Wróć do katalogu

Ciekawość

Proszę o szczere komentarze i oceny

hryman, opublikowano , 27 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1.

Późnym popołudniem z wielkiego kamiennego budynku wybiegło kilkanaścioro dzieci. Była to stara, kamienna szkoła zbudowana na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku. Na prawo od wielkich, drewnianych drzwi wejściowych umieszczonych w centrum budynku, wisiała czerwona tablica z białym napisem. Napis głosił, iż szkoła od kilku lat jest już zabytkiem. Nieco niżej, jak co roku, woźny szkoły przykleił biała kartkę informującą uczniów o zbliżającym się końcu wakacji. Był pierwszy września i właśnie rozpoczynał się nowy rok szkolny. Słońce wisiało nisko nad horyzontem zabarwiając niebo kolorem ciemnej pomarańczy. Lekki wiatr, który powiewał wśród uczniów zwiastował nadchodzącą jesień. Mimo to nadal było ciepło a w powietrzu wciąż wyczuwało się zapach świeżo skoszonej trawy. Dziewczynki wybiegające z budynku po pierwszym dniu ubrane były w ciemne spódniczki, białe koszulki i czarne lakierowane buciki. Chłopcy jak jeden mąż pozakładali jeansy i białe koszule niekiedy z krawatem. Zza drewnianych drzwi wyłonił się stary i łysiejący mężczyzna, który mrucząc coś pod nosem i utykając na jedną nogę zerwał kartkę spod czerwonej tablicy. Odwrócił się i ruszył ku wejściu ze zgniecionym papierem w dłoni, gdy nagle usłyszał krzyki i tupanie. ŁUPPPP. Drewniane drzwi otworzyły się z łoskotem niemal wypadając z zawiasów. - Cholerne dzieciaki! - Krzyczał staruszek, który z przerażenia uderzył całym ciałem o kamienną ścianę budynku. Chwilę później po schodach zbiegła trójka dzieci z uradowanymi twarzami i nie zatrzymując się ani na chwilę przebiegli wzdłuż metalowego ogrodzenia szkoły. - Mogliśmy się zatrzymać i mu pomóc. - Powiedziała dziewczynka o brązowych, kręconych włosach. - To wcale nie było takie śmieszne. Mógł dostać zawału, no nie Mike? Popatrzyła z przejęciem na tęgiego chłopca o mysich włosach, któremu uśmiech spełzł z twarzy. - Myślisz, że naprawdę mogło mu się coś stać, Beth? - Zapytał Mike patrząc na koleżankę. Był najniższy z całej trójki i nosił duże, okrągłe okulary. Na widok jego przerażonej miny pozostała dwójka wybuchnęła śmiechem. - Daj spokój Mike, żartowałam. Chyba sam słyszałeś jak się wydzierał. - Powiedziała Elizabeth przenosząc spojrzenie na wysokiego chłopca o czarnych włosach. - Słuchajcie. - Powiedział Jimmy. - Pamiętacie jak wczoraj rozmawialiśmy o tej starej cerkwi? Mike i Elizabeth popatrzyli na siebie. Oboje kiwnęli głowami. - Chcesz iść tam dzisiaj? - Zapytała Beth. - Nie wiem czy to taki dobry pomysł. Dziś pierwszy dzień szkoły i … - Masz cykora? - Przerwał jej Jimmy - Wiedziałem, że tak będzie. Zawsze dużo gadasz Beth, ale mało robisz. A Ty Mike, też się boisz? Tęgi chłopak popatrzył wyzywająco na Jimmi'ego przyciskając opadające okulary do nosa. - Nie, nie boję się. Możemy tam iść już teraz, jeśli chcesz, nie Beth? - Teraz? - Przerwał Jimmy. - Gdy jest jeszcze jasno? Nie ma szans. Teraz to ja muszę wrócić do domu, mam dużo pracy. Zresztą jaka byłaby w tym przyjemność? Pójdziemy tam w nocy. - W n-nocy? - Jęknął Mike. Na jego twarzy malowało się przerażenie. Stojąca obok Beth wyglądała na podekscytowaną. - Wcale nie mam cykora. - Powiedziała uśmiechając się do kolegów. - Słyszałam, że jest tam stary cmentarz. Chcę go zobaczyć. Myślę, że powinniśmy się spotkać przed północą przy drodze prowadzącej do cerkwi. - To jak, idziemy? - Powiedział Jimmy. Mike najwyraźniej stracił cały zapał do tego pomysłu. Nie był tchórzem i zawsze ochoczo podchodził do zwariowanych pomysłów Jimmi'ego, ale ten trochę go przerażał. Nie zamierzał jednak pokazywać, że się boi, zwłaszcza przy Elizabeth. - Sram w gacie na samą myśl. - Powiedział, wyciągając rękę przed siebie - Wchodzę w to. Beth z uśmiechem na twarzy położyła swoją rękę na dłoni Mike'a. Oboje popatrzyli na Jimmi'ego. - Dziś o dwudziestej trzeciej trzydzieści przy drodze prowadzącej do cerkwi. - Powiedział kładąc swoją rękę na dłoniach pozostałej dwójki.

2.

O umówionej godzinie, trójka przyjaciół spotkała się przy starej, gruntowej drodze prowadzącej do cerkwi. Droga była kręta i pełna dziur wypełnionych wodą po deszczu odbijającą ugwieżdżone niebo. Po prawej i lewej stronie rosły ogromne drzewa, które naginały się do siebie tworząc nad ścieżką ciemny tunel. - Macie latarki? - Zapytał Jimmy. Ubrany był na czarno a w ręku trzymał mały, srebrny kawałek metalu. - Pewnie nie pomyśleliście o tym, co? - dodał naciskając na włącznik. Lekki i nikły promień światła padł na twarz Mike'a. - Wyglądasz jak włamywacz. - Powiedział Mike. Jimmy skierował światło na Elizabeth, która najwyraźniej niczego nie zabrała. Ubrała się w ciemne jeansy i krótką, ciemnoniebieską bluzkę. - Słyszałam dzisiaj od przechodzącej pary o jakimś wypadku w naszym mieście. Jakieś dzieci wpadły pod rozpędzony samochód. - Ja też o tym słyszałem. - Powiedział Jimmy. - Choć sam nie wiem gdzie. Mike nie zwracając uwagi na rozmawiających przyjaciół, ściągnął plecak i wyciągnął swoją niebieska latarkę. Skierował ją wprost na Jimmi'ego i włączył. - Buuu! - Cholera! - Krzyknął oślepiony Jimmy. Jego niewielka latarka wypadła mu z rąk wpadając prosto do kałuży. - Zwariowałeś? - Powiedziała Beth. - Chcesz żeby ktoś nas zobaczył? - Tym bym się nie martwił. - Powiedział Mike. - Pytałem dziś rano moją mamę czy słyszała o cerkwi. Mówiła, że po tej stronie wioski nikt już nie mieszka. A ten cmentarz o którym mówiliście jest już stary i wypełniony po brzegi. Wątpię, żeby ktokolwiek się tam zapuszczał, zwłaszcza o tej porze. - No dobra. – Zaczął Jimmy podnosząc się z ziemi ze wzrokiem utkwionym w kałuży. - Wisisz mi dychę. - Możemy już iść? Czy chcecie się kłócić? - Powiedziała zirytowana Beth. Chłopcy popatrzyli po sobie i kiwnęli głowami. Gdy skończyli rozmawiać na niebie pojawiły się chmury, zakrywając przy tym ugwieżdżone niebo. Nagle zrobiło się ciemno i chłodno. Zerwał się wiatr, który zatrząsł koronami drzew. - Czuję się jak w cholernym władcy pierścieni. - Powiedział Mike, gdy znaleźli się pod drzewami. Trzymał swoją latarkę oświetlając drogę. Chwilę później ścieżka skręciła w lewo za starym, zardzewiałym znakiem drogowym („zakaz wjazdu”) i nagle po lewej stronie wyrósł przed nimi stary, zbudowany z cegieł budynek. Wznosił się na dwa, może trzy pietra i porośnięty był zeschniętą winoroślą. Zionął pustką i ciemnością a w miejscach gdzie powinny być okna wisiały spróchniałe ramy z powybijanymi szybami. - Gdzie się podziali Ci wszyscy ludzie? - Zapytał Mike. - Wygląda strasznie. - Twoja mama wspominała, że nikt już tu nie mieszka. - Powiedział Jimmy podchodząc do kolegi. - Mogę? - Dodał chwytając za latarkę, którą trzymał Mike. Odwrócił się na pięcie i skierował strumień światła wprost na rozpadający się budynek. Teraz w świetle latarki zobaczyli rozkruszające się cegły, których kawałki powpadały między winorośl. - Chodźcie, idziemy dalej. - Powiedziała Elizabeth. - Nie podoba mi się to miejsce. Jimmy i Mike posłuchali koleżanki i ruszyli przed siebie. Zaledwie kilka metrów przed nimi pojawiła się czarna, metalowa brama. - Jimmy, skieruj tam światło. - Powiedziała Beth kładąc ręce na metalowych prętach i wytężając wzrok w mroku. Kilka kroków przed nimi malowała się wyłożona kamieniami ścieżka, spomiędzy których wyrastała trawa. - Coraz mniej mi się to podoba. - Stwierdził Mike. - Ten straszny budynek, zamknięte przejście. Chyba czas wrócić do domu. Mam wrażenie, że w ogóle nie powinniśmy się tutaj zapuszczać. Długie, przeraźliwe skrzypnięcie zmroziło krew Mike'a. Okazało się, że przejście w ogóle nie było zamknięte. Jimmy po prostu pchnął ją ręką. Udało mu się ją przesunąć zostawiając niewielką szczelinę. - Chyba się zmieścimy. - Powiedział Jimmy. - Nie wiem jak Ty Mike, ale my z Beth na pewno. - Wal się, wchodzę pierwszy. Mike podszedł do bramy i bez trudu przecisnął się przez dziurę. Chwilę później pojawili się Jimmy i Elizabeth. - Myślę, że jesteśmy blisko. - Powiedział Jimmy, gdy szli wzdłuż kamiennej ścieżki. Nagle, wysoko ponad drzewami ujrzeli ciemny zarys kopuły cerkwi. - To krzyż. - Zawołała Elizabeth wskazując na ciemny kształt u wierzchołka budynku. Cała trójka przyśpieszyła kroku chcąc jak najszybciej dojść do celu. Minęli dawno zapomnianą stację paliw z zardzewiałymi i rozpadającymi się dystrybutorami paliwa i zanim się zorientowali, stali u podnóża wzniesienia. Na szczycie znajdowała się wielka, drewniana budowla w otoczeniu dwóch mniejszych. Nagle pojawiła się mgła, która otulała całe wzgórze niczym płaszcz, snując się między budynkami. - Cholera. - Zaklął Mike na widok kolejnej przeszkody. - Jeszcze jedna brama z ogrodzeniem. Drewniane ogrodzenie składało się z desek ułożonych poziomo jedna na drugiej i wyrastało wysoko ponad głową Jimmi'ego, który był najwyższy z całej trójki. - Chyba nic z tego. - Powiedziała Elizabeth. - Wracajmy do domu. Mike, który przez chwilę nic nie mówił popatrzył na bramę a następnie na Jimmi'ego i Beth. - No tak, ale gdybyśmy tylko sięgnęli krawędzi, moglibyśmy przeskoczyć. - Spójrzcie, w tym ogrodzeniu dziura. - Powiedział Jimmy wskazując na niewielkich rozmiarów lukę w kształcie trójkąta. Znajdowała się na wysokości kilkudziesięciu centymetrów. Nie czekając na reakcję kolegów, Elizabeth jako pierwsza wsadziła stopę we wnękę i odbijając się od ziemi, bez problemu przeskoczyła na drugą stronę. Chwilę później pojawili się Jimmy i Mike. Na samym szczycie ujrzeli wielką, trzy kopułową grekokatolicką cerkiew zbudowaną z drewnianych bali. Na tle ciemnego nieba, otulona mgłą, wyglądała majestatycznie. Na dole, w jej centrum umieszczone były grube i solidne drzwi wejściowe zagłębione w budynku. Ponad zadaszeniem u samej góry wyrastała szeroka, baniasta kopuła zwieńczona starym, metalowym krzyżem za którym jaśniał księżyc. - To cerkiew. - Powiedział Jimmy przerywając ciszę. - Mike, gdzie Twoja latarka? - Szlag. Zostawiłem ją po drugiej stronie. - Nieważne. Tędy i tak raczej nie wyjdziemy. - Powiedziała Beth patrząc na bramę przez która przed chwilą przeskoczyli. Z tej strony wydawała się znacznie wyższa. Nikt z całej trójki nie był w stanie jej sięgnąć. - Widzicie? - Zapytał Jimmy wskazując budynek znajdujący się niżej cerkwi. - To dzwonnica. Chyba jest otwarta. - Dodał patrząc na niepewne miny przyjaciół. - Przecież po to tu przyszliśmy. Później poszukamy innego wyjścia. Mike i Elizabeth kiwnęli głowami i cała trójka stanęła przed uchylonymi drzwiami. Znaleźli się w niewielkim, pachnącym starym drewnem pomieszczeniu. Na środku leżał ogromny głaz, porośnięty mchem i trawą. Jimmy spojrzał na Mike i Elizabeth. - Muszę wam coś powiedzieć o tym miejscu. - Powiedział z uśmiechem na twarzy. - Wiąże się z nim ciekawa historia. - Jaka historia? - Zapytali równocześnie Mike i Elizabeth. - Widzicie, cerkiew, która jest wyżej, została zbudowana w 1742 roku jako parafia prawosławna. Mniej więcej w tym samym czasie zbudowany został ten murowany budynek po lewej, który przed chwilą mineliśmy. To szkoła dla dzieci, które się tutaj uczyły. Jakieś sto lat później postanowiono dobudować dzwonnicę, w której właśnie się znajdujemy. Mike i Elizabeth podążali wzrokiem po budynkach przez puste okienka dzwonnicy, słuchając w ciszy opowiadania Jimmi'ego. - Na czas jej budowy nie przerywano zajęć w szkole. Dzieci wciąż się tutaj uczyły, ale zabroniono im wychodzić. Mimo to w pewien ulewny dzień, podczas którego wstrzymano prace, jeden z chłopców postanowił tam zajrzeć. Nie wiadomo do końca skąd wziął się tam ten wielki głaz. - Dodał Jimmy robiąc krótką pauzę. - Prawdopodobnie użyto go jako przeciwwagi do podniesienia dzwonu. Mike i Elizabeth popatrzyli po sobie z przerażeniem. - Jak sami widzicie dzwonnica nie jest zbyt duża. Gdy tylko chłopiec tu wszedł od razu natknął się na głaz stojący pod ścianą. Oparł się o niego a wtedy... Spadł na niego całym swoim ciężarem a jego krew rozbryznęła się po całym pomieszczeniu. - Dodał, wskazując pobliskie ściany z nieukrywana fascynacją na twarzy. - Mike, wszystko w porządku?. - Powiedziała nagle Elizabeth patrząc na kolegę, który z przerażenia wytrzeszczał oczy nie mogąc uwierzyć w historię Jimmi'ego. - Spieprzam stąd. - Powiedział cofając się powoli do wyjścia. Nogi miał jak z galarety a oczy wciąż utkwione w kamieniu. Idąc tyłem zapomniał o progu, który znajdował się przy wejściu do dzwonnicy. - Mike, uważaj! Łuppp. Tęgi chłopak całym impetem uderzył plecami o zimne, twarde kamienie. Z pobliskich krzaków wyleciało stado czarnych jak noc ptaków, które jeszcze mocniej go przeraziły. Uderzył tak mocno, iż nie mógł złapać powietrza w płuca. - Wszystko w porządku? - Zapytała ponownie Elizabeth podbiegając razem z Jimmym, który nie mógł powstrzymać śmiechu. Po kilku próbach złapania oddechu, Mike w końcu się uspokoił. - Dość wrażeń jak na jeden dzień, co nie, Mike? - Zapytał uradowany Jimmy. Chwilę później, tuż za nimi drewniane drzwi cerkwi uchyliły się z donośnym skrzypnięciem rozdzierającym ciszę dookoła nich. Czaił się w nich słaby, migoczący płomień. - Chyba czas stąd uciekać - Powiedział Jimmy spoglądając na Beth i Mike'a w oczach których malowało się przerażenie. Ale w jakiś niewytłumaczalny sposób nie mogli ruszyć się z miejsca. Coś ich zmuszało do wejścia przez mroczny próg cerkwi. Może była to ich ciekawość a może coś więcej. Czuli, że wszystko poza nimi przestało istnieć. Nie ma żadnej dzwonnicy, starej

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych