Wróć do katalogu

Cień jednorożca - rozdział 2

kolejny rozdział - zapraszam

neweta, opublikowano , 23 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział drugi Męczyły go złe sny i ból. Ktoś podawał mu kubki z bulionem i medykamentami, które ukoiły ból. Budził się i zasypiał nieskończoną ilość razy, posłusznie pijąc to, co przykładano do jego ust, pozwalając się odprowadzać do łaźni i toalety – poza tym nie zdawał sobie sprawy, co się z nim dzieje. Gdy męczyły go koszmary, koiły go czyjeś chłodne ręce lub cudownie zimne okłady. Ocknął się niespodziewanie, czując ostry aromat leczniczych ziół, którym było przesycone powietrze. Rozpoznał je w jednej chwili – ich wywar zapobiegał zapaleniu płuc. Ktoś znał się na rzeczy, proporcje składników były idealne. Odetchnął głęboko, wdychając także inne zapachy: gotowanej gdzieś w pobliżu strawy, łagodną woń mydlanego korzenia. Czuł na skórze chłodny i szorstki dotyk pościeli i... czyjąś dłoń na swoim czole. Otworzył oczy. Tuż nad nim pochylała się jakaś kobieta, mająca nie więcej niż czterdzieści lat. Jej włosy, związane na karku w ciasny węzeł, miały odcień jesiennego złota. Z raczej trójkątnej twarzy o zdecydowanych rysach, wyzierały bardzo przenikliwe niebieskie oczy, przyglądające mu się czujnie. – Jak się czujesz? – spytała z troską w głosie. – Pić – wychrypiał przez wyschnięte gardło. Kobieta przytknęła do jego ust kubek wypełniony ożywczym naparem. Zaksztusił się. – Jak długo tutaj jestem? – spytał. – Kim jesteście, pani? Kobieta uśmiechnęła się wyrozumiale. – Mam na imię Krista i jestem gospodynią tego domostwa – odparła. – Przebywasz u mnie już prawie cztery tygodnie. Byłeś bardzo ciężko chory. Kalian zamrugał zaskoczony. – Cztery tygodnie... Jak się tu znalazłem? I co to za miejsce? – próbował się podnieść, ale ból w plecach powalił go z powrotem na poduszki. – Powinieneś jeszcze leżeć, chłopcze – upomniała go stanowczo Pani Krista. – Nasza wioska nazywa się Zielony Gaj. Przywiózł cię tutaj koń rycerza Louisa. Byłeś w takim stanie, że nie wiedzieliśmy, czy uda się ciebie odratować. Rycerz Louis opłacił twój pobyt w naszej osadzie, póki całkiem nie wydobrzejesz. Kalianowi zaczęło coś świtać w głowie. Jak przez mgłę przypominał sobie, że leżał w przydrożnym rowie, a potem jechał na koniu. – Dziękuję, że się mną zajęliście, pani – powiedział z wdzięcznością. – Nie mnie jesteś winien podziękowania – potrząsnęła głową. – Jesteś głodny? – Jeszcze jak! Szybko wracał do pełni sił. Sprawiły to nie tylko leki, lecz także doskonała opieka. Pani Krista miała ten dar. W jej domu czuło się wewnętrzne ciepło, które nieomal przenikało przez ściany prosto do serc, zarówno ludzi, jak i zwierząt. Kalian czuł się tutaj wspaniale, jak jeszcze nigdy przedtem. Rycerz Louis zostawił dla niego wiadomość. Na złożonej na czworo kartce papieru znajdował się jego adres w Cargen, stolicy Keresh, a także krótkie przeprosiny i życzenia powrotu do zdrowia. Kalian uznał, że Cargen to doskonałe miejsce, aby rozpocząć nowe, normalne życie. Nie mógł przecież zostać w Zielonym Gaju – to było za blisko Osady Irulan. Cargen... Nie był jeszcze nigdy w mieście, ale przecież miał już tam przyjaciela. Następnego dnia, po porannej zmianie opatrunku, Pani Krista przyniosła Kalianowi nowe ubranie. Krawiec zdjął miarę z łachmanów, które natychmiast potem spalono. Okazało się, że Louis zapłacił i za to, a także za nowe buty ze skóry. Kalian był zachwycony – nigdy w życiu nie miał na sobie całkiem nowego ubrania, nosząc zwykle stare rzeczy, z których starsi chłopcy zdążyli już wyrosnąć. Pani Krista pomogła mu rozczesać i zapleść włosy, gdyż kategorycznie odmówił ich obcięcia. Nigdy ich nie obcinał. Kiedy miał dziesięć lat, Alis ogoliła mu głowę na łyso i dobrze zapamiętał wszystkie upokorzenia, jakie go wówczas spotkały. Pani Krista uchodziła w Zielonym Gaju za uzdrawiaczkę i zielarkę. Kalian ukradkiem przyglądał się jej pracy i musiał przyznać, że doskonale potrafiła komponować zioła, by uzyskać lek na określoną chorobę czy też dolegliwość. Sam nie zdradził się ze swoim talentem. Uznał to za niepotrzebne – w Osadzie Irulan nikt go za to nie cenił, ani nie szanował, nikt też nie chciał korzystać z jego porad. Był pewien, że i mieszkańcy Zielonego Gaju też nie byliby nim zachwyceni, gdyby jego magiczne zdolności wyszły na jaw. Po kolejnych dwóch tygodniach pobytu w wiosce Pani Krista uznała, iż jej podopieczny jest zdrów i ostatecznie zdjęła opatrunki. – Niestety, blizny pozostaną – zauważyła z zafrasowaniem. Kalian naciągnął koszulę i wzruszył lekceważąco ramionami. – Może to i lepiej – stwierdził obojętnie. Pani Krista przyjrzała mu się uważnie. – Chcesz o tym porozmawiać? Potrząsnął głową i odwrócił wzrok. Pani Krista westchnęła i podała mu dwa pudełka z obrzydliwie wyglądającą i równie obrzydliwie cuchnącą mazią. – Kiedy zaczniesz odczuwać ból w plecach, posmaruj i zabandażuj na noc. To dobra maść. – Dzięki wam, pani. Uśmiechnęła się smutno. – Wiem, że chcesz odejść, Kalianie, i nie mam ci tego za złe. Każdy musi znaleźć w życiu własną drogę. Ale pamiętaj, że zawsze możesz tu wrócić – w jej oczach pojawiły się łzy. – Nigdy nie miałam dzieci, ale do ciebie przywiązałam się jak do własnego syna – wyznała szczerze. Kalian objął ją serdecznie. – Dzięki wam za te słowa, pani – obiecał.

Tym razem ruszał w podróż z pełnym rynsztunkiem i wyraźnym celem, do którego chciał dotrzeć. Droga do Cargen powinna mu zająć od tygodnia do dwóch. Około południa zatrzymał się na krótki odpoczynek i posiłek w niewielkim, przydrożnym gaju. Wieczorem wymościł sobie legowisko w znajdującym się niedaleko od Traktu stogu siana, które pachniało słońcem i świeżością. Tam spędził noc, a rankiem, zbudzony ogłuszającym wręcz trelem słowika, ruszył w drogę. Po dwóch dniach dotarł do Starego Miasta, gdzie przenocował pod dachem gospody i zakupił nieco żywności na dalszą wędrówkę. Następną, znacznie większą osadą na Trakcie, był Perłowy Targ, znany z handlu tym bezcennym towarem i innymi, równie cennymi. Kalian pierwszy raz na oczy widział tak wielkie zbiorowisko domów i ludzi i był zdumiony. Od karczmarza, któremu wyjawił cel swojej podróży, dowiedział się, że Cargen jest o wielokrotnie większe od Perłowego Targu. Kalian nie potrafił sobie nawet tego wyobrazić. Im bliżej stolicy, tym Trakt stawał się coraz bardziej zatłoczony. Coraz częściej można było napotkać oddziały zbrojnych – konnych i pieszych, wozy z zaopatrzeniem dla wojska, grupki młodych mężczyzn, których powołano do armii, a także karawany kupieckie i innych wędrowców zdążających w obydwie strony. Zanim Kalian dotarł do Wzgórz Margateńskich, minął jeszcze dwa większe miasta, nad którymi górowały wieże zamków, oraz sześć czy siedem wiosek. I wreszcie, dziewiątego dnia podróży, jego oczom ukazało się królewskie miasto Cargen, stolica Keresh. Ze wgórza, na które właśnie się wspiął, roztaczał się wspaniały widok na miasto, rozsiadłe u podnóża, w dolinie rzeki Immarion. Na samym szczycie sąsiedniego wzgórza stały wysokie budynki, niektóre ze strzelistymi wieżami i basztami. Kalian domyślił się, że to zamek królewski. Otaczała go połać zielonej przestrzeni, upstrzona tu i ówdzie drzewami i zagajnikami. Całość otaczał wysoki mur z bramą wychodzącą na miasto. Ono również było otoczone zewnętrznym pierścieniem murów, które ginęły pośród domów, wylewających się spoza nich, niczym woda z pękniętego dzbana i rozkładających się malowniczo wzdłuż Traktu. Kalian ruszył w dół wzgórza, zastanawiając się, co powiedzieć rycerzowi Louisowi. Nie był pewien, jak ten może zareagować, kiedy się dowie, iż ocalił życie czarownikowi. Kaliana naprawdę dręczyła ta kwestia. Dobrze pamiętał, jak traktowali go mieszkańcy Osady Irulan wiedząc o jego talencie i ludzie z Zielonego Gaju, nie znający całej prawdy o nim. Po dłuższym namyśle zdecydował, że najlepiej będzie trzymać język za zębami. Tylko w tej jednej, jedynej sprawie. Przybył do bramy w pierwszym obwodzie wałów, przy której stała miejska straż. Wartownicy nie zwrócili uwagi na skromnie ubranego młodego mężczyznę, przekraczającego bramę wraz z mrowiem innych ludzi. Wewnątrz murów harmider i rwetes był nie do wytrzymania. Obrazy i dźwięki mieszały się z zapachami, atakując zmysły Kaliana ze wszystkich stron. Cóż, w końcu dotarł do Cargen, nie miał jednak pojęcia, jak w tym gąszczu odnaleźć kwaterę rycerza Louisa. Adres miał zapisany na kartce, ale kogo by się tu spytać o drogę... Wartownik, stający przy bramie w drugim obwodzie wałów, z uwagą przyjrzał się karteluszkowi. – Widzisz ten znak tutaj, chłopcze? To symbol służby królewskiej. Ten twój Louis jest rycerzem w gwardii przybocznej króla Rathena. Musisz iść tam – wskazał ręką długi budynek z szeregiem okien, położony niedaleko Zamku. – Dziękuję wam, panie – Kalian skłonił się z wdzięcznością. Można się było tego domyślić, że skoro Louis był królewskim posłańcem, to był również także gwardzistą króla. Co do znaku, myślał, iż jest to herb Louisa i to dość nieudolnie narysowany, wyglądający raczej na rozmazany kleks. Na progu budynku gwardii Kalian zderzył się z rosłym mężczyzną, wychodzącym w pośpiechu. Młody człowiek z hukiem uderzył w futrynę drzwi, aż gwiazdki zatańczyły mu przed oczyma. – A niech to wszystkie jednorożce, to naprawdę ty, chłopcze? A więc jednak mnie odnalazłeś? – zahuczał nad głową Kaliana znajomy i dziwnie rozradowany głos. – Aiken, zajmij się nim, póki nie wrócę od króla. Tylko nie przeholuj – dodał ostrzegawczo. – Ten dzieciak był ostatnio ciężko chory. – Tak jest, panie – odparł służbiście chłopak niewiele starszy od Kaliana, będący właścicielem płomiennorudej czupryny i niezwykle zielonych oczu. Wyciągnął rękę i pomógł mu podnieść się z podłogi. – Strasznie twarde te futryny – zauważył z uśmiechem. Kalian odpowiedział skrzywieniem warg, rozcierając sobie tył głowy. – Mam na imię Kalian – przedstawił się. – Jestem Aiken, giermek rycerza Louisa. A ty, jak sądzę, masz być moim pomocnikiem. – Co będę robił? – spytał rzeczowo. Aiken poprowadził go poprzez długi hol, a potem korytarz. Wnętrze budowli było surowe i proste – nic tylko gołe, kamienne ściany, złagodzone tu i ówdzie wielkim gobelinem, przedstawiającym sceny łowieckie lub bitewne. – Kiedy rycerz bawi w stolicy, będziesz zajmował się zwykłymi obowiązkami: sprzątaniem, cerowaniem podartych ubrań i tak dalej. Od czasu do czasu rycerz może posłać cię z wiadomością do zamku, bądź też na miasto. Kiedy gwardia obozuje w polu, do tego wszystkiego dochodzi gotowanie, rozbijanie namiotu, pilnowanie wozu, czyszczenie broni i zbroi, oporządzanie koni – Aiken doszedł do końca korytarza, skręcił w lewo, otworzył drugie z kolei drzwi i wszedł do środka. – Oto nasza kwatera – oznajmił z dumą. Izba była niewielka, choć Kalianowi wydała się prawdziwym pałacem. Trudno się zresztą dziwić, skoro dotychczas za łoże służyła mu garść słomy oraz parę starych szmat i nigdy nie istniał nawet kąt, który mógłby nazwać swoim. Choć niewiele było tutaj sprzętów – zaledwie biurko, dwa krzesła, szafa i łóżko – to było jak długo oczekiwane spełnienie marzeń. Szczególnie łoże przyciągnęło jego uwagę – nigdy jeszcze nie widział równie dziwacznej konstrukcji. Aiken zauważył jego spojrzenie i uśmiechnął się wyrozumiale. – To piętrowe łóżko – wyjaśnił bez wyższości. – Chcesz górne czy dolne? – To nie wygląda nazbyt…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych