Chłopiec zwany aniołem
Chłopiec nie ma pojęcia o swojej prawdziwej naturze. Jest wychowywany w innym świecie, niż się urodził. Kiedy w niezbyt przyjemny sposób trafia do swojego prawdziwego domu jest zszokowany swoim przeznaczeniem. Zastanawia się nad... no właśnie dowiedz
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Był chłodny, dość ponury listopadowy dzień, samo południe. Ludzie na ulicy w popłochu śpieszyli do swoich domów. Na dworze panował straszny ziąb. Już było czuć nadchodzącą zimę. W jednej ze starych, zaniedbanych kamienic wraz z rodzicami mieszkał czternastoletni chłopiec, o imieniu Adam. Adaś był dość wysokim blondynem o niebieskich oczach i śnieżnobiałym uśmiechu. Ludzie mówili na niego, Anioł. Był pomocnym i uczciwym człowiekiem. Zawsze służył pomocną dłonią. Zrobił zakupy starszej pani lub pomógł dziecku naprawić stary samochodzik. Chłopak jednak różnił się od swoich rówieśników. Interesowały go inne rzeczy, niż jego kolegów. Czytał wiele książek, zbierał znaczki, kamienie. Nie przepadał za sportem. Kiedy jego koledzy kopali piłkę, on stał i tylko się przyglądał. Nie lubił także chodzić na imprezy. Nie czuł się tam dobrze. Chłopiec z czasem oddalił się od przyjaciół, stał się typem samotnika przez co był wyśmiewany i mało lubiany pośród swoich rówieśników. Nikt jednak nie wiedział jaki Adaś jest w środku, nie wiedział jaki ogromny dar ukrywa w sobie, prawdopodobnie on sam nie miał o tym pojęcia. Czasami zdarzały mu się dziwne rzeczy w nocy, ale myślał, że tylko śni. Jednak powoli nadchodził dzień w którym musiał odkryć swoją prawdziwą naturę. -Mamo, Mamooo! – krzyczał Adam zakładając szalik i czapkę. - Czemu tak krzyczysz? Gdzie idziesz? Obiad już prawie gotowy. - Niedługo wrócę, idę się przejść. - Dobrze, ale za pół godziny bądź w domu. Poczekaj jeszcze chwilę. Zanieś babci świecę. Dobrze? - Dobrze mamo. Do zobaczenia. Spacerując po opuszczonych uliczkach, Anioł myślał dlaczego stało się tak, że koledzy go nie lubią. Nic złego im nie robi, stara się tylko odnowić kontakt. Jednak każde wymówione słowo było powodem do śmiechu i drwin. Chłopiec, już miał wracać do domu, gdy napotkał się na swoich prześladowców. Niepewnym krokiem zaczął się wycofywać, ale zobaczył go jeden z oprawców. - Proszę, proszę. Chłopaki, zobaczcie kogo my tu mamy. – powiedział szyderczo i głupawo się zaśmiał najstarszy z nich, który zaczął się zbliżać do chłopca. - Czego ode mnie chcecie? Zostawcie mnie, nic wam nie zrobiłem! – krzyknął przestraszony Adaś. Powoli zaczęli się do niego zbliżać. Chłopiec zaczął uciekać, skręcił w drogę z której nie było wyjścia. Posiadłość była ogrodzona wysokim, żelaznym płotem a chłopcy już go dogonili i nie miał jak zawrócić. Zaczęli bić chłopaka. Nagle Adam zsunął się w głęboką dziurę tuż przy ogrodzeniu, nie sposób było się z niej wydostać. Traf chciał, że uderzył głową w kamień i stracił przytomność. Chłopcy którzy go pobili popatrzyli na siebie z przerażeniem, aż w końcu się któryś odezwał. - Chłopaki, uciekamy! Nikt nic nie widział! Jak któryś puści parę z ust, już po nim, przyrzekam! –Zagroził jeden z nich. Tymczasem w domu chłopca: - Kochanie, gdzie on jest? Miał wrócić godzinę temu. Martwię się o niego. - Na pewno wróci. Może bawi się gdzieś z kolegami i stracił rachubę czasu. – Wesoło odpowiedział mąż. - Tak, na pewno. Jestem chyba zbyt opiekuńcza. Po przebudzeniu Adama: - Gdzie ja jestem? O nie! Sam stąd nie wyjdę. Moja głowa, jak boli. Jak tu ciemno, chyba mam zapałki w płaszczu, może nawet tą świecę którą miałem zanieść babci. O, są! Tyle szczęścia w nieszczęściu. To chyba jakiś tunel. Anioł zapalił świecę, posiedział chwilę, pomyślał i ruszył przed siebie. Miał nadzieję, że to tajemnicze przejście go gdzieś doprowadzi. Na ścianach tunelu były narysowane przeróżne obrazki, które bardzo zainteresowały chłopca. Każdemu z nich przyglądał się bardzo uważnie. Szczególną uwagę przykuwał obraz przedstawiający walkę żywiołów: wody, ognia, powietrza i ziemi. Woda jak oszalała tworzyła coraz większe fale, ognisty smok atakował położone nieopodal miasto, powietrze tworzyło potężne huragany a drzewa swymi gałęziami i korzeniami oplatały zaognionego smoka. Na malunku widniała jeszcze jedna postać. Stojący nad przepaścią prowadzącą w głębiny morza chłopiec w zbroi, z potężnymi skrzydłami, trzymający miecz uniesiony do góry w prawej dłoni. Chłopak na rysunku bardzo mu kogoś przypominał, tylko nie wiedział kogo. Zobaczył, że chłopak ma takie same znamię na szyi jak on. Dotknął obrazka w tym miejscu i poczuł okropny ból w miejscu znamienia, a chłopak z malunku zaczął się tajemniczo świecić. - Co to ma znaczyć? Co tutaj się dzieje? – Pytał sam siebie chłopiec. Zastanawiało go również co te wszystkie obrazki mogą oznaczać. Czy to jest jakiś magiczny świat, o którym nic nie wiedział? Czy to jego postać została namalowana na ścianie? A może to tylko rysunki kogoś, kto znalazł się tu wcześniej? Miał mętlik w głowie, nie potrafił odpowiedzieć sobie na pytania, których z każdą chwilą było coraz więcej. Zazwyczaj potrafił odpowiedzieć na każde nawet najtrudniejsze pytania, zadawane przez filozofów i wykładowców na uniwersytetach. Był bardzo mądry jak na swój wiek, a teraz nic mu nie przychodziło do głowy, co mogło by być poprawną odpowiedzią. Idąc dalej, zauważył że na ścianie są cztery kryształy w różnych kolorach. Jeden błękitny, drugi czerwony, trzeci przezroczysty, a czwarty zielony. Zaczął podejrzewać, że kryształy symbolizują poszczególne żywioły. Nie wiedząc co z nimi zrobić włożył je do kieszeni i poszedł dalej. Na policzkach poczuł chłodny ale przyjemny powiew wiatru, w tym samym czasie zgasła mu świeca. Chciał ją zapalić z powrotem ale niestety nie miał już zapałek. - Cóż, muszę sobie poradzić bez świecy. W oddali widać promyk światła. Kiedy już wyjdę na zewnątrz znajdę kogoś kto pomoże mi wrócić do domu. – Powiedział Adaś. Wyszedł z tuneli i był oszołomiony pięknem krainy w której się znalazł. Słońce mocno grzało, wietrzyk zaszczycił swoją obecnością mieszkańców tego miejsca, ptaki radośnie śpiewały, woda wesoło szumiała a w oddali była przystań wróżek. Ich domki nie były zbyt wielkie, ale było ich tak wiele, że zajmowały ogromną przestrzeń tego świata. Ściany tych domów były ulepione z gliny a kapelusz od muchomora pełnił funkcję dachu. Niewielkie okienka miały przeróżne kształty. W niektórych były to gwiazdki, w drugich serduszka, a w jeszcze innych najzwyklejsze kółeczka. Ten świat tak bardzo zafascynował chłopca, że zapragnął przemienić się w maleńką wróżkę od razu kiedy zobaczył ich wieczorną opiekę nad kwiatami. Adaś nie wiedział jak ma zejść na dół. Tak bardzo ciekawiło go miejsce w którym się znalazł. Wszystko tętniło życiem, mieniło się słońcem i Okazało się, że tunel znajdował się o wiele wyżej niż kraina. - Hmm… I co ja teraz zrobię? Nie skoczę, za wysoko. – Szepnął sam do siebie Adam. Zasmucony chłopiec usiadł, oparł głowę na ręku i czekał. Tylko na co? Zrobiło mu się gorąco zdjął płaszcz, szalik i czapkę. Położył ubrania obok i popatrzył na nie bezradnie. - No tak! Zwiąże je, przywiąże do skałki i po nich zejdę! – Olśniło chłopca. Humor poprawił mu się od razu. Tak jak powiedział, tak też zrobił. Zszedł po płaszczu na dół i ruszył do przystani wróżek. Chciał aby mu pomogli wrócić, lecz to oni potrzebowali jego pomocy. Adaś szedł już bardzo długo, pomimo, że strasznie podobał mu się panujący tutaj klimat miał już dosyć. Był zmęczony i głodny, strasznie chciało mu się pić. Spojrzał na zegarek, była już siedemnasta zaczynało się robić ciemno. Zauważył w pobliżu mały lasek. Sprawiał miłe wrażenie. Tętnił życiem, wszystko było takie zielone. Jagody i poziomki. Było tam tego tak dużo. Chłopiec zjadł kilka. Postanowił poszukać miejsca gdzie mógłby się przespać i jutro wyruszyć dalej. Widział tam wiele zwierzątek, motyli i ptaków. Dość dziwnych ptaków, raczej niespotykanych w miejscu, gdzie żył do tej pory. Ciągle miał jednak wrażenie, że ktoś go obserwuje. Z lekkim niepokojem ułożył się na stercie liści i zasnął. Spał już od przeszło godziny, gdy nagle obudził go dźwięk łamanych gałązek. Przestraszony stanął na równe nogi, chwycił za pierwszy lepszy patyk i kręcił się dookoła bacznie obserwując miejsce w którym się znajduje. - Czy ktoś tu jest?! Halo! Proszę się odezwać! – Krzyczał przerażony. Od początku miał wrażenie, że ktoś za nim idzie. Nikt się nie odzywał a, Adaś coraz bardziej się bał. W krzakach zauważył coś dużego i żółtego. Podszedł odrobinę bliżej. To były oczy, duże, świecące się i pełne złości ślepia. Stwór był ogromny, włochaty, a przede wszystkim strasznie zakołtuniony. Miał duże i masywne łapy zakończone ostrymi pazurami. .Adaś przewrócił się, jednak zerwał się na równe nogi i zaczął uciekać. Potwór biegł za nim. Kiedy biegł drobne gałązki uderzały go po jasnej i przerażonej twarzy. Uciekał najszybciej jak mógł, jednak nadal czuł oddech tajemniczego stwora na swoich plecach. Z minutę na minutę brakowało mu sił. Nie wiedział co ma począć. Zaczął myśleć o chłopcu z rysunku w jaskini jednocześnie szepnął z nadzieją. - Gdybym miał skrzydła jak on… W tej chwili stało się coś niewiarygodnego. Z jego pleców wyrosły piękne, duże, potężne i białe skrzydła. Uniosły chłopca do góry z dala od potwora. Ten jedynie podniósł swój łeb i patrzył z nienawiścią na Adasia. Odleciał kilkanaście metrów od stwora. Chłopcu spadł z kamień z serca potwór odszedł. Nie miał się czego obawiać, ale zaraz… Nagle uświadomił sobie, że jest kilka metrów nad ziemią. Panikując zaczął spadać. Krzyczał przestraszony nie wiedząc co ma zrobić. Machał przeraźliwie rękoma mając nadzieję, że to pomoże utrzymać mu równowagę. Nie dało to jednak oczekiwanego efektu. Spadł na dom jednej z wróżek jednocześnie niszczą jej daszek. W muchomorkowym kapeluszu powstała ogromna dziura. Wróżka, która została przygwożdżona do ściany patrzyła przerażona na to co się stało. Była ubrana w różową sukienkę uszytą z płatków róż. Na nóżkach miała maleńkie różowe buciki z kwiatuszkiem na środku. Jej włosy były spięte w dużego koka, a z przodu główki zwisały luźno dwa przepięknie zakręcone loczki. Powolutku obeszła dokoła Adasia. Wydał jej się bardzo ciekawą istotą. Porównując go do wróżki był bardzo duży. Tym bardziej, że przez upadek leżał w bardzo ciekawej pozycji. Jego noga utknęła w oknie, z kolei druga leżała na żyrandolu. Jedną ręką się podparł, natomiast druga leżała nad jego głową. Największy problem stanowiły jednak skrzydła. Adaś odniósł wrażenie, że wygięły się na kształt ścian domku. Aurelia, bo tak miała na imię wróżka, stwierdziła ,że chłopcu musi być strasznie niewygodnie. Pobiegła więc szybciutko jednocześnie omijając części ciała Adasia i wyjęła z komody malutki pojemniczek. W pudełeczku znajdował się magiczny pyłek. Świecił się jak brokat i był cały złoty. Aurelka nabrała jego maleńką ilość na delikatną rączkę i zdmuchnęła ją w stronę Adasia. Wymiary Anioła stopniowo zaczęły się pomniejszać. Zmniejszył się do tego stopnia, że był niewiele wyższy od wróżki. - Przepraszam – powiedział speszony Adaś. - Nie szkodzi. To tylko dach. Nasi robotnicy go naprawią. – odpowiedziała Aurelia patrząc na daszek i machając skrzydełkami. - Strasznie mi przykro. Jestem Adaś. -Miło mi poznać. Mam na imię Aurelia. Naprawdę nic się nie stało. Kim jesteś? Masz skrzydła. – spytała z ciekawością. - Oh, to naprawdę długa historia. Te skrzydła wyrosły tak niespodziewanie. - Może opowiesz nam wszystkim. Spójrz przez okno. Wielu moich przyjaciół zebrało się przed domkiem. - Jest ich chyba tysiące. Dobrze chodźmy. Aurelka się zaśmiała. Była naprawdę lubianą osobą i miała wielu przyjaciół. Otworzyła drzwiczki i przepuściła Anioła aby szedł pierwszy. Pozostałe wróżki były bardzo zaciekawione postacią Adasia. W tłumie pojawiły się szepty kryjące najrozmaitsze pytania. Czy on jest wróżką tak jak my? Skąd jest? Skąd przybył? Kilka z nich podeszły bliżej i zaczęły bardzo uważnie przyglądać się chłopcu. Podnosiły jego ręce, dotykały jego twarzy badając rysy, oglądały jego ubrania, oglądały z podziwem jego skrzydła porównując je ze swoimi. Chłopak patrzył na to wszystko z rozbawieniem. Znacznie różnił się od tubylców. Adaś chciał ich wszystkich poznać ale nie sposób było porozmawiać ze wszystkimi. Było ich tysiące. Kiedy wróżki przestały go oglądać przedstawił się wszystkim i poznał bliżej kilkoro mieszkańców przystani. Powiedział jak ma na imię i skąd pochodzi. Opowiedział im całą historię. Tubylcy byli bardzo zdziwieni faktem, że pochodzi z innego świata. Szczególnie zainteresowały ich rysunki w tunelu. Najstarszy z wróżek, który miał już ponad tysiąc lat był ubrany w długą pomarańczową szatę pokrytą różnymi fikuśnymi wzorami. Na jego plecach leżała złota peleryna, a na głowie miał śmieszną czapeczką z pomponem. Miał również bardzo długą i siwą brodę która świadczyła o jego mądrości i doświadczeniu. Wróżek poprosił chłopca aby porozmawiali na osobności. Odeszli niedaleko pozostawiając świetnie bawiące się wróżki. - Chłopcze – powiedział Bastian. Twoje skrzydła to nie przypadek. Usiądź opowiem Ci pewną historię. Anioł usiadł zdziwiony na kamieniu. Niecierpliwie czekał na to, co opowie mu wróżek. - Dawno, dawno temu, gdy na świcie panowała nienawiść i okrucieństwo. W małej chatce w koralowym lesie narodził się mały chłopczyk. Nazwano go Anioł. -Ależ tak nazywają również mnie – powiedział zdziwiony. Wróżek wykonał znaczący gest ręką aby mu nie przerywać. - Nie nazwano go tak przypadkowo. Tuż po narodzeniu nazwano go Weremi, jednak kilka godzin po tym cudownym zdarzeniu chłopczykowi wyrosły skrzydła, co spowodowało zmianę imienia. Były dokładnie takie jak twoje. Rodzice dziecka zrozumieli, że to on jest wybawieniem dla krainy. Od wielu lat krążyły legendy o przyjściu na świat bohatera który wybawi nasz lud od zagłady. Rysunki na skale w jaskini to twoja przyszłość, a potwór który cię gonił to twoja przeszłość. -Przeszłość? Co masz na myśli? -Uważam, że to właśnie Ty jesteś tym chłopcem. Nie uważam, lecz jestem tego pewny. Stwór, który cię gonił kilka wieków temu porwał cię i przeniósł do innego świata aby zapobiec powróceniu dobra naszego świata. Kiedy wróciłeś poznał cię i chciał zrobić to, czego nie był w stanie zrobić wcześniej. - Kilka wieków temu? To niemożliwe żebym był tym chłopcem. Nie mogę żyć kilka wieków. Mam dopiero 14 lat. Jestem jeszcze dzieckiem. Przecież nic złego się nie dzieje zobacz jak tutaj pięknie. Nie ma zła w tej krainie. Tutaj panuje dobro i pokój. - W naszym świecie, a w świecie ludzi czas płynie inaczej. Zło panuje w całej krainie oprócz naszej przystani. Dzięki druidowi, który poświęcił życie aby nas ratować. Dzięki jego potężnej mocy przystań otacza bariera ochronna, która sprawia, że zło nie wślizgnie się w nasze życie. Niestety bariera nie będzie wiecznie nas chroniła. Przyjdzie taka noc w której pęknie i znów będziemy w ogromnym niebezpieczeństwie. –ostatnie zdania wróżek wypowiedział ze strachem. - A potwór? Jemu się udało. Chciał mnie zabić. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie. - Ten stwór może wejść do przystani, ale jest tutaj bezbronny jak dziecko. -Nie może być bezbronny skoro chciał pozbawić mnie życia. -Jeżeli było tak jak mówisz noc ,o której przed chwilą powiedziałem zbliża się wielkimi krokami-wypowiadając te słowa wstał i odleciał. -Poczekaj! Wróżek zatrzymał się i podleciał do niego z powrotem uważnie mu się przyglądając. -Usiądź jeszcze na chwilę. Skoro byłem tu już i się tu urodziłem jak to się stało, że wychowałem się w innym świecie? -To ten potwór. Już od dawien dawna wiedziano, że chłopiec ze skrzydłami ma ocalić nasz świat przed przepowiednią czarnoksiężnika. Kiedy beztrosko bawiłeś się na podwórku, a twoi rodzice w tym czasie przebywali w domu potwór zakradł się i Cię porwał. Ani twój ojciec, ani matka nie mogli temu zapobiec. Gdy się zorientowali, że zaginąłeś było już zdecydowanie za późno. Stwór był już tysiące kilometrów od rodzinnego domu. Przemierzaliście drogi, których żadna wróżka ani baśniowe stworzenia nie znały. Prawdopodobnie wyniósł cię tym tunelem, którym…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil WYSNICWYMARZYCNAPISAC
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…