Cienie Wieczornej Pory
O śmierci, która nie ma sensu i o życiu, które powinno się toczyć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Szedł spokojnie ulicą. O tej porze było raczej pusto, lecz miasto wcale jeszcze nie spało. Dobrze o tym wiedział i dlatego chciał jak najszybciej dojść do Wileńskiego. Targowa jest dość dużą ulicą, więc dawała pozory dość bezpiecznej. Cały czas jeździły tu przecież samochody, zupełnie jak w biały dzień, nie to co w jakichś ciemnych zaułkach kilka do kilkunastu metrów stąd. Z resztą nie rzucał się zbytnio w oczy. Wyglądał dość zwyczajnie. Ubrany był w jasnoniebieskie dżinsy Wrangler-a i szarą kurtkę zimową zapiętą pod szyję, poza tym jeszcze tylko czapka z dwoma śmiesznymi żółtymi pomponikami, nasunięta niemal na oczy. Nie wolno jeszcze zapominać o ciemnozielonym szaliku, z którym marek raczej się nie rozstawał, ponieważ dostał go od najważniejszej osoby na całym świecie - swojej ukochanej dziewczyny, Magdy.
Marek nigdy nikogo nie zaczepiał i nikomu nie wadził. Nie udzielał się także politycznie, ponieważ uważał, że ten kraj zmierza na dno i nie da się mu już pomóc w pojedynkę, a nie ma siły, aby szukać jakichś zapaleńców. Uczniowie tacy jak on zawsze byli zauważani przez nauczycieli, lecz nie z powodu zachowania, ponieważ Marek był bardzo cichy i spokojny, lecz z powodu zdolności i pasji. Marek miał zdolności i bzika na punkcie komputerów, a pierwszy jego pecet był nawet obdarzony imieniem. Chłopak nigdy nie miał dość odwagi aby wziąć udział w jakimś międzyszkolnym konkursie, lecz został do tego niemal zmuszony przez swoją ulubioną profesorkę, która tak długo nalegała, aby zgłosił się do olimpiady informatycznej, że w końcu przełamał się i wystartował. To było cudowne uczucie, gdy przeszedł do kolejnego etapu i po sześciu tygodniach dość ciężkiej pracy zakwalifikował się do finału. Cała szkołą gratulowała mu drugiego miejsca, gdy wrócił z rozdania nagród. Od tego momentu dokonał się w jego życiu wielki przełom. Po pierwsze Marek zaczął wierzyć w siebie i startował w niemal każdej takiej imprezie zajmując czołowe miejsca, a po drugie wreszcie przestał być sam. Na finałach olimpiady poznał cudowną dziewczynę, która od razu mu się spodobała. Nigdy nie spodziewał się czegoś takiego po sobie. Nie sądził, że będzie zdolny zaprosić obcą dziewczynę na spacer, kawę, kino..., ale jednak to uczynił i z tą chwilą cały jego świat się zmienił. Już w dwa dni po pierwszej randce wyznał jej swoje uczucia. - Kocham Cię od pierwszego momentu kiedy na mnie spojrzałaś. Jeżeli nie zechcesz ze mną chodzić, to po prostu uschnę jak kwiat bez wody. - Na nic lepszego nie było go stać. Czuł się tak jakby to nie on mówił te słowa, lecz takie myślenie było o wiele prostsze. - Tak. Chcę z Tobą być - odpowiedziała Magda bez wahania - Tylko przy Tobie czuję, że jestem. Marek był najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Na pewno tak było.
Od tych wydarzeń minęły jednak ponad cztery miesiące i teraz Marek myślał tylko jak bardzo chciałby się do niej przytulić, a tymczasem wokoło niego wirowały płatki śniegu i wiał zimny wiatr... - Wyskakuj z telefonu chuju - usłyszał za plecami. - Słucham? - nie bardzo wiedział co się dzieje wokoło niego. Szybko się jednak przebudził i zorientował, że otacza go co najmniej czterech dryblasów z łysymi głowami. "Chyba musi być im zimno bez czapek" pomyślał sobie i uśmiechnął się lekko. - Z czego się cieszysz kretynie? Oddaj telefon i wszystko będzie dobrze. - Nie mam telefonu. - Odparł Marek, który w tej chwili z bardzo poważną miną starał się przyjrzeć wszystkim napastnikom. Nie miało to jednak większego sensu, gdyż każdy z nich zakrył pół swojej twarzy szalikiem jakiejkolwiek drużyny piłkarskiej. - I myślisz, że ci w to uwierzę cwelu? Na jakim ty świecie żyjesz? Może cię pierdolnąć, to od razu inaczej będziesz gadał. - Naprawdę nie mam telefonu. - powtórzył Marek, który dobrze zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Gorsze było jednak to, że wcale nie zgrywał bohatera, by chronić swoje dobra, lecz faktycznie nie miał telefonu, nie był mu potrzebny. - Dawaj telefon kurwo! - krzyknął jeden z dresiarzy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil eloar
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…