teraz ci wszyscy ludzie ? W tym czasie nie zauważył jak do baru weszła kobieta wyglądająca na dwadzieścia kilka lat. Miała na sobie czarne glany, skórzaną spódniczkę mini oraz także skórzaną czarną kurtkę, rozpiętą na którą opadały długie czarne włosy. Opadały one w taki sposób aby zasłaniać piękne jasne piersi co jednak nie wychodziło, widać je było doskonale ponieważ owa pani nie nosiła stanika. A samiec z wyszkolonym wzrokiem bez problemu poradziłby sobie aby je obejrzeć. Gdy nasz podróżnik dumał nad dawnymi czasami ona przechodząc obok spojrzała się na faceta wyglądającego jak Jezus. - Cze ! – zawołała. Widząc brak jakiejkolwiek reakcji z jego strony i domyślając się że jego oczy za okularami przeciwsłonecznymi bezkarnie spoczywają na fragmentach jej piersi postanowiła spróbować jeszcze raz. - No co jest ? Nie poznajesz
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Augusto
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…