Wróć do katalogu

Cień

Jeden z pacjentów szpitala psychiatrycznego, ze zdiagnozowaną schizofrenią, sprawia personelowi kłopot. Być może nie jest jednak wcale chory...

mihaugal, opublikowano , 15 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mężczyzna w śnieżnobiałym kitlu podniósł wzrok znad okularów i spojrzał z pochyloną głową na swojego asystenta. - Proszę podać temu pacjentowi coś na uspokojenie – może uda mu się zasnąć… Młody człowiek zapisał sobie skrzętnie wskazówki i przytaknął. Spojrzał na lekarza w oczekiwaniu. Z mowy jego ciała łatwo można było wyczytać pytanie: „coś jeszcze?”. - Schizofrenia… Zmieńcie mu środek na… seconal… to, co dostawał do tej pory chyba się nie sprawdza… Mężczyzna spojrzał raz jeszcze na kartę choroby, po czym rozejrzał się po sali. „To już zdaje się wszyscy…” mruknął pod nosem do siebie, po czym głośniej dodał: - Chodźmy dalej. Po chwili kroki obydwu mężczyzn ucichły na szpitalnym korytarzu. Siostry z popołudniowej zmiany powoli zaczęły szykować się do zakończenia kolejnego dnia pracy. Za chwilę otrzymają wskazówki od asystenta, zaaplikują leki i będą mogły wracać do swoich domów. Tuż po przyjściu nocnej zmiany. Z drugiego końca sali dochodziły pojękiwania któregoś z pacjentów. Kolejna noc zabierała powietrze ze szpitalnych korytarzy i chowała je w czerni.

Do ciężkiej cholery… Ile jeszcze czasu będę musiał tutaj spędzić? Wciąż ci sami lekarze…,Bydlęta, rzeźnicy… Nie chcę ich żółtych wyrazów, nie chcę głośnych długopisów… Znów wstrzykną mi to świństwo… Znów przyjdzie… Na żer… Tym razem może po mnie? Słyszę go za każdym razem coraz bliżej! Ten szmer… lekki chichot… Wypuście mnie stąd! Proszę! Błagam! Żądam! Dajcie mi choć odrobinę czasu, dajcie mi cokolwiek. Traktujecie mnie jak jakiegoś świra… Trzymacie w zamknięciu. Nawet nie wiecie, jaką krzywdę mi tym robicie! To przychodzi każdego dnia. Za każdym razem, kiedy robi się ciemno – on przychodzi. Przychodzi i przygląda mi się. Jego oczy… Są straszne! Przewierca mnie nimi i zabiera mnie po kawałku! A wy mi mówicie, że jestem chory… Męczycie mnie… Nie! Znowu kitle, znowu pielęgniarka, znowu igła! Nie! Ach… Dlaczego mi to robicie… Dlaczego.. robicie… dlaczegoooo…

- Wytrzyj mu to… - pielęgniarki pomimo późnej godziny wciąż jeszcze krzątały się przy pacjentach – Jeszcze chwila i cały będzie w ślinie… Kobieca ręka mokrą ścierką przetarła twarz mężczyzny, zbierając z niej połowę śliny, a resztę rozsmarowując po jego twarzy. Za kilka godzin znowu trzeba będzie go wycierać. Środki zalecone przez lekarza otępiały umysł mężczyzny doszczętnie. Nie mógł po nich ruszyć ręką, nawet palcem… Z trudem przychodziło mu nawet mrugnięcie powieką… Oczy same opadały w dół, jakby ktoś zawiesił na nich ołowiane odważniki. Wzdłuż przeciwległych ścian przestronnej sali stały prawie równo rozstawione łóżka. Na każdym z nich leżał jakiś mężczyzna, obezwładniony po zaaplikowanych środkach. Większość z nich dawno już zdążyła zasnąć, tylko ten jeden nie. Zawsze zasypiał ostatni, jakby bronił się przez snem… Pielęgniarki rozejrzały się po łóżkach pacjentów, po czym wróciły do swojego pokoju na kawę i pączki, zostawiając salę spowitą w ciemności.

Idzie… Znowu… Nie mogę tego znieść. Znów usiądzie przy mnie, na skraju łóżka i będzie się we mnie wpatrywał… I kradł… Jutro rano znowu będzie mnie mniej… Kiedy starałem się wytłumaczyć to komisji, lekarzom – nie wierzyli… Pewnie - po co mi wierzyć, skoro prościej było naszprycować mnie jakimś gównem i zostawić tu tak śliniącego się, w zasranych gaciach. Pieniążki z ubezpieczenia płyną, po co więc się martwić… Zastrzyk rano, zastrzyk w południe i ostatni zastrzyk wieczorem. Śniadanie, obiad i kolacja… Sadyści… Znowu siada na łóżku i patrzy… Czuję, jak zagląda wprost do mojego umysłu! Wynoś się stąd! Przez większość czasu udaje mi się utrzymać go z dala od moich myśli, nie wpuszczać do siebie. Przygląda mi się wtedy i zabiera po kawałku, jakby chciał mnie połknąć, stać się mną… Coraz częściej czuję, jak swoimi ostrymi pazurami jeździ po moim mózgu… Ten ból… Staje się nie do wytrzymania! Kolejny dzień… Ile wytrzymam? Moje gałki oczne zaczynają drgać, gdy czuję ten dotyk na każdej kolejnej fałdzie… Ból tego dotyku jest okrutny! Zostaje po nim uczucie obecności magnesu, który rezonuje na wszystkie strony mącąc działanie mojego umysłu. Ostatni zastrzyk zupełnie mnie zniewolił. Jak wszystkie poprzednie zresztą… Nie mogę się ruszyć, nawet nie mogę drgnąć! Czy mogę krzyczeć? Mogę? Nie wytrzymam dłużej… To boli!!! To coś kładzie się na mnie… Nie chcę!!! Porusza się do przodu i w tył, zdziera ze mnie moją świadomość! Zabierzcie to ode mnie! Słyszycie mnie? Hej! Słyszyyyycieee mnieeee?!

- Który się tam tak drze? – Maria, jedna z pielęgniarek podniosła się z kanapy i przeniosła wzrok z ekranu telewizora na salę F. Wszyscy pacjenci leżeli spokojnie. Żaden się nie ruszał. Jedynie z końca sali dobiegał głośny wrzask. - Co jest, do licha? – mruknęła pod nosem kobieta i ruszyła do drzwi prowadzących na salę. Przed wejściem do pomieszczenia włączyła latarkę. Przepis wydany przez dyrekcję szpitala zabraniał im w nocy zapalać światło w salach, budziło to pacjentów i stwarzało konieczność aplikowania im kolejnych dawek środków nasennych. Pielęgniarkom także nie było na rękę budzenie naraz w środku nocy gromady ponad trzydziestu świrów, zbyt dużo roboty później jest z nimi… Kobieta przekroczyła próg sali i ruszyła w stronę, z której dochodziły wrzaski. Już po kilku krokach wiedziała który to pacjent. Obróciła się na pięcie i wróciła do drzwi. Zrezygnowanym ruchem ręki przełączyła kontakt i zgasiła latarkę. „Tak się drze, że i tak za chwilę pobudzi całą resztę…” - pomyślała krzywiąc usta. Po chwili lampy rozbłysły mlecznym światłem. Pielęgniarka podeszła do szyby pomiędzy salą, a pokojem lekarskim i energicznie zapukała w szkło. W chwilę później po drugiej stronie pokazała się zaspana twarz jej koleżanki, która wzruszyła ramionami i bezgłośnie zapytała „O co chodzi?”. Maria machnęła ręką. - Idź po któregoś z lekarzy. Ten z końca sali… Znowu krzyczy. – Pokazała szybkim gestem w stronę wrzasków. Pielęgniarka za szybą westchnęła i skinęła głową. Po sekundzie zniknęła za drzwiami pokoju. Maria ruszyła do krzyczącego pacjenta. Ludzie na mijanych przez nią łóżkach na razie pogrążeni byli jeszcze we śnie. „Oby tak im zostało, do diabła…” mruknęła pod nosem. Widok pacjenta wydającego z siebie nieartykułowane wrzaski wzbudził w niej współczucie…

Idź stąd… Spadaj… Spieprzaj! Zostaw… Heeeej! Niech ktoś tu przyjdzie!!! Światło! Nareszcie… Ale dlaczego to nie zniknęło? Wciąż tu jest… Wciąż szczypie mój mózg… Ktoś idzie! Pomóż mi! Słyszysz mnie?! Pomocy! Ulga… Gdzieś uciekł, ciekawe na jak długo… Widzę to! Czołga się pod ścianą, ucieka w stronę wyjścia! Złapcie to! Inaczej znowu tu po mnie przyjdzie… Dlaczego go wypuściliście…

Zaspany lekarz drapał swój policzek, który przez kilka godzin zdążył pokryć się milimetrowym zarostem. Wyrwany dopiero co ze snu próbował skoncentrować swoje myśli na pacjencie. - Doktorze? – usłyszał ponaglający głos pielęgniarki. Wolałby spać dalej, chociażby na tej nędznej kanapie w kantorku lekarskim. Cały następny dzień znów spędzi na dyżurze. Następny dzień, czyli za jakieś cztery godziny. - Co zalecił ordynator? – spytał mężczyzna wertując…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych