Ci, którzy nie wrócą
Historia zdesperowanego człowieka, który próbuje pochwycić ostatnie chwile szczęścia.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
„Ci, którzy nie wrócą”
1
Hiob podstawił szklankę pod kran i napełnił ją wodą. Pochłonął ją jednym łykiem. Poczuł się nieświeżo, jakby wszystkie najgorsze zapachy przykleiły się do niego. Ponownie nalał sobie wody i skierował swe kroki do łazienki. Cóż innego mu pozostało poza samym sobą i tym mieszkaniem? Ze złością rzucił szklanką w gładką taflę lustra. Nie przestraszył się rozprysku, ani huku spadających kawałków. Powoli przejrzał się w szpecących odłamkach szkła. Pogładził poznaczoną zmarszczkami twarz i bujne blond włosy. Mimo czterdziestki na karku wyglądał na pięćdziesiąt lat, lecz czuł się jakby dawno skończył sześćdziesiąt. Nie miał już nic. Popatrzył na stojące na pralce zdjęcie siedmiolatki. Swojej córeczki. Jej czarne włoski, roześmiana twarz... Uśmiechnął się sam do siebie. Do swojej przeszłości. Powoli skierował swe kroki do salonu i rozsiadł się na kanapie. Wszystko go uwierało. Wstał, przeszedł do gabinetu. Nie wiedział co ze sobą zrobić, miał wrażenie, jakby nigdzie nie pasował. Od dawna nie czuł się dobrze we własnym mieszkaniu. Bezwolnie chwycił pilot i włączył telewizor. Jakaś kobieta właśnie zachwalała super malakser wśród migających barw, ale on nawet nie spojrzał na ekran. Wzrok utkwiony miał w stojącą na telewizorze ramkę ze zdjęciem. Eva... Patrzyła ona z każdego zakątka jego mieszkania. Nie było metra kwadratowego, gdzie nie stałoby jej zdjęcie. Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Od...trzynastu lat nikt do niego nie przyszedł. Żadnej rodziny. Żadnych znajomych. Nikogo u niego nie było od czasu śmierci Evy i rozwodu. Nikogo... Aż do teraz. Do momentu w którym otworzył drzwi i ujrzał za nimi Lizzie. Była starsza o trzynaście lat, jednak nie utraciła swego blasku. Lśniących brązowych włosów i wiecznie roześmianych piwnych oczu. Niezwykle pięknych oczu. Żal ścisnął jego serce. Spróbował uspokoić swoje drżące ręce. Kobieta bez słowa wyminęła go i stanęła w przedpokoju. - Hiob...To mój koniec. Koniec nas wszystkich. Czy... - Powoli podszedł do niej i wyciągnął dłonie. Chciał ją objąć. Ale się bał. Widząc jego wahanie odwróciła się, by nie patrzeć na niego. Brzydziła się jego twarzą. Brzydziła się nim. Zbyt dużo szkód już wyrządził. Zbyt wiele bólu jej zadał… by teraz przebaczyć. - Czy pamiętasz nasze cudowne miejsce? Peaceville... Staliśmy tam, objęci, zakochani, wpatrując się w kaczki pływające po jeziorze… Ale on już jej nie słuchał. Poszedł do kuchni. Nie po szklankę wody. W jego mózgu eksplodowały wspomnienia. Lizzie. Widok na spokojną wodę. Ciepły dotyk dłoni żony. Namiętny pocałunek. Lizzie krzyknęła. Zrozumiała, że to nie oni będą jej końcem. Tylko on. Usłyszała wystrzał i z głuchym łoskotem osunęła się na podłogę. - Więc i mi to zrobiłeś. - wyszeptała ostatkiem sił. Zamknęła oczy, a jej oddech ustał. Hiob przystanął nad nią i uklęknął. - Ty także oszalałaś - odparł spokojnie. To, o czym chciała mu powiedzieć nigdy nie miało miejsca.
3
Tak...Ta kamienna balustarada, jezioro migoczące pod nim. Ich specjalne miejsce. Tutaj spędzili swój miesiąc miodowy. Cicha dolina. Peaceville. - Hiob - Lizzie wtuliła się w niego. Jej oczy pełne było miłości...Ciepła. - Kocham cię. Zagłębił rękę w jej puszystych włosach. - Ja ciebie też, Liz. Ja też. Stali tak wpatrzeni w błękit wody, marząc by życie było tak spokojne jak niewzruszona tafla jeziora. Nie. Hiob potrząsnął głową. To już było. To już nie wróci. Teraz stoi sam. Dłonie trzyma w kieszeniach. Palce same dążą do rewolweru. To nie jest jego świat. Tak nie było pod jego domem. Nie wiedział jak. Znalazł się na drugim końcu kraju. Oszalał. On też? Każdy z nas jest w jakiś sposób szalony. Chyba. Hiob chciał, żeby tak było. Bo gdyby był normalny...Mógłby to być jego największy koszmar. Chciał tu stać, na brukowanym chodniku. Chciałem ślepymi oczyma wpatrywać się w jezioro zawierający historię jego miłości. Ale świat nie kończy się na punkcie widokowym przykrytym gęstą mgłą. Trzeba żyć. Wciąż. Chyba, że... Zimny chłód rewolweru. Hiob powoli, ostrożnie skierował swoje kroki przed siebie. Napawając się widokiem znanych uliczek kroczył przed siebie. Przypominając sobie swoje życie. Nogi same zaprowadziły go na polankę, przy której stał samotny pensjonacik. Był to mały, prostokątny budynek gęsto pokryty pnącym się ku górze pnączem. Nie było tu wielkich okien, jedynie małe szyby częściowo zasłonięte przez rośliny. W tym pensjonacie...W pokoju 12... Leżeli nadzy na podłodze… a oni stali dookoła nich. Symbole wymalowane na ścianach… Pamiętał tylko głęboki głos najwyższego mężczyzny, którego twarz skrywała naznaczona czerwonymi symbolami maska. „Damy wam to co chcecie… Ale kiedy się tym nacieszycie, oddacie nam. Bo Bogowie tego potrzebują”. To było teraz? Czy wtedy? Kiedy? Hiob zauważył stojącą przed drzwiami kobietę. Starsza pani o wciąż gęstych, siwych włosach. Przyjazna, poznaczona zmarszczkami twarz. Nic się nie zmieniła. - Mogę w czymś pomóc? - zapytała uprzejmie, kiedy do niej się zbliżył. Znów miała brązową, wełnianą sukienkę. W taki sam sposób trzymała dłonie, jak wtedy. Złożone, jak gdyby do modlitwy. Mężczyzna uprzejmie podziękował. Tylko ta mgła...Wtedy taka nie była. Nie było żadnej mgły. Poczuł nagły ucisk w żołądku. Szybciej ruszył ku centrum. Głód...Nigdy nie był tak głodny. Odnalazł wśród szarych, miejscowych zabudowań tak znany sobie bar. Wielki, różowy neon z napisem "Kolacje u Anne". Tak...Tu zawsze były dobre kolacje. Hiob popchnął obrotowe drzwi i znalazł się w zimnym, stalowym wnętrzu. Wnętrze było puste. Nie licząc grubego mężczyzny siedzącego nad kuflem piwa. Zauważył kierującą się w jego stronę kelnerkę, trzymającą tacę z kieliszkiem. Zapewne dla tego grubasa. Dziewczyna była ładna. Na oko dwudziestoletnia. Czarne włosy. Niebieskie oczy. Takie podobne. Zobaczył wizytówkę. Eva.
4
Tatuś. Tak powiedziała. Słodko. Tatuś. Taca upadła. Kieliszek się strzaskał. A ona...Tatuś. Piękne słowo. Tatuś. Wybaczyła. Zapomniała. I już nie było zła między nami. Byliśmy w Peaceville... Jej piękne oczy. Tatuś. Nie ma żalu...Ona naprawdę...Nie ma żalu. Z zawiłego labiryntu myśli wyrwało Hioba złowrogie warknięcie grubasa przy jednym ze stolików. - Tak? - zapytała Eva. Już nie ta dziewczynka, która wtulała się w niego przed chwilą, ale Eva- kelnerka. Ten tylko od niechcenia pomachał na nią ręką, z trudem wydobywając ze swych ust pijacki bełkot obrzmiałych warg. - Wódka...- zamruczał, a w jego głosie pełno było tęsknoty...Za czymś co utracił, czego nigdy nie miał. - Ale proszę pana...- zająknęła się kobieta. Wytarła mokre od potu ręce w biały fartuszek u czarnej sukienki. - Cicho - powiedział starając się ją w swoim mniemaniu uspokoić - Cicho! - wrzasnął podrywając się z krzesła, strącając dłonią kieliszek ze stolika. Hiob nie przestraszył się rozprysku, ani huku spadających kawałków. Wiedział, że mógłby się przejrzeć w dziwnych odłamkach szkła. Hiob trzymał rewolwer. Tatuś. Tatuś. Tatuś. Kieliszek się strzaskał. Kiedy? Teraz? Wtedy? Kieliszek stojący na drewnianym stole w ich domu, czy kieliszek tego alkoholika, siedzącego w „Kolacjach u Anne”. - Cicho! Cicho! Cicho! - wylewał z siebie wciąż to samo słowo. Eva odsunęła się. Bała się go. Zawsze bała się mężczyzn w pijackim amoku. Hiob wymacał pod marynarką zimną kolbę rewolweru. Zamknął ją w dłoni. Ten mężczyzna był z całą pewnością szalony. - Każdy w tym chorym mieście widzi kim jesteś! Każdy wie, że... Salę zasnuł dym buchający z rewolwera. Pijak zatoczył się dotykając przestrzelonej piersi. Upadła na kolana, Hiobowi wydało się jakby zatrzęsła się podłoga pod ciężarem ciała pijaka. - Kim jesteś? - zapytał Hiob trzymając w wyciągniętej wciąż
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Yaten
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…